Listy i e-maile

Listy i e-maile

O Trybunale Aborcyjnym raz jeszcze
W „Przeglądzie” (30 lipca 2001 r.) ukazał się bogato ilustrowany zdjęciami, obszerny reportaż na temat Trybunału w sprawie prawa kobiet do aborcji zorganizowanego przez Federację na rzecz Kobiet i Planowania Rodziny. Jako organizatorka czuję się w obowiązku, by materiał ten uzupełnić o pewne wyjaśnienia.
Głównym celem Trybunału było ukazanie, jakie są rzeczywiste skutki ustawy antyaborcyjnej. Dlatego też siedem pokrzywdzonych kobiet lub ich przedstawicielek opowiedziało publicznie historie, które mają bezpośredni związek z obowiązującym w Polsce restrykcyjnym prawem aborcyjnym. Następnie „sędziowie” symbolicznego Trybunału – znane osobistości z kraju i zagranicy – skomentowali te przypadki z perspektywy praw człowieka, równości płci i międzynarodowych standardów prawnych.
Prof. Leszek Kubicki nazwał ustawę złym prawem, w którym nad obiektywizmem i rozsądkiem góruje ideologia. Zjawisko to określił onkologią prawa. Prof. Eleonora Zielińska zwróciła uwagę na negatywny wpływ ustawy – demoralizujący lekarzy i niszczący etos tego zawodu. Dr Balicki podkreślił fakt, że kobieta, która zajdzie w ciążę, traci część swoich praw i traktowana jest jak obywatel drugiej kategorii.
Historie przedstawione podczas Trybunału, a także inne historie związane z funkcjonowaniem restrykcyjnego prawa aborcyjnego w Polsce, zostały spisane w wydanej przez Federację i prezentowanej podczas Trybunału publikacji „Piekło kobiet – Historie Współczesne”. Jej tytuł nawiązuje do książki Tadeusza Boya-Żeleńskiego „Piekło Kobiet”.
Na zakończenie Trybunału ogłoszono stanowisko Federacji i innych organizacji, w którym domagamy się, by przyszłe władze dostosowały prawo dotyczące przerywania ciąży do międzynarodowych standardów praw człowieka i wdrożyły politykę, która pozwoli kobietom uniknąć niepożądanej ciąży.
Jednocześnie chciałabym złożyć wyrazy ubolewania z powodu nieścisłości, które wkradły się do reportażu, jak również z tego powodu, że zdjęcia zamieszczone w nim nie były w dostateczny sposób maskujące. Mam nadzieję, że żadna ze sfotografowanych osób nie doznała z tego powodu nieprzyjemności.
Wanda Nowicka, dyrektorka Federacji na rzecz
Kobiet i Planowania Rodziny
Od redakcji
Przepraszamy bohaterki reportażu za niedostateczne ukrycie ich tożsamości.

Wypadek czy zamach?
W artykule „Wypadek czy zamach?” („Przegląd” z 30 lipca 2001 r.) red. Teresa Ginalska zechciała przytoczyć wypowiedź opatrzoną moim nazwiskiem. Wypowiedzi o takiej treści red. Teresie Ginalskiej nie udzieliłem. Autorka zaczerpnęła ją najprawdopodobniej – nie podając źródła – z artykułu Pawła Międlara pt. „Katastrofa na zlecenie?”, który ukazał się w rzeszowskim dzienniku „Super Nowości” 17 lipca br.
W bezpośredniej rozmowie z red. Teresą Ginalską wyjaśniłem jej, że przypisana mi w „Super Nowościach” wypowiedź stanowiła całkowicie dowolny, wyrwany z kontekstu dziennikarski ekstrakt z kilkunastominutowej telefonicznej rozmowy, jaką przeprowadził ze mną przedstawiciel redakcji „Super Nowości”.
Oświadczyłem też red. Teresie Ginalskiej, że nie była ona autoryzowana i w żadnym stopniu nie oddaje rzeczywistego sensu przedstawionych przeze mnie opinii oraz moich intencji.
W tej sytuacji posłużenie się przez red. Teresę Ginalską moją rzekomą wypowiedzią uważam za świadome wprowadzenie w błąd czytelników „Przeglądu”, a także za zwykłą dziennikarską i ludzką nieuczciwość.
Prezes Aeroklubu Mieleckiego, Wiesław Cena

Od autora
Bezpośrednio po wypadku w Wenezueli pojawiły się najróżniejsze, często ryzykowne i czynione może na wyrost spekulacje na temat jego przyczyn. Wysuwał je w rozmowach z dziennikarzami, w tym ze mną, m.in. prezes Aeroklubu Mieleckiego, Wiesław Cena.
Sugestia, jakobym przytoczyła – bez podania źródła – jego wypowiedź z artykułu w „Super Nowościach”, mija się z prawdą. Treść owego „wyrwanego z kontekstu dziennikarskiego ekstraktu” nie była mi znana. Teraz wiem, że merytorycznie nie odbiega od tego, co usłyszałam osobiście od prezesa i przeczytałam w „Nowinach”.
Prezes Cena nie wspomina bowiem, że udzielił wywiadu innej gazecie, „Nowinom”
z 16 lipca br. („Konieczne śledztwo. Rozmowa z Wiesławem Ceną, pilotem doświadczalnym, prezesem Aeroklubu Mieleckiego”), w którym stwierdza: „…Biorąc pod uwagę absolutny brak sentymentów w świecie biznesu, zwłaszcza gdy w grę wchodzą duże pieniądze, powinno się przeprowadzić śledztwo, by sprawdzić, czy to na pewno był wypadek. Należy brać pod uwagę wszelkie ewentualności, także i taką, że ten samolot runął na ziemię, bo ktoś stymulował taki przebieg wydarzeń. (…) Warto może także zwrócić uwagę na świadome czy przypadkowe rozłączenie się napędu sterowania sterem wysokości, co jednak zdarza się bardzo rzadko. Tłumaczyłoby to jednak przebieg wypadku”.
Czy i ten wywiad nie był autoryzowany i nie oddawał opinii i intencji prezesa?
Teresa Ginalska

Nie negocjowałem z Unią Wolności
W artykule „Ostatni łup AWS”, dotyczącym Najwyższej Izby Kontroli, znalazła się sugestia, jakoby dwaj kandydaci na urząd prezesa NIK – Sekuła i Wojciechowski – negocjowali coś z Unią Wolności i dokonywali na jej rzecz jakichś obietnic.
Nie wiem, co robił p. Sekuła, natomiast zapewniam, że ja w związku z kandydowaniem na funkcję prezesa NIK żadnych rozmów z partiami politycznymi, w tym z Unią Wolności, nie prowadziłem i niczego im nie obiecywałem.
Wolałbym kamienie tłuc, niż z Unią Wolności targować się o jakiś urząd.
Janusz Wojciechowski, b. prezes NIK

Iran nad Wisłą
Wyrażone przez p. Wojciecha Giełżyńskiego poglądy i oceny dot. współczesnego Iranu („Przegląd”, nr 25) uważam za pewien akt odwagi i istotny krok ku prawdzie w prezentacji współczesnego, dotychczas konstytucyjnie teokratycznego Iranu. Akt odwagi – gdyż przywykliśmy w Polsce dość pejoratywnie postrzegać to państwo. Tak zdecydowanie nie jest – kraj ten od czasów rewolucji islamskiej w 1979 r. i wojny iracko-irańskiej poważnie się zmienił. Zmieniał się już za dwukadencyjnej prezydentury A. Rafsandżaniego, nie mówiąc o obecnym, od 1997 r. dynamicznym dla zmian wewnętrznych, okresie prezydenta Chatamiego i jego ostatnim wymownym zwycięstwie wyborczym. Nie rozumiem, dlaczego zwykle patrzymy na Iran przez pryzmat potrzeb taktyki naszego „Wielkiego Brata”. Nie czyni tego szereg państw UE, wszechstronnie rozwijając stosunki z Iranem. A i w samej Ameryce w ośrodkach decydenckich istnieje duże zróżnicowanie podejścia do spraw irańskich. Iran rzeczywiście – jak wyraża to p. Giełżyński – cieszy się znacznie większym zakresem wolności obywatelskich i prasy niż szereg państw regionu. Trwa w nim normalna walka polityczna, chwilami na jej obrzeżu następuje łamanie praw obywatelskich. Oprócz islamu działają kościoły chrześcijańskie (jako małe grupy), głównie ormiański (200-tysięczna mniejszość narodowa); także w konstytucji zagwarantowane ma prawo istnienia religia mojżeszowa, posiadająca posła w parlamencie.
W. Giełżyński snuje ciekawe rozważania o przyszłości Iranu. Oczywiście, wszystkie zarysowane opcje są teoretycznie możliwe, ale uważam – i mógłbym przytoczyć szereg istotnych argumentów za tym – że powrót do masowego łamania praw obywatelskich (jak to było po rewolucji islamskiej) jest prawie wykluczony. Pamiętajmy, że społeczeństwo irańskie, m.in. dzięki tej rewolucji, jest jednym z najbardziej wykształconych w regionie, że jest to społeczeństwo ludzi młodych, uczących się, na ogół tradycyjnie pragmatycznych w działaniach. Zmieniły się też okoliczności międzynarodowe i zmieniają się potrzeby kraju. Jedno uważam niemal za pewne: Iran będzie się nadal demokratyzował, ale przy swojej szyickiej specyfice – w dającej się przewidzieć przyszłości – na pewno nie dojdzie do demokracji typu zachodniego.
Andrzej A. Grześkowiak, Warszawa

Gwiazda z komputera
W tekście „Gwiazda z komputera” znalazły się – moim zdaniem – nieścisłe informacje.
Po pierwsze – na billboardach i okładkach jest Angelina Jolie, a nie Lara Croft. Lara przeżyła się rok temu, no, co pewien czas pokazuje się na jakiejś okładce zagranicznych czasopism, głównie komputerowych.
Gra Tomb Raider nie jest najpopularniejszą grą na świecie, nie wiem, czy jest nawet w pierwszej dziesiątce. Najlepiej sprzedającą się grą jest Tetris – ok. 120 mln sprzedanych kopii.
Bohaterka Tomb Raider, Lara Croft, jest natomiast jedną z bardziej znanych postaci wirtualnych. Nie ma kształtów Pameli, bo jest wyższa i nie ma krzywych nóg (jak Pamela). Tysiąc stron internetowych o Larze założono chyba tylko w samej Polsce, na świecie jest ich grubo ponad 60 tysięcy. (…)
Worm Master, worm@biskupin.wroc.pl

Fundowana bezmyślność
Cieszy mnie podjęcie przez „Przegląd” tematu Fundacji Polsko-Niemieckie Pojednanie. Zaskakująca i niedopuszczalna jest, moim zdaniem, zastosowana przez fundację zasada przekroczenia granic administracyjnych przez deportowanych do obozów więźniów.
W czasie okupacji zostałem wraz z całą rodziną wysiedlony z Bydgoszczy do odległego o około 30 km obozu w Potulicach. Czy w tej sytuacji pozbawiony zostanę odszkodowania? Uważam, że zainteresowane osoby, uprzednio już zweryfikowane, powinny być powiadomione pisemnie o zasadach przyjętych przy wypłacie odszkodowań. Telefony uruchomione jako forma łączności z poszkodowanymi są bez przerwy zajęte. Raz udało mi się dodzwonić, jednakże osoba, która odebrała telefon, była nonszalancka i wymijająco odpowiadała na pytania.
Dziś, dzięki prasie, eksponuje się problem wypłaty w złotówkach zamiast w markach. Strona niemiecka zakpiła sobie z mało kompetentnych przedstawicieli Polski, dla których interes pracowników fundacji był nadrzędny, a poszkodowanych na drugim planie. Odpowiedzialne są też osoby, które decyzje aprobowały – cały Zarząd i wszyscy członkowie Rady, jak pp. Parys, Geremek, Taylor, a także premier Buzek, który desygnował osobiście p. Jałowieckiego, swego doradcę, na tak wysokie i odpowiedzialne stanowisko. Pełną odpowiedzialność za pracę Zarządu i Rady ponosi z tytułu nadzoru minister skarbu.
Interesujące byłoby dowiedzieć się, jak np. kształtowały się wynagrodzenia członków Zarządu i Rady. Obrazowałyby one wzajemne relacje między zarobkami władz FPNP, jakością ich pracy i kwalifikacjami a wypłatami dla poszkodowanych ofiar II wojny światowej. Uzyskalibyśmy odpowiedź, kto jest beneficjantem działania FPNP.
B.M., Sosnowiec
(nazwisko i adres do wiadomości redakcji)

Wydanie: 35/2001

Kategorie: Od czytelników

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy