Listy od czytelników nr 5/2018

Listy od czytelników nr 5/2018

Małżeństwo konkordatowe z opóźnieniem
Pragnę zwrócić uwagę na pewien problem dotyczący tzw. małżeństw konkordatowych, o którym wspomina Paweł Borecki w artykule „Konkordat – niewielkie korzyści, duże koszty” (PRZEGLĄD nr 4). Para zawierająca małżeństwo w urzędzie stanu cywilnego wychodzi stamtąd z dokumentem to potwierdzającym. Natomiast małżonkowie wychodzący z kościoła po zawarciu ślubu konkordatowego wobec prawa małżeństwem nie są. Taki ślub wywołuje skutki prawne, pod warunkiem że duchowny w terminie pięciu dni wyśle stosowne dokumenty do USC. Wtedy urząd zarejestruje związek z datą wsteczną, z dniem ślubu kościelnego. Do dnia rejestracji w USC para małżeństwem wobec prawa nie jest. Jeżeli ksiądz naruszy termin powiadomienia urzędu, a tak się zdarza, małżeństwa nie ma. Czyli przez około dwóch tygodni (pięć dni ma ksiądz, siedem – poczta, dwa – urzędnik USC) małżeństwo jest w zawieszeniu. W czasie tych dwóch tygodni jedno z małżonków może np. umrzeć. Może się zdarzyć, że akt zgonu zostanie sporządzony wcześniej, niż będzie zarejestrowany ślub. Czy zatem druga połowa jest wdową lub wdowcem, czy osobą wolną? Pewnie orzecznictwo sądowe i praktyka administracyjna wypracowały tu jakieś rozwiązania, ale jakie jest uzasadnienie, aby „lewą ręką trzymać się za prawe ucho”?

Sławomir Gołębiowski

Statkiem na gapę do Ameryki
W artykule „Grobowiec nielegalnych imigrantów?” o zatonięciu promu „Heweliusz” (PRZEGLĄD nr 2) pojawia się hipoteza o przemycie ludzi. Nie ma wątpliwości, że na polskich statkach istniał szmugiel ludzi. Sam poznałem kilka osób, które w latach 80. przybyły w ten sposób do Nowego Jorku. Te podróże zaczynały się po wyjeździe z Polski, w holenderskim porcie, gdzie w tajemnicy przed kapitanem statku handlowego „okrętowano” ich do kontenerów. Tam czekali do przypłynięcia statku do portu Elizabeth, następnie uwalniano ich i hajda w Amerykę.

WAZ

Czy w szkołach powinien obowiązywać zakaz używania telefonów komórkowych?
Nie, bo to nie rozwiąże żadnego problemu. Smartfon to już część naszego życia, nie uciekniemy od jego obecności w naszym życiu, wprowadzając zakazy. Należy jednak uczyć dzieci posługiwania się tymi urządzeniami z głową i pożytkiem dla nich samych.

Damian Dziugieł

Dlaczego? To jakby zakazać używania długopisów, bo przecież można pisać piórem… gęsim. Postęp leży w naturze ludzkiej. Problemem jest nie smartfon, tylko to, że nauczyciele nie mają pomysłu, jak go wykorzystać w procesie uczenia. A możliwości są w zasadzie nieskończone. Smartfony nas nie opuszczą. Będą ewoluować i będą już zawsze. Dzieci powinno się uczyć tego, jak prawidłowo i z korzyścią ich używać, nie tylko do grania oraz scrollowania Instagrama i Facebooka. Tylko kto ma to robić?

Paweł Staromłyński

Zakazy wywołują przekorny opór młodzieży – ci, którzy nie używali smartfonów na lekcjach, po zakazie będą to z lubością robić po kryjomu. Lepiej wprowadzić jakieś rozsądne ograniczenia.

Barbara Krzemińska-Sobczyk

W szkołach może nie, ale w klasach jak najbardziej. Wystarczyłby koszyk przy wejściu do sali lekcyjnej, do którego każdy wrzucałby telefon i odbierał przy wyjściu. Telefon rozprasza uwagę ucznia, a nie oszukujmy się, że nauczyciel jest w stanie nad tym zapanować, bo zamiast uczyć, musiałby non stop patrzeć uczniom na ręce.

Tomek Nita

Z perspektywy anglisty – smartfon używany rozsądnie i z umiarem jest przydatnym narzędziem do wykorzystania na lekcji. Zapewnia szybki dostęp do słowników, przykładów użycia wyrażeń oraz takich aplikacji edukacyjnych jak Quizlet. Nie widzę konieczności wprowadzania kolejnych zakazów, a kwestia niewłaściwego używania telefonów w klasie związana jest z brakiem szacunku uczniów do nauczyciela, słabą jakością lekcji albo nieznajomością przez uczniów zasad savoir-vivre’u. Zakaz wnoszenia telefonów nie rozwiązuje żadnego z tych problemów.

Paweł Cybula

Dzięki smartfonom udało się ujawnić i ukarać wielu nauczycieli stosujących przemoc. A ci wartościowi za pomocą smartfonów potrafią nauczyć poszukiwania prawdziwych odpowiedzi na kluczowe pytania.

Karolina Bronson

Pytanie powinno brzmieć: Czy w szkołach należy zakazać używania gadżetów zwanych telefonami? Piszę o gadżetach, bo smartfony nie służą do rozmów telefonicznych, tylko do grania w durnowate gry. W Wielkiej Brytanii jest zakaz używania wszelkiego rodzaju gadżetów w szkołach. Kiedy mój wnuk chce zadzwonić do mamy, idzie do sekretariatu i dzwoni z telefonu szkolnego.

Rysiu Links

Wydanie: 5/2018

Kategorie: Od czytelników

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy