Listy i e-maile

Listy i e-maile

Co z podatkami od firm zagranicznych?
Sytuację finansów państwa polskiego określa się obecnie jako katastrofalną, niezbyt się zresztą przejmując kwestią odpowiedzialności. Pomysły Ministerstwa Finansów mające zażegnać kryzys to przede wszystkim zamrożenie rent i emerytur, podniesienie stawek VAT m.in. na materiały budowlane i art. dziecięce, likwidacja zasiłków rodzinnych itp.
Jak widać, zarówno zmniejszenie wydatków, jak i zwiększenie dochodów (VAT, podatek importowy) mają obciążyć najgorzej sytuowanych. Ciekawe, że i czynniki oficjalne, i media ignorują sprawę ściągalności podatków od działających w Polsce firm zagranicznych. Temat ten poruszyli nieliczni politycy opozycji, którym zarzuca się populizm. Twierdzą oni, że wszystkie firmy zagraniczne wykazują zerowe dochody, a więc nie płacą podatku dochodowego. Wygląda na to, że sprzedaż państwowych firm inwestorom zagranicznym zaowocuje dalszym zmniejszeniem podatków.
Nasuwa się pytanie, czy prywatyzacja nie jest takim „interesem”, który będzie przedmiotem „polskich kawałów” (polish jokes).
Stanisław Piątek, Rzeszów

Dziwne transakcje MON
W artykule „Dziwne transakcje MON” (nr 31 z 30 lipca) znalazł się następujący fragment:
„W tym kontekście (podejrzanych kontraktów dla wojska – A.T.) powraca postać gen. Adama Tylusa, doradcy min. Komorowskiego, który kilka lat temu doprowadził do podpisania przez MON umowy na dostawę terenowych mercedesów dla armii. Sporo nas (podatników) ona kosztowała. Niektóry pytają, czy to nie efekt bliskości salonu Mercedesa Sobiesława Zasady, usytuowanego przy warszawskim Krakowskim Przedmieściu, w monowskim »domu bez kantów«? Wracając do Tylusa – zasłynął on w historii MON jako oficer, który po otrzymaniu stopnia generała jeszcze tylko trzy miesiące pracował w ministerstwie, a potem odszedł na własną prośbę i pracował przez dłuższy czas w jednej z firm należących do Sobiesława Zasady”.
Wyjaśniam:
Na stopień generała brygady zostałem mianowany 11 listopada 1992 r. Wydarzenia i rozmowy, które spowodowały, iż podjąłem decyzję o odejściu z wojska, rozegrały się pod koniec tego roku i na początku następnego. Ich istota związana jest ze stosunkami wewnątrz wojska i z tego powodu nie chcę jej publicznie podnosić. (…) O tym, że nie pomyliłem się, świadczy fakt, iż – wbrew tradycji – jako generała nie żegnał mnie minister obrony narodowej, lecz, w jego zastępstwie, pijany dyrektor kadr MON.
Oficjalnie odszedłem ze względu na stan zdrowia. Nie było w tym zresztą żadnego naciągania. Dowód: Zawiadomienie Głównej Wojskowej Komisji Lotniczo-Wojskowej nr 1/II/93 z 4 stycznia 1993 r. Decyzja ministra obrony narodowej o zwolnieniu mnie z wojska datowana jest na 4 kwietnia 1993 r. Pracę w firmie Sobiesława Zasady rozpocząłem 14 maja 1994 r. – rok po odejściu z wojska. Przywołana w artykule umowa została podpisana 23 maja 1995 r.
To kalendarium dowodzi, że jako generał w czynnej służbie nie pracowałem nad jej sfinalizowaniem, nie zachodził w moim przypadku żaden konflikt interesów, nie pomyliłem powinności służbowych z pracą na rzecz firmy Sobiesława Zasady ani też nie zrzuciłem munduru, żeby natychmiast przenieść się do Mercedesa, jak sugerują autorzy artykułu. Zresztą jako czynny oficer nigdy nie miałem do czynienia z zakupami dla wojska.
Autorzy wykazują słabe rozeznanie nie tylko jeśli chodzi o moją osobę, ale także co do tej umowy, która „sporo podatników kosztowała”. Opiewała ona na 112 samochodów osobowo-terenowych za sumę 12,2 mln zł, co daje średnio 109 tys. zł za samochód. Cena obejmowała wszystkie koszty i dopłaty, nie mogła być zmieniana, samochody musiały być w pełni wyposażone, gwarancja obejmowała rok bez wyznaczenia limitu przejechanych kilometrów, a rękojmia – okres do pierwszej naprawy głównej, ale nie wcześniej niż po przejechaniu 250 tys. km. Sprzedawca gwarantował również dostawę części zamiennych przez 10 lat od chwili zaprzestania produkcji tych pojazdów. O ile wiem, przebieg wszystkich zbliża się do 250 tys. km i żaden nie wymagał naprawy poza bieżącym serwisem.
Oczywiście – zamiast mercedesów można było zdecydować się na tarpana-honkera. Kosztował wtedy 45 tys. zł. Nie słyszałem tylko, by jakikolwiek tarpan wytrzymał bez naprawy głównej więcej niż 80 tys. km. Jeśli więc się policzy, okaże się, że zakup tarpana byłby „kosztowniejszy dla podatnika” niż zakup mercedesów.

Generał brygady Adam Tylus

Nie jestem feministką
Jestem ogromnie wdzięczna redakcji „Przeglądu” za to, że poświęciliście mi tyle miejsca i uwagi, a w szczególności pani redaktor Helenie Kowalik, która włożyła tyle czasu i wysiłku w rozmowy ze mną i przeczytanie moich „dzieł”. Muszę jednak prosić o pewne uzupełnienie i pewne sprostowanie.
Po pierwsze: moje Koleżanki i Koledzy z „FORUM” byli przykro zaskoczeni, nie znajdując w tekście o mnie informacji, że od przeszło 30 lat należę do zespołu redakcyjnego „FORUM” i bardzo sobie tę współpracę cenię.
Po drugie: Nie jestem feministką w potocznie przyjętym sensie tego słowa. Od klasycznych „feministek” (zwłaszcza polskich, bo w świecie walka o pełne równouprawnienie ulega modyfikacji) różni mnie przede wszystkim stosunek do macierzyństwa. W moim najgłębszym przekonaniu jest to zasadnicze doświadczenie egzystencjalne, zastrzeżone dla kobiet i pociągające za sobą różne komplikacje. A feministki – począwszy od Simone de Beauvoir – tego faktu jakby nie przyjmują do wiadomości. Dlaczego? O tym warto by porozmawiać w szerszym gronie.
Jeszcze raz dziękuję i łączę piękne ukłony.
Anna Tatarkiewicz

Źródła niemieckiego cudu gospodarczego
Sądzę, że zarówno prof. Kaleta („Przegląd” nr 29), jak i p. Grzegorz Koczar („Przegląd” nr 31) poruszający temat powojennego cudu gospodarczego kanclerza Erharda przeoczyli jedno główne źródło. To… wcześniejsze.
W księdze zmarłego przed 10 laty Jana Kosińskiego „Niemieckie obozy koncentracyjne i ich filie”, dziele opracowanym i wydanym (w 1999 r.) w Niemczech czytamy:
„…Olbrzymi konglomerat fabryczny III Rzeszy wyzyskiwał setki tysięcy bezpłatnych niewolników-więźniów (…). O paromilionowej liczbie robotników przymusowych z całej Europy, których władze hitlerowskie wykorzystywały i traktowały często jak więźniów kacetowskich, już nie wspominam (…). A przecież na tej właśnie darmowo-niewolniczej pracy bogaciły się Niemcy, na niej bogacili się niemieccy fabrykanci, no i władze SS, które wszak, prócz mordowania, trudniły się przede wszystkim wynajmem niewolników fabrykom. W owe czasy zyski przedsiębiorców niemieckich osiągały grube miliardy marek, jeśli nie biliony. Weźmy zwykły matematyczny przykład: przy zatrudnieniu tylko jednego miliona ludzi, praca ich przyniosła Niemcom około 4,3 miliarda roboczogodzin rocznie. Jaki ostatecznie zysk dało Rzeszy, a w konsekwencji i późniejszej Bundesrepublik – łatwo obliczyć. Bez tego wyzysku ludów nie byłoby w Niemczech powojennych cudu gospodarczego…”.
I rzeczywiście. Bez tego brunatnego źródła nie byłoby na pewno.
Waldemar Sobczyk, Rosenheim RFN
Uśmiechnijmy się!
Pozwalam sobie przesłać kilka wypowiedzi różnych autorów, które, choć pochodzą z różnych czasów, pasują jednak do naszej obecnej rzeczywistości. Może tych kilka myśli wzbogaci dodatkowo poczucie humoru czytelników. Czasem taka krótka wypowiedź może wywołać śmiech, a to przecież zdrowie!
M. Hemar:
„Nasza zasada: siebie ze wszystkiego rozgrzeszać,
ale na przeciwniku psy o to samo wieszać!”.
F. Faleński:
„Z jakąż skrzętnością żwawą pilnujemy niełaskawi cudzych grzechów i bezprawi!
Lecz chłoszcząc w lewo i w prawo, czekamy z własną poprawą, aż świat się cały poprawi!”.
A. Fredro:
„Dzisiaj nikt nie kradnie, ale każdy bierze, gdzie może!”.
„Choćby kucharz tylko muchę gotował, to skrzydełko z niej urwie dla siebie!”.
Teresa Szemiot, Warszawa

Grób Bolesława Śmiałego
W „Przeglądzie” nr 23 z 4 czerwca br. na str. 64. wydrukowana jest notatka pt. „Grób Bolesława Śmiałego”. Postawiony jest tam zarzut w stosunku do Polaków, gdyż stwierdza się, że grób znajdujący się w południowej Austrii, w miejscowości Osjak jest bardziej znany wśród miejscowej ludności niż wśród polskich turystów, coraz licznej odwiedzających Austrię.
Zarzut ten jest chybiony, gdyż na uniwersyteckich wykładach oraz w encyklopediach polskich, podręcznikach i słownikach historii Polski stwierdza się, że Bolesław Śmiały uszedł z Polski na Węgry i tam zmarł. O dolnej Austrii nie wspomina się ani słowem. Skąd więc turysta z Polski ma wiedzieć, że Bolesław Śmiały pochowany jest na terenie dzisiejszej Austrii, a nie na Węgrzech?

Janusz Rogowski, Warszawa

Absurdy w karaniu kierowców
Obowiązujący od 15 grudnia ub.r. znowelizowany przepis o odpowiedzialności za kierowanie pojazdem po użyciu alkoholu prowadzi do swoistych paradoksów.
W przypadku gdy kierowca prowadzi pojazd, mając np. 0,5 prom. alkoholu, popełnia wykroczenie (tzw. stan wskazujący) i odpowiada przed kolegium, które z reguły orzeka surowe kary – nawet 5 tys. zł. Kolegium traktuje to jako bardzo poważny (jak na wykroczenie) czyn.
Jednak w przypadku gdy u kierowcy stwierdzono np. 0,6 prom. sprawa toczy się przed sądem (granicą oddzielającą wykroczenie od przestępstwa jest 0,5 prom.).
Jednakże sądy, co wiem z doświadczenia jako ławnik, warunkowo umarzają postępowanie i zobowiązują do wpłacenia kwoty zazwyczaj 300 zł. Sądy bowiem traktują te 0,6 prom. jako przestępstwo błahe, prawie na granicy wykroczenia.
Zatem sprawca wykroczenia (0,5 prom.) ponosi surowszą karę niż de facto sprawca przestępstwa (0,6 prom.). Dzieje się tak, dlatego że tylko w Polsce obowiązują dwa stany. W całej Europie jest tylko jeden (zazwyczaj powyżej 0,5 prom., chociaż w Hiszpanii nawet 0,8 prom.). Do tej granicy można prowadzić bezkarnie. U nas oczywiście musi być „lepiej”, co prowadzi do opisanych absurdów.
Stefan Mielcarek, Puszczykowo

Do dzieła, panie marszałku!
Pan Aleksander Małachowski, dawny członek opozycji, dokonał samokrytyki. Jaka szkoda, że jest pan wyjątkiem w tym towarzystwie. Ale czego można oczekiwać np. od panów Niesiołowskiego, Krzaklewskiego, Balcerowicza i wielu innych?
Oni przecież uważają się za nieomylnych. To ludzie, którzy nie mogą wprowadzać reform. Reforma to zmiany wymagające korekt. Zmieniają się przecież warunki zewnętrzne i wewnętrzne, których wpływ trzeba obserwować i uwzględnić. Korygowanie reform nie jest przyznawaniem się do błędów, tylko szybkim eliminowaniem ich negatywnych skutków. No tak, ale do tego trzeba ludzi mądrych, myślących, odpowiednio wykształconych i doświadczonych w zarządzaniu na różnych szczeblach władzy.
Nie można być stale upojonym sukcesem, który nie tylko daje profity, ale przede wszystkim zobowiązuje.
Do dzieła, panie marszałku. Życzę sukcesu wyborczego i dużo zdrowia. Anna Machnikowska,
annamachnikowski@aol.com.pl

Czy ministrowie
powinni zrezygnować z odpraw?
A cóż takiego przez te cztery lata zrobili dobrego dla kraju i społeczeństwa, które im zaufało? To była „umowa na czas określony” – w kodeksie pracy nie ma w takiej sytuacji odpraw.
Należy raczej zadać pytanie, ile muszą oddać, gdyż oszukali (nie znają się na robocie), a teraz, po czterech latach, mają z czego. Urszula Kohut
*
Odchodzący ministrowie nie powinni otrzymać odpraw. Honorowo sami powinni o tym zadecydować.
Andrzej Janicki

Popieram ministra Kaczmarka
Propozycja zawieszenia wpłat do funduszy emerytalnych jest jak najbardziej godna uznania, choć niewątpliwie likwidacja tych instytucji byłaby jeszcze lepszym rozwiązaniem. Emerytury – podobnie zresztą jak inne dochody – pochodzą stąd, że jacyś ludzie lub firmy inwestują pieniądze, a osiągniętym zyskiem dzielą się z innymi (poprzez podatki, składki na ZUS, opłaty za usługi itp.).
Reforma ubezpieczeń zakłada, że fundusze inwestują lepiej niż sami zainteresowani. Jest to założenie całkowicie błędne, bowiem inwestują one głównie w przedsięwzięcia bezpieczne, ale mało rentowne, a jednocześnie znaczną część osiągniętego zysku przeznaczają na swoje utrzymanie. Obecność funduszy na rynku pogarsza więc ogólną rentowność inwestycji i zmniejsza ilość pieniędzy przeznaczonych na wypłaty świadczeń. Z całą pewnością w interesie emerytów – zarówno obecnych, jak i przyszłych – jest zmniejszenie wpłat do funduszy, a najlepiej zredukowanie ich do zera.
Żyjemy w dobie szybkiego rozwoju sił wytwórczych, wzrostu wydajności pracy, zastępowania ludzi robotami i komputerami. Wytworzony obecnie dochód ma niewiele wspólnego z liczbą pracujących. Tymczasem dochody emerytów zależą głównie od zatrudnionych i w tę anachroniczną zależność uwikłane są oba znane nam systemy emerytalne: ten sprzed reformy i obecny. Krytykuje się złe przygotowanie reformy i wady systemu informatycznego, który ma ją wspomagać, ale najgorsze są jej błędne założenia. Reforma w rzeczywistości nie zlikwidowała wad starego systemu, a jedynie powiększyła koszty jego utrzymania. J.S., Łódź
(nazwisko i adres do wiadomości redakcji)

Komu się zwierzamy?
Myślę, że ludzie zwierzają się nieznajomym, bo potem nie muszą żałować, że powiedzieli za dużo, że są zdemaskowani w swoim środowisku. A potrzebują czasem zdjąć maskę, by pooddychać. To całkiem naturalne, szczególnie w dużych skupiskach ludzi.
Kaśka, cherry21@wp.pl

Arcybiskup i wyborcy
Wbrew temu, co sugeruje p. Domański, Kościół katolicki przy każdych wyborach, które mogą dać szansę zwycięstwa lewicy (ale nie tylko) w brutalny sposób próbuje wskazywać społeczeństwu „właściwych” liderów. I za każdym razem lewica łudzi się, że będzie inaczej. Czy już zapomniano, jak potraktowano Aleksandra Kwaśniewskiego? Kościół rozumie tylko jeden sposób postępowania: konsekwentne aż do bólu „egzekwowanie” konstytucyjnych praw, nawet za cenę nagłośnienia nieprawości i zwykłego chamstwa. Bo tak trzeba nazwać to, co robił, robi i będzie robił abp Życiński. Po co dyskutować na forum naukowym? A nuż trzeba by było komuś przyznać rację? Nie łatwiej obrzucić kogoś błotem ze stóp ołtarza? Szanujmy wszystkich, ale żądajmy szacunku dla siebie.
Andrzej Kórnicki, Kraków

Upolityczniona prognoza pogody
Coraz bardziej denerwują mnie „wstawki-wtręty” meteorologiczno-polityczne p. Zalewskiego (w pr. I PR), który od czasu do czasu karmi nas nie tylko mało zgodnymi z prawdą prognozami pogody, ale jeszcze je „upolitycznia”. Ta gawęda o pogodzie ma niewiele wspólnego z jej faktycznym stanem (widzianym za oknem) lub najbliższym przebiegiem. Trudno. Samą gawędę dałoby się jeszcze strawić. Natomiast wstawki polityczne powodują „wodę w mózgu” przez to, że odzwierciedlają życzeniową i roszczeniową postawę wobec zaistniałych w przeszłości faktów. Prawda, że spełniają one wymagania obecnej mody polegającej na okazywaniu, gdzie się tylko da, swojej dezaprobaty dla wszystkich poczynań w przeszłości, szczególnie tych dotyczących 1943 r. i okresu PRL-u.
Jerzy Graban, Tczew

Polemika z KTT
Nie mogę się zgodzić ze stwierdzeniami Krzysztofa Teodora Toeplitza o „ostatecznym bankructwie” władz i „plajcie teorii gospodarczej, którą ci panowie odziedziczyli (zauważmy, że poprzednia ekipa należała do SLD i PSL) po swoich mentorach…”. Są to określenia skrajnie demagogiczne i nie liczą się ze stanem gospodarki światowej. Kilka przykładów: w USA firmy (związane z Internetem i telefonią komórkową) straciły ok. 300 mld dol. tylko w ciągu ostatniego roku, setki z nich po prostu zbankrutowały. Gospodarka amerykańska w ciągu ostatnich 12 miesięcy przechodzi poważną recesję. W Europie euro straciło od 2000 r. ok. 30% swojej wartości, a więc poniosło straty przewyższające wielokrotnie budżet państwa polskiego. Po 18 miesiącach istnienia wspólnego koncernu Daimler Benz-Chrysler straty wyniosły ok. 20 mld. dol. Kanclerz niemiecki i premier Francji na przełomie lipca i sierpnia zapowiedzieli, że nie uda się zrealizować projektowanego dochodu narodowego i przewidują, że wyniesie on tylko ok. 2%. Dodajmy, że landy wschodnie – po drugiej stronie Odry – mają wyższe bezrobocie niż przeciętne w Polsce, od 21% do 19%, a trzeba pamiętać, że rząd niemiecki „wpompował” w gospodarkę wschodnioniemiecką od 1990 r. do dziś 1 bilion 200 mld DM! Dopiero na tym tle trzeba oceniać to, co udało się osiągnąć w Polsce. Jest to zasługą nie jednej opcji politycznej. Czy nowa ekipa rządząca po wyborach w Polsce utrzyma naszą pozycję gospodarczą? Zobaczymy.
Prof. dr hab. Z. Dąbrowski jr, Kraków

Dalej o sprawie prezydenta Jaruzelskiego
Warto by się zastanowić, czy te ostre pociągnięcia generała Jaruzelskiego nie zapobiegły bratniej interwencji naszych sojuszników. Czesi na pewno z wielką chęcią „odwdzięczyliby się” nam za udzieloną im pomoc.
Nie zapominajmy, iż generał w czasach wojny był dowódcą zwiadu i z wypowiedzi jego podwładnych wynika, iż jego oddział ponosił najmniejsze straty.
(nazwisko do wiadomości redakcji)
*
Całkowicie i bez zastrzeżeń popieram odważne, mądre i ludzkie wystąpienie pana Małachowskiego. Słyszałem, że podobno w swoim czasie generał Jaruzelski wraz z królem Hiszpanii, Juanem Carlosem, zostali zgłoszeni jako kandydaci do Pokojowej Nagrody Nobla za walne przyczynienie się do bezkrwawych zmian ustrojowych w obu tych krajach. I to by było sprawiedliwe! sadykiewicz@aol.com
Błędne pytanie i błędne odpowiedzi
„Przegląd” opublikował (nr 34) wyniki sondażu CBOS na temat oceny Gierka. Pytanie brzmiało: „Jak Pan, Pani ocenia to, co zrobił dla kraju Edward Gierek?”. Pytanie to stanowi klasyczny, wręcz szkolny błąd. Skąd mamy wiedzieć, „co zrobił” Gierek? Czy chodzi o to, że zależność polskiej gospodarki od rosyjskich (radzieckich) żądań wzrosła niepomiernie w stosunku do okresu gomułkowskiego? Czy o to, że nasz Sejm zmuszony został do podjęcia uchwały o „wiecznej przyjaźni z ZSRR”? Czy też mamy oceniać lekkie złagodzenie utrudnień w wyjazdach turystycznych i służbowych do krajów zachodnich? Czy mamy aprobować naczelną zasadę o „kierowniczej roli PZPR w życiu kraju”? Czy trafna była teza o „podstawowym prawie socjalizmu” i „podstawowym prawie kapitalizmu”? Czy też mamy oceniać łatwość zdobycia pracy na niższych stanowiskach roboczych w hutnictwie, górnictwie lub przemyśle zbrojeniowym? Czy mamy oceniać fakt, że w każdym prawie zakładzie przemysłowym był dział „S”, czyli produkcja zbrojeniowa dla państw Układu Warszawskiego?
Nonsensem jest zadawanie ogólnikowych pytań, i to osobom, które z pewnością inaczej by odpowiadały na powyższe, szczegółowe kwestie. A diabeł tkwi, jak wiadomo, w szczegółach.
Prof. dr hab. Fr.B. Gryczyński, Kraków

List dziękczynny pacjenta
W dzisiejszych trudnych czasach miałem szczęście trafić na prawdziwych lekarzy. To pracownicy Oddziału Ocznego 107 Szpitala Wojskowego w Wałczu, pod komendą płk. dr. Adama Pniakowskiego. On, współczesny profesor Wilczur, ratował mi wzrok, który przez prawie dwa lata partackiego leczenia w kilku szpitalach i przychodniach traciłem bezpowrotnie. Prawe oko zabrała mi jaskra. Leczący mnie ambulatoryjnie wspaniały lekarz, dr Andrzej Grobelny, przekazał klinicyście, dr. Adamowi Pniakowskiemu. Onże czyni cuda, by uratować przed jaskrą me jedyne oko. Drogi doktorze, dziękuję ci! Jesteś nie tylko lekarzem wiernym przysiędze Hipokratesa, ale przede wszystkim człowiekiem, a dziś nim być najtrudniej. Dzięki tobie znów ujrzałem świat przez kolorowe, czarodziejskie okulary. Odmeldowuję się z żołnierskim „Czołem!”.
płk w st. spocz, mgr Tadeusz Pląskowski,
Borne Sulinowo

Oświadczenie Przedsiębiorstwa Lotniczego „AEROGRYF” Sp. z o.o.
Red. Teresa Ginalska w artykule „Wypadek czy zamach?” („Przegląd” nr 31 z 30 lipca 2001 r.) przytaczając rozmaite spekulacje dotyczące przyczyn katastrofy samolotu M28 Skytruck w Wenezueli, powołała się na naszą firmę. Cytując opinię o tym, że wypadek mógł być następstwem celowego działania, stwierdziła, że „sugestie te potwierdził jeden z polskich użytkowników Skytrucka, szczeciński Aerogryf”.
Stwierdzam, że Przedsiębiorstwo Lotnicze „AEROGRYF” Sp. z o.o. żadnych sugestii dotyczących katastrofy samolotu M28 Skytruck nie potwierdziło ani nie dementowało, bo nie ma do tego żadnego tytułu. W lotnictwie na całym świecie jedynymi organami kompetentnymi do wypowiadania się w sprawie wypadków lotniczych pozostają nadzór lotniczy i komisja do badania wypadków lotniczych.
Przedsiębiorstwo lotnicze „AEROGRYF” Sp. z o.o. nie przekazywało w tej sprawie żadnej opinii ani sugestii red. Teresie Ginalskiej. Jest prawdą, że w jednym z artykułów w terenowym dzienniku „Super Nowości” zacytowano wypowiedź przypisaną anonimowemu pracownikowi pionu technicznego Aerogryfu. W tekście red. Ginalskiej ta sama wypowiedź jest już przypisana całemu Aerogryfowi. Zdecydowanie przeciwko takiej nieuczciwej praktyce dziennikarskiej protestujemy.
Wojciech Kita,
Wiceprezes Zarządu Przedsiębiorstwa Lotniczego
„AEROGRYF” Sp. z o.o.

Wydanie: 36/2001

Kategorie: Od czytelników

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy