Maciej Wandzel i kwadratowa piłka

Maciej Wandzel i kwadratowa piłka

Poszło o statut PZPN. Ale to tylko pretekst. Bo czy można poważnie traktować taki twór jak Ekstraklasa SA? Dziecko urodzone dopiero w 2005 r., ale już solidnie wypasione. Na czele Maciej Wandzel, w 20% właściciel Legii Warszawa. Pensyjki zarządu spółki Ekstraklasa takie, że pół rządu musiałoby się złożyć na jednego prezesa. Kompetencje? No cóż, żaden z prezesów nie miał wcześniej nic wspólnego z piłką nożną. Osiągnięcia? Brak. Nawet nie mogą znaleźć sponsora tytularnego dla Ekstraklasy.
Tylko w intrygach są lepsi. Na zjeździe PZPN ograli Bońka. I uwalili poprawki do statutu PZPN. Także te, które były na korzyść klubów ligowych. Uwalili, ponieważ Maciej Wandzel, szef Ekstraklasy, czyta bardzo powoli. Bo jak czyta, to myśli. A w czasie świąt nie czyta. Bo wiadomo, że świętuje. A jak już czyta i zrozumie, czego od niego chcą, ma oczywiście własne propozycje. Niestety, Wandzel ma dość duży problem z wiarygodnością tego, co głosi. Bo Wandzel z Ekstraklasy SA to ten sam Wandzel, który jest w Legii. A Legia to ten klub, który ośmieszył się przed światem w meczach z Celtikiem. Ten klub, w którym nie było nikogo, kto znałby najprostsze reguły rozgrywek o Ligę Mistrzów. A na dodatek Wandzel to prezes skupiający kluby, które od 19 lat nie mogą się dostać do Ligi Mistrzów i w większości ledwie zipią. Uwalić sensowne propozycje Bońka jednak potrafili. Brawo, Wandzel & Company. Wreszcie ktoś o was usłyszał.

Wydanie: 2016 9/2016

Kategorie: Przebłyski

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy