W najnowszym (21/2017) numerze Przeglądu polecamy

W najnowszym (21/2017) numerze Przeglądu polecamy

W poniedziałek, 22 maja, w kioskach 21. numer tygodnika PRZEGLĄD. Polecamy w nim:

TEMAT Z OKŁADKI
Duda – ani woli, ani siły
Andrzej Duda jest ukształtowany na obraz i podobieństwo tej całej ferajny, która od lat otacza Kaczyńskiego – twierdzi Waldemar Kuczyński, publicysta, doradca ekonomiczny w rządzie Jerzego Buzka. – To jego świat. I Duda nie będzie miał ani siły, ani nawet woli, żeby się z niego wydobyć. Gdyby teraz zrobił cokolwiek z tego, czego oczekuje od niego niepisowska część Polski, czyli wykazał się jakąś samodzielnością w stosunku do Kaczyńskiego, stanąłby nie tylko przeciwko niemu, ale również przeciwko tej ogromnej masie ludzi, którzy na niego głosowali, także z autentycznego przekonania, że wybierają świetnego prezydenta. Straszliwie by ich zawiódł. Żadnych złudzeń! Jeśli chodzi o Dudę, to jest on i pozostanie funkcjonariuszem PiS, wykonującym zadania partyjne w pałacu. Jeśli PiS straci władzę, jedną z najważniejszych spraw powinno się stać zbadanie działalności obecnej ekipy z punktu widzenia prawa. Andrzej Duda ma murowany Trybunał Stanu. Tak samo jak pani Szydło i ministrowie.

Był Andrzej, jest Adrian
Andrzej Duda zapowiadał rzeczy nadzwyczajne. Frankowicze mieli dostać natychmiastową pomoc, nad gospodarką miała czuwać Narodowa Rada Rozwoju, prezydent miał być prezydentem wszystkich Polaków i wsłuchiwać się w opinie obywateli. W rzeczywistości od samego początku dostał rolę wykonawcy woli Jarosława Kaczyńskiego. I tę rolę przyjął. Został odsunięty na obrzeża obozu władzy. Sprowadzony do roli notariusza, upokarzany przez Kaczyńskiego, a mimo to (a może dlatego?) wciąż wobec niego lojalny. Po dwóch latach od jego wyboru widać, że przegrał wszystkie bitwy. Nad armią panuje Antoni Macierewicz, że nad polityką zagraniczną nie panuje nikt, a sądy przechodzą pod władanie Zbigniewa Ziobry. Generałowie, pomiatani przez szefa MON, już nie szukają oparcia w Belwederze. Wolą podać się do dymisji. Tak oto Andrzej stał się Adrianem z „Ucha prezesa”. Andrzej Duda nie udał się jako strażnik prawa, nie udał się jako zwierzchnik sił zbrojnych ani jako głowa państwa, prowadząca politykę zagraniczną.

KRAJ
Czarna owca palestry
Trzy działki nad jeziorem, mieszkanie, duże kwoty wyłudzone jako spłata pożyczek to łupy sprytnego adwokata z Olsztyna Krzysztofa K., który dodatkowo prowadził lichwiarską firmę pożyczkową, co samo w sobie jest sprzeczne z etyką adwokacką. Ma na swoim koncie 12 zarzutów karnych. Jego aresztowanie stało się w Olsztynie sensacją. Agnieszce Sz. obiecał tak poprowadzić sprawę spadkową, że jej rodzeństwo miało nie dostać ani grosza zachowku. W rzeczywistości kobieta straciła trzy działki nad jeziorem o wartości 1 mln zł. Starsze małżeństwo z Olsztyna cudem uratowało swoje mieszkanie warte 120 tys. zł, które mogli stracić, gdy pożyczyli od mecenasa 16 tys. zł na spłatę zaległości w czynszu. Młody, rzutki adwokat ma także kłopoty w swoim środowisku. Dorobił się 30 postępowań dyscyplinarnych. Na razie podejrzany o pospolite przestępstwa adwokat siedzi w areszcie, który jednak wkrótce może opuścić, jeśli sąd zdecyduje, że może odpowiadać z wolnej stopy.

Bydgoska walka o in vitro
Rok temu w Bydgoszczy powstał program, który pozwala niepłodnym i niebogatym parom skorzystać z procedury zapłodnienia in vitro. Program zakładał, że od połowy 2016 r. do połowy 2019 r. z budżetu miejskiego prezydent Bydgoszczy wyasygnuje ponad 2,4 mln zł na sfinansowanie procedury in vitro dla bydgoszczanek, które nie przekroczyły 40. roku życia. Posiedzenie rady miejskiej, na którym radni rozpatrywali program in vitro, przeszło do czarnej historii bydgoskiego ratusza. W trakcie obrad zbliżony do PiS radny Bogdan Dzakanowski wezwał policję i zażądał skontrolowania alkomatem prezydenta i przewodniczącego rady. Alkomat nie wykrył alkoholu, a uchwała przeszła głosami radnych PO i SLD. Oczywiście wojewoda ją uchylił. Pozostała droga odwoławcza, ale czas biegnie i wiele kobiet nie będzie mogło skorzystać z procedury.

ZAGRANICA
Płoty i mury nie odgrodzą nas od uchodźców
Wynik wyborów w Polsce w 2015 r. okazał się dla nas wielką niespodzianką, długo szukaliśmy odpowiedzi na pytanie, jak ułożyć sobie relacje z nowym rządem w Warszawie – przyznaje Thomas Nord, przewodniczący Niemiecko-Polskiej Grupy Parlamentarnej, deputowany do Bundestagu z ramienia partii Lewica (Die Linke). – Obecnie w niektórych dziedzinach udało się przywrócić normalność, a współpraca gospodarcza cały czas układa się bardzo dobrze. Za strategiczny błąd z perspektywy stosunków z Polską uważam decyzję niemieckiego przemysłu o budowie gazociągu Nord Stream, która uzyskała polityczne wsparcie rządu Uważam, że strona niemiecka powinna złożyć Warszawie ofertę będącą jakąś formą rekompensaty. Potrzeba czegoś bardziej namacalnego i konkretnego niż symboliczne spotkanie czy deklaracje. Dzieli nas także podejście do uchodźców. Niemcy oczekiwały większego wsparcia innych państw w przyjmowaniu uchodźców. Poczuliśmy się opuszczeni. Uchodźców przybywa, Niemcy same temu problemowi nie podołają i nadal będą się starały pozyskać inne państwa.

Zawał serca lewicy
„Partia Schulza znalazła się tam, gdzie była już w okresie przewodnictwa Sigmara Gabriela: na gruzach”, napisał dziennik „FAZ” po przegranej SPD w wyborach w Nadrenii Północnej-Westfalii. To już trzecia porażka wyborcza socjaldemokratów w tym roku, tym boleśniejsza, że poniesiona w landzie uchodzącym za serce socjaldemokracji. Ale partia Martina Schulza zapracowała na nią zamykaniem szkół specjalnych, likwidowaniem stanowisk nauczycielskich i rozwlekłymi dyskusjami o ośmioletnim gimnazjum. Upadek SPD nad Renem i Ruhrą jest także echem sylwestrowej nocy w 2015 r. Po napaściach seksualnych imigrantów z Afryki Północnej na Niemki w Kolonii bezpieczeństwo stało się kluczowym postulatem znaczącej części elektoratu SPD. Teraz Martin Schulz planuje wielką ofensywę prezydencką. Na razie ogranicza się do ogólników, a Angela Merkel zyskała nawet poparcie siostrzanej CSU, która kiedyś ją krytykowała.

Strach się bać
Ofiarami mafii narkotykowych w Meksyku są dziennikarze, działacze obywatelscy, duchowni, kobiety, a nawet dzieci. Sprawcy zabójstw pozostają bezkarni w wyniku układów między policją i sądami z jednej strony a mafiami narkotykowymi i grupami paramilitarnymi z drugiej. Podczas kwietniowej wizyty w Meksyku prezydenta Andrzeja Dudy została podpisana deklaracja, w której strona polska zobowiązała się m.in. pomóc policji meksykańskiej w szkoleniach do trwającej już dziesiątki lat walki ze zorganizowaną przestępczością. Wcześniej taką pomoc Meksyk otrzymał od Stanów Zjednoczonych, które przeznaczyły na ten cel setki milionów dolarów. Nic to nie dało. Czy więcej szczęścia będzie miał Rambo znad Wisły? Wątpliwe. A ryzyko jest olbrzymie. Taka współpraca wystawia obywateli RP w Meksyku, instytucje i turystów na niczym nieuzasadnione, poważne niebezpieczeństwo. Państwo meksykańskie ich nie obroni, Polski na środki ochronne nie stać.

KULTURA
Rano z hukiem obudziła mnie kultura
– Sztuka od zawsze bywała narzędziem propagandy i manipulacji. W końcu najlepsze propagandowe filmy tworzyła Leni Riefenstahl, świetna fotografka. twierdzi Katarzyna Janowska, redaktor naczelna kultury w portalu Onet. – Przestrzeń do manipulacji była w sztuce od zawsze, a teraz jest na szczególną skalę, bo narzędzia umożliwiające tę manipulację działają w sposób masowy. Dlatego tak ważna jest konieczność edukowania. Trudniej jest sterować ludźmi, którzy potrafią ocenić, sens i miarę rzeczy. Ludzie, którzy działają emocjami i impulsem płynącym z zewnątrz, są bardzo łatwi do manipulowania. I nie chodzi tylko o manipulację polityczną, bo spektrum jest bardzo szerokie – manipulują ideolodzy, korporacje, sprzedawcy, banki. My, dziennikarze i animatorzy kultury, jesteśmy od tego, żeby temu przeciwdziałać.

Matka Polka samowolka
Z ekranów zniknęły matki opiekunki ogniska domowego, wychowawczynie bojowników i powstańców. Zastąpiła je parada kwok, macoch i wariatek. Tak przedstawiana jest dzisiaj matka w polskim filmie. Mamusie bywają toksyczne na tyle sposobów, że trudno policzyć. Mordercza kwoka zagłaska dziecko jeśli nie na śmierć, to przynajmniej do zidiocenia. W naszym kinie pełno też mamuś, które za nic nie umieją przeciąć pępowiny. Choćby dlatego, że synalkowie jakoś tak się zasiedzieli na garnuszku. I teraz: „Kretyn, miernota bez wyobraźni, półgłówek, idiota, drań, szubrawiec, pieprzony szmaciarz, beztalencie, wieczny student”. Bardzo wyraźnie na macierzyństwo ogromnie rzutują bieda i wykluczenie, a kino chętnie ilustruje taką tezę.

Qulturalia

KSIĄŻKI
Gomułka i Wyszyński – wojna o Polskę
Dlaczego prymas Stefan Wyszyński mówił do I sekretarza KC Władysława Gomułki: synu. Co ich łączyło, a co różniło i co było ich wielką tajemnicą? Obaj mieli za sobą tłumy, obaj chcieli być ojcami narodu, choć mógł być nim tylko jeden. Dlaczego i o co toczyli wojnę? Zapis niezwykle interesującego dialogu dwóch profesorów na temat stosunków państwo Kościół: opozycjonisty Karola Modzelewskiego i działacza partyjnego wysokiego szczebla Andrzeja Werblana. Ten ostatni prowadził rozmowy z Agostinem Casarolim, architektem nowej polityki wschodniej Watykanu wobec państw bloku wschodniego, dzięki temu zyskał przydomek: „kardynał Pieriestrojka”. Po dziesięcioleciach ujawnia szczegóły spotkań z Casarolim i treść korespondencji między Wyszyńskim a Gomułką, której Episkopat do dziś nie chce udostępnić.

Fragment książki Roberta Walenciaka „Modzelewski-Werblan. Polska Ludowa”.

HISTORIA
Generał w mieście ruin
Gdy 21 września 1945 r. gen. Eisenhower spotykał się z Bolesławem Bierutem, „żołnierze wyklęci” wierzyli w III wojnę światową. Tymczasem wizyta potwierdzała uznanie przez rząd USA zmian politycznych, jakie zachodziły w Polsce. Zaledwie miesiąc po wizycie Eisenhowera w Warszawie ambasador USA w Warszawie Arthur Bliss Lane informował Waszyngton: „Rozumiem, że nasza polityka wobec Polski musi być zharmonizowana z tym, co robimy w przypadku innych państw, znajdujących się pod wpływem Związku Radzieckiego, ponadto musi ona wynikać nie tylko z oceny bieżących gwarancji tych swobód i ideałów, za którymi ujmuje się nasz rząd, ale także z naszej długookresowej polityki wobec Związku Radzieckiego”. Mniej więcej w tym samym czasie „New York Times” przedstawiał członków zbrojnego podziemia w Polsce jako oderwanych od rzeczywistości, głoszących „nieuniknioną wojnę pomiędzy zachodnimi demokracjami a totalitarną Rosją”. Nikt nie mógł tego głośno przyznać, ale podział wpływów w Europie był faktem dokonanym, a co najważniejsze – respektowanym przez obie strony. Także w późniejszym okresie Polskę traktowano przede wszystkim jako element szerszej polityki wobec ZSRR.

Zabrakło sześciu kilometrów
W cieniu miesięcznicy smoleńskiej minęło 30 lat od największej katastrofy samolotu cywilnego w historii polskiego lotnictwa. W sobotę, 9 maja 1987 r., o godz. 11.12 na południowym skraju Lasu Kabackiego w Warszawie rozbił się samolot PLL LOT Ił-62M SP-LBG „Tadeusz Kościuszko” lecący z Warszawy do Nowego Jorku. Samolot czarterowy Ił-62M wystartował o godz. 10.18 z Warszawy do Nowego Jorku. Po około półgodzinie lotu w okolicach Grudziądza, po poinformowaniu wieży kontrolnej o niesprawności samolotu, pilot Zygmunt Pawlaczyk zdecydował się na zawrócenie z trasy i powrót na lotnisko w Warszawie. W trakcie podchodzenia do lądowania, w odległości 6 km od Okęcia, lot został przerwany. Samolot runął na ziemię na terenie Lasu Kabackiego w miejscu, z którego już niemal widać pasy startowe Okęcia. Przypuszczalną przyczyną tragedii była awaria silników. Lot trwał 48 minut. Na pokładzie było 172 pasażerów i 11 członków załogi. Wszyscy zginęli. Spośród 183 ofiar katastrofy zidentyfikowano 121 osób. Zostały pochowane – zgodnie z wolą rodzin – na cmentarzach w rodzinnych miejscowościach. Pozostali spoczęli we wspólnej mogile na cmentarzu Wólka Węglowa w Warszawie w kwaterze E XVIII 1.

FELIETONY I KOMENTARZE
Po raz pierwszy w „Przeglądzie” Roman Kurkiewicz z felietonem pt. „W tym tygodniu nie piszę o…”.
I tak Kurkiewicz nie napisał na przykład „o nowym rządzie francuskim, w skład którego weszło 10 mężczyzn i 9 kobiet, a w którym stworzono nowe ministerstwo Europy i spraw zagranicznych. Być może w Polsce MSZ też powinien mieć nową nazwę. Ministerstwo Polski i reszty. Albo bez reszty, bo nie mamy reszty”.
oraz jak co tydzień:
Jerzy Domański: Moja chata z kraja
Tomasz Jastrun: W korytarzu
Edward Mikołajczyk: Data niezapowiedzianej dymisji

Wydanie: 21/2017

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy