W najnowszym (10/2018) numerze Przeglądu polecamy

W najnowszym (10/2018) numerze Przeglądu polecamy

W poniedziałek, 5 marca, w kioskach 10 numer tygodnika PRZEGLĄD. Polecamy w nim:

TEMAT Z OKŁADKI
PiSowska Rada Ocalenia Narodowego
Rząd przyjął projekt ustawy, która pozwoli zdegradować do stopnia szeregowca generałów Jaruzelskiego i Kiszczaka. Może to zemsta gawiedzi, której PiS wszelkimi sposobami stara się przypochlebiać? Ale kogo ta zemsta zaboli? Wojciechowi Jaruzelskiemu i Czesławowi Kiszczakowi jest już obojętne, czy PiS ich zdegraduje, czy nie. Jest to więc pusty gest. I śmieszny o tyle, że gdy obaj generałowie jeszcze żyli, kiedy nikt nie wiedział, co mogą rzucić na stół, PiS ich nie tykało. Teraz przybyło mu odwagi. W Polsce nie było zwyczaju takiego pastwienia się nad pokonanym przeciwnikiem, nad ludźmi minionych epok. Degradacja generałów łączy się z jeszcze innym celem Kaczyńskiego, jest nim „napisanie historii od nowa”. Czyli zbudowanie takiej konstrukcji, która legitymizowałaby rządy PiS na wiele lat, wyrzucając poza nawias i lewicę, i Platformę Obywatelską. Z kolei Mateusz Morawiecki gra teraz o wielką pulę. Chce zbudować w ramach obozu rządzącego własne zaplecze polityczne, ma ambicje przejąć polską prawicę, gdy Jarosław Kaczyński przejdzie na emeryturę.

KRAJ
1968 – to był podły rok
– Nigdy w moim kraju nie czułem się równouprawniony – mówi Józef Hen, pisarz, dramaturg, scenarzysta. – Pewnych rzeczy nie robiłem, czasem nie brałem w czymś udziału, bo nie chciałem, żeby mówili, że Żyd, że syjonista. Antysemityzm jest chorobą, którą trudno wyleczyć, bo sprawia ona przyjemność choremu. Przed wojną czasem o ONR mówiono: młodzież musi się wyszumieć. Ale teraz nie widzę, żeby ta obecna na taką wyglądała. W tej chwili to jest coś innego. To jest rzeczywiście patologiczne. Ktoś musi być winien, że jest bieda, smog, artretyzm, mróz, synowa niedobra… Żydzi! A jak Żydów nie ma, to geje, muzułmanie, feministki… Niedawno na ulicy zaczepił mnie przechodzień i wołał, że Żydzi w Polsce rządzą, gadał: „Kiedy my z niemy zrobiemy porządek?”. Kiedy powiedziałem, że jestem Żydem, chciał mnie przekonać do antysemityzmu. Już dla niego byłem taki lepszy Żyd.

„Bury” jak zombie
24 lutego po raz trzeci środowiska nacjonalistyczne zorganizowały w Hajnówce (woj. podlaskie) Marsz Żołnierzy Wyklętych. Tym razem nacjonaliści napotkali zdecydowaną kontrę Obywateli RP i lewicy – aktywną przy soborze św. Trójcy w Hajnówce oraz milczącą, pełną zadumy, przy pomniku ofiar i represji, niedaleko magistratu. Tam odczytano nazwiska wszystkich ofiar oddziału „Burego” z przełomu stycznia i lutego 1946 r. oraz zapalono znicze. Za wypromowanie marszu i kultu leśnych odpowiedzialnych za powojenne zbrodnie na Białorusinach odpowiada środowisko polityczne wiceszefa MSWiA Jarosława Zielińskiego. W Hajnówce – Bogusław Łabędzki, wieloletni członek PiS i były katecheta. To on razem z podlaskim ONR i kibolami wymyślił i poprowadził pierwszy marsz, a kolejne wspiera i promuje. Co mu się opłaciło – w ubiegłym roku mimo braku wykształcenia historycznego Łabędzki dostał stanowisko w białostockim IPN.

Sanatorium za złotówkę
W październiku 2016 r. biznesmen z Płocka kupił za 860 tys. zł od Urzędu Skarbowego w Kołobrzegu wystawione za zaleganie z podatkami udziały w spółce. Na koniec roku stał się posiadaczem… zadłużenia. Sprytna rodzina, do której należało dobrze prosperujące sanatorium w Świeradowie-Zdroju, dokonała wielu operacji, w wyniku których nabywca nie odniósł korzyści z zakupu. W chwili sprzedaży aktywa spółki były bardzo zawyżone, a cztery dni po transakcji zakupu udziałów zarząd spółki ze Świeradowa-Zdroju drastycznie obniżył wartość całego majątku, który wkrótce „za grosze” wyprowadził do innej spółki należącej do członka przedsiębiorczej rodziny.

Górnik musi się bać
Nie zdążyli. Wszystko runęło. Rozległ się potworny huk i wąski chodnik wypełnił się czarnym gryzącym pyłem. Kiedy Dawid otworzył oczy, nie widział nic. Wokół panowała ciemność tak gęsta, że dałoby się ją ścisnąć między palcami, ale on i tak nie dałby rady tego zrobić. Na jego rękach leżało 120 kg stali, która przycisnęła go do spągu, a na nim zebrały się zwały kamieni. Od pasa w dół Dawid był całkowicie zasypany. Podniósł głowę i tuż nad sobą zobaczył wielką skałę. To wydarzyło się 800 m pod ziemią, 15 lat temu. Dawid miał wtedy 25 lat, rocznego synka, drugiego w drodze. Poprzedniego dnia pokłócił się z żoną i jedyne, o czym mógł myśleć, wpatrując się w skałę, która zaraz miała zmiażdżyć mu głowę, to bezsensowna kłótnia, słowa rzucone w gniewie. Ile by dał za to, by móc wrócić do domu i przytulić się do Moniki. Gdy tamtego wieczoru, cały posiniaczony i podrapany, przekroczył próg mieszkania, żadne z nich już nie pamiętało o sprzeczce. Od tamtej pory Dawid ma obsesję na punkcie bezpieczeństwa i pewnie dzięki temu, od kiedy sam jest przodowym, na jego zmianie nigdy nie było poważniejszego wypadku.

Fragmenty rozdziału „Dawid” z książki Karoliny Macios „Górnicy.pl”, Insignis

OPINIE
Obsesje premiera Morawieckiego
Morawiecki do europejskiego establishmentu w Monachium przemawiał tak, jakby nie był polskim premierem, tylko urzędnikiem sztabu Trumpa oddelegowanym do Polski. Z przedstawionych w tym wystąpieniu sądów, opinii, uprzedzeń i odruchów wyłania się pewien całościowy obraz świata. To uproszczona, skrajnie subiektywna, odrealniona wizja przeszłości, w której nie ma miejsca na choćby warunkową i częściową waloryzację dziedzictwa Polski powojennej – Polski Ludowej, traktowanej jak wyrwa w narodowych dziejach. „Historia” w wydaniu premiera Morawieckiego jest zbiorem grupowych obsesji, plemiennym mitem, sekciarską parahistorią. Zbudowana na niej wspólnota jest wspólnotą zamkniętą, wykluczającą, dzielącą naród w poprzek pokoleń na nieprzejednane, wrogie obozy, które w skrajnych warunkach mogą doprowadzić, jak stało się to na Ukrainie, do gorącej wojny domowej. W tak zniekształconym świecie nie ma miejsca dla jedynego polskiego kosmonauty, bo skaził go wirus komuny. W tym odwróconym świecie gen. Jaruzelski musi zostać pośmiertnie zdegradowany, a hitlerowscy kolaboranci uhonorowani. Ten obraz świata na opak rządząca ekipa narzuciła Polsce, a sfrustrowany lud – poprzez mechanizm przekierowania gniewu na obiekt zastępczy – uznało go za własny. Teraz rząd próbuje rozszerzyć zasięg jego działania na zewnątrz, natrafiając tam na silny opór.

Cenzura dyskretna
TVP prezentując filmy i przedstawienia nakręcone w latach PRL, usuwa z plansz ich rok produkcji. Powód takiego zabiegu cenzorskiego w pisowskiej telewizji wydaje się jasny. Skoro edukuje się społeczeństwo z podręcznika IPN, gdzie PRL przedstawiana jest jako wielka czarna dziura, telewidzowi nasunąć się musi pytanie, jak w czarnej dziurze mogły powstawać takie arcydzieła. Aby zapobiec dezorientacji, usuwa się po prostu rok produkcji i sprawę ma się z głowy. Same nazwiska aktorów większości telewidzów już nic nie mówią, bo dominuje już w Polsce młode i średnie pokolenie, które aktywnie w PRL nie spędziło nawet dnia. Utworów powstałych po 1989 r. taka cenzura nie dotyczy.

ZAGRANICA
Zielone światło dla Habecka
Kiedy w 2002 r. Robert Habeck zasilił szeregi Zielonych, jego głównym źródłem dochodu było tworzenie beletrystyki. Niespełna 16 lat później 48-letni Niemiec uchodzi za największy talent w swojej partii. Od 2012 r. pełni funkcję wicepremiera i ministra środowiska w lokalnym rządzie w Szlezwiku-Holsztynie. Wyborcy Die Grünen wierzą, że nowy szef ponownie wprowadzi partię do politycznego mainstreamu. Habeck skupia w sobie wszystkie zdolności, które w obecnych czasach gwarantują sukces w polityce: talent retoryczny, znakomite wyczucie nastrojów społecznych i umiejętne posługiwanie się instrumentami władzy. Poza tym jako minister środowiska w Kilonii zajmuje się sprawami autentycznie zielonymi. Bywa porównywany do Macrona i Joschki Fischera. Ale on sam często przywołuje postać Justina Trudeau.

Błogosławione karabiny
Około 250 par zebrało się 28 lutego w kościele w górach Pocono w stanie w Pensylwania na ceremonii błogosławieństwa małżeństw i karabinów AR-15. Do udziału w nabożeństwie zachęcało Sanktuarium Światowego Pokoju i Zjednoczenia (World Peace and Unification Sanctuary) z Nowej Fundlandii. Pielgrzymi odpowiedzieli na apel, przynosząc do kościoła 50 sztuk broni i zdobiąc głowy koronami z nabojów. Tim Elder, przełożony sanktuarium w Pensylwanii, stwierdził, że AR-15 jest symbolem „żelaznej rózgi” opisanej w Apokalipsie.
AR-15 to półautomatyczny karabin, przy użyciu którego 14 lutego 19-letni Nikolas Cruz zabił w szkole w Parkland na Florydzie 17 uczniów i nauczycieli oraz ciężko zranił kolejne ofiary. Broń kupił legalnie, gdy ukończył 18 lat. Mimo licznych oznak, że jest niezrównoważony psychicznie, nabył co najmniej 10 sztuk broni palnej, w tym karabin AR-15. Jak podaje CNN, przed zbrodnią Cruz pisał w mediach społecznościowych, że nienawidzi „Żydów, czarnoskórych i imigrantów”. Do wzrostu rasizmu w USA przyczynił się ton nienawiści obecny w wystąpieniach prezydenta Trumpa. To nie kto inny jak prezydent pierwszej demokracji demonizuje nielegalnych imigrantów, mówiąc wbrew rzeczywistości, że są przestępcami i gwałcicielami. Teraz prezydent proponuje wyposażyć w broń część trzyipółmilionowej rzeszy nauczycieli, zamiast ograniczyć dostęp do niej.

Nastoletnia przemoc Europy
Niemal w całej Europie notuje się skokowy wręcz wzrost przestępczości, zwłaszcza zorganizowanej, wśród nastolatków. To tendencja o tyle niepokojąca, że w wielu rejonach była ona do tej pory albo nieobecna, albo mocno marginalna. Przykładem może być szwedzkie Malmö. Według danych policji w tym mieście przeciętny członek gangu ma zaledwie 22 lata, przeszło jedna trzecia to nieletni. Prawie 60% grup przestępczych zajmuje się jakąś formą handlu narkotykami – dla niektórych to główne źródło przychodów, dla innych zastępczy sposób na zarabianie. W dodatku coraz więcej młodocianych przestępców posiada broń palną – w zeszłym roku policja w Malmö skonfiskowała kałasznikowa należącego do 14-latka. W Szwecji najszybciej rośnie liczba przestępstw związanych z narkotykami. Popełnia się ich obecnie prawie 2,5 razy więcej niż dwie dekady temu. Jak informuje Światowa Organizacja Zdrowia, bezpośrednie akty przemocy są w Europie główną przyczyną śmierci ludzi z grupy wiekowej 15-29 lat. Co roku na Starym Kontynencie zamordowanych zostaje ponad 15 tys. nieletnich, aż czterech na 10 z nich ginie od ran zadanych nożem.

Cyfrowa republika nad Bałtykiem
Republika Estonii jest uznawana za najbardziej zaawansowane cyfrowo państwo świata. Estończycy już w latach 90. wykazali się dalekowzrocznością i niewielki, mający 1,3 mln mieszkańców kraj zaczął intensywnie inwestować w cyfrową infrastrukturę i edukację. O ile w 1991 r. dostęp do telefonu miała połowa mieszkańców, o tyle w 1997 r. 97% szkół było podłączonych do internetu. W 2002 r. dostęp do bezprzewodowego internetu miała już prawie cała Estonia. E-państwo jest tak rozbudowane, że pozwala wygodnie załatwiać codzienne sprawy. Bez wychodzenia z domu można zarejestrować dziecko w urzędzie stanu cywilnego, oddać głos w wyborach, kupić i zarejestrować samochód, a nawet zeznawać w sądzie. Znakomicie rozwinięta cyfrowa administracja oprócz plusów ma także minusy. Największy to obawa, co można zrobić z takimi danymi, kiedy zyska się do nich dostęp, i czy dzięki takim systemom nie narodzi się prawdziwy Wielki Brat.

KULTURA
Biblioteki Narodowej dzieje dramatyczne
24 lutego 1928 r. prezydent Ignacy Mościcki mocą swojego rozporządzenia powołał Bibliotekę Narodową. W lipcu 1938 r. zbiory Biblioteki Narodowej liczyły 650 tys. jednostek (w tym 82 tys. starych druków i 24 tys. rękopisów). Przyszedł wrzesień 1939 r. Płonęły biblioteczne zasoby. 18 stycznia 1945 r., dzień po wyzwoleniu stolicy na Rakowieckiej 6 pojawiła się pierwsza grupa bibliotekarzy. Potem przybywali kolejni. Co się dało, ratowali ze zgliszczy miasta. Obecnie co roku do zbiorów narodowej książnicy przybywa ok. 200 tys. publikacji; obecnie zbiory liczą ponad 9 mln jednostek. Myśląc o Bibliotece Narodowej dzisiejszej i o jej historii, trzeba pamiętać o uporze ludzi chcących za wszelką cenę uchronić polski dorobek przed zaprzepaszczeniem. Dlatego niepokoją słowa o odzyskaniu polskiej państwowości w 1989 r., o tym, że były jakieś wyrwy w istnieniu Polski (gdyby serio potraktować takie twierdzenia, to jak można by dziś świętować stulecie istnienia naszego kraju albo 90-lecie trwania BN?). Jest w Bibliotece Narodowej urna z prochami pozostałymi po zbiorach spalonych podczas okupacji niemieckiej. Niech to będzie memento.

Filmówka: się kręciło, się kręci…
Łódzka szkoła filmowa ma 70 lat. Ta uczelnia dała kinu Polańskiego i Wajdę, Hasa, Bajona i Edelmana. Szkoła nierozerwalnie związana z Łodzią zaczęła się jednak w Krakowie. Tam Antoni Bohdziewicz, szef Referatu Filmowego Armii Krajowej, zorganizował już w styczniu 1945 r. Warsztat Filmowy Młodych. W marcu 1948 r. szkoła przeniosła się do Łodzi, na Targową 61, do przedwojennego pałacyku fabrykanta Oskara Kona. Epicentrum szkoły był bar u stóp legendarnych schodów, które wiodły ku salce projekcyjnej. To, co się obejrzało w salce, w barku można było przedyskutować, więc talenty reżyserskie dojrzewały gdzieś pomiędzy. Czyli na słynnych schodach. Tamte lata przeszły do legendy szkoły. Jednak z latami czas spędzony w łódzkiej Filmówce jawił się we wspomnieniach jako „czas darowany”, „czas łaski”. Piękny, ale z bieżącym życiem filmowym mający coraz mniej styczności. Zakręt roku 1989 zafundował szkole prawdziwy zimny prysznic. Niemal 10 tys. fachowców z branży, od reżyserów po kaskaderów, straciło pracę prawie z dnia na dzień. Cała rodzima kinematografia znalazła się na skraju zapaści. Znaczenie Filmówki spadło. Dziś Filmówka ma więcej z politechniki niż z miejsca charyzmatycznego. Trzeba kształcić co roku setki fachowców, których zasysają film, telewizje, media.

Qulturalia

ZDROWIE
Tajemnice mózgu
– Inżynieria biomedyczna obejmuje bardzo szerokie spektrum dziedzin – wyjaśnia dr Włodzimierz (Vlodek) Siemionow, amerykański ekspert i konsultant w tej dziedzinie. – Jedną z odnóg jest biomechanika, która pracuje nad sprawnością kończyn, kości i mięśni. Tworzone są liczne implanty, dziś często nieusuwalne, a jeszcze niedawno odrzucane przez organizm. Jest tutaj pole do rozwoju inżynierii materiałowej wykorzystującej najnowsze technologie, jest nowoczesna opieka biomedyczna i bioinżynieria tkankowa, która dysponuje sztucznymi kośćmi i sztuczną skórą. Z kolei inżynieria neuralna zajmuje się modulowaniem pracy mózgu i systemu nerwowego, a inżynieria biofarmaceutyczna opracowuje biologicznie aktywne, komórkowe medykamenty. Do najnowszych osiągnięć należy transplant sztucznego oka. Nad implantami wkładanymi bezpośrednio do mózgu pracowano już w latach 70., a obecnie mamy ponad 80 tys. pacjentów cierpiących na chorobę Parkinsona, u których implanty regulują bezwolne drgania kończyn i osłabiają ból ciała, pleców itd.

NAUKA
Ewolucja zapisana w zębach
Jedna z ostatnich małp człekokształtnych z Siwalików, wzgórz na terenie dawnych Indii Brytyjskich, jest również największa ze wszystkich i właśnie wielkości zawdzięcza swoją nazwę – Gigantopithecus. Wnioskując na podstawie wielkości zębów, można powiedzieć, że gigantopitek był dwu- lub trzykrotnie większy od samców goryli, osiągał masę 500 kg (mniej więcej tyle co samce białego niedźwiedzia – największego z lądowych drapieżników). Jego wielkie zęby i masywne szczęki sugerują jednoznacznie, że żywił się czymś twardym i wymagającym długiego żucia. Ślady na zębach potwierdzają to przypuszczenie; co więcej, w trzonowcach gigantopiteków znaleziono też zanurzone w szkliwie fitolity. Niektórzy uważają, że gigantopitek nie wymarł, ale przekształcił się w jedną z owych monstrualnych istot, zwanych Wielką Stopą, yeti, Sasquatchem czy jak tam jeszcze.

Fragment książki Davida R. Beguna „Prawdziwa planeta małp. Nowa historia człowieka”, Prószyński i S-ka

OBSERWACJE
Fetysze Greków i lęki Rzymian
Mieli starożytni swoje seksualne fetysze. Na przykład wyjątkowo podniecały ich pośladki – zarówno kobiece, jak i męskie. Jeśli chodzi o kobiece piersi, to duże nie budziły takiego zachwytu mężczyzn jak dzisiaj. Wręcz je wyśmiewano jako brzydkie. Duże czy małe, pozostawały jednak obiektem szczególnego zainteresowania. Przedmiotem podziwu był w starożytności raczej mały penis. Dużymi obdarzano bowiem na wazach postacie odrażające, na przykład satyrów. Źródła pisane i odkrycia archeologiczne wskazują, że Rzymianie byli zdecydowanie bardziej otwarci w sprawach seksu niż Grecy. Wygodne łóżka, zmysłowe malowidła w sypialniach, sauny z erotycznymi mozaikami (np. zafiksowana na punkcie penisa mozaikowa posadzka w pompejańskim Domu Menandra) – to wszystko można było znaleźć w rzymskich rezydencjach. Pikanterii dodawały w sypialniach bogaczy lustra powiększające, miał je ponoć nawet Horacy, nie wspominając o słynącym z rozpusty handlarzu niewolników Hostiusie Quadrze.

Fragmenty książki Adama Węgłowskiego „Wieki bezwstydu. Seks i erotyka w starożytności”, CiekawostkiHistoryczne.pl

FELIETONY I KOMENTARZE
Jerzy Domański: Nie odbiorą Generałowi zasług
Jan Widacki: Zemsta na trupach
Bronisław Łagowski: Ekshumacja czy przedawnienie?
Roman Kurkiewicz: Niedobór determinacji we krwi
Tomasz Jastrun: Czarna podszewka
Ludwik Stomma: Polityka historyczna
Edward Mikołajczyk: Łelkam tu Wiadomości

Wydanie: 10/2018

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy