W najnowszym (12/2017) numerze Przeglądu polecamy

W najnowszym (12/2017) numerze Przeglądu polecamy

Najnowszy numer PRZEGLĄDU w poniedziałek, 20 marca, w kioskach. A w nim:

TEMAT Z OKŁADKI
Wojsko na minie
Nadszedł taki czas, że żołnierza polskiego się nie szanuje, nadszedł czas pogardy dla polskiego żołnierza – tak działania ministra Antoniego Macierewicza podsumowuje gen. broni w st. spocz. Waldemar Skrzypczak, były dowódca wojsk lądowych i były wiceminister obrony. – Ten facet i jego pretorianie zrobili wiele krzywdy wojsku polskiemu.
– Minister Macierewicz organizuje swoje igrzyska nienawiści. Upokarza kolejne grupy oficerów. Łamie kręgosłupy, a jego publiczne wypowiedzi to jak cios z plaskacza w twarz. Nie wiem, jak generałowie mogą to jeszcze znosić. Gdyby cenili swoją godność, powinni zasalutować i powiedzieć: „No to czołem” – to słowa płk. Krzysztofa Przepiórki, komandosa i weterana elitarnej jednostki GROM z początku grudnia ub. roku.
Niedługo potem przyszła fala dymisji najważniejszych dowódców polskiej armii. Odeszli m.in. gen. Mieczysław Gocuł – szef Sztabu Generalnego WP i jego zastępca, gen. broni Mirosław Różański – dowódca generalny rodzajów sił zbrojnych, gen. broni Marek Tomaszycki – dowódca operacyjny rodzajów sił zbrojnych, szefowie inspektoratów poszczególnych sił zbrojnych. Ostatnio gen. bryg. Jerzy Gut – dowódca Komponentu Sił Specjalnych. W sumie rezygnację złożyło kilkudziesięciu generałów i prawie trzy setki pułkowników. Pierwsza z tych grup straciła ponad jedną czwartą stanu, a druga – jedną szóstą. To straty większe niż na wojnie.
Odchodzą, bo mają dość. Dość nieodpowiedzialnego ministra i jego totumfackich. Dość poniżania munduru i upolityczniania armii. Dość rozwalania armii i zamieszania z przetargami na sprzęt. – To, co się dzieje, to osłabienie naszej pozycji w NATO – mówi gen. Skrzypczak.
Także odchodzący ze służby oficerowie przestają milczeć. Coraz głośniej mówią, że nasza armia pogrąża się w chaosie. I zwracają uwagę na jedno i to samo – zagrożenie bezpieczeństwa państwa.

Wojsko odzyskuje głos
Mówią dowódcy. Gen. Zbigniew Jabłoński: – Z trwogą obserwuję, że zaczął się w polskim wojsku taki okres, kiedy będziemy szkolić żołnierza nie po to, żeby żył i przeżył, tylko żeby bohatersko poległ. Panuje chaos dowódczy. Odesłanie „pod kapelusz” bądź zmuszenie do odejścia wielu dowódców i zastąpienie ich niedoświadczonymi, albo inaczej – mniej doświadczonymi, wróży jak najgorzej.
Płk Piotr Pertek: – Zostały zachwiane proporcje w tym, co nazywa się cywilną kontrolą nad wojskiem. Cywilna, demokratyczna kontrola jest potrzebna w każdej armii. W Polsce jednak została wypaczona, bo w sprawie planów modernizacji sił zbrojnych ze względu na potrzeby operacyjne nikt wojskowych nie słucha. Jak rozwiązano problem zakupu nowego sprzętu? To przykład nieudacznictwa.
Gen. Kazimierz Jaklewicz: – A jeśli dokładnie prześledzicie tak chwalone ćwiczenia Anakonda, to sądząc po doniesieniach i relacjach prasowych, pierwszym nasuwającym się wnioskiem jest niesprawność systemów dowodzenia.

Armia bez głowy
W armii kluczową sprawą wcale nie jest wykształcenie, tylko doświadczenie w dowodzeniu. Żadna uczelnia nie daje tego, co dowodzenie – kompetencji i poczucia odpowiedzialności. Z uczelni wynosimy wiedzę, którą potem sprawdzamy w praktyce, w boju. Ludzie, którzy przeskoczyli po dwa, trzy szczeble bez takich doświadczeń, to dowódcze kaleki. Nie udźwigną ciężaru odpowiedzialności za swoje decyzje w sytuacji krytycznej. Bo nigdy w obliczu takich sytuacji nie stanęli – podkreśla gen. broni w st. spocz. Waldemar Skrzypczak, były dowódca wojsk lądowych i wiceminister obrony narodowej.

WYWIAD
Z bankiem można wygrać
– Wysłanie pana Mateusza Morawieckiego do pilnowania w rządzie spraw sektora finansowego pokazuje, że trudno będzie o jakieś rozwiązania przychylne frankowiczom – uważa Arkadiusz Szcześniak, prezes Stowarzyszenia Stop Bankowemu Bezprawiu. – Nie jest do końca uczciwe, że człowiek posiadający akcje banku, którego był prezesem, jest wicepremierem i decyduje o losach ustaw mających znaczenie dla banków. Tymczasem Polak za kredyt hipoteczny płaci i będzie płacić dwa i pół razy więcej niż Niemiec. My, pożyczając 300 tys. zł, spłacimy po 30 latach 600 tys. zł, a oni 430 tys. zł. Niemiecki bank na takim kredycie zarobi w tym czasie 130 tys. zł, bank w Polsce – ponad 260 tys. zł. Kredyty we frankach spłaca ponad 500 tys. rodzin i wbrew temu, co mówią KNF i prezes Narodowego Banku Polskiego pan Adam Glapiński, nie są to osoby o dużych dochodach lecz wręcz odwrotnie. Dlatego właśnie nie mogły wziąć kredytów złotówkowych, droższych wówczas o około 30%. Wtedy, zamiast raty na przykład 1300 zł miesięcznie, musiałyby płacić 2000 zł. Dziś prawie 200 tys. z nich jest pod kreską, a ich nieruchomości są często dużo mniej warte, niż kredyty. W prawie 95% umów bankowych zawarte są klauzule niedozwolone, których nie wolno stosować, bo zostały uznane za sprzeczne z prawem przez Sąd Ochrony Konkurencji i Konsumentów. W przypadku kredytów hipotecznych, takich wadliwych umów jest ponad 60%. Pozwu zbiorowego przeciw bankowi jeszcze nikt w Polsce nie wygrał, natomiast indywidualnie zdarzało się to dość często. 25 marca Stowarzyszenie Stop Bankowemu Bezprawiu organizuje manifestację „Stop bankokracji”.

Polska została na lodzie
– Europa ma wrażenie, że z Polską jest bardzo źle – twierdzi dr hab. Marek Grela, dyplomata, ekonomista, były wiceminister spraw zagranicznych. – Jeden z wielkich dzienników niemieckich, „Frankfurter Allgemeine Zeitung” napisał, że Polską rządzą ludzie oderwani od rzeczywistości. „Czy Warszawa jest poczytalna?” – pytał „FAZ” i cytował Orbána, który wyraził wątpliwość na temat poczytalności polskich przywódców. Mocne słowa. Oni, na Zachodzie, tego wszystkiego nie są w stanie pojąć. Polska wygląda w ich oczach jak u Orwella. U którego ministerstwo propagandy nazywało się ministerstwem prawdy, a ministerstwo wojny – ministerstwem pokoju. Przecież do ostatniej chwili Niemcy czynili wysiłki, żeby w Brukseli nie nastąpił blamaż polskiego rządu. Ale jak ma się za ministra spraw zagranicznych Witolda Waszczykowskiego, który o być może przyszłym kanclerzu Niemiec mówi, że to jest niedouczony lewak, to czego można się spodziewać? Zwróćmy uwagę na zachowanie Theresy May – ona mogła się wstrzymać od głosu, przecież to było ostatnie jej głosowanie! Ale co chciała pokazać? Że ona wie, po której stronie stanąć. Że Polska nie jest jej do niczego potrzebna.

Światła nie gaście!
– Znany nam klasyczny podział na lewicę i prawicę przechodzi do historii – twierdzi dr Anna Materska-Sosnowska, adiunkt w Instytucie Nauk Politycznych Uniwersytetu Warszawskiego. – Dzisiejsza prawica, nie tylko w Polsce, ma wrażliwość społeczną. Wielka koalicja w Niemczech była możliwa, bo chadecy zgodzili się z wieloma postulatami społecznymi socjaldemokratów. W przypadku Polski programy społeczne służą prawicy do zapewnienia poparcia dla zasadniczej przebudowy państwa w kierunku, który ma niewiele wspólnego z ideałami lewicy. Kwestie społeczne, a tym bardziej kulturowe, nie stracą aktualności ani mocy. Kluczowym problemem współczesnej lewicy jest – jak organicznie połączyć bliskie przede wszystkim klasie średniej kwestie równościowe, kulturowe, światopoglądowe z problemami nurtującymi tzw. zwykłych ludzi: sprawiedliwością społeczną, prawami pracowniczymi, aktywną rolą państwa w polityce społecznej.

KRAJ
Energetyczna wizja szaleńców
Zniknie 18 wsi, jeśli dojdzie do realizacji wielkiej inwestycji przy granicy polsko-niemieckiej w gminach Gubin i Bobry. Gdzie dziś są lasy i pola uprawne, ma być odkrywkowa kopalnia węgla brunatnego. Mieszkańcy wiedzą, jaką katastrofa dla środowiska jest taka kopalnia, bo mają taką (razem z elektrownią) po sąsiedzku, tuż za Nysą. Referenda organizowane w obydwu gminach dowiodły niezgody mieszkańców na inwestycję, ale zarząd województwa i sejmik lubuski określają kopalnię węgla brunatnego mianem inwestycji strategicznej, gdyż obok miałaby powstać również elektrownia. Na razie projekt budowy kopalni węgla brunatnego został zawieszony. Z tego powodu gminy Brody i Gubin nie mają planu zagospodarowania przestrzennego, nie mogą się rozwijać, pozyskiwać inwestorów. Wójtowie twierdzą, że żyją jak w rezerwatach. Nie rozwijają się duże gospodarstwa hodowlane. Co innego agroturystyka. Prawie w każdej wsi jest co najmniej jedno takie gospodarstwo.

Elementarz marnotrawstwa
1 września 2014 r., wraz z wejściem w życie tzw. dużej ustawy podręcznikowej, do rąk pierwszoklasistów trafił bezpłatny, rządowy podręcznik „Nasz elementarz” opracowany przez zespół zatrudniony przez MEN. Książka miała służyć kolejnym rocznikom uczniów. Od początku zdania na temat „Naszego elementarza” były podzielone. Nie spodobał się środowiskom katolickim. Wytykano pomijanie treści i wartości chrześcijańskich, patriotycznych i tradycyjnych. Kiedy PiS doszło do władzy, spekulowano, że darmowy podręcznik stworzony przez rząd PO wkrótce zniknie ze szkół. Rzeczywiście uczniowie klasy pierwszej szkoły podstawowej dostaną w tym roku nowe podręczniki. A przecież opracowanie, wydrukowanie i dystrybucja wycofanego to koszt ponad 60 mln zł. Sprawa podręcznika ilustruje brak długofalowej polityki edukacyjnej.

ZAGRANICA
W uścisku sułtana
Bezprecedensowy konflikt dyplomatyczny między Turcją a Europą Zachodnią ma w tle wybory. Prezydent Turcji zamierza po 16 kwietnia wprowadzić ustrój prezydencki i przywrócić karę śmierci. Sondaże przewidują, że szalę zwycięstwa na korzyść Erdoğana może przechylić zaledwie kilkanaście tysięcy głosów. Licząc na głosy niemieckich i holenderskich imigrantów tureckiego pochodzenia, którzy mają podwójne obywatelstwo, wysyła agitatorów do Europy. Holenderski rząd nie zezwolił na wylądowanie w Rotterdamie samolotu z szefem tureckiej dyplomacji Mevlütem Çavuşoglu, a następnie nie dopuścił do tureckiego konsulatu minister pracy Fatmy Kai. Oboje mieli wystąpić na wiecach poparcia dla zmian konstytucji. Niemiecki rząd zachowuje milczenie, ponieważ połowa z 3 mln żyjących w Niemczech Turków ma niemiecki paszport, a jesienią odbędą się wybory do Bundestagu.

Cybernetyczne gwiezdne wojny
Najnowszy wyciek WikiLeaks koncentrował się na aspektach technicznych. Zawierał 8761 szczegółowych dokumentów opisujących metody nielegalnego uzyskiwania przez CIA dostępu do zasobów cyfrowych wybranych osób. Gdy wewnętrzni eksperci CIA potwierdzili autentyczność opublikowanych dokumentów, na szefostwo agencji padł blady strach. Odkrycie tajemnic i technicznych szczegółów instrumentów hakerskich wywiadu USA to wyrwa w krajowym systemie bezpieczeństwa. Wyciek może mieć ogromne konsekwencje dyplomatyczne, gdyż dokumenty ujawniają również plany CIA przeprowadzania operacji cyberszpiegowskich m.in. w Europie Zachodniej, Australii i krajach Ameryki Południowej.

KULTURA
Typ liryczny
W latach 80. stało się jasne, że Wojciech Młynarski dorobił się stałego bohatera swoich piosenek. Na wpół inteligenta, na wpół cwaniaczka, ogólnie typa lirycznego, jak ten przypadkowo spotkany na przystanku w Sochaczewie, który „nie miał jasności w temacie Marioli”. Typek może najpełniej ujawnił się w piosence „Jesteśmy na wczasach”. Taki wiedział, że jest tylko skromnym dancingowym basistą i nigdy nie doskoczy do „panny Krysi z turnusu trzeciego”, która w ekskluzywnym zakopiańskim lokalu mogła być w tamtych czasach zagospodarowana tylko przez sekretarzy albo ginekologów. Nie niżej. Ale basista jednak wyznał jej miłość – choć tylko w marzeniach. „Bo miewamy często głupie sny,/ale potem się budzimy i:/Dla sympatycznej panny Krysi z turnusu trzeciego/od sympatycznego , niewątpliwie, pana Waldka:/»pucio-pucio<!«”.
Od 1988 r. Młynarski objeżdżał kraj ze swoimi corocznymi „okrągłymi jubileuszami”. Ale publiczność była coraz starsza, z latami coraz bardziej przetrzebiona, nie śmiała się już tak beztrosko jak dawniej. Czy ktoś widział śmiejącą się pogodnie budżetówkę? Młynarski piętrzył swoje metafory, tkał inteligentne frazy, a publiczność miała radary nastawione na okładanie się przez polityków cepami po wieczornych wiadomościach.

Każdy człowiek to artysta
Kulturę, muzykę próbuje się cenzurować na Węgrzech i w Polsce, zaprzęgać je w służbę polityki. – To są procesy, na które nie do końca mam wpływ – odpowiada Leszek Możdżer, pianista i kompozytor, twórca nowej stylistyki w muzyce jazzowej. – Mogę tylko jakoś im się przeciwstawić, chociażby tym, że gram na fortepianie w stroju 432 Hz częstotliwości. Wożę fortepian, który jest nastrojony nieco niżej niż standardowo, bo Adolf Hitler wprowadził standard strojenia 440 Hz i ten standard wciąż obowiązuje w Europie. Ja ostatnio gram w stroju 432 Hz, żeby sprawdzić, czy rzeczywiście jest lepszy. To mogę zrobić jako artysta. Przeciwstawić się procesom zachodzącym ponad jednostką, próbując przynajmniej pójść inną drogą. Właśnie dlatego uważam, że każdy powinien być artystą i szukać innych dróg. Jest mnóstwo możliwości, żeby ten system się rozpadł, zmienił, bo to my jesteśmy systemem.

Grzesiuk – syn ulicy
Różnie układały się losy młodzieży z robotniczego Powiśla. Czasem z biedy chłopak coś ukradł, a jak wpadł i odsiedział wyrok, stałej pracy nigdy nie dostał. No to musiał kraść już ciągle. Temperament Staśka trzymał w ryzach ojciec, działacz PPS. Charakterny był, ale pojętny, zrozumiał, że ucząc się i solidnie pracując, może do czegoś dojść. Jednak wybuchła wojna. W 1940 r. został wywieziony na roboty do Niemiec, a potem do Dachau i Mauthausen-Gusen. Obozowe przeżycia opisał w pierwszej książce, „Pięć lat kacetu”. Podobnie jak wcześniej Tadeusz Borowski nie mitologizował ofiar, tylko w naturalistyczny sposób opisywał lagrową rzeczywistość. Dopiero w ostatnich kilku latach życia stał się tym Grzesiukiem, którego znamy. Napisał jeszcze dwie książki, występował, tworzył piosenki. Zabiła go poobozowa gruźlica, choć kres przyśpieszyła intensywność życia.

Qulturalia

HISTORIA
AK bliżej i dalej Moskwy
AK nie była jednomyślna w kwestii współpracy z Moskwą – twierdzi prof. Andrzej Leon Sowa, wieloletni wykładowca na Uniwersytecie Jagiellońskim i Uniwersytecie Pedagogicznym im. KEN w Krakowie. – Grupa realistów, którą reprezentowali gen. Stanisław Tatar i – może jeszcze bardziej – ppłk Marian Drobik, ps. Dzięcioł, uważała już jesienią 1943 r., że trzeba się dogadać z Moskwą, zanim Armia Czerwona wejdzie na teren Polski. Należy zawrzeć z ZSRR porozumienie, bo to jedyna szansa, żeby Polska przetrwała jako niepodległe państwo. Zostało to bardzo źle przyjęte, szczególnie przez gen. Tadeusza Pełczyńskiego. W efekcie grupa Tatara i Drobika została bardzo szybko spacyfikowana. Trzeba też pamiętać o dominujących nastrojach, nie tylko w AK. Nawet jeżeli ktoś myślał jak ppłk Drobik, nie ujawniał za bardzo swoich poglądów, wolał siedzieć cicho, by nie posądzono go lub nie oskarżono o prosowietyzm. Dopiero klęska powstania warszawskiego uświadomiła kierownictwu podziemia politycznego i wojskowego, że porozumienie z ZSRR jest konieczne.

Lilia Wawelu
Podobno Jadwiga, przyszła święta, zagrożona związkiem z Jagiełłą, zdecydowała się skonsumować kontrakt małżeński z młodym Wilhelmem Habsburgiem. Kościół powszechny przez setki lat zdawał się ignorować polski kult ludowy (i narodowy) z nią związany, który pojawił się niemal tuż po śmierci pięknej i pobożnej królowej i zaowocował, jeszcze za życia Jagiełły, pierwszymi polskimi staraniami o kanonizację. Rosła szybko także jej legenda ludowa i kierująca się ku niej pobożność ludu, błagającego ją o wstawiennictwo w różnych życiowych potrzebach i dramatach. A pod rozbiorami liczne publikacje polskie, religijne i świeckie, mówiły o niej po prostu jako o „świętej” i „patronce narodu”. Jednak Kościół rzymski bardzo długo zachowywał wstrzemięźliwość i reagował nieskoro na składane mu propozycje.

Fragmenty książki Zbigniewa Mikołejki „Żywoty świętych poprawione ponownie”.

OPINIE
Dwa oblicza Berii
„Nienawiść Berii do Stalina była tak silna, że rozmyślnie popychał starego człowieka ku szaleństwu, aby przystąpić do podkopywania prestiżu, jakim nadal się cieszył. Beria rozpoczął destalinizację jeszcze za życia Stalina”, twierdzi Françoise Thom, autorka książki „Beria. Oprawca bez skazy”. Hipoteza dla Berii korzystna, ale zbyt wątła i za daleko idąca. Ten realizator wielkiej czystki lat 1937-1939, menedżer systemu GUŁag był wielkim intrygantem. Po śmierci Stalina Beria niezwłocznie przejął ster destalinizacji. Inicjował i wymuszał decyzje. Amnestię, uwalniającą ponad milion więźniów, prawie połowę GUŁagu. Zakaz tortur w śledztwie. Uchylenie sprawy lekarzy i kampanii antyżydowskiej. Przywrócenie swobody podróżowania. Pohamowanie rusyfikacji w republikach narodowych. Ale to nie była pierestrojka i Beria nie był prekursorem Gorbaczowa. Beria gotów był odrzucić stalinowską politykę, ale zachować stalinowskie państwo policyjne, supremację policji politycznej nad resztą. Zainstalował podsłuch kolegów z politbiura, zbierał na nich materiały, szykował z nimi rozprawę. Wiedzieli o tym, mieli wtyczki w MGB. Dlatego zmówili się i 26 czerwca 1953 r. go aresztowali. Przy pomocy wojska. Generał Moskalenko, gdy Chruszczow zaproponował mu wykonanie tej ryzykownej operacji, odpowiedział: „Z największą przyjemnością”. Marszałek Żukow zabezpieczył jej powodzenie od zewnątrz. Wprowadził do Moskwy dwie elitarne dywizje, otoczył Kreml i koszary wojsk wewnętrznych. Berii i szóstce jego najbliższych pomocników urządzono w grudniu 1953 r. proces na stalinowską modłę: tajny, bez obrońców i świadków, bez apelacji i prawa łaski. Zapadły wyłącznie wyroki śmierci, wykonane niezwłocznie. Oskarżano też zgodnie z tradycją – o szpiegostwo

FELIETONY I KOMENTARZE
Jerzy Domański: Puste miejsce po PiS
Tomasz Jastrun: Przy metafizycznym zlewie
Edward Mikołajczyk: Loteria Glińskiego

Kategorie Kraj
Tagi: 12/2017

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy