W najnowszym (11/2017) numerze Przeglądu polecamy

W najnowszym (11/2017) numerze Przeglądu polecamy

W poniedziałek, 13 marca, w kioskach jedenasty numer tygodnika PRZEGLĄD. Polecamy w nim:

TEMAT Z OKŁADKI
PiS wstało z kolan i odbiło się od Unii
W ciągu kilku miesięcy ekipa Kaczyńskiego potrafiła zrazić do siebie największe państwa Unii i przedstawicieli najważniejszych unijnych instytucji. Rewanż był tylko kwestią czasu.

Zwłaszcza że ekipa Beaty Szydło i Witolda Waszczykowskiego wykazała w Brukseli rażący brak wiedzy o mechanizmach funkcjonowania instytucji UE. A atak na Tuska był jedną z najdziwaczniejszych szarż w historii Unii Europejskiej. Nigdy dotąd kraje nie zwalczały swojego obywatela w najwyższych instytucjach unijnych. Tak jakby dla polskiego rządu kwestia zaszkodzenia Tuskowi była nadrzędną racją stanu. W efekcie podzielona i skłócona ostatnio Europa zaczęła mówić o sobie jak o rodzinie. A Polska znalazła się w oślej ławce i najwyraźniej nikogo ta sytuacja nie martwi.

Zapowiedź kolejnych kroków, które Unia może podjąć, padła jeszcze w czwartek ze strony François Hollande’a. Gdy Beata Szydło mówiła na zakończenie szczytu, już po północy, że ma zasady i nie podpisze tzw. konkluzji, francuski prezydent odparł: „Wy macie zasady, a my fundusze strukturalne”. To kolejny sygnał, że Unia za chwilę może zakręcić nam kurek z pieniędzmi. Jarosław Kaczyński może nie tyle wyprowadza Polskę z Unii, bo to nie takie łatwe, ile wypycha nas na jej obrzeża.

Niemcy ze zdumienia przecierają oczy
W opinii zachodnich sąsiadów Polska przestała zachowywać się racjonalnie i przewidywalnie. Ogłoszenie pomysłu budowy tzw. Międzymorza, koalicji państw mającej ograniczyć wpływy Niemiec w Europie, i towarzyszące mu wygaszenie zainteresowania Trójkątem Weimarskim (formatem współpracy Polski, Niemiec i Francji) przyjęto za Odrą – delikatnie rzecz ujmując – z konsternacją. Polskie miasta wydają miliardy – w dużej części z dotacji unijnych – na niskopodłogowe tramwaje, podczas gdy w Berlinie i innych niemieckich miastach nierzadko widzi się tramwaje pamiętające czasy muru berlińskiego. Brak solidarności Polski w sprawach europejskich, szczególnie w kwestii uchodźców, rodzi nad Sprewą pytania o sens wspierania państwa, które sprowadza integrację do dostępu do kasy. Z pewnością rację ma Jarosław Kaczyński, że Niemcy odgrywają w Unii Europejskiej wiodącą rolę. Brexit sprawia, że będzie ona jeszcze większa. Berlin zatem uzyska jeszcze więcej swobody w decydowaniu o sprawach Polski bez Polski.

WYWIAD
Polska podzielona
– Nie jest tak, że przyszła „dobra zmiana” i skonfliktowała społeczeństwo. W naszym społeczeństwie już wcześniej istniały silne napięcia, frustracje, niechęci, mechanizmy kategoryzacji grupowej; nie były zaspokajane różne potrzeby. One właśnie były źródłem tego, co teraz widzimy. Politycy w jakiś sposób wykorzystali zastaną sytuację. Problemy, które narastały przez lata, skanalizowały się i teraz mamy skutek w postaci konfliktu społecznego – twierdzi Anna Cybulko, mediatorka, ombudsman na Uniwersytecie Warszawskim. – W społeczeństwie obywatelskim dialog jest wartością podstawową, dlatego powinien być ciągły. Ważne też, aby rządzący traktowali rządzonych podmiotowo, a co za tym idzie – jako partnerów do dyskusji. Niekiedy jednak ci, którzy zostali wybrani do władz, uważają, że mają mandat do rządzenia, i nie czują potrzeby wchodzenia w dialog. Z perspektywy mediatora przyglądam się, jak przebiegają konsultacje społeczne pewnych projektów zmian, nowelizacji prawa, bo istnieje taki obowiązek. Uczestniczyłam w tych konsultacjach za poprzedniej władzy i jeszcze wcześniejszej, na poziomie zarówno ministerstw, jak i parlamentarnym, i zauważyłam, że są traktowane jak nieprzyjemny obowiązek, nie prowadzi się ich na serio. Niech to będzie jasne – wcale nie chodzi tylko o tę władzę. Także to, co robi opozycja, nie jest budowaniem dialogu. Owszem, coraz więcej ludzi wychodzi na ulice, ale czy manifestacja jest dialogiem? To nie dialog, lecz wyraz bezsilności.

KRAJ
Nie igrać z „Ogniem”
W Waksmundzie uważają, że jeśli IPN nadal będzie robił z „Ognia” świętego, mieszkańcy staną się odważniejsi. Mogą opowiedzieć, jak dzień przed śmiercią „Ogień” pił tam na umór i strzelał do ludzi. W książkach IPN nie ma o tym ani słowa. Do niedawna wszyscy myśleli, że będzie koniec przypominania o tamtych okropnych czasach, a tu z roku na rok nasila się propaganda. Z „Ognia” robią bohatera. Do tego dołącza Kościół – organizuje msze nie za ofiary, ale za dusze tych, którzy strzelali. IPN przywozi własnych księży, którzy z ambony wychwalają Kurasia, i swoje książki. Historycy IPN nie chcą rozmawiać z ludźmi, wiedzę czerpią z dokumentów bezpieki. Wiadomo o co najmniej czterech miejscach w lasach, gdzie leżą ofiary „Ognia”. IPN nie wykazał najmniejszego zainteresowania tymi grobami, bo nie pochowano w nich „żołnierzy wyklętych”. Jeżeli IPN nie przestanie robić z Kurasia świętego, ludzie przestaną się bać i zaczną mówić.

Oświatowy ból głowy
Nauczyciele protestują, bo tracą pracę. Dzieci płaczą, bo zmienia się sieć szkół. Rodzice, bo szkoły są zamykane albo dzieci będą chodziły do innych. Mimo że hasło brzmi: wygaszanie gimnazjów, reorganizacja dotyczy nie tylko klas gimnazjalnych. Zmienia się siatka godzin i liczba klas w szkole podstawowej. Nieznane do końca założenia reformy rodzą obawy zarówno wśród rodziców i uczniów, jak i nauczycieli w Kazimierzu Dolnym. W najtrudniejszej sytuacji znajdą się uczniowie obecnych klas szóstych. – Kiedy zaczynali szkołę, byli pewni, że po sześciu latach będą gimnazjalistami – zauważa Marcin Pisula, nauczyciel historii i wiedzy o społeczeństwie w gminnym zespole szkół. – Nic z tych rzeczy. Zostaną jeszcze dwa lata w podstawówce, którą ukończą w 2019 r. W tym samym roku obecne klasy pierwsze skończą trzyletnie gimnazja. Do szkół średnich wystartują więc dwa roczniki. Ponieważ szkoły nie są z gumy, będą mogły przebierać i wybierać najlepszych. Obecni szóstoklasiści w tej konkurencji będą na straconej pozycji. Uczyli się rok krócej od starszych o rok rywali i według nowej podstawy programowej, z podręczników napisanych na kolanie. Na tym ich niedola się nie skończy. Podwójny rocznik za kolejne cztery lata będzie się wybierał na studia i nastąpi powtórka z rozrywki.

Władze gminy martwią się kosztami zmian. Można się domyślać, że pod pretekstem reformy postanowiono dokonać globalnej weryfikacji kadr pedagogicznych, a równocześnie wprowadzić jedyną słuszną ideologię. Fachowość najpewniej zostanie wyparta przez lojalność.

Procesy o prawdę
Wygrany proces więźnia Auschwitz Karola Tendery z niemiecką telewizją ZDF był trzecim etapem żmudnych zabiegów kancelarii Lecha Obary o wydanie zakazu używania takich określeń jak „polskie obozy zagłady”. Wcześniej prawnicy reprezentowali Zbigniewa Osewskiego ze Świnoujścia, który pozwał wydawnictwo Axel Springer SE za użycie w dzienniku „Die Welt” sformułowania „polski obóz zagłady” w Majdanku. Polscy prawnicy toczyli boje siedem lat. Sąd Okręgowy w Warszawie oddalił jednak pozew, a sąd apelacyjny oddalił odwołanie. A jednak to był kamień milowy w polskim orzecznictwie. Sąd potwierdził bowiem, że każdy obywatel ma prawo do ochrony godności i tożsamości narodowej, jeśli jest związany ze sprawą, działa w jakiejś organizacji i poczuł się obrażony sformułowaniem typu „polskie obozy zagłady”. Niepowodzeniem zakończyła się sprawa Janiny Luberdy-Zapaśnik z Olsztyna. Była więźniarka dziecięcych obozów koncentracyjnych pozwała niemiecki tygodnik „Focus”, ale sąd oddalił powództwo, uzasadniając, że nie jest możliwe ustalenie, czy użycie nieprawdziwych określeń w odniesieniu do niemieckich obozów zagłady naruszyło jej dobra osobiste. W sprawie Tendery Sąd Apelacyjny w Krakowie nakazał zamieścić przeprosiny na głównej stronie portalu ZDF i pozostawić je tam przez miesiąc. Stacja zamieściła jednak tylko link do przeprosin. Olsztyńscy prawnicy walczą więc teraz o wykonanie w pełni wyroku polskiego sądu, a w reakcji ZDF złożyła zażalenie do sądu… w Moguncji. Organizatorom akcji pod nazwą #GermanDeathCamps grozi proces za wykorzystanie w grafice charakterystycznej grzywki i wąsika kojarzonych z wizerunkiem Hitlera.

ZAGRANICA
Momentum zmiany
Na fali społecznego niezadowolenia ze zgłoszenia kandydatury Węgier do organizacji igrzysk olimpijskich w 2024 r. powstała partia, która ma szansę skruszyć zabetonowaną węgierską scenę polityczną. Choć Viktor Orbán oskarżał aktywistów ruchu społecznego Momentum o „zdradę narodowego marzenia”, rząd uległ i wycofał się z wyścigu o organizację igrzysk, a ruch społeczny przekształcił się w partię. Atutem Momentum może być jego autentyczność – liderzy partii nie udają bowiem, że „nie chcą uprawiać polityki”. Wręcz przeciwnie, są jak najbardziej polityczni, z konkretnym przekazem, opartym na prowadzeniu „polityki wartości zamiast polityki ideologii”. Dlatego przyszłoroczne wybory mogą być dla Orbána najtrudniejszą bitwą ostatniej dekady.

Dzieci Sulejmana
W środku Europy, w Austrii, ale także w Niemczech legalnie uczy się muzułmańskie dzieci nienawiści do tej Europy. Turecka islamska organizacja Dzieci Sulejmana dotarła na Zachód za emigrantami ponad 40 lat temu. Dzieciom wpaja obraz nieprzyjaznego świata za murami internatu i meczetu. Kolejne pokolenia młodych muzułmanów dorastają w przekonaniu o słuszności wyłącznie szarijatu, a nawet we wrogości do świata, którego są częścią.

– Wyprali mi mózg – przyznaje Deniz, austriacki Turek, „dziecko Sulejmana”. – Poznałem tam wykrzywiony obraz świata: mam unikać kobiet, Zachód to wróg, Żydzi są źli.

Jako ośmiolatek trafił do męskiego internatu w Kematen nad Ybbs, 140 km od Wiednia. Razem z czterdziestką chłopaków w wieku 7-16 lat dzielił sypialnię, stołówkę, salę modlitw i czytania Koranu. Pobudka do pierwszej modlitwy o świcie, potem nauka sur Koranu na pamięć i czytania po arabsku, dopiero później śniadanie. Do południa chodzili do wiejskiej szkoły, po południu wracali w internacie do modlitw. Kontakt z płcią przeciwną był surowo zabroniony. Sam widok dziewczynek, np. na spacerze, był czymś nieczystym, tak uczył hodża. Uciekali więc od nich. Deniz dowiedział się też, że świętowanie urodzin jest haram, zabronione przez religię. I że młodzi ludzie nie mogą pytać, wątpić. Kto wątpi, już jest niewiernym, mawiał hodża. – Nie mogliśmy stawiać pytań, bo według niego przestawaliśmy być muzułmanami. Kto się buntował, nie poddawał, był karany. Trudno stwierdzić, ile „dzieci Sulejmana” przebywa w ośrodkach w Dolnej Austrii, Styrii czy w Niemczech. Poza indoktrynacją doświadczają przemocy.

OPINIE
Chaos zwany polityką
W polityce zagranicznej Stanów Zjednoczonych panuje chaos, jakiego w ciągu ostatniego stulecia nie było. Donald Trump uznał, że mimo braku międzynarodowego obycia łatwiej mu będzie wykazać się aktywnością i sukcesami w polityce zagranicznej niż w polityce wewnętrznej. Dlatego przez pierwsze tygodnie prezydentury więcej inicjatywy wykazywał w sprawach międzynarodowych niż gospodarczych czy społecznych. Na rezultaty nie trzeba było długo czekać. Co innego mówi prezydent, a co innego jego wysłannicy za granicą. Formalnie odpowiedzialny za politykę zagraniczną Departament Stanu milczy. Nie dość, że przy braku doświadczenia w sprawach międzynarodowych prezydent nie ma do zaoferowania światu niczego konstruktywnego, to jeszcze dąży do rozbicia struktur międzynarodowych, które już się sprawdziły. NATO określił jako przestarzałe, chętnie by widział rozpad Unii Europejskiej, chce zmieniać układ o amerykańskiej strefie wolnego handlu NAFTA. Nie wypowiada się na temat roli ONZ i prawa międzynarodowego. Świat patrzy na to z niepokojem.

KULTURA
Nie ryzykujesz, nie robisz filmu
– Kino powinno obejmować jak najwięcej obszarów życia. Także ten, który – zależnie od przekonań – możemy powiązać z duchowością, religią czy podświadomością – uważa Olivier Assayas, francuski reżyser filmowy i scenarzysta. – Im mocniej wierzysz w robienie filmów, tym bardziej otwarty powinieneś być na konfrontowanie się za ich pomocą ze zjawiskami nie do końca zrozumiałymi albo wyjaśnionymi. Bohaterka filmu „Personal Shopper” (który wchodzi właśnie na ekrany polskich kin) cierpi na specyficzną, nowoczesną odmianę samotności. Choć nieustannie siedzi z nosem w smartfonie i teoretycznie pozostaje w stałym kontakcie z całym światem, w rzeczywistości nie ma żadnej bliskiej osoby. Zależało mi na uchwyceniu procesu, w ramach którego nowe technologie przekształcają naszą tożsamość i sprawiają, że świat, w którym żyjemy, w coraz większym stopniu odchodzi od konkretu na rzecz abstrakcji.

Muzyka z duduka
– Duduk pochodzi z Armenii, ma 3 tys. lat historii, fascynuje brzmieniem. W tym instrumencie dętym jest magia, ma wibracje serca, ale bardzo dużo wymaga od muzyka. Człowiek przy jego dźwiękach doznaje czegoś więcej, czuje głębię – opowiada z zachwytem Łukasz Sabat, wokalista, multiinstrumentalista, grający na duduku, saksofonie altowym, hulusi, sopiłce basowej i wielu podobnych z rodziny dętych. Z Wojciechem Inglotem, również multiinstrumentalistą, tworzy projekt INSZA. Wspólnie komponują muzykę, która jest to mieszanką jazzu, popu, etno i elektroniki. Znalazło się także nieco rocka i naleciałości klasycznych. Duże znaczenie przywiązują do tekstów poetyckich tworzonych piosenek.

Qulturalia

ZDROWIE
Usłysz świat
900 tys. Polaków ma poważny uszczerbek słuchu, niedosłyszy 4-6 mln osób. Zagrożenie niedosłuchem, a nawet całkowitą utratą słuchu, rośnie ze względu na wszechobecny hałas. Eksperci oceniają, że tylko z powodu słuchania zbyt głośnej muzyki i innych dźwięków przez słuchawki uszkodzeniem słuchu zagrożonych jest od 5 do 10% młodych ludzi używających tego sprzętu. Do tego dochodzi hałas uliczny.

– W miarę możliwości unikajmy hałasu. Słuchajmy dźwięków cichych i średniogłośnych, jak najbardziej zbliżonych do naturalnych, które sprawiają przyjemność, a nie powodują rozdrażnienia, zmęczenia, pobudzenia, nie wywołują bólu głowy czy pisku w uszach. Po prostu oszczędzajmy uszy – słuchajmy muzyki, ale najlepiej z głośników, a nie przez słuchawki, i niezbyt głośno, tak, abyśmy mogli usłyszeć, co mówi ktoś obok – radzi prof. Henryk Skarżyński, dyrektor Instytutu Fizjologii i Patologii Słuchu.

Utrata słuchu może też być skutkiem choroby zakaźnej matki w okresie ciąży, takiej jak różyczka, odra lub nawet grypa. Znacznie częściej jednak jest następstwem nawracających, niedoleczonych infekcji górnych dróg oddechowych, które mogą doprowadzić do zapalenia uszu. Obecnie w Polsce kładzie się nacisk na wczesne wykrywanie głuchoty i niedosłuchu u dzieci. Dzięki Wielkiej Orkiestrze Świątecznej Pomocy badanie słuchu powszechnie wykonuje się u każdego noworodka przed jego wypisaniem ze szpitala.

KSIĄŻKI
Mój złoty, mój kochany…
Dla starzejącego się Jarosława Iwaszkiewicza Jurek Błeszyński nie był ani pierwszą namiętnością, ani pierwszym kochankiem. Miał być miłością ostatnią. Poznali się przypadkiem. W styczniu 1953 r., 20-letni wówczas Jurek, odwiedził Jarosława Iwaszkiewicza w jego domu na Stawisku. Pięć lat później był już jedną z najważniejszych osób w życiu pisarza. Jedynym punktem odniesienia dla przeżywanej intensywnie seksualności i krzywym zwierciadłem, które z całą bezwzględnością odbijało karykaturalne czasem życie. Czysto zmysłowe zainteresowanie młodym sąsiadem niepostrzeżenie przerodziło się w zauroczenie, namiętność, aż wreszcie w graniczącą z obsesją miłość. W uczucie, które nie pozwalało przeżyć jednego dnia bez usłyszenia głosu ukochanego, bez najkrótszego spotkania, chociaż zdawkowej wiadomości.

Miłosne listy pisarza opublikowała Anna Król w książce „Wszystko jak chcesz”.

OBSERWACJE
Trudno w Suazi pozostać dziewicą
W stolicy afrykańskiego Suazi, Lobambie, odbywa się co roku uroczystość Tańca Trzcin, w której biorą udział tysiące młodych kobiet z całego kraju. Taniec Trzcin przebiega zgodnie z odwiecznym rytuałem. Kulminacyjnym momentem jest ścięcie trzcin przez dziewczyny i złożenie ich w hołdzie królowej matce. Dziewczyny biorące udział w uroczystości powinny być tak samo świeże, nietknięte jak te trzciny. Dziewice. Panuje powszechna opinia, że podczas Tańca Trzcin król dokonuje wyboru nowej żony, w kraju istnieje bowiem usankcjonowana prawem poligamia. W zderzeniu z tańcem i młodością marzących o lepszym życiu uczestniczek Tańca Trzcin dysonansem jest AIDS, powszechna w tym kraju choroba, z którą nikt nie walczy, a której sprzyja bogate życie erotyczne miejscowych i wczesna inicjacja seksualna. Według raportu ONZ z czerwca 2000 r. na AIDS w ciągu najbliższych kilku lat umrze w Suazi ponad połowa nastolatków.

Fragmenty książki Andrzeja Fidyka i Aleksandry Szarłat „Świat Andrzeja Fidyka”.

FELIETONY I KOMENTARZE
Jerzy Domański: Partia liberum veto
Bronisław Łagowski: Obrona sumienia estetycznego
Tomasz Jastrun: Chocholi taniec
Agnieszka Wolny-Hamkało: Świecić tyłkiem nie jest łatwo

Wydanie: 11/2017

Kategorie: Kraj

Komentarze

  1. Piorunochron
    Piorunochron 6 lipca, 2017, 09:18

    Człowiek wierzący ma motywację, aby dążyć do prawdy, do dobra, ma moralne opory przed wszystkim co niegodne, człowiek niewierzący relatywizuje rzeczywistość i nie ma tak naprawdę żadnych hamulców poza prawem i własnym interesem. Przed Bogiem, który jest istotą ponad światem klękać można – niech ateista popatrzy na to jak klękanie przed ideą dobra i miłości – bo czym jest Bóg jak nie miłością i prawdą…. Problemem jest klękanie przed ludźmi, szczególnie przed ludźmi, których interes jest sprzeczny z interesem Polski – dobrze wiecie o co chodzi… Ale w głowie wam się nie mieści, że można nie klękać przed mocodawcą z BND czy ambasady Rosji, przed pseudo- autorytetem – wasze środowisko np. w PRL zawsze klękało przed ludźmi…. gdzieś na górze zawsze był ten oficer, przywódca, polityk, przed którym trzeba było klękać… To Ci co klęczą przed Bogiem nie klękają przed ludźmi.

    Odpowiedz na ten komentarz

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy