W najnowszym (12/2018) numerze Przeglądu polecamy

W najnowszym (12/2018) numerze Przeglądu polecamy

W poniedziałek, 19 marca, w kioskach 12. numer tygodnika PRZEGLĄD. Polecamy w nim:

TEMAT Z OKŁADKI
Państwo ich zdradziło i upokarza
Decyzję o degradacji przyjmę ze spokojem i godnością. Jestem pewna, że tego oczekiwałby ode mnie ojciec. On i tak przejdzie do historii jako Generał. To, co PiS robi, go nobilituje – mówi Monika Jaruzelska. Walczą z nim, ale dopiero po jego śmierci. Każą skuwać napis na grobie – skuję. Może zaproszę na ten dzień tych, którzy pod hasłem „pożegnajmy generała”, będą chcieli zapalić mu znicz. Jest już 31. ofiara ustawy dezubekizacyjnej. Zdarzyło się kilka samobójstw, wylewy, zawały u ludzi pozbawionych emerytur. O tym się nie mówi, a to są dramaty wielu rodzin. Podobne niebezpieczeństwo, dla wojska, widzę w ustawie degradacyjnej. Ona demoralizuje wojsko, ustawia oficerów w pozycji całkowicie uległej w stosunku do polityków. Teraz już każdy polityk może przyjść i zdegradować. Wojsko polskie broniło nas przez wieki, a teraz trzeba bronić wojska. Dlatego poczułam, że trzeba pomóc tym wojskowym, ich rodzinom. Centrum Monitorowania Skutków Działania Ustawy zadba, żeby nie czuli się samotni, żeby mieli pewność, że będą otoczeni opieką. Nie mam nic do stracenia. Niezależnie od tego, czy coś zrobię, czy nie zrobię, i tak będą na mnie polować. Jestem dzieckiem PRL. I są nas miliony. Nie ulegajmy presji, szantażowi emocjonalnemu. Lepiej podnieść głowę.

KRAJ
Studenci przeciw faszyzmowi
– Spodziewałem się, że coś może nam się stać, gdy usłyszałem, jak policjanci między sobą rozmawiali o lewakach i pedałach – opowiada Adam. – Myślę, że najbardziej dramatyczny był moment, kiedy policjanci zaczęli kopać moich kolegów – wspomina Daniel. – Tak, to chyba był najgorszy widok. Widzisz, jak twoi koledzy obrywają od policji i niewiele możesz zrobić – wtrąca Gabriela.
Wszyscy znają się ze Studenckiego Komitetu Antyfaszystowskiego założonego przez studentów Uniwersytetu Warszawskiego. 1 marca spotkali się pod budynkiem Muzeum Żołnierzy Wyklętych i Więźniów Politycznych PRL, skąd ruszał Marsz Pamięci Żołnierzy Wyklętych, zorganizowany przez nacjonalistów z ONR. Razem z Obywatelami RP, Warszawskiem Strajkiem Kobiet i Partią Zielonych protestowali przeciwko gloryfikacji takich postaci jak Romuald Rajs „Bury”. – Odczytaliśmy apel, w którym wymieniliśmy imiona wszystkich dzieci poniżej lat 14 zamordowanych przez „żołnierzy wyklętych”. Próbowaliśmy wybiec na środek drogi i zablokować marsz faszystów. Zostaliśmy odepchnięci i skopani przez policjantów. Próbowaliśmy wyjść ze zgromadzenia, ale nie zostaliśmy wypuszczeni. Policjanci otoczyli nas w kotle – wspomina Adam.

Poszli po kiboli
Idziemy po was! – zapowiedział pięć lat temu Bartłomiej Sienkiewicz, ówczesny minister spraw wewnętrznych. Adresatem tych słów było przede wszystkim środowisko pseudokibiców Jagiellonii Białystok odpowiedzialne za fizyczne ataki na obcokrajowców, podpalenia mieszkań czy malowanie swastyk i krzyży celtyckich na elewacjach, a na dodatek za handel narkotykami i czerpanie korzyści z prostytucji. Po dojściu PiS do władzy środowiska kibolskie uzyskały nieomal państwowy status spadkobierców „żołnierzy wyklętych”. Liczyli na pobłażliwość prokuratorów i sądów, bo za uszami mają sporo. Tymczasem mimo czystek w wymiarze sprawiedliwości, degradacji prokuratorskich i niespodziewanych awansów dla „samych swoich”, prokuratura po cichu i konsekwentnie robi swoje. W ciągu pięciu lat zarzuty postawiono 151 osobom z Białegostoku i okolic. Spośród tych 151 osób aż 105 pseudokibiców oskarżono o organizowanie ustawek i udział w nich. 34 kiboli pochodzi z Hajnówki i okolic. 12 z nich ma zarzuty za ustawki, aż 22 zajmowało się dilerką narkotykową.

Jak wojewoda Czubak zdekomunizował niekomunistę
Wojewoda opolski Adrian Czubak w ramach ustawy dekomunizacyjnej nakazał usunięcie ulicy Jana Rychla w Strzelcach Opolskich. Radni miejscy zlekceważyli to polecenie, uznając je za absurdalną pomyłkę, bo Jan Rychel (1902-1974) nigdy komunistą nie był, za to należał do grona legendarnych działaczy narodowych na Śląsku Opolskim walczących o jego powrót do Macierzy. Za swoją działalność był szykanowany, prześladowany, jeszcze przed wybuchem II wojny światowej aresztowany. Z 240 czołowymi działaczami polskimi ze Śląska Opolskiego Jan Rychel trafił do obozu koncentracyjnego w Buchenwaldzie. Po wyzwoleniu wrócił na piechotę do ojczyzny.
Wiedział o tym wszystkim Adrian Czubak. W Strzelcach Opolskich, mieście zaliczanym przez Niemców do tzw. twierdz polskości, nie tylko bowiem się urodził i chodził do szkoły, lecz także liderował strukturom PiS, zanim nieoczekiwanie w 2015 r. wyciągnięto go z pisowskiego kapelusza kadrowego i ku sporemu zdumieniu mianowano wojewodą. Zaskoczenie było tym większe, że ubiegając się o fotel burmistrza miasta jako kandydat PiS, uzyskał zaledwie 560 głosów i zajął ostatnie miejsce na liście. Swoje urzędowanie Czubak zaczął od nazwania reprezentacyjnej sali w urzędzie wojewódzkim imieniem braci Jerzego i Ryszarda Kowalczyków, którzy w 1971 r. wysadzili aulę WSP w Opolu. Kolejne polecenia partii wykonywał gorliwie. O dekomunizacji Jana Rychla zdecydował zespół kierowany przez koordynatora IPN dr. Macieja Korkucia. Uzasadnienia nikt nie widział.

WYWIAD
W Marcu królował żywioł
Rozruchów w Marcu władza się nie spodziewała. Ci, co – w rozumieniu policyjnym – je zorganizowali, też się ich nie spodziewali – twierdzi Andrzej Werblan, w 1968 r. kierownik Wydziału Nauki w KC PZPR. – Już od drugiego dnia wydarzeń one nie były sterowane, nie stali na ich czele żadni komandosi, bo oni wszyscy byli w więzieniach – dodaje Karol Modzelewski, wtedy działacz opozycji.
Był strajk na Politechnice Warszawskiej – opowiada Werblan. –Tam było na studiach dziennych 12 tys. studentów. A w strajku okupacyjnym brało udział chyba z 7 tys. albo i więcej. W tym czasie w Dreźnie odbywała się narada kierownictw krajów socjalistycznych, związana z Czechosłowacją. Wyjechali na nią Cyrankiewicz, Gomułka i Rapacki. I zaczął awanturę robić Kliszko, że trzeba zlikwidować ten strajk, zanim Wiesław wróci. I naciskał na Moczara, żeby to rozpędził. A Moczar się bał. Bo zdawał sobie sprawę, i my wszyscy zdawaliśmy sobie z tego sprawę bardziej niż Moczar, że tam jest parę tysięcy rozemocjonowanych młodych ludzi. Gmach politechniki ma taką konstrukcję, że gdyby tam weszła milicja i zaczęto by ciężkie sprzęty zrzucać z góry, to byłaby masa ofiar. Na szczęście zdążyliśmy przekonać Kliszkę, że trzeba politechnikę spacyfikować, ale bez użycia siły. Moczar wtedy zaproponował taką rzecz – otóż bezpieczniacy dowiedzieli się, że studenci podsłuchują radiowozy. Więc – mówił Moczar –będziemy udawać, że my się szykujemy, będziemy rozmawiać między radiowozami – że taka kolumna posuwa się tu, taka tam, niech oni słuchają. A równocześnie obecny i były rektor politechniki prowadzili ze studentami rozmowy, Bóg wie co obiecując, żeby oni zakończyli ten strajk. Po prostu, baliśmy się jak ognia, że jakiś wariat wymusi wreszcie użycie siły.

Fragment rozmowy z książki „Modzelewski – Werblan. Polska Ludowa. Rozmawia Robert Walenciak”.

ZAGRANICA
Epidemia postprawdy
Angela Merkel szła do przodu, mówiąc „proszę za mną”, a kiedy się odwróciła, musiała stwierdzić, że wielu Niemców wyłamało się ze zgodnego marszu – mówi prof. dr Peter Sloterdijk, niemiecki filozof, eseista i publicysta. – Co prawda niemieckie media twierdzą, że kanclerz sprzedała się socjaldemokratom, ale wcale tak nie jest. Porównując nowy rząd z poprzednimi Wielkimi Koalicjami, najwięcej ugrała CSU. CSU przeforsowała wszystkie swoje najistotniejsze punkty programowe – w tym wyższe zasiłki macierzyńskie i limit przyjmowania uchodźców. Mimo że socjaldemokraci powtarzają, że otrzymali najważniejsze ministerstwa, to ja widzę w tym rządzie wyraźną konserwatywną linię. SPD będzie dalej traciła. Wyborcy nie puszczą w niepamięć wrześniowej porażki i szumnych zapowiedzi „odnowy w opozycji”. Moim zdaniem za długo trwał polityczny eksperyment związany z Martinem Schulzem. On powinien już wcześniej ponieść konsekwencje i odejść. Bo skoro wpływowy polityk AfD może sobie pozwolić na publiczne żądanie deportacji Turków, to jednak coś się stało. Szef Komisji Europejskiej, Jean-Claude Juncker, powiedział kiedyś w przypływie szczerości: „Kiedy polityczna sytuacja staje się poważna, musisz zacząć kłamać”. On w tym momencie nie był cyniczny. Postprawda sięgnęła w sferze polityki rozmiarów epidemii. Zresztą w dziennikarstwie jest podobnie. Tymczasem dziennikarze są trzecią stroną w politycznym sporze. Nie powinni więc być ani oskarżycielami, ani obrońcami.

Relikt przeszłości
Ośmiogodzinny dzień pracy to przeżytek. W dobie zglobalizowanej produkcji coraz więcej branż pracuje bowiem „na zawołanie”. Dotyczy to nawet przemysłu ciężkiego, gdzie system ośmiogodzinnych zmian trzymał się do tej pory najmocniej. Często skazywanie ludzi na osiem godzin ciągłej pracy powoduje „martwe przebiegi”. W przeciwieństwie do naszych rodziców, nie mówiąc o dziadkach, nie jesteśmy w stanie tak długo utrzymać skupienia i zainteresowania mózgu czynnościami z tej samej dziedziny. I choć dane amerykańskie pokazują, że większość osób pracujących wciąż spędza na obowiązkach zawodowych ok. 8,8 godziny, to ten czas jest często przedzielony dłuższymi przerwami związanymi z obowiązkami domowymi, edukacją czy szybkim przeskakiwaniem z jednej pracy do drugiej. Wszystko wskazuje na to, że nie będziemy pracować mniej czy inaczej, by mieć więcej wolnego czasu. Praca stanie się wolnym czasem, a wolny czas – pracą.

Ostatni wielki wizjoner
Czy Stephen Hawking był wielkim odkrywcą? Koledzy po fachu go podziwiają, ale też trochę mu zazdroszczą, bo większą wagę przykładają do jego działalności medialnej i popularyzującej nauki ścisłe, zwłaszcza snucia teorii o wielkich, wciąż jeszcze niezbadanych połaciach Wszechświata, w których działają teoretycznie możliwe prawa wyższej matematyki, teorii względności i nowoczesnej fizyki kwantowej. Fizyk i popularyzator nauki prof. Łukasz Turski jest sceptyczny wobec „twardych” odkryć Hawkinga, a znaczenie jego dorobku wiąże z ogromną sławą, jaką zdobyły jego prace, i z nieugiętą wolą badań i poszukiwań prawdy o naszym miejscu w kosmosie, jaką emanował ten wydawałoby się kompletnie niepełnosprawny naukowiec. – Paradoksalne – mówił profesor – pomogła mu w tych działaniach jego choroba. Zwróciła na niego uwagę świata.

Prawnicza pomyłka wyszła na zdrowie
Korzyści z zalegalizowania prostytucji

HISTORIA
Niepoczytalni
Powołanie do życia NSZ było aktem zbiorowego niepodporządkowania się polskiemu rządowi oraz utworzeniem równoległych wobec oficjalnych struktur wojskowych. Słów krytyki wobec tego wydarzenia oraz w ogóle działalności NSZ nie szczędziła elita polskiego podziemia oraz redakcja Biuletynu Informacyjnego: „Z ramienia Naczelnego Wodza i Ministra Obrony Narodowej wszystkie sprawy wojskowe na Kraj reguluje Komendant Sił Zbrojnych w Kraju; wszelkie przeciwstawianie się powyższemu jest robotą szkodliwą i zasługującą na potępienie” – czytamy na pierwszej stronie 11 numeru tegoż biuletynu z 16 marca 1943 r. Artykuł o wymownym tytule „Warcholstwo” napisał ówczesny delegat rządu na kraj, prof. Jan Piekałkiewicz. Takim samym mianem politykę tej formacji określał Tadeusz Bór-Komorowski w jednej z depesz do naczelnego wodza.
Związany ze Stronnictwem Pracy Stanisław Jankowski, od lutego 1943 r. delegat rządu na kraj mówił: „Została stwierdzona ponad wszelką wątpliwość współpraca NSZ z Niemcami. Udało się przechwycić treść umowy, jaką NSZ zawarły z Niemcami. W zamian za usługi NSZ na polu antykomunistycznym i dla przyszłych walk z bolszewikami Niemcy zaczynają dostarczać NSZ-towi amunicji oraz obiecują zwalniać wszystkich członków NSZ-tu nawet aresztowanych z bronią. Zwracać się będzie również i broń. Zwracam na to uwagę premiera, żeby wiedział, jak wielkie niebezpieczeństwo grozi nam od strony skrajnej prawicy”. Jest to pogląd, który Jankowski wyraził po wymordowaniu przez NSZ 27 partyzantów Gwardii Ludowej pod Borowem 9 sierpnia 1943 r.

Heil Hitler zamiast Gruss Gott
11 marca 1938 r. O 19.47 kanclerz Austrii wygłasza radiowe przemówienie. Słucha go w napięciu cała Austria. Przez 2 minuty i 51 sekund bezbarwnym głosem kanclerz informuje, że wobec ultimatum, w którym III Rzesza żąda kanclerza i stworzenia gabinetu według życzeń Berlina, dla uniknięcia rozlewu krwi wstrzymuje rozkazy obrony granic przez austriackie wojska i w porozumieniu z prezydentem „ustępuje przed siłą”. Wiedeń ma przygotowane nazistowskie przebranie i przybranie: w mieście pojawiło się 200 tys. portretów Hitlera. Pewien handlarz z Gumpendosrferstrasse w Wiedniu zrobił biznes życia na sprzedaży metalowych znaczków ze swastyką. Tysiące gardeł wrzeszczących „Heil Hitler” zamiast „Grüss Gott” i las prawych rąk w górze dają moc. Wielu Austriaków upatruje w Hitlerze zbawcy, chcą poczuć siłę, dumę z przynależności do Wielkich Niemiec. W pierwszych tygodniach po Anschlussie uwięziono 50-80 tys. osób. Nowa władza w środku nocy wyciąga Żydów z domów, by czyścili szkoły, biura, schroniska młodzieżowe. W dzień zgarniają ich z ulic. Dostają szczotki, żrący ług i mają szorować chodniki pod nogami rechoczących przechodniów, czyszcząc ślady po kanclerzu Schuschniggu i politycznych poprzednikach. Funkcjonariusze SA przypalają ich papierosami, straszą bronią, biją do krwi. Zwykle uprzejmi wiedeńczycy okrążają nieszczęśników, wyśmiewają ich, oblewają pomyjami, bo „potrzebują czystej wody”. „Praca dla Żydów, wreszcie praca dla Żydów!”, wrzeszczy tłum.

OPINIE
Dyktatura prostaków
Na arenie polityki międzynarodowej PiS jest już politycznym trupem – pisze Jarosław Dobrzański. – Kiedy odbędzie się formalny pogrzeb, to sprawa drugorzędna wobec faktu, że nie ma takiej siły, która mogłaby to anachroniczne ugrupowanie przywrócić do życia. Zastanawiając się nad tym, co mogłoby przerwać polityczny żywot tego niewydarzonego tworu antypolitycznego, za każdym razem dochodziłem do wniosku, że nastąpi to w wyniku – jak mawia młodzież – samozaorania. Tak bowiem najczęściej kończą partie całkowicie oderwane od rzeczywistości. PiS zresztą nigdy nie był partią polityczną w ścisłym znaczeniu tego słowa; nigdy nie stał czymś więcej niż partyjną kliką otoczoną sektą. Od początku toczyła ją od środka śmiertelna choroba. Otrzymawszy szansę działania, ugrupowanie pozbawione jakichkolwiek mechanizmów samoobronnych oraz elementarnego instynktu samozachowawczego nie mogło zdziałać wiele dobrego. Mogło niestety uczynić mnóstwo szkód. I uczyniło. Choroba ta – pisizm – polega na zupełnej izolacji od rzeczywistości. Polityka w takim wydaniu staje się „polityką przekonań”. W prawdziwym świecie nie ma nic bardziej oddalonego od polityki realistycznej. Największa zakała obecnego rządu to pozerzy z marsowym obliczem i biskupią gadką, miernoty głodne prestiżu, zaszczytów i zewnętrznych oznak władzy.

Prawdy i mity o gospodarce PRL i III RP
Dominuje pogląd, że nieefektywne przedsiębiorstwa PRL w III RP zostały zastąpione przez przedsiębiorstwa efektywne. Wyniki finansowe to potwierdzają, ale sprawa nie jest taka prosta. Warunki funkcjonowania podmiotów gospodarczych w różnych okresach i systemach gospodarczych są nieporównywalne. W PRL panowała zasada pełnego zatrudnienia. Po transformacji wyrzucono z rynku pracy ponad 4 mln ludzi. Państwowe zakłady pracy były obciążone dużymi kosztami działalności socjalnej, edukacyjnej i kulturalnej. W III RP dużą jej część zlikwidowano. W Polsce Ludowej produkcja przedsiębiorstw była podporządkowana celom krajowej polityki gospodarczej. Polegało to np. na inwestowaniu w obszarach słabo rozwiniętych gospodarczo dla wyrównania poziomu uprzemysłowienia kraju. Podrażało to koszty inwestycji przemysłowych. W III RP prywatne inwestycje uruchamiane są na terenach mających już dobrą infrastrukturę przemysłową i dostępną kadrę kompetentnych pracowników. Tania praca W PRL była źródłem finansowania inwestycji. Po 1989 r. niskie koszty pracy pozwalały na wypracowanie dużych dochodów właścicieli i menedżerów. W Polsce Ludowej poza okresem lat 70. nie było większego zasilania gospodarki z zewnątrz. W III RP rozwój jest finansowany z kilku źródeł. W latach 70. zadłużaliśmy się na budowę nowych przedsiębiorstw, teraz długiem finansujemy głównie konsumpcję. Po 1989 r. znaczne dochody dawało państwu prywatyzowanie przedsiębiorstw państwowych zbudowanych w PRL. Analiza Wiesława Żółtkowskiego.

Ile prawa w prawie
Żyjemy w rzeczywistości utkanej prawami. Tymczasem w Polsce znajomość prawa, jak również świadomość obywatelskiego uczestnictwa w przygotowaniu norm prawnych, są stanowczo zbyt małe. Jednym z ważnych przepisów dotyczących wielu obywateli jest prawo pracy. Kodeks pracy, uchwalony w 1974 r., modyfikowany i poprawiany prawie sto razy, jest legislacyjnym przeżytkiem. Wiele przepisów jest absurdalnych. Na przykład ten o urlopie na żądanie. W kodeksie pracy zapisano, że zamiar skorzystania z takiego urlopu pracownik powinien zgłosić pracodawcy przed godziną rozpoczęcia swej pracy w dniu, w którym ma nastąpić żądany urlop. Gdy pracodawca jest formalistą, bywa to niewykonalne, bowiem praca w jego zakładzie rozpoczyna się np. o godzinie 8.00 i przed tą godziną w firmie nie ma osoby, której pracownik mógłby przedstawić wniosek o urlop na żądanie. W obowiązującym kodeksie pracy takich nieprecyzyjnych przepisów, nieprzystających do obecnej rzeczywistości na rynku pracy znajdziemy więcej. Tymczasem związkowcy i dziennikarze nie grzeszą zbyt rozległą znajomością prawa. Zmienić to ma wspólny projekt szkoleniowy Ogólnopolskiego Porozumienia Związków Zawodowych i Stowarzyszenia Dziennikarzy RP.

KULTURA
Myślenie ma kolosalną przeszłość
Wśród marcowych rocznic przypominamy i tę: 13 marca 1954 r. odbyła się pierwsza próba teatrzyku, który przeszedł do historii jako STS. Studencki Teatr Satyryków tworzyli „rozczarowani ZMP-owcy”, młoda inteligencja lewicowa. Ideowa i zasadnicza. Przekonana, że kraj zmierza w słusznym kierunku, choć ten marsz wymaga paru korekt. I oni się tym zajmą. Skrótowo i dobitnie, jak w poradniku agitatora. Sami siebie nazywali zresztą gazetą teatralną. Grywali „z papierosem w ustach”, niemal od niechcenia, „na Bogarta”. Liczyło się przesłanie, nie wykonanie. W latach 60. Warszawka mawiała: „Chodźmy do STS-u zobaczyć, co w kraju słychać”. Zresztą chętnych było tak wielu, że każdą premierę trzeba było wystawiać po trzy razy, a i to dla wielu chętnych brakowało biletów.

Łatwo zaszczepić nienawiść
To, co mamy teraz, oznacza, że byliśmy zbyt obojętni i za mało czujni za poprzedniej władzy – mówi Aleksandra Terpińska, reżyserka młodego pokolenia. – Eskalacja nienawiści prowadzi do tego, że po drugiej stronie przestajemy widzieć człowieka. Jesteśmy tak skonstruowani, że wystarczy niewielka rzecz, nawet nieistotna, żeby dzielić się na grupy – faworyzować swoją, a deprecjonować tę drugą. Skoro więc nawet błahe rzeczy potrafią nas poróżnić, to co dopiero te ważne, jak poglądy polityczne czy moralne. Bardzo łatwo skłócić społeczeństwo i sprowadzić do szczekających na siebie grup. Obecną wojnę polsko-polską uważam za ogromne zagrożenie. Samo konfliktowanie ludzi jest wstępem do totalnej demolki.

Qulturalia

ZDROWIE
Polska wymiera?
W życiu nie miałem tylu pogrzebów, co w styczniu i lutym tego roku, a pracuję w branży od 13 lat – mówi właściciel firmy karawaningowej „Gralewski”. Podobny ruch zauważyły inne zakłady pogrzebowe, gdzie tegoroczny wzrost uroczystości jest porównywalny do tego z zimowych miesięcy ubiegłego roku. – W styczniu 2017 r. to już było apogeum, tylko drzwi się otwierały i zamykały, a przecież mamy kilka oddziałów na terenie Warszawy, więc powinno to się jakoś rozłożyć – mówi pracownica warszawskiego Olimpu. W ubiegłym roku zmarło 403,5 tys. osób. Więcej zgonów po wojnie było tylko w 1991 r. największe śmiertelne żniwo zebrała zima. – Dane GUS wskazują, że różnica w porównaniu z poprzednim rokiem wynika z dużo większej śmiertelności w dwóch pierwszych miesiącach roku, a najbardziej w styczniu – mówi prof. Piotr Szukalski, demograf z Uniwersytetu Łódzkiego. W tym okresie miały miejsce gwałtowne zmiany pogody i ciśnienia atmosferycznego oraz długotrwałe mrozy, które przyczyniają się do wyższej umieralności. Zwyżka zgonów w miesiącach zimowych jest znana demografom na całym świecie. Z licznych badań wynika, że mrozy są groźniejsze niż upały. głównymi sprawcami zgonów w Polsce są choroby układu krążenia i nowotwory, stanowiąc ponad 70% wszystkich zejść. Niestety, liczba zgonów z powodu nowotworów rośnie, na szczęście maleje liczba zgonów spowodowanych chorobami układu krążenia. Powodem zwiększonej umieralności były też choroby wywołane zanieczyszczeniem powietrza.

FELIETONY I KOMENTARZE
Jerzy Domański: Gabinet osobliwości
Roman Kurkiewicz: Poszerzone pole pretensji
Tomasz Jastrun: Miłość nieszczęśliwa
Ludwik Stomma: Olimpijskie ufoludki
Edward Mikołajczyk: Dlaczego mamy odchodzić od sztachety?!

Wydanie: 12/2018

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy