Listy od czytelników nr 48/2016

Listy od czytelników nr 48/2016

Minister chaosu (PRZEGLĄD nr 47/2016)

Nie jestem zwolennikiem reformy, ale zabawne, że przeciw niej używa się tych samych argumentów, które padały podczas tworzenia gimnazjów kilkanaście lat temu.

Michał Suchoń

Nikt nie wie, po co powstały gimnazja. Nie było problemu z patologią w ośmioletnich podstawówkach. Śmieszą trochę te argumenty o super programach stosowanych w gimnazjach w celu humanizowania uczniów. Nie trzeba by stosować tych programów, gdyby nie istniały gimnazja. Do niedawna sam SLD był przeciwnikiem gimnazjów, teraz występuje jako główny orędownik pozostania przy tym Buzkowym tworze. Postulaty opozycji powinny skupić się na tworzeniu małych klas, do maksimum 20 osób, reaktywacji wiejskich szkół podstawowych, odpowiedniego programu nauczania, a nie popieraniu czegoś tak chorego jak gimnazja tylko dlatego, żeby być w opozycji do PiS. Likwidacja gimnazjów mogłaby być jedyną dobrą zmianą w tych koszmarnych czasach.

Łukasz Żyła

Tak, ale jak się to w końcu ułożyło i opanowano z grubsza patologię, to teraz znowu zmiana. A kiedy przyjdzie następny rząd, jeszcze raz zmieni. Już lepiej byłoby zostawić te gimnazja na jeszcze 20 lat. Poza tym upchnięcie tylu osób w dwóch szkołach zamiast trzech, raczej nie będzie sprzyjać zmniejszaniu klas.

Michał Suchoń

Gimnazjum to jest patologia. Likwidacja gimnazjów to najlepsze, co PiS może zrobić dla polskich dzieci.

Bogusia Piętak

Jeśli gimnazja są rozsadnikiem patologii, to może je zlikwidować i ograniczyć obowiązek szkolny do sześciu klas?

Józef Taran

A może dzieciaki zamrozić w szóstej klasie i odmrozić przed maturą? Przynajmniej nie będzie problemów.

Zofia Irena Gutkowska

Łatwo jest zniszczyć to, co już działało dobrze. Ot, będzie Polska w ruinie, szkolnictwo także.

Maria Rawo

Prawie 20 lat temu zapisałem się do ZNP, bo sprzeciwiał się reformie Buzka. Teraz mam wrażenie, że usiłuje się wykorzystać nauczycieli do walki z reżimem PiS. Bardzo piękny cel, ale pamiętam dobrze poprzednich ministrów i przy tym, jak minister Kluzik-Rostkowska obrażała non stop nauczycieli, w dodatku szczując na nich rodziców, obecna wydaje się mistrzem elegancji. A reforma? Wolałbym, żeby jej nie było, ale to już zupełnie inna sprawa i związek zamiast walczyć z czymś, na co nie ma wpływu (a trzeba pamiętać, że postulat likwidacji gimnazjów był jasno stawiany w kampanii wyborczej), powinien się skupić na osłonie nauczycieli zwalnianych z gimnazjów – np. zapewnić im pierwszeństwo w zatrudnieniu w podstawówkach i liceach – no i na walce o finansowanie nauczycielskich pensji z budżetu państwa, żeby nie było ciągłego napuszczania na nas samorządów. Trzecia sprawa to podwyżki – np. podniesienie pensji nauczycieli do uposażenia oficera w wojsku polskim.

Olaf Swolkień

Wychodzi na to, że za „komuny” w szkołach była sama patologia. Nie lubię PiS, ale nie przesadzajcie. Te gimnazja były potrzebne jak wrzód na pewnej części ciała. Przy okazji polikwidowano szkoły zawodowe. No bo to było takie modne – cofnąć się do czasów sanacji.

Robert Robinson Miliński

Nie wiem, czy istnieje patologia w gimnazjum, bo jej nie zauważyłam. Ale przeniesienie tej starszej młodzieży do podstawówki niczego w tym względzie nie zmieni, wręcz przeciwnie.

Maria Rogocz

Można zmieniać, byle nie za często, z głową i w przygotowany sposób. Proponowana reforma nie spełnia przynajmniej dwóch z powyższych warunków.

Jan Gutorski

Prawda jest taka, że tego rodzaju „dobra zmiana” jest wprowadzana wyłącznie dla samej zmiany, po to by zniweczyć wszystko, co robili poprzednicy. Chodzi o robienie na złość poprzednikom – bez celu, bez sensu, bez przemyślania tematu, byle pan prezes był zadowolony i wbijał szpile.

Tomek

Trzeci głos (PRZEGLĄD nr 44/2016)
Piszę ten list pod wrażeniem filmu „Wołyń” oraz dwugłosu polsko-ukraińskiego dr Olgi Linkiewicz i Petra Tyma (PRZEGLĄD nr 44). Przypisuję sobie prawo do zabrania głosu, ponieważ w czasie rzezi wołyńskiej, nie boję się użyć tego określenia, miałem 12-13 lat i mieszkałem w Łucku na Wołyniu.

O tym, co można zobaczyć na ekranie, dowiadywałem się od tych, którym udało się uciec przed śmiercią i schronić się w Łucku, mieście wojewódzkim z silnym garnizonem niemieckim, wolnym od band nacjonalistów ukraińskich. To były opowieści naocznych świadków.

Moja o 11 lat młodsza siostra była filmem zszokowana, chwilami zamykała oczy, a ja oglądałem film spokojnie, z satysfakcją, że nareszcie głośno się zrobiło o przemilczanej zbrodni. Chociaż nie na tyle głośno, żeby uznać to za pełny sukces. To nie film „Smoleńsk”, na który minister Macierewicz chce wysyłać wojsko, a minister Zalewska uczniów, aby była frekwencja. Na „Wołyń” chodzi moje pokolenie. Ale dobre i to.

Zdaniem dr Linkiewicz film jest uniwersalnym przesłaniem dla wszystkich, ukazaniem zła, jakie niesie nacjonalizm. Petro Tyma, prezes Związku Ukraińców w Polsce, uważa natomiast, że „Wołyń” jest częścią polskiej polityki historycznej, utrwala jej negatywny, konfrontacyjny nurt. Wytyka, że pojawiają się banery z napisem „Wołyń pamiętamy”.

I dobrze, że pamiętamy, zresztą same władze Ukrainy nie pozwalają nam zapomnieć, ustanawiając patronami ulic bohaterów UPA – Banderę i Szuchewycza. Mało tego, ukraiński parlament ustawowo, pod groźbą więzienia, nie pozwala na ich krytykę.

Na pytanie, czy poznamy przyczyny czystki etnicznej, dr Linkiewicz odpowiada, że szukanie przyczyny rzezi w polityce państwa polskiego czy stosunku Polaków do Ukraińców przed wojną jest uproszczeniem. Tutaj pozwolę sobie mieć inne zdanie. Palenie prawosławnych cerkwi, zmuszanie siłą do przechodzenia na katolicyzm, pacyfikacja wsi, tłumienie ostrą amunicją strajków chłopskich zostawiło ślad w mentalności ludności ukraińskiej.

Aby lepiej zrozumieć powikłane losy tamtych terenów, polecam ciekawą książkę „Burza od Wschodu. Wspomnienia z Kijowszczyzny (1918-1920)” Marii Dunin-Kozickiej, żony właściciela ziemskiego. Ciekawy jest zestaw na końcu książki fotografii pałaców szlachty polskiej w konfrontacji z chałupą chłopa ukraińskiego. Panowie szlachta też byli różni. Polacy nie są narodem bez skazy.

Zaprezentowany przez PRZEGLĄD dwugłos pokazał, że chociaż od tamtych wydarzeń upłynęło ponad 70 lat, trudno o zgodne poglądy dwojga historyków, Polki i Ukraińca. Ta polemika, w której obie strony w pewnych kwestiach miały rację, nasunęła mi pewną myśl. Temat stosunków obu narodów, wliczając w to też akcję „Wisła”, zasługuje na filmową trylogię. Pierwsza część powinna zawierać szeroki i obiektywny opis dziejów na wschodzie przed 1939 r., drugą część już mamy, a w trzeciej temat po 1945 r. do dzisiaj.

Ryszard – Wołyniak

PS Oczywiście, jak do każdego filmu, także i do tego można mieć krytyczne uwagi. Pierwsza z brzegu: zamordowanego Zygmunta Rumla ubrano w galowy mundur przedwojennego oficera, ale zapomniano nadmienić, że był on dowódcą okręgu Batalionów Chłopskich. ? propos, prezes Kurski wyraźnie nie dopilnował programu, puszczając 7 listopada w TVP Historia o godz. 12.40 filmik „Tagebuch. Dziennik dr. Hansa Franka”. Ten wiarygodny świadek za największe zagrożenie dla zaplecza frontu wymienia Gwardię Narodową, powstałą z inicjatywy PPR, i Bataliony Chłopskie. Jest to niezgodne z obecną polityką historyczną. Należy upomnieć prezesa.

SLD daleko od ludzi (PRZEGLĄD nr 47/2016)
Bardzo trafne uwagi Gavina Rae dotyczące KOD („Selfie z Petru nie jest dobrym pomysłem”, PRZEGLĄD nr 47) jeszcze bardziej pasują do panów Czarzastego, Gawkowskiego i reszty tych podobnie „lewicowo wrażliwych” celebrytów z SLD, tak zatroskanych losem zwykłych ludzi. Szkoda, że jedynie werbalnie i na dodatek daleko od tych, o których rzekomo tak się troszczą.

Ryszard Domin

Pułapka na zweryfikowanych funkcjonariuszy
Skierowany do Sejmu przez Rządowe Centrum Legislacji projekt ustawy o zmianie ustawy o zaopatrzeniu emerytalnym funkcjonariuszy policji rażąco różni się od tego, który w lipcu został przedstawiony do opiniowania.

Do projektu wprowadzono autopoprawkę, w wyniku której tzw. maksymalne kwoty emerytur i rent mają obejmować wszystkich funkcjonariuszy, którzy pełnili służbę na rzecz totalitarnego państwa (bez względu na okres tej służby) oraz pozostałych po nich rencistów rodzinnych. Niezależnie od okresu pracy w organie wymienionym w katalogu IPN emerytura ulega przeliczeniu do maksymalnie przeciętnego świadczenia ZUS (czyli ok. 2050 zł brutto). Oznacza to w praktyce, że tym funkcjonariuszom służba w policji po 1990 r. nie będzie wliczana do wysługi emerytalnej.

Zmiany wprowadzone ustawą są pułapką dla wszystkich, którzy rozpoczęli służbę w PRL i przesłużyli co najmniej 15 lat w służbach RP. Gdyby 25 lat temu jasno im powiedziano, że nie wypracują emerytur mundurowych, mogliby przed nabyciem resortowych uprawnień emerytalnych zwolnić się z policji i wypracować godną emeryturę z ZUS.

Z chwilą rozwiązania SB funkcjonariusze tej służby zostali zwolnieni. Niektórzy z nich zostali potem przyjęci do policji i ABW. Służba w policji nie miała więc nic wspólnego z wcześniej wykonywaną pracą. Dlatego brak jest logicznego uzasadnienia dla proponowanego obniżenia emerytur za okres służby w policji. Chyba że ustawodawca uzna, że III RP również była państwem totalitarnym. Dlatego uważam, że projekt tej ustawy jest dalece nieprzyzwoity.

Ireneusz Domagała

Stanowisko Rady Krajowej Towarzystwa Kultury Świeckiej im. Tadeusza Kotarbińskiego wobec obecnej sytuacji w naszym kraju
Minął już rok od objęcia w Polsce pełni władzy przez Prawo i Sprawiedliwość, podkreślające – podobnie jak Platforma Obywatelska – swoją genealogię i etos solidarnościowy.

Z uznaniem odnotowujemy przedsięwzięcia i programy zmierzające do zmniejszenia, a w każdym razie zahamowania powiększania się dysproporcji materialnych i warunków życiowych między bogatymi a ubogimi, między mieszkańcami małych miejscowości a mieszkańcami metropolii. (…)

Ale nasz niepokój wywołują inne decyzje i działania władzy państwowej. Z pełną dezaprobatą odnosimy się do odrzucenia wzorca liberalno-demokratycznego państwa. Sprzeciwiamy się supremacji władzy wykonawczej, niczym nie równoważonej i niczym nie ograniczonej. Sprzeciwiamy się również monopolizowaniu jej przez jedną partię. Z niepokojem doświadczamy stawiania się obecnej władzy ponad prawem lub traktowania go w sposób instrumentalny i doraźny. Budzi nasz sprzeciw uznawanie się kogokolwiek za reprezentanta wszystkich. Polska, nasza kultura i społeczeństwo, są pluralistyczne, co traktujemy jako narodowe bogactwo i źródło żywotności.

Sprzeciwiamy się naruszaniu, kwestionowaniu i odrzucaniu praw, które w kulturze europejskiej zostały od dawna uznane za niezbywalne i przysługujące wszystkim ludziom. Prawa człowieka i obywatela dotyczą każdego, niezależnie od jego poglądów, pochodzenia i płci. Z dezaprobatą odnosimy się do sprawowania przez władzę państwową kontroli nad kulturą, zwłaszcza do wymuszania wyznaczonych treści. Kultura, w niej nauka i historia, (…) musi być obszarem wolności, krytycyzmu i nonkonformizmu. Twórczość, a nie stymulowany oportunizm jest jej domeną.

Odrzucamy przenikanie się instytucji państwowych i wyznaniowych, podleganie państwa aksjologii religijnej. Teokratyzacja państwa i upolitycznienie religii prowadzą do destrukcji wspólnoty obywatelskiej i kształtują archaiczny konserwatyzm zarówno państwa, jak i religii. Każdej religii, a zwłaszcza dominującej.

Sprzeciwiamy się również polityce opartej na przeciwstawianiu sobie ludzi i grup społecznych. I nie możemy się godzić na słowa, działania i obrazy świata wywołujące w społeczeństwie atmosferę zagrożenia i powodujące poczucie osłabienia bezpieczeństwa. Nikomu nie zagrażamy i nikogo nie powinniśmy traktować jako wroga.

Warszawa, 19 listopada 2016 r.

Lektura dla rządzących
Otrzymałem książkę Bronisława Łagowskiego „Polska chora na Rosję” i dziękuję redakcji za wydanie tak potrzebnej pozycji w czasach odrzucania wszelkich racjonalnych argumentów i podejmowania bezmyślnych działań, które w końcu ściągną na społeczeństwo konsekwencje chyba mało wyobrażalne przez obecną władzę. Przed 1939 r. władze polskie też kiepsko rozeznawały sytuację, a w chwili próby uciekły z kraju. Trzeba dołożyć wszelkich starań, aby politycy prawicy zapoznali się z poglądami prof. Łagowskiego i wywiedli z tej lektury właściwe wnioski.

Andrzej Kotnowski

Pionierzy północy
Wiele się robi w województwie warmińsko-mazurskim, aby spopularyzować 70. rocznicę powojennego osadnictwa na ziemiach północnych i zachodnich. Dużą aktywność wykazały olsztyńskie wyższe uczelnie i ich biblioteki, uniwersytety trzeciego wieku, księgarnie i wiele szkół średnich. Organizowane są wystawy książek, odczyty, spotkania autorskie, prezentacje dokumentów. Prezydent Olsztyna przy pomocy Stowarzyszenia Osób Niepełnosprawnych zorganizował galę, podczas której 150 pionierom z lat 1945-1948 wręczono okolicznościowe certyfikaty. Rektor Wyższej Szkoły Informatyki i Ekonomii w Olsztynie przygotowuje międzynarodową konferencję na temat wielokulturowości pogranicza. Spopularyzowano katalogi książek dotyczących osadnictwa powojennego na ziemiach zachodnich i północnych, zgromadzonych w Toruniu, Poznaniu, Wrocławiu, Szczecinie, Gdańsku i Olsztynie. Okazało się, że są to duże zbiory z zakresu historii, socjologii, etnografii, prawa i beletrystyki. Dużym powodzeniem cieszą się pamiętniki z tamtych lat, zwłaszcza „Pamiętniki młodego pokolenia wsi Polski Ludowej”.

Podczas tych uroczystych obchodów podkreśla się znaczenie działalności przywódców ruchu polskiego na Mazurach i Warmii: Karola Małłka, Seweryna Pieniężnego, Waltera Późnego, Hieronima Skurpskiego, Jerzego Burskiego, Marii Zientary-Malewskiej i innych, których nazwiska noszą ulice i szkoły w województwie warmińsko-mazurskim.

Jako pionier z Okręgu Mazurskiego i współinicjator tych działań, za pośrednictwem PRZEGLĄDU składam serdeczne podziękowanie wszystkim instytucjom i osobom zaangażowanym w te obchody.

dr Feliks Walichnowski

Wydanie: 48/2016

Kategorie: Od czytelników

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy