W najnowszym (23/2017) numerze Przeglądu polecamy

W najnowszym (23/2017) numerze Przeglądu polecamy

W poniedziałek, 5 czerwca, w kioskach 23. numer tygodnika PRZEGLĄD. Polecamy w nim:

TEMAT NUMERU
Kabaret Polski – sezon 2
W kabaretach drgnęło, powstały nowe skecze wyśmiewające władzę. Nie musi to oznaczać przełomu, ponieważ suweren jedną ręką bije brawo, gdy Antoniego nazywają wariatem, a drugą rękę wyciąga po 500+. Jeżeli komuś się wydaje, że „cała Polska” śmieje się z prezydenta, to przecież ten polityk ciągle ma najwyższe zaufanie w społeczeństwie. „Ucho Prezesa” ma po 5-6 mln wyświetleń, ale nie jest ono zbyt dotkliwe dla władzy. Bo jaka widownia popatrzy na prezydenta wiecznie w przedpokoju? Głównie „młoda, wykształcona, z dużych miast”. A ona dobrze wie, co myśleć o „dobrej zmianie” i bez „Ucha Prezesa”. Tymczasem jeśli do internetu zajrzy suweren, obejrzy „Ucho”, powie pewnie: urząd jak urząd, prezes jak prezes. Bo weźmy choćby naszą gminę… I co w tym śmiesznego? Poza tym inteligenccy fani „Ucha” mają często mniejszy kontakt z rzeczywistością niż ubogi rolnik z Podlasia. Klepią w kółko, że „kraj się europeizuje, granice otwarte, w telewizji 50 kanałów, młode pokolenie jest wykształcone i bywa za granicą”. Wystarczy więc pokazać w telewizorze paluchem, jaki ten prezes z jego kliką jest zaściankowy, i już nikt na niego nie zagłosuje. Bo to zwyczajny obciach. Błąd! Rodacy pobierają z Unii bardzo chętnie dotacje, ale bardzo niechętnie styl życia i myślenia. „Ucho” czy memy zawieszone na witrynie „Wyborczej” mogą walić w prezesa i w jego otoczenie jak w bęben. I tylko na tym zyskać. Co innego kabarety, które zarabiają na życie, jeżdżąc na biesiady, festyny i dni miast. Muszą kluczyć. Używają sobie na „Polsce Kaczyńskiego”, ale ostrożnie. Ataki na polityków rozgęszczają tradycyjną obyczajówką.

Nieprzyzwoita przyjemność memów
– Memy zdecydowanie są fenomenem kulturowym. Trzeba im się uważnie przyglądać, bo mogą powiedzieć nam coś ważnego, gdy potraktujemy je jako rodzaj lustra, w którym odbija się to, co dla pewnych grup ludzi jest w jakiś sposób istotne. Mówiąc inaczej, niepoważne przekazy mogą świadczyć o jak najbardziej poważnych procesach, zjawiskach czy społecznych nastrojach – twierdzi dr Jakub Nowak, adiunkt w Zakładzie Dziennikarstwa na Wydziale Politologii UMCS w Lublinie. – Memy są bardzo wygodnym narzędziem do odczytywania wydarzeń i osób w nowy sposób – bez względu na to, czy będzie to celebryta, osoba duchowna, polityk, wstrząsające wydarzenie, mecz sportowy czy scena z życia codziennego. Na dodatek bardzo łatwo je tworzyć, przetwarzać i rozpowszechniać. Memy to jedna z dróg dotarcia do elektoratu – czasem mniej skuteczna, czasem bardziej. Politycy w ogóle są w coraz trudniejszej sytuacji. Dążą do maksymalnej widoczności w mediach, a jednocześnie totalnie stracili kontrolę nad swym wizerunkiem w sieci. A jakiekolwiek próby cenzury świadczą o fundamentalnym niezrozumieniu istoty jej działania.

WYWIAD
KOD: Polską trzeba się zająć, nie sobą
– Władcom często się wydaje, że opozycja coś tam sobie szumi, ale nic z tego nie wynika. Tymczasem przychodzi odpowiedni moment i – bum! Ta masa ludzi rusza. Wielokrotnie w historii tak było. Niedawno mieliśmy miniiskrę – Opole. Wyrzucili jedną piosenkarkę i nie ma festiwalu. Podobnych zdarzeń będzie coraz więcej – twierdzi Krzysztof Łoziński, nowy przewodniczący Komitetu Obrony Demokracji. – Mamy w tej chwili wyczyszczoną sytuację. Nie rezygnujemy z manifestacji. Będzie powód, będziemy skrzykiwać ludzi. Natomiast cały czas prowadzimy działalność edukacyjną, patrzymy władzy na ręce, są spotkania, prelekcje. To kwitnie. Paradoks sytuacji polega na tym, że w KOD kryzys jest na górze. A na dole, w grupach lokalnych, mamy dużą aktywność. KOD to stowarzyszenie i ruch społeczny. My nigdy nie będziemy partią polityczną. Nie jesteśmy zresztą sami. Ruchów opozycyjnych jest coraz więcej. Są prawnicy, lekarze, są kobiety, nauczyciele, rodzice uczniów… Jest nas coraz więcej. Ten opór narasta.

Każda władza miała swoich historyków
– Dla mnie nie istnieje pojęcie polityka historyczna i nigdy nie posługiwałem się tym terminem – mówi prof. Aleksander Krawczuk, nestor polskich historyków, wybitny znawca starożytności, były minister kultury. Historię należy badać i wyciągać poprawne wnioski z dostępnych źródeł i przekazów, a nie naginać do aktualnych potrzeb politycznych. Nie jest ona w żadnym wypadku materiałem do tworzenia strategii polityki historycznej. Albo ktoś jest politykiem, albo historykiem. Łączenie obydwu profesji prowadzi do wypaczeń i legitymizowania przez naukowców rządzącej elity. W czasach PRL nazywano to po prostu propagandą. Tworzenie oficjalnie obowiązującej wersji polityki pamięci historycznej cechuje kraje rządzone autorytarnie. Zawsze trzeba zadać sobie pytanie, na ile ta doraźna polityka historyczna ma związek z rzeczywistością i ile z tego wszystkiego przetrwa. Jak za 20 lat będą oceniani „żołnierze wyklęci”? Tylko prawda, oparta na dokumentach, jest czymś ważnym dla dziejów każdego narodu.

Ucieczka od montowni
– Sprowadzenie reindustrializacji do udziału przemysłu w gospodarce jest mylące – podkreśla prof. Elżbieta Mączyńska z SGH, prezes Polskiego Towarzystwa Ekonomicznego. – Widać to doskonale na przykładzie Polski, w której udział przemysłu w PKB wyniósł w 2016 r., według danych Eurostatu, 26,5%. Jednak przemysł przemysłowi nierówny. Problemem jest struktura przemysłu: niskie nasycenie nowymi technologiami i wiedzą oraz niedostateczna liczba dużych przedsiębiorstw z kapitałem krajowym. Przed transformacją Polska była krajem dość wysoko uprzemysłowionym, z wieloma przedsiębiorstwami, które mogłyby funkcjonować w rzeczywistości rynkowej. Stało się jednak inaczej. Nasza transformacja zbiegła się w czasie z apogeum triumfu neoliberalizmu, dlatego nie zadbano o politykę przemysłową, przyśpieszano proces likwidacji przedsiębiorstw państwowych i ich prywatyzacji. Kupował je głównie kapitał zagraniczny, degradując nierzadko do roli podwykonawcy lub montowni. Dziś mamy rzeczywistość rynkową, co wcale nie zwalnia państwa z obowiązku wypracowywania strategicznych koncepcji, wprowadzania rozwiązań sprzyjających odwracaniu niekorzystnych zjawisk i tendencji. Jeśli one się utrwalą, na wieki pozostaniemy podwykonawcą, montownią, krajem niemal neokolonialnym. Stąd konieczność powstrzymania dryfu rozwojowego, wyznaczenia kierunku, w którym powinniśmy podążać.

KRAJ
KOD na zakręcie
Już pierwsze marsze KOD pokazały ważną rzecz. To był i jest ruch pokoleniowy. Na manifestacjach dominują osoby 45+. Najliczniejszą kategorią wiekową w ruchu są 60-latkowie. Nieobecność młodych wynika głównie z braku czasu. Oni uczą się i pracują. Duże znaczenie mają także utrata zaufania do zgranych twarzy i brak tematów, które odnosiłyby się do codziennych problemów życiowych młodych ludzi. Dotychczasowy dorobek KOD może nie wygląda okazale, ale ruch ma na koncie kilka osiągnięć. Największym jest bez wątpienia wyhamowanie dynamiki działań rządzących. Wystarczy sobie wyobrazić, jak przebiegałby proces podmywania instytucji z Trybunałem Konstytucyjnym na czele, gdyby nie opór społeczny wytworzony przez KOD. Część członków KOD przygotowuje się jednak do kolejnego egzaminu politycznego – wyborów samorządowych. Tysiące aktywnych sympatyków mogą zasilić listy wielu komitetów i wpłynąć pozytywnie na frekwencję. To, czy uda im się „obronić demokrację” na poziomie lokalnym, będzie ważnym testem przed wyborami parlamentarnymi.

Gimnazja przed ostatnim dzwonkiem
Dzień zakończenia roku szkolnego, piątek 23 czerwca 2017 r., będzie początkiem końca polskich gimnazjów. Od września z tabliczek na budynkach szkół zniknie ta nazwa, pojawi się w to miejsce szkoła podstawowa albo liceum. Albo nie będzie niczego. Nauczyciele i dyrektorzy gimnazjów starają się trzymać fason, ale wielu odmawia jakiegokolwiek komentarza. Z pewnością te dni są okresem gorączkowych przygotowań do zmiany, poszukiwania jakiegoś wyjścia z sytuacji, w której wiele osób traci pracę albo nie ma pewności, co będzie robić po wakacjach. Krystyna Starczewska, założycielka i dyrektorka Zespołu Społecznych Szkół Ogólnokształcących Bednarska w Warszawie nie zostawia suchej nitki na reformie. – W skali kraju powstał ogromny bałagan, pieniądze wydawane na pracownie i pomoce dydaktyczne w gimnazjach zostały wyrzucone w błoto, do tego wielu nauczycieli straci pracę. Wprowadzono niepotrzebne zamieszanie. Programy dla nowej ośmioletniej podstawówki nie są dobrze przygotowane, a od 2019 r. licea ogólnokształcące będą chyba pracować dwutorowo. Pozytywne jest to, że nieudana reforma spowodowała zjednoczenie różnych środowisk: nauczycieli, samorządowców i organizacji pozarządowych zajmujących się oświatą.

ZAGRANICA
Czy Partia Pracy może wygrać wybory?
Partia Jeremy’ego Corbyna poprowadziła skuteczną kampanię i szybko zdobywa poparcie. Szczególnie wśród młodych Brytyjczyków. Powody są co najmniej trzy. Pierwszy – zapowiedzi Partii Pracy nie ograniczają się do ogólników, są w nich konkretne propozycje skrojone na miarę potrzeb elektoratu. Dla młodych: likwidacja czesnego, rozwój budownictwa komunalnego, zapowiedź rocznego płatnego urlopu macierzyńskiego, rozszerzenie opieki przedszkolnej na dwulatki, darmowe osiłki w szkołach, prawo do aborcji na życzenie dla mieszkanek Irlandii Północnej. Drugi powód tego, że kampania idzie tak dobrze, to rewolucja medialna. Laburzyści połączyli doświadczenie z młodością, czują się doskonale w nowych mediach i wykorzystują internet, by do ludzi trafić ze spotami, które reżyseruje między innymi Ken Loach. Występują w nich ludzie z ulicy oraz liderzy lokalnych społeczności. A jest jeszcze powód trzeci. Laburzyści prowadzą bardzo intensywną kampanię w terenie. Corbyn jeździ po całym kraju i gości na dziesiątkach spotkań organizowanych w okręgach wyborczych. Zapowiedzi najwyraźniej są przekonujące, bo w grupie wiekowej od 18 do 24 lat laburzyści wygrywają z torysami 69% do 12%.

Niemieckie pole minowe
Przygotowywanie zamachu, molestowanie, dręczenie młodych żołnierzy – Bundeswehrą wstrząsa seria skandali. Najboleśniejsza dla armii jest sprawa porucznika z niemiecko-francuskiej brygady w Alzacji, zatrzymanego w lutym pod zarzutem podawania się za uchodźcę i przygotowywania zamachu terrorystycznego. Wszystko wskazuje na to, że wokół niedoszłego zamachowca powstała neonazistowska komórka terrorystyczna. Światło dzienne ujrzała tzw. lista śmierci autorstwa jego kolegi, na której znalazły się na osoby publiczne, w oczach obu młodych oficerów zagrażające niemieckiemu państwu, np. były prezydent Joachim Gauck, Claudia Roth (Zieloni) i Bodo Ramelow (Lewica), czyli politycy znani z otwartego podejścia do imigrantów. Uwieńczeniem zabezpieczonego materiału dowodowego jest pamiętnik porucznika, zawierający możliwe scenariusze zamachów w Niemczech. Winą za dopuszczenie do tej sytuacji obarcza się Ursulę von der Leyen, ministra obrony narodowej, która ze swoją ekipą rozpoczęła urzędowanie w 2013 r., a Bundeswehra była dla niej terra incognito. Nie da się wytłumaczyć zaniedbań jedynie misjami zagranicznymi i napiętą sytuacją na Bliskim Wschodzie, które rzeczywiście mogły po części odwrócić jej uwagę od ultraprawicowych grup w Bundeswehrze.

OPINIE
Nie czas na rezygnację ze złotego
Korzyści, jakie Polska może osiągnąć z przystąpienia do strefy euro, są iluzoryczne, za to koszty realne – twierdzi prof. Leon Podkaminer z Wiedeńskiego Instytutu Międzynarodowych Porównań Gospodarczych (WIIW), polemizując z publikacjami prof. Grzegorza W. Kołodki, który przedstawia zalety zastąpienia złotego euro. Podkaminera nie przekonuje argument o wyeliminowaniu kosztów transakcyjnych wynikających z wymiany złotych na euro i z powrotem przy okazji handlu i turystyki zagranicznej, bo wynoszą one od 0,1 do 0,15% PKB rocznie. Innym ważnym efektem eliminacji ryzyka walutowego miałoby być wzmożenie dynamiki inwestycji, jakoby przytłumionej przez niepewność co do opłacalności produkcji zależnej od handlu zagranicznego. Ale fakty nie uzasadniają tego argumentu. Dynamika inwestycji nie ma zauważalnego związku z posiadaniem lub nieposiadaniem własnej waluty. Przypuszczenie, że przyjęcie euro przyśpieszy wzrost gospodarczy Polski o ok. 0,5% rocznie, jest czystą fantazją. (W Czechach słyszy się pogląd, że przyjęcie euro spowolniłoby wzrost gospodarczy o ok. 0,5%). Rezygnacja z własnej waluty niesie ryzyko – graniczące z pewnością – długotrwałej albo i nieodwracalnej stagnacji gospodarczej, której już teraz doświadczają kraje Europy Południowej i Słowenia.

HISTORIA
Gdyby nie Haller…
Polski wysiłek zbrojny podczas I wojny światowej kojarzony jest najczęściej z walczącymi po stronie państw centralnych (sojuszu cesarstwa niemieckiego, monarchii austro-węgierskiej, carstwa Bułgarii i imperium osmańskiego) Legionami Polskimi, a zwłaszcza z legendą 1. Brygady Legionów, która stała się fundamentem mitu piłsudczykowskiego. Jednak najliczniejsze polskie formacje wojskowe walczyły po stronie ententy (sojuszu Wielkiej Brytanii, Francji i Rosji). Były to trzy korpusy polskie w Rosji oraz Armia Polska we Francji, nazywana potocznie od koloru mundurów Błękitną Armią. Była ona największą polską formacją wojskową w I wojnie światowej po stronie ententy, która wprawdzie nie stoczyła wielkich bitew i nie odniosła wielkich zwycięstw, jednak wojsko polskie sformowane we Francji, dowodzone przez gen. Hallera i francuskich oficerów odniosło największe zwycięstwo polityczne podczas Wielkiej Wojny. Jego stawką było miejsce w gronie państw, które tę wojnę wygrały i stały się beneficjentami traktatu wersalskiego. Niewiele było w polskiej historii takich zwycięstw, odniesionych za cenę tak niewielkich ofiar. A w kwietniu 1919 r. – kiedy rozpoczął się przerzut Błękitnej Armii do Polski – liczyła ona ponad 70 tys. żołnierzy. Stała się najlepiej uzbrojoną i wyszkoloną częścią tworzącego się Wojska Polskiego, co miało ogromne znaczenie w obliczu toczącej się wojny polsko-ukraińskiej oraz wojny polsko-radzieckiej.

ZDROWIE
Pozytywista do szpiku kości
– W dalszym ciągu jestem zafascynowany medycyną i co więcej – wydaje się, że mam coraz więcej powodów do tego zachwytu, bo mamy coraz większe możliwości – mówi prof. Wiesław Jędrzejczak, kierownik Katedry i Kliniki Hematologii, Onkologii i Chorób Wewnętrznych Centralnego Szpitala Klinicznego Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego. – Obecnie lekarz może bardzo dużo zrobić w wielu różnych sprawach! Oczywiście nie we wszystkich, pojawia się jeszcze mnóstwo sytuacji beznadziejnych i to jest też wielki dramat medycyny. Pamiętam wiele lekcji pokory, ja je cały czas odbieram. Jest tak, ponieważ nie jestem w stanie uratować wszystkich ludzi i ciągle mi ktoś umiera! Moja sytuacja psychologiczna teraz jest więc taka, że właściwie nie mam czasu rozpamiętywać porażki – jest już następny chory, o którego trzeba zacząć walczyć, o którym trzeba myśleć i wytężać cały umysł, całą inteligencję, pomysłowość, żeby przynajmniej spróbować tego człowieka ratować. Niedawno w mojej klinice nakręcono film. Niestety, wszystkie osoby, które w nim występowały, wszyscy ci pacjenci, już nie żyją. Dziewczyna, z którą prowadziłem dłuższą rozmowę o życiu, dwa tygodnie później miała nawrót białaczki.

Fragmenty książki Justyny Wojteczek i Wiesława Jędrzejczaka „Pozytywista do szpiku kości”.

KULTURA
Jestem po prostu śpiewającym facetem
– Moje piosenki mówią o czymś ważnym dla mnie, często związane są z jakimiś osobistymi doświadczeniami i osobami, z którymi się zetknąłem. W tym sensie moje sytuacje życiowe i przeżycia stanowią solidny budulec. Jestem artystą, który opiera swoją twórczość w dużej mierze na tym, co mu podpowiada serce – zwierza się Marek Dyjak, piosenkarz i kompozytor. – Kocham dobre wiersze, dobrą muzykę, a więc fado i jazz. One mnie skłaniają do refleksji i namysłu. Te dwa gatunki bardzo pomagają mi w tym, co robię. Nigdy nie udaję, że śpiewam. Bardzo często smutne stany i wspomnienia wracają do mnie i wywołują potrzebę śpiewania. Dla mnie śpiewanie nie oznacza permanentnego zadowolenia i szczęścia.

Qulturalia

SYLWETKI
Nagonka na Cyrankiewicza
Józef Cyrankiewicz – najdłużej urzędujący premier w historii niepodległej Polski – doświadcza pośmiertnie szczególnej opresji, jest opluwany, znieważany, a oszczerstwa dotyczą najboleśniejszej części jego życiorysu – gehenny oświęcimskiej. Chodzi o człowieka, który działał w jednej z kilku konspiracyjnych, obozowych grup oporu; który ze Stanisławem Kłodzińskim wysłał w świat co najmniej 214 grypsów; który trzy tygodnie przesiedział w bunkrze Bloku Śmierci, a potem, idąc w srogie, styczniowe mrozy do Mauthausen w marszu śmierci, uratował po drodze kilkunastu słabszych od siebie… Oczernianiu byłego premiera sprzyja realizowana obecnie „polityka historyczna”, a przykładem może być książka „Cyrankiewicz. Wieczny premier”, gdzie czytamy: „Za drutami zachowywał się szczególnie podle, sadystycznie. Okradał Żydów z kosztowności; wśród żydowskich kobiet wynajdywał co ładniejsze i doprowadzał hitlerowcom jako prostytutki. Te, które się opierały, wysyłał do komór gazowych”. Skąd autor to wie, i to z taką pewnością, jakby tam był i widział? Nie bardzo wiadomo, bo powołuje się na niezbyt precyzyjne źródła: „z kilku wspomnień dowiemy się…”, „wspominał pewien funkcjonariusz wywiadu…”, więzień Auschwitz opowiadał…”. A wiadomo, że autor zawartych w książce oskarżeń największego kalibru, inż. Antoni Gładysz ani jednego dnia nie był w Auschwitz. Współwięzień Józefa Cyrankiewicz, prof. Zbigniew Kączkowski oburza się: „Każde zdanie jest kłamstwem, oszczerstwem, wszystko było inaczej. To niepojęte bzdury, z księżyca wzięte, wyssane z palca. Oni nic nie wiedzą o Auschwitz, nie mają pojęcia o organizacji obozu, jak funkcjonował. Wszystko było inaczej. Żaden z nas, żyjących jeszcze więźniów, by tego nie potwierdził. Cynizm, zwykły cynizm”.

NAUKA
Sroka w lustrze
Kiedy grupa niemieckich badaczy ogłosiła w 2008 r. dokonanie odkrycia, że trzymane w niewoli sroki potrafią rozpoznać siebie w lustrze, wielu naukowców było zaskoczonych. Mimo przeprowadzenia licznych eksperymentów ze zwierciadłami i z różnymi zwierzętami, w tym wieloma innymi gatunkami ptaków, do tego czasu udało się ustalić, że tylko ludzie, wielkie małpy człekokształtne, orki, delfiny i słonie – duże ssaki o dużym mózgu – okazały się zdolne do rozpoznania swoich odbić. Sroki ze swoją psotną osobowością, zdolnością rozpoznawania poszczególnych drapieżników i wyjątkowymi zachowaniami społecznymi, które wskazują na emocje, są odpowiednimi kandydatami do tego, aby rozwinęło się u nich takie poczucie własnego ja, które kojarzymy z inteligencją. Mają stosunkowo duży mózg, porównywalny do małp człekokształtnych i nieco mniejszy od ludzkiego, nawet jeśli określone struktury są zorganizowane inaczej. Dlaczego więc jesteśmy zaskoczeni tym, że sroki potrafią rozpoznać siebie w lustrze? Może nie będą budować statków kosmicznych, ale prawdopodobnie nie doceniamy ich wystarczająco za to, jak sobie radzą w życiu.

Fragmenty książki Noaha Stryckera „Rzecz o ptakach”.

FELIETONY I KOMENTARZE
Jerzy Domański: Jestem z Ewą Kopacz
Bronisław Łagowski: Porozumienie, ale niepełne
Jan Widacki: Zaskoczenie
Roman Kurkiewicz: Puszczaj się, puszczo!
Tomasz Jastrun: Z podkulonymi ogonami
Edward Mikołajczyk: Hajer ekspektejszyzn

Wydanie: 23/2017

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy