Miłościwy panie wicepremierze, przyjmij ich

Miłościwy panie wicepremierze, przyjmij ich

Pisanie na Berdyczów, czyli – by to pojęli młodzi czytelnicy – coś w rodzaju apelu do Marsjan, ćwiczone jest skutecznie w resorcie wicepremiera Siemoniaka. Może to jakaś część tajnego planu ćwiczeń przed wojną, o której ciągle mówią dwie największe partie? A może tylko testowanie cierpliwości pracowników MON? Bo do ministra i wicepremiera (w jednej osobie) bezskutecznie dobija się sześć organizacji związkowych działających na jego terenie. Piszą, ponieważ od siedmiu świetlanych i wypełnionych rozlicznymi sukcesami lat rządów PO-PSL pracownicy obronności nie dostali żadnych podwyżek. Zebrali się więc na odwagę i proszą miłościwie panujących dygnitarzy o choć 100 (słownie: sto) złotych podwyżki. Bo skoro ciągle słyszą od władz, że od tysiąca lat nigdy nie było w Polsce tak dobrze jak dziś, im też się udzieliło rozpasanie konsumpcyjne. Na razie tylko potencjalne. Ale już oblizują się, myśląc, co sobie kupią, gdy im taka stówka skapnie z pańskiego stołu. Na razie są jeszcze na etapie Berdyczowa i od roku czekają na posłuchanie u pana wicepremiera. Na szczęście kaszanka nie drożeje.

Wydanie: 18/2015

Kategorie: Przebłyski

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy