Listy i e-maile

Listy i e-maile

Niewygodny Boy
Chwała „Przeglądowi” za przypomnienie najwybitniejszej postaci XX w. w Polsce, nieprzeciętnego pisarza, publicysty, tłumacza i społecznika, T. Boya-Żeleńskiego.
Tak wybitna postać, która winna na wieki istnieć w kanonie lektur szkolnych, z wiadomych powodów jest w Polsce skazywana na zapomnienie i wymazywana z pamięci.
Ten wielki moralista, młot na hipokrytów, kołtunerię, ciemnogród i obskurantyzm religijny swoją bezkompromisową postawą naraził się przede wszystkim klerowi katolickiemu, co zaowocowało bezprzykładną nagonką na niego za życia i po śmierci. Haniebnym jest, że pozwalają na to ludzie kultury i nauki – inteligencja.
Z okazji przyznania Andrzejowi Wajdzie komandorii Legii Honorowej największa gazeta w Polsce, piejąc z zachwytu, że to pierwsza komandoria dla Polaka, podała jeszcze innych polskich posiadaczy Legii. Dziwnym trafem, chyba nie przez niedopatrzenie (tej gazecie to się nie może zdarzyć!) pominęła T. Boya-Żeleńskiego, który przecież otrzymał i Krzyż Kawalerski, i Oficerski, a wreszcie komandorię Legii Honorowej w 1934 r.
Czy w kraju chlubiącym się przy każdej sposobności swoją kulturą jest możliwe, żeby w księgarniach i popularnych bibliotekach nie było dzieł tego wybitnego twórcy?!
A może to wstyd, że po latach jego „Piekło kobiet”, „Dziewice konsystorskie” i „Nasi okupanci” to tematy nadal aktualne?
Jest wszakże nadzieja, że przyszły lewicowy (oby!) minister kultury zmieni tę skandaliczna sytuację.

Edward Kizlich, Kraków

KSIĄŻKI NA WAKACJE
Przygnębiła mnie lista lektur znanych postaci zamieszczona w nr 30 „Przeglądu”. Jest to w większości beletrystyka, a w przypadku pozycji niebeletrystycznych – tradycyjnie rozumiana humanistyka. Ani jedna osoba nie wykazuje zainteresowania znakomitymi książkami, przybliżającymi współczesne osiągnięcia nauk przyrodniczych. A są to książki świetnie napisane przez zagranicznych naukowców, doskonale przetłumaczone, zachwycające trafnymi, bogatymi cytatami z literatury pięknej. Autorzy tych książek odnoszą się z szacunkiem do całego dziedzictwa ludzkości, mimo że, zgodnie z ich przekonaniem, to właśnie nauki przyrodnicze są kluczem do zrozumienia współczesnego świata i ludzkiej natury.
Chciałabym zaproponować kilka takich lektur. Przede wszystkim każdy powinien sięgnąć po nową książkę Richarda Dawkinsa „Rozplatanie tęczy. Nauka, złudzenia i apetyt na cuda” (Prószyński i S-ka, Warszawa 2001), „Genom” Matta Ridleya (Rebis, Poznań 2001), „I stał się człowiek” Iana Tattersalla (CiS i WAB, Warszawa 2001), „Dlaczego mężczyźni nie słuchają, a kobiety nie umieją czytać map” Allana i Barbary Pease (Świat Książki, Warszawa 2001).
W Polsce można jeszcze ciągle, co na Zachodzie jest coraz trudniejsze, być uważanym za kulturalnego, wykształconego człowieka, zadowalając się tylko tradycyjnymi humanistycznymi lekturami, lekceważąc sobie nauki ścisłe. A przecież o ile ciekawsza byłaby np. dyskusja o Jedwabnem, gdyby uwzględnić w niej to, co mówią nam o naturze człowieka najnowsze badania naszego genomu. Jak można działać w polityce, podejmować decyzje, nie rozumiejąc np. „dylematu więźnia”, rozważanego szczegółowo w książkach, które ukazały się niedawno. Takie książki przemykają praktycznie niezauważane (czasem napisze o nich Piotr Kuncewicz, za co serdeczne dzięki), co być może jest związane z tradycyjnym kształceniem w Polsce.
Gdy w telewizji prowadzona jest dyskusja w najważniejszych sprawach społecznych, jak: aborcja, kara śmierci, eutanazja, dzieciobójstwo, prawa dla homoseksualistów, kogo widzimy w studio, kto ma monopol na wypowiedzi w tych sprawach? Są to: polityk, ksiądz, psycholog, socjolog, filozof, czasem łaskawie lekarz. Nie zdarzyło się jeszcze, żeby zaproszono biologa-ewolucjonistę, antropologa, matematyka, fizyka itp. Oni nie są w Polsce uważani za intelektualistów!
Cóż, książki Machiavellego są niewątpliwie klasyką, ciekawą samą w sobie, jednak odpowiedzi na pytanie, jak rządzić, radziłabym szukać np. u Matta Ridleya „O pochodzeniu cnoty” (Rebis, Poznań 2000).
Iwona Olszewska, Warszawa

Wydłubane ślepia, podpalone uszy
Do dziś nie mogę się uspokoić po przeczytaniu w „Przeglądzie” (z 18.07.br.) wstrząsającego reportażu o gehennie psa.
W związku z treścią reportażu mam dwa pytania:
1) Co się stało z psem? Mimo wszystko żył jeszcze, choć skatowany i zagłodzony?
2) Co się stało ze sprawcami-sadystami? Czy nadal będą mogli znęcać się nad zwierzętami? Uważam, że nie powinni być anonimowi. Powinno się podać do publicznej wiadomości ich nazwiska i miejsce zamieszkania.
Mam nadzieję uzyskać odpowiedzi na łamach „Przeglądu”.
Kończąc, przekazuję dr. wet., p. Andrzejowi Felczyńskiemu, słowa najwyższego uznania i szacunku. Dzięki mu za to, co czyni dla ratowania maltretowanych zwierząt.
M.K., czytelniczka z Warszawy

Marne prawo
Żyjemy w kraju, w którym obowiązująca konstytucja w art. 76 powiada: „Władze publiczne chronią konsumentów, użytkowników i najemców przed działaniami zagrażającymi zdrowiu, prywatności i bezpieczeństwu oraz przed nieuczciwymi praktykami rynkowymi”. Życie weryfikuje stanowione prawo, wystawiając przy tym bolesne rachunki. W ostatnich latach krajowy wskaźnik inflacji utrzymywał się w granicach 7-10%, a wiemy, iż stanowi on podstawę corocznej waloryzacji emerytur i podwyżek płac pracowników sfery budżetowej. Obliczyłem, że w tym okresie same podwyżki czynszu w wymiarze lokalnym oscylowały na poziomie 20-30% rocznie (z wyraźną tendencją wzrostową!).
Wybrańcom narodu żyje się lepiej. Marszałek Senatu, Alicja Grześkowiak, udała się ongiś samolotem z rewizytą do Hiszpanii na zaproszenie tamtejszego parlamentu, zabierając do towarzystwa 60 osób. Goszcząca u nas wcześniej hiszpańska delegacja liczyła natomiast 10 osób.
Nic dodać, nic ująć.
Jerzy Sadło, Gliwice

Komu dziś dziękować?
3 lipca 1886 r. w Warszawie oddano do użytku stację filtrów. Zbudował ją inż. William Lindley, ale inicjatorem był prezydent Warszawy, Sokrates Starynkiewicz, któremu jak dotąd nikt za filtry nie podziękował, a do dziś pracują. Prezydent Starynkiewicz zmarł 10 lipca 1902 r., czyli prawie sto lat temu, i można by dziękczynne kwiaty na grób położyć (Cmentarz Prawosławny na Woli), bo nie samo złe ze Wschodu.
W ten sposób można wspomnieć o tramwajach i kolei – z wdzięcznością dla tych, którzy swą pracą wspomogli społeczeństwo.
Oczywiście, najłatwiej wspominać tych, co w mogiłach, a jakoś nie słyszę o akcji wolontariatu na rzecz pokolenia, które przeżyło jako młodzież wojnę (walcząc w mundurach i bez mundurów), po wojnie odbudowało swym trudem Polskę – i ani pierwszego balu nie było, ani pogodnej starości, ani uszanowania od rządzących, co obłożyli podatkiem emerytury i wyciągają każdy grosz od starych, nie opiekując się tym szczególnym dla Polski pokoleniem.
Jadwiga Lubecka, Warszawa

Prawda o niemieckim cudzie gospodarczym
Z zainteresowaniem zapoznałem się z tekstem prof. Kalety „Nie tylko podatki” („Przegląd” nr 29). Jednak z wieloma tezami tego artykułu nie mogę się zgodzić. W swoim artykule profesor Kaleta pisze np.: „Źródłem cudu gospodarczego kanclerza Erharda po II wojnie światowej było tanie, powszechnie dostępne budownictwo mieszkaniowe”. Pan profesor, delikatnie mówiąc, mija się z prawdą.
Tzw. reformy pieniężne Erharda opierały się na kilku filarach: reformie walutowej, deregulacji gospodarki, niezależnym Banku Centralnym, ustawodawstwie antykartelowym, ustawodawstwie pracy gwarantującym swobodę stron w negocjacjach płacowych, reformie systemu emerytalnego – wzrost emerytur zależał od wzrostu płac, wprowadzeniu ubezpieczeń od bezrobocia.
Owo tanie budownictwo było jedynie skutkiem wprowadzenia powyższych reform systemowych, a nie przyczyną, jak chciałby prof. Kaleta. Wymienione elementy systemu, który ukształtował się w RFN, były intelektualnym dziełem ekonomistów wywodzących się z tzw. szkoły freiburskiej (ordoliberałowie – od czasopisma, w którym publikowali). To w latach 40. i 50. został stworzony liberalny, a tym samym zdrowy szkielet gospodarki niemieckiej, który w następnych dziesięcioleciach zaczął obrastać socjalistyczną otoczką, obecnie bardzo ciążącą niemieckiej gospodarce.
Tak, tak, to ci wstrętni liberałowie stworzyli podstawy niemieckiego cudu gospodarczego.
Grzegorz Koczar
grzegorz <kogrz1@wp.pl>

Wydanie: 31/2001

Kategorie: Od czytelników

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy