Miłuj przybysza jak siebie samego

Miłuj przybysza jak siebie samego

To dlatego na budynku diakonatu zawiesiliście wers z Księgi Mojżeszowej?

– Tak jest! „Jeżeli w waszej ziemi zamieszka obcy przybysz, nie będziesz go gnębił. Obcy przybysz, który mieszka z wami, niech będzie jako tubylec wpośród was samych, będziesz go miłował jak siebie samego” (III Księga Mojżeszowa 19,33-34). I właśnie dlatego projekt rodzinny przykładam do projektu wspólna Europa. Uważam, że wszystkie państwa europejskie powinny się umówić na wspólne wartości. Zupełnie tak, jak to jest w rodzinie. Marzę o tym, by Kościoły, ewangelickie, katolicki, porozumiały się i mówiły wspólnym głosem. Ponad egoizmami państw narodowych! Podstawą wspólnej polityki Kościołów wobec uchodźców musi być miłosierdzie chrześcijańskie. To powinna być ich odpowiedź na propozycje budowy zasieków i kolejnych murów, na które ja się nie zgadzam! Olbrzymim problemem w Europie jest niezgoda i brak wspólnego języka w podejściu do uciekinierów z państw ogarniętych wojną. A wspólne myślenie jest konieczne, by przeciwstawić się takim krajom jak Turcja, Rosja, Arabia Saudyjska i USA. Te państwa łamią standardy w podejściu do równości i w równym traktowaniu wszystkich ludzi. My, Europejczycy, musimy mieć mocny głos!

Wielkanoc dla wszystkich

Skoro jesteśmy przy egoizmach narodowych i państwowych, czy ma pan zdanie na temat tego, co teraz dzieje się w Polsce?

– Oj, mam! Po katastrofie smoleńskiej i śmierci brata Jarosław Kaczyński oderwał się od rzeczywistości. Tak to widzę. I, moim zdaniem, to jest geneza problemu. Niestety, widzimy zwrot w stosunkach polsko-niemieckich. Resentymenty, które powinny być już dawno pogrzebane, odżywają. Gdy trzy lata temu byłem na wyspie Wolin, ogarnęła mnie euforia, poczułem, że rzeczywiście nie ma granic. I teraz mam wrażenie, że te granice wracają i na nowo budowane są na nich mury. Chciałbym pojechać do Gdańska, ale w tej nowej sytuacji politycznej nie pojadę i to będzie taki mój wewnętrzny protest.

Jeśli wielu Niemców myśli podobnie, szykują się chude lata.

– Bardzo mi przykro. Ale czujemy się trochę przez Polaków zdradzeni! Przecież byliśmy takimi przyjaciółmi! W sensie politycznym porównuję sytuację w Polsce do sytuacji w Turcji, gdzie dziennikarze walczą z reżimem Erdoğana.

Nie zgadzam się, daleko nam do Turcji. Nie strzelamy jeszcze do siebie jak Kurdowie do Turków i vice versa. Poza tym mamy tak dużą liczbę prywatnych mediów, że chociaż władza zawłaszczyła media publiczne, i tak mamy z czego wybierać. U nas się mówi, że to niemiecka prasa jest poddana cenzurze, bo np. nie pisano u was prawdy o wypadkach w Kolonii.

– Wbrew pozorom to bardzo długa historia. Tutaj np. zupełnie inaczej brzmi informacja, że 17-letni Jugosłowianin ukradł kobiecie torebkę, niż gdyby ten człowiek był już zasymilowanym Niemcem. Napisano by wtedy po prostu: „17-latek ukradł torebkę”. Dlatego dziennikarze niemieccy są bardzo ostrożni w wydawaniu opinii, gdy nie wiadomo w stu procentach, co się wydarzyło. W tamtym wypadku była to bardziej polityka informacyjna policji niż dziennikarzy. Przecież właśnie dlatego, że szef policji w Kolonii nie poinformował w odpowiednim czasie o tym, co się wydarzyło, musiał zrzec się stanowiska.

Wielkanoc tuż-tuż. Czy w związku z pojawieniem się w Solingen nowych mieszkańców będziecie ją obchodzić jakoś szczególnie?

– Zawsze są nowi mieszkańcy Solingen! Będzie więc tak jak zawsze. Spotykamy się o godz. 6 rano w niedzielę przy wielkim ognisku. Dzień lub dwa wcześniej zbieramy na nie chrust, przynosimy drewno. Uczestniczą w tym wszyscy, którzy należą do naszego probostwa: katolicy, muzułmanie, niewierzący. Potem jest nabożeństwo i kończy się to wspólnym śniadaniem w olbrzymiej sali. Każdy czuje się zaproszony. Po naszych nowych mieszkańców, którzy jeszcze zostali w ośrodku dla uchodźców, podjeżdża autokar, by ich przywieźć na spotkanie. Potem ich odwozimy.

A ci, którzy nie chcą uczestniczyć w nabożeństwie?

– Co za problem? Zostają na zewnątrz, a potem do nas dołączają.

Czego moglibyśmy sobie życzyć na nadchodzące święta?

– Życzyłbym wam i nam, całej Europie, lidera. Takiego z charyzmą, którego moglibyśmy posłuchać, a potem stwierdzić: „Dobrze, zrobimy, jak proponujesz”.

(Chyba nie powiem Horstowi, że w Polsce moglibyśmy zaakceptować takiego lidera pod warunkiem, że nie byłby Niemcem). Dziękuję panu bardzo.

– God bless you.

Foto: Michał Wojciechowicz

Strony: 1 2 3

Wydanie: 12/2016

Kategorie: Świat

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy