Niedawny spór o to, jak promować Polskę, miał wiele cech kolejnej rodzimej awantury politycznej. Kryło się za nim jednak ważne pytanie: czy wizerunek państwa można świadomie zaprojektować, a następnie skutecznie sprzedać światu? Wiele krajów próbuje dziś przekonać zagraniczną publiczność do swoich osiągnięć i uwolnić się od krzywdzących stereotypów. Szczególnie interesującym przypadkiem są Chiny. Trudno bowiem o bardziej spektakularny przykład kraju, który tak wiele osiągnął, tak dużo wydaje na promocję, a zarazem ma tak potężne trudności z przekuciem sukcesów w międzynarodowe zaufanie i prestiż.
Pekin ma się czym chwalić i nie marnuje żadnej okazji, by to robić. Metropolie z supernowoczesną infrastrukturą, największa na świecie sieć kolei dużych prędkości, awans technologiczny i wydobycie z ubóstwa setek milionów obywateli składają się na obraz bezprecedensowej w historii ludzkości przemiany. Jednak
powszechne uznanie dla tych osiągnięć nie przekłada się automatycznie na sympatię do państwa, które ich dokonało, ani na poparcie dla jego polityki. Można podziwiać chińską infrastrukturę i korzystać z chińskich technologii, a jednocześnie odnosić się do tamtejszych władz z głęboką nieufnością. Właśnie ten rozdźwięk między potęgą materialną a ograniczoną atrakcyjnością od lat pozostaje jednym z największych wyzwań dla chińskiej obecności w świecie.
Problem ten nie wynika z braku rozmachu promocyjnego i pieniędzy. Chiny od lat rozwijają międzynarodową sieć medialną, finansują ośrodki języka i kultury, organizują wymiany akademickie oraz prowadzą kolejne kampanie wizerunkowe. Szacuje się, że chiński rząd przeznacza na budowanie miękkiej siły co najmniej 10 mld dol. rocznie. Efekty tych działań pozostają jednak skromne w stosunku do ponoszonych nakładów. Wybitni znawcy Chin, jak choćby David Shambaugh czy Susan Shirk, piszą o „niepełnym mocarstwie” lub „kruchym supermocarstwie”, potężnym na zewnątrz, lecz obciążonym słabościami wewnętrznymi.
Potęga, która nie potrafi zafascynować
Koncepcję miękkiej siły (soft power) sformułował pod koniec XX w. amerykański politolog Joseph Nye. Rozumiał ją jako zdolność państwa do osiągania celów nie poprzez groźby militarne czy nacisk ekonomiczny, ale dzięki atrakcyjności własnej kultury, wyznawanych wartości, modelu społecznego i polityki zagranicznej.
W Chinach koncepcja soft power zyskała rozgłos z co najmniej trzech powodów. Pierwszym był wspomniany bolesny dla chińskich decydentów rozdźwięk między materialnymi osiągnięciami kraju a jego prestiżem międzynarodowym. Drugim – lekcja wyciągnięta z upadku Związku Radzieckiego.
Chińscy przywódcy uważnie analizowali rozpad ZSRR i utratę władzy przez tamtejszą partię komunistyczną. Za jedną z naczelnych przyczyn tej klęski uznali erozję wiarygodności ideologicznej państwa i atrakcyjności jego systemu, a więc słabość tego, co można określić mianem miękkiej siły. Trzecim źródłem popularności tej koncepcji była rodzima tradycja polityczna. Chociaż soft power ma wyraźnie amerykański rodowód, dobrze wpisuje się w konfucjańskie przekonanie, że najdoskonalsza forma rządzenia opiera się na autorytecie moralnym i sile przykładu.
Najistotniejszym powodem nieufności wobec Chin pozostaje ich model polityczny. Dla społeczeństw demokratycznych jest on nie tylko nieatrakcyjny, ale wręcz postrzegany jako zaprzeczenie naszych wartości. Silne skojarzenia z cenzurą, inwigilacją, ograniczeniami wolności i represjami wobec niepokornych obywateli sprawiają, że nawet najbardziej spektakularne osiągnięcia gospodarcze i infrastrukturalne tracą na wizerunkowym blasku.
Tradycyjna kultura chińska cieszy się szacunkiem, ale współczesna kultura popularna nadal nie ma globalnego zasięgu. Odstaje nie tylko od amerykańskiej, ale też od japońskiej czy południowokoreańskiej. Chińskie hity kinowe mogą osiągać imponujące wyniki na rynku krajowym, lecz pozostają zupełnie nieznane poza ChRL. Oficjalna propaganda jest mało przekonująca, a polityka Pekinu wobec sąsiadów i własnych obywateli nadal wywołuje sprzeciw.
W ten sposób powstał swoisty trójkąt ograniczeń chińskiej miękkiej siły. Produkcje kulturowe akceptowane i wspierane przez państwo są zwyczajnie zbyt zachowawcze i natrętnie dydaktyczne, aby porwać zagraniczną publiczność. Twórcy zdolni do przedstawienia bardziej oryginalnego, krytycznego lub prowokacyjnego obrazu rzeczywistości nie mają
Prof. Stankomir Nicieja – doktor habilitowany, profesor Uniwersytetu Opolskiego, językoznawca i kulturoznawca. Zajmuje się wielokulturowością, dialogiem międzykulturowym oraz tym, jak różne kultury postrzegają siebie nawzajem i na siebie oddziałują. Szczególne miejsce w jego badaniach zajmują Chiny oraz ich relacje z Europą









