W najnowszym (13/2018) numerze Przeglądu polecamy

W najnowszym (13/2018) numerze Przeglądu polecamy

W poniedziałek, 26 marca, w kioskach 13., świąteczny numer tygodnika PRZEGLĄD.

Świątecznej dawki optymizmu
aż do szczęśliwego finału
życzy Czytelnikom i sobie
zespół PRZEGLĄDU

Polecamy lekturę:

TEMAT Z OKŁADKI
Wiara w święconkę
Zdziwiłby się bardzo niejeden uczestnik wielkanocnych obrzędów, gdyby wiedział, że spośród pięciu biorących w nich udział dwóch w ogóle nie wierzy w istotę tych świąt. Wiarę w zmartwychwstanie zmarłych deklaruje bowiem 62% Polaków, w tym zaledwie 34% zdecydowanie. Czyli ponad jedna czwarta osób określających się jako katolicy nie wierzy w coś, co jest istotą chrześcijaństwa. Niewątpliwie w XXI w. Polacy od nowa kształtują swoją tożsamość religijną. Jest ona coraz bardziej sprywatyzowana i odkościelniona. Tak jak mamy komputery osobiste, coraz więcej osób ma też osobistą religię, do której kościelne instytucje wcale nie są potrzebne. Być może wpływ na to ma fakt, że ponad 20% ankietowanych uważa Kościół za korporację księży i biskupów, organizację wykorzystującą ludzką naiwność bądź instytucję charytatywną. Szybkie procesy sekularyzacyjne wyraźnie preferują wartości współczesnej kultury neoliberalnej, dystansując się przy tym od tzw. religii urodzenia. Nic więc dziwnego, że obrzędy związane z katolicyzmem stają się tylko popkulturową ceremonią. Obchodzenie świąt, w tym najważniejszej dla chrześcijaństwa Wielkanocy, niewiele ma wspólnego z przeżyciem religijnym, staje się po prostu stylem spędzania wolnego czasu, z melancholijnym odwołaniem do ludowych tradycji w postaci święconki czy dyngusa lub nakręcanym przez komercyjne reklamy obyczajem prezentów od zajączka.

KRAJ
PiS: miło już było
100 dni premiera Morawieckiego to klęska. A teraz przychodzi czas wewnętrznych wojen w PiS. Jarosławowi Kaczyńskiemu coraz trudniej jest utrzymać jedność prawicy. Miesiące rozgrywania jednych przeciwko drugim zrobiły swoje. Dziś politycy PiS są tak skłóceni, że nie da się tego naprawić. Duda nie pogodzi się już z Macierewiczem, a Szydło z Morawieckim. Ziobro również do PiS już nie wróci. Na to należy nałożyć jeszcze jedną perspektywę – wygląda na to, że w PiS toczy się już walka o schedę po Kaczyńskim. A przynajmniej o wykrojenie z elektoratu tej partii własnych wyborców. Elektorat PiS był zawsze eklektyczny, ale jednoczyła go niechęć do PO i nadzieja na zmiany. Teraz, gdy straszyć PO już za bardzo nie można, wyborcy PiS zaczynają odkrywać, że jest inaczej, niż wyobrażali sobie dwa lata temu. Ten elektorat wchodzi więc w okres dekompozycji. Część woła, że „żadna zmiana” i że to skandal, że Morawiecki ustępuje Merkel i Izraelowi. Dla wielu, zwłaszcza tych, którzy zaangażowali się emocjonalnie w boje z Brukselą i Izraelem i dowodzili, że ani kroku wstecz, ostatnie zapowiedzi zmian w ustawie o IPN i druku wyroków Trybunału Konstytucyjnego są jak biała flaga. Oni czują się zdradzeni.

Znikające miliony u Czartoryskich
Kiedy 29 grudnia 2016 r. minister kultury i dziedzictwa narodowego Piotr Gliński ogłosił, że skarb państwa stał się właścicielem kolekcji książąt Czartoryskich, krakowska Fundacja XX. Czartoryskich, na której konto za sprzedaż 86 tys. obiektów muzealnych, biblioteki i budynków ministerstwo przelało 100 mln euro, stała się jedną z najbogatszych instytucji kultury w kraju. Po trzech miesiącach dokonano zmian w statucie, bo główny cel, jakim była opieka nad kolekcją Czartoryskich, stał się nieaktualny i teraz fundacja postanowiła być mecenasem przedsięwzięć kulturalnych, naukowych, artystycznych, związanych głównie z historią rodziny Czartoryskich i rodzin z nią spokrewnionych. Po roku, 16 stycznia 2018 r. do krakowskiego sądu rejestrowego wpłynął wniosek o likwidację Fundacji XX. Czartoryskich z powodu braku pieniędzy na dalszą działalność. Jak można mieć pół miliarda złotych na koncie i w ciągu roku wszystko stracić? Tego, że pieniądze ze sprzedaży kolekcji mogą w tajemniczy sposób wyparować, już dawno obawiali się członkowie poprzedniego zarządu fundacji, prof. Marian Wolski i Rafał Slaski, i z tego powodu podali się do dymisji jeszcze przed nabyciem kolekcji przez skarb państwa. Fundacja przez rok miała pomagać różnym instytucjom, przekazywała darowizny, ale jej zarząd nie chce powiedzieć, komu i ile. Teraz krakowski sąd czeka na przedstawienie przez likwidatora, Macieja Radziwiłła, wszystkich wydatków, bo samo jego oświadczenie o braku funduszy nie ma żadnego znaczenia.

Dom prosto z serca
Dzięki łańcuchowi ludzi dobrej woli z wielu miejsc Polski ofiary wichury w Szynwałdzie w województwie kujawsko-pomorskim wkrótce zamieszkają w nowym domu. Po letniej wichurze państwo Wiśniewscy dostali 11,6 tys. zł wsparcia rządowego. To za mało, żeby postawić choćby najskromniejszy budynek. Mieszkający na drugim krańcu Polski Andrzej Sapieszko w zeszłym roku dzwonił do wojewódzkiego kryzysowego w Bydgoszczy z informacją, że chce oddać dom. Usłyszał zapewnienie, że sprawa zostanie przekazana kompetentnej osobie, która oddzwoni. Jednak nikt potem się nie odezwał i dlatego skontaktował się z Łukaszem Ossowskim, sołtysem Rytla, który problemem zajął się od razu. – Mam głęboki szacunek dla tych wszystkich ludzi, którzy pomagali poszkodowanym od początku, tak po prostu. Pana Wiśniewskiego wybrałem spośród kilku osób potrzebujących i uważam, że dokonałem właściwego wyboru. On sobie na to szczęście zasłużył. Gdy odwiedziłem rodzinę Wiśniewskich w grudniu, jeszcze bardziej utwierdziłem się w mojej decyzji – mówi Andrzej Sapieszko. – Zobaczyłem ludzi, którzy naprawdę nie mieli gdzie mieszkać.
Pomoc dla państwa Wiśniewskich zorganizowała sołtys Szynwałdu Kamila Jabłońska. Pomogły firmy budowlane, strażacy, bydgoski Caritas. – Stworzyliśmy taki łańcuszek ludzi dobrej woli – mówi Kamila Jabłońska.

WYWIAD
Lewica musi myśleć
– Mam nadzieję, że jeżeli teraz Kuźnica spróbuje wyjść do organizacji lewicowych, jeżeli wyciągniemy do nich rękę, zaprosimy do współpracy, może będzie większa skuteczność działań – podkreśla Paweł Sękowski, nowy prezes Stowarzyszenia „Kuźnica”, doktor historii Uniwersytetu Jagiellońskiego i paryskiej Sorbony, adiunkt w Instytucie Historii oraz wiceprzewodniczący Związku Nauczycielstwa Polskiego na UJ. – Mam tutaj na myśli SLD, ale nie tylko. Także Inicjatywę Polska Barbary Nowackiej, Razem oraz inne lewicowe grupy i organizacje. Dotąd bowiem Kuźnica raczej czekała, aż zostanie poproszona. To już nie jest ten czas. To czas, by przejęła inicjatywę w sferze myśli. Nie w sferze taktycznej, politycznej, ale właśnie w sferze myśli. Pozytywnym aspektem „nocy polskiej lewicy”, której doświadczamy, jest to, że ponieważ nie może być rozmowy o podziale stanowisk i innych tematach, które zwykle są wynaturzeniami sprawowania władzy, łatwiej będzie skłonić przedstawicieli różnych środowisk lewicowych do zastanowienia się, co zrobić, żeby mieć zaplecze myślących ludzi, kiedy – raczej w dalszej niż bliższej przyszłości – uda się lewicy ponownie uzyskać wpływ na bieg wydarzeń politycznych w Polsce.

OPINIE I POLEMIKI
PPK – ciąg dalszy prywatyzacji emerytur w Polsce
W połowie lutego rząd przedstawił projekt ustawy o pracowniczych planach kapitałowych (PPK). To próba wciągnięcia do gry na rynku finansowym milionów osób, które z własnej inicjatywy takiej decyzji w ogóle by nie podjęły – pisze prof. Leokadia Oręziak, kierownik Katedry Finansów Międzynarodowych Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie. – Do PPK ma być odprowadzana składka w wysokości co najmniej 3,5% wynagrodzenia brutto, z tego 2% ze środków pracownika, a 1,5% ze środków pracodawcy. Pracownik może zadeklarować składkę dodatkową w wysokości do 2% wynagrodzenia, a podmiot zatrudniający do 2,5% wynagrodzenia. Czynnikiem motywującym do przekazywania składek do PPK ma być tzw. składka powitalna w kwocie 250 zł oraz dopłaty roczne w wysokości 240 zł. Mają one być finansowane z Funduszu Pracy, a więc ze środków publicznych. Wkład państwa do tego systemu będzie obejmować także ulgi dotyczące składek ZUS oraz podatku dochodowego. Pośrednio z budżetu będą też szły składki od płac pracowników sektora publicznego. Mimo znacznego finansowego wkładu państwa PPK są propagowane jako oszczędności całkowicie prywatne, co ma służyć pozyskaniu do nich zaufania społecznego. Szacuje się, że poprzez PPK następować będzie co roku wielki, bo wynoszący 10-15 mld zł, transfer pieniędzy z pensji pracowniczych i środków publicznych na rynek finansowy. Ten gigantyczny strumień środków zapewni dodatkowe zyski instytucjom finansowym nie tylko dzięki wysokiej opłacie za zarządzanie, ale przede wszystkim dzięki możliwości inwestowania przez instytucje zarządzające pieniędzy ze składek oraz z dopłat budżetowych według własnego uznania. Bańka spekulacyjna będzie rosła do momentu kolejnego kryzysu finansowego.

Rekoronacja „cara”
Władimir Putin sprawuje niepodzielną władzę i zdobył mandat na czwartą, a w praktyce na piątą kadencję (licząc współrządy z Dmitrijem Miedwiediewem w latach 2008-2012 ze stanowiska premiera). Świat demonizuje rosyjskiego prezydenta i przypisuje mu wszelkie przewinienia, co prowadzi do wypaczeń w postrzeganiu Rosji, którą próbuje się wykluczyć ze zbiorowości „cywilizowanych państw”. Putin cieszy się autentycznym poparciem społecznym, gdyż w obliczu coraz ostrzejszej gry międzynarodowej potrafił zademonstrować samodzielność i determinację w obronie swoich racji i definiowanych przez siebie interesów narodowych. A to, że popełnił przy tym sporo błędów i zamknął Rosję w „oblężonej twierdzy”, nie jest dla Rosjan najważniejsze. Nikt z zewnątrz nie jest w stanie przeprowadzić modernizacji Rosji bez udziału samych Rosjan. Światu powinno zależeć na tym, aby te przemiany były stopniowe i umiarkowane, a nie gwałtowne i rewolucyjne. Być może na kolejne „przebudzenie” Rosjan trzeba jeszcze poczekać.

Realizm polityczny według Piotra Zychowicza
Od pewnego czasu głównym wątkiem polityki historycznej prawicy staje się heroiczny kult Brygady Świętokrzyskiej NSZ – liczącej ok. 1250 ludzi formacji zbrojnej mniejszościowego odłamu NSZ, który podjął kolaborację z III Rzeszą. Apologia BŚ zaczyna już przesłaniać nawet kult „żołnierzy wyklętych” i razem z nim spycha na dalszy plan walkę polskiego podziemia podczas II wojny światowej oraz Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie (Wojska Polskiego walczącego na froncie wschodnim prawica nie uznaje za część polskiego wysiłku zbrojnego). Jednym z apologetów BŚ jest Piotr Zychowicz, który w artykule „Realiści z NSZ” w numerze 11/264 tygodnika „Do Rzeczy” pisze: „Dzięki porozumieniu zawartemu z Niemcami dowództwu Brygady Świętokrzyskiej udało się uratować swoich żołnierzy przed zemstą bolszewików”. Zychowicz reprezentuje nurt publicystyki silnie antykomunistycznej i antyrosyjskiej, nie tylko dezawuujący orientację lewicową (proradziecką), ale wręcz wykluczający możliwość szukania podczas II wojny światowej jakiegokolwiek kompromisu z ZSRR, utożsamianym z Rosją. W rzeczywistości Zychowiczowi i podobnym mu autorom chodzi o współczesność, a przede wszystkim o nieustanne podsycanie w narodzie świętego ognia rusofobii.

ZAGRANICA
Buntowniczka z Flensburga
Po roszadach personalnych w SPD, odejściu z pierwszego szeregu Martina Schulza i Sigmara Gabriela, wydawało się, że karty są już rozdane. Nową szefową klubu parlamentarnego została Andrea Nahles, a przejęcie przez nią przewodniczenia SPD wydawało się czystą formalnością. Niespodziewanie nieznana dotąd Simone Lange, burmistrz Szlezwika-Holsztynu, zgłosiła swoją kandydaturę w wyścigu o przywództwo SPD. nowa kandydatka odznacza się nie tylko pozytywną energią i odwagą, lecz także talentem politycznym i pracowitością. Zanim w połowie marca oficjalnie zgłosiła swoją kandydaturę, zdążyła zebrać kilkanaście tysięcy podpisów. A do końca kwietnia zostało jeszcze wiele czasu, przy czym Lange właśnie zaczęła kampanię. – Nie żywię żadnej awersji do Andrei Nahles – mówi Lange. – Chodzi mi jedynie o sposób, w jaki SPD wybiera nowego przewodniczącego. Moim zdaniem to niepokojące, gdy nowa przewodnicząca zamiast zostać demokratycznie wybrana, jest instalowana odgórnie. Swoją kandydaturą chciałam zaznaczyć, że istnieją alternatywy.

Czy to już rewolucja?
Młodzi Słowacy stali się najbardziej rozpolitykowanymi ludźmi w naszej części Europy, choć do niedawna nie interesowali się polityką. Niemal od miesiąca na ulicach słowackich miast trwają demonstracje po śmierci dziennikarza śledczego Jána Kuciaka i jego narzeczonej Martiny Kušnírovej. Komentatorzy mówią o rewolucji młodych. W ostatnich protestach w całej Słowacji uczestniczyło ponad 100 tys. osób. To w większości właśnie młodzi ludzie. Żądają przedterminowych wyborów, nie wierzą, że obecna koalicja jest w stanie wyjaśnić morderstwo. Kuciak w opublikowanym już po jego śmierci artykule oskarżył premiera Roberta Ficę, że w jego najbliższym otoczeniu są ludzie współpracujący z włoską mafią, która kradnie fundusze europejskie na wschodzie Słowacji. Przeciwko Ficy, który pod naporem protestów podał się do dymisji, w samej Bratysławie na placu Słowackiego Powstania Narodowego demonstrowało ponad 60 tys. ludzi. Chcą przyśpieszonych wyborów, uważają, że Robert Fico mimo dymisji planuje rządzić Słowacją z tylnego siedzenia, wyznaczając na nowego premiera i ministra spraw wewnętrznych zaufanych ludzi. Uważa się, że morderstwo 27-letniego dziennikarza i jego narzeczonej doprowadzi do zmiany zachowań starszych wyborców, którzy często popierali Smer i przewodniczącego Ficę.

Uber przed sądem
Pierwsza ofiara śmiertelna wypadku spowodowanego przez samosterujący samochód Ubera wzmocniła zadawane od dawna pytanie o odpowiedzialność. Jeśli sprawcą jest robot lub sterujący nim program komputerowy, kto ponosi winę? Kogo postawić przed sądem? I przede wszystkim jak reformować prawo i kodeksy oraz jak zmienić myślenie o sztucznej inteligencji, by w przyszłości być lepiej przygotowanym na podobne wypadki? Wyrok, który w tej sprawie zapadnie warto obserwować, będzie on bowiem precedensowy. Może rozstrzygnąć, czy sztuczna inteligencja będzie ponosić prawdziwą odpowiedzialność za skutki swojego działania.

HISTORIA
Byłem „żołnierzem wyklętym”
„Jestem jednym z »żołnierzy wyklętych«. Po przejściu frontu i pojawieniu się jakoś tam jednak polskiej administracji podjąłem zbrojny opór i walkę z władzą. Teraz, już jako starzec – chyba ostatni żyjący z tej grupy – oceniam tę inicjatywę i działalność zdecydowanie negatywnie. Oceniam ją jako tragiczną i bezsensowną”, napisał na FB prof. Andrzej Jaczewski (rocznik 1929), emerytowany lekarz pediatra, seksuolog i pedagog, humanista. – Było to w Grodzisku Mazowieckim i okolicznych wsiach oraz w Milanówku. Miałem 16 lat. Inicjatorem organizacji zbrojnej grupy był Janusz Zabłocki „Pionier”, w czasie okupacji szef Grup Szturmowych Szarych Szeregów w tym rejonie (potem działacz katolicki w Stowarzyszeniu PAX, współtwórca Znaku i Więzi. Nasza walka nie miała szans – przeto była bez sensu. Musiało skończyć się tak, jak wielokrotnie w naszej historii: bezmyślną, bezcelową daniną krwi. W naszym wypadku co najmniej tych trzech chłopaków zamordowanych wyrokiem sądu. A ofiar śmiertelnych byłoby więcej. Na co można było liczyć, porywając się – nawet z dobrym uzbrojeniem – na naszych kolejnych okupantów, Armię Czerwoną i ZSRR? Na III wojnę światową? Dziś wiemy, że to była iluzja.

Krwawa łaźnia Stalingradu
Bitwa o Stalingrad, która trwała od sierpnia 1942 r., dobiegła końca 31 stycznia 1943 r., gdy oddziały radzieckie wdarły się do sztabu głównego 6. Armii. Jej głównodowodzący, feldmarszałek Friedrich Paulus, zdążył jeszcze wysłać ostatni meldunek sytuacyjny. Dwa dni później poddało się Rosjanom południowe zgrupowanie w Stalingradzie. Dla Hitlera zrównanie Stalingradu z ziemią miało oznaczać porażkę Rosji i wygranie wojny. Chociaż był to pojedynek ideologiczny, żołnierze po obu stronach płacili daninę krwi. Bitwa o Stalingrad zamieniła się w krwawą łaźnię dla obu walczących stron. Łaźnię, która w sumie, wraz z ludnością cywilną, pochłonęła ponad milion, a według niektórych historyków ok. 1,5 mln ofiar. Decydującą rolę w zwycięstwie wojsk radzieckich odegrał Konstanty Rokossowski. W opinii wielu był najwybitniejszym radzieckim strategiem okresu II wojny światowej. Na początku stycznia 1943 r. przekazano mu trzy armie Frontu Stalingradzkiego w celu ostatecznego rozbicia kotła. To gen. Rokossowski wziął do niewoli feldmarszałka Paulusa, który w geście honorowej kapitulacji oddał mu swój pistolet.

KULTURA
Oby nie obudziły nas upiory
– Akcję powieści „Cierpkie grona” umieściłam w realnie istniejącym miejscu, ale jest ono przedstawione jako przestrzeń idealna, niemal mityczna. Eden to raj, ale i symbol czegoś, co ludzkość utraciła, bo popełniła grzech – mówi Zofia Mąkosa, laureatka Lubuskiego Wawrzynu Literackiego. – Najbardziej intrygowały mnie dwa zagadnienia. Pierwsze jak to się stało, że naród, który miał znaczący wkład w rozwój europejskiej kultury, dał się zmanipulować do tego stopnia, że gotów był popełnić niewyobrażalne zbrodnie. Drugie, może bardziej uniwersalne zagadnienie dotyczy wojny, ale nie rozumianej jako ciąg bitew i bohaterskich czynów żołnierzy. Interesowała mnie wojna tam, gdzie jej z pozoru nie ma – we wsi odległej od frontu i nieodczuwającej konsekwencji konfliktu zbrojnego. Moi bohaterowie „schowani” w wiosce na rubieżach III Rzeszy nie przewidzieli konsekwencji swoich wyborów. A wcześniej nie zauważyli, jak ich powoli wciąga i ogarnia totalitaryzm, nie zostawiając miejsca na nic innego. Zwłaszcza podatna była młodzież, dla której różne działania Hitlerjugend i podobnych organizacji o podłożu nazistowskim były swoistą atrakcją, szansą aktywności, wyrwania się z „zaścianka”, czyli ówczesnej wioski Altreben, dziś Chwalim.

Inne życie Jarosława Iwaszkiewicza
Jarosław Iwaszkiewicz reprezentował Sejm, którego był marszałkiem seniorem, Związek Literatów, lecz w zasadzie reprezentował samego siebie – jako postać polskiego życia społecznego zyskał autonomiczne znaczenie. Na świeczniku, lecz z innego nieco świata niż osoby, z którymi się tam stykał, bo wracał do gabinetu na Stawisku, do redakcji „Twórczości”, do Włoch. Niekiedy przypominano mu, że funkcjonuje na specjalnych prawach i to, kim jest, nie ma szczególnego znaczenia. Ma natomiast znaczenie to, po co jest: aby stworzyć wrażenie wsparcia władz ze strony ludzi kultury, iluzję pluralizmu poglądów i unaocznić możliwości zajmowania eksponowanych miejsc przez osoby nienależące do partii i niebiorące udziału w codziennym życiu politycznym, w końcu stworzyć wrażenie ciągłości między Polską Rzecząpospolitą Ludową i II Rzecząpospolitą, której formację w latach 70. w życiu publicznym reprezentował właśnie Iwaszkiewicz.

Fragmenty książki Radosława Romaniuka „Inne życie. Biografia Jarosława Iwaszkiewicza”, tom 2, Wydawnictwo Iskry.

Qulturalia

FELIETONY I KOMENTARZE
Jerzy Domański: Minister na pół gwizdka
Bronisław Łagowski: Powrót pesymizmu
Jan Widacki: Czasy saskie
Roman Kurkiewicz: Dość przywilejów Kościoła
Tomasz Jastrun: Ćwierkanie i pomniki
Edward Mikołajczyk: Być kobietą to nie synekura
Agnieszka Wolny-Hamkało: Jeszcze jak!

Wydanie: 13/2018

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy