W najnowszym (25/2017) numerze Przeglądu polecamy

W najnowszym (25/2017) numerze Przeglądu polecamy

W poniedziałek, 19 czerwca, w kioskach 25. numer tygodnika PRZEGLĄD. Polecamy w nim:

TEMAT Z OKŁADKI
Opozycja do więzienia
Minęło półtora roku, od czasu gdy Polskie Stronnictwo Ludowe złożyło w Prezydium Sejmu wniosek o uznanie za nieważne wyroków wydanych w 1932 r. na byłych posłów na Sejm II RP skazanych w tzw. procesie brzeskim pod sfingowanymi zarzutami – za działalność przeciw sanacyjnemu państwu, choć w rzeczywistości na rzecz demokratycznej Polski. 85 lat temu skazano na więzienie przywódców Centrolewu – wybitnych ludowców i członków PPS: Wincentego Witosa, Adama Ciołkosza, Stanisława Dubois, Mieczysława Mastka, Józefa Putka, Adama Pragiera, Norberta Barlickiego, Hermana Liebermana, Władysława Kiernika i Kazimierza Bagińskiego. Dyspozycyjny politycznie sąd wymierzył im kary od półtora roku do trzech lat więzienia. Sam proces i wydane wyroki odbiły się echem w Europie, uznawano je za niezbity dowód schodzenia Polski z demokratycznej drogi w stronę rządów autorytarnych. Dziś będący w rękach PiS parlament z marszałkiem Kuchcińskim robi wszystko, by nie zajmować się projektem ludowców. Wyszukuje różnego rodzaju kruczki prawne. Postępowanie władz PiS spotyka się z zarzutami, że ekipie Kaczyńskiego miłe są metody stosowane przez rządy pułkowników – dlatego PiS skazanych w pokazowym procesie brzeskim traktuje jak przestępców. A może dlatego, że coraz szybciej zbliżamy się do nowego, pisowskiego, procesu brzeskiego?

WYWIAD
SLD widziany od środka
Katastrofa 2004 r. trwale zniszczyła wizerunek SLD jako środowiska spójnego, wewnętrznie lojalnego, o jakichś cechach ideowych i programowych. Od tego czasu pojawia się w SLD głęboki kryzys przywództwa, z którego Sojusz nie wyszedł do dziś – twierdzi dr Sławomir Wiatr, współzałożyciel SdRP, kierujący badaniem socjologicznym Sojuszu Lewicy Demokratycznej. – SLD jest bez refleksji. A ma ogromny potencjał. Armię ludzi nieprawdopodobnie lojalnych wobec partii W SLD jest oczekiwanie na dyskusję. Czego natomiast brakuje? Demokracji i komunikacji wewnątrzpartyjnej. I od lat widać kompletny brak zainteresowania jakąkolwiek myślą! Czasami formacja zwracała się do naszych ekspertów, żeby jej wyjaśnili czy te 6% albo 7,5% w sondażach to jest trwała tendencja, mniej trwała, co oznacza i czy to się przesuwa z Nowego Dworu na Mińsk Mazowiecki, czy w drugą stronę. Dzisiaj na pierwszą linię muszą iść sprawy ustrojowe, konstytucyjne. A w tych konstytucyjnych też musimy na czymś położyć silny akcent – na sferze wolności, równości. Żeby to skutecznie robić, trzeba tę partię tak kształtować. Otworzyć na współpracę z innymi środowiskami. A my jesteśmy odcięci od środowisk kultury, dla których wolność to podstawowa rzecz. Wreszcie trzeci punkt – jesteśmy proeuropejscy. Mamy oczekiwania wobec Unii, swoje wyobrażenie Europy. W debacie, która toczy się w ramach europejskiej lewicy, bierzemy aktywny udział. I zaczynamy się różnić od Platformy. Te wszystkie sprawy muszą się stać elementem tożsamości SLD, bo jak nie, to będą tylko ładne hasła.

KRAJ
Historyk z przeszłością
Dr Mariusz Bechta, były dystrybutor płyt zespołów RAC (Rock Against Communism) i redaktor pisma pozytywnie odnoszącego się do faszyzmu, zajmuje od lat intratne stanowisko w IPN. Prowadzi wykłady dla wojska i młodzieży, reprezentuje swoją instytucję. Publikuje książki, niektóre oceniane jako prowokacje o charakterze politycznym. Za „upowszechnianie wiedzy o najnowszej historii Polski” prezydent Duda odznaczył go Złotym Krzyżem Zasługi. Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego przyznało wydawanemu przez niego pismu dotację w wysokości 10 tys. zł w ramach „programu promocji czytelnictwa”. Magazyn pozytywnie odnosił się do głównego ideologa doktryny rasowej włoskiego faszyzmu Juliusa Evoli, negacjonisty Holokaustu Davida Irvinga czy Léona Degrelle’a, belgijskiego kolaboranta i pułkownika SS, którego antysemickie manifesty drukowano z portretami autora. Bechta wydał również książkę Degrelle’a, który aż do śmierci w 1994 r. usprawiedliwiał i chwalił działania Adolfa Hitlera. W swoich publikacjach dr Bechta racjonalizuje i usprawiedliwia powojenny antysemityzm, gloryfikuje działalność „żołnierzy wyklętych”.

KOŚCIÓŁ
Wątpiący Franciszek
Papież Franciszek otworzył front, do którego żaden z jego poprzedników nawet nie odważył się zbliżyć. W drodze z portugalskiej Fatimy do Rzymu powiedział dziennikarzom, że mocno wątpi w objawienia maryjne z Medziugoria. Zaznaczył przy tym, że to jego prywatna opinia i w żaden sposób nie będzie miała ona przełożenia na toczące się w tej sprawie postępowanie, które prowadzi powołana jeszcze przez Benedykta XVI specjalna komisja. Jednak same słowa głowy Kościoła katolickiego o możliwości zanegowania cudownego charakteru objawień, wokół których powstał nie tylko głęboki kult religijny, ale również niezwykle rozwinięty system turystyczno-pielgrzymkowy, wywołały falę kontrowersji nieograniczającą się do środowiska hierarchów i wiernych. – Raport komisji zawiera poważne wątpliwości – powiedział papież. – Osobiście wolę traktować Matkę Bożą jako matkę, naszą matkę, a nie szefową biura telegraficznego, która codziennie wysyła wiadomości o takiej i takiej godzinie. Tak nie robi matka Jezusa. Objawienia w Medziugoriu przyjęły bowiem formę niespotykanie zinstytucjonalizowaną i regularną. Przekonanie, że Matka Boska ukaże się wiernym niemal na zawołanie, gdy kalendarz pokaże konkretną datę, a zegar wybije konkretną godzinę, graniczy z zabobonem.

ZAGRANICA
Kolonie Bismarcka
Za sprawą wystawy w berlińskim Deutsches Historisches Museum rozlała się fala wstydu za okres niemieckiego kolonializmu. Nie trwał on długo – zaczął się po zjednoczeniu państw niemieckich i powstaniu II Rzeszy w 1871 r., trwał do wybuchu I wojny światowej, kiedy przestało istnieć cesarstwo niemieckie – ale metody niemieckich kolonizatorów nie były chwalebne. Na początku wymagały współpracy z przywódcami lokalnych społeczności. Z czasem niemieccy misjonarze zaczęli urozmaicać system kontroli nad ludnością tubylczą, posuwając się do fizycznej likwidacji osób mogących im zagrozić. Wystawione w muzeum eksponaty, np. bicze oraz tabliczki z numerami identyfikacyjnymi, które musieli nosić Murzyni, u polskiego widza budzą jak najmroczniejsze skojarzenia. Dopełnieniem niemieckiej „misji cywilizacyjnej” było stłumienie w 1904 r. powstań plemion Nama i Herero przez siły gen. Lothara von Trothy na terenie dzisiejszej Namibii. Zbuntowani tubylcy albo ginęli na miejscu, albo uciekali na bezludne rubieże, gdzie dziesiątkowały ich epidemie i głód. A w niemieckich ogrodach zoologicznych urządzano murzyńskie wioski.

Pies z Dwoma Ogonami naprawia Węgry
Pies z Dwoma Ogonami to partia, którą prowadzi grafik Gergely Kovács,. Wyróżnia się na tle węgierskiego krajobrazu politycznego. Pies objawia się co jakiś czas i zbawia Węgry. Jego obietnice wyborcze sięgają o wiele dalej niż obietnice Fideszu. Pies bowiem w programie wyborczym oferuje Węgrom m.in. życie wieczne, niższą grawitację, pokój na świecie i dwa zachody słońca dziennie. A także zniesienie chorób (i w ten sposób zlikwidowanie głównego problemu, który nęka węgierską służbę zdrowia), darmowe piwo dla każdego Węgra, sympatyczną pogodę latem: ok. 20-25 st. (plus ożywcza bryza), budowę stacji kosmicznej, zamienienie ulic Budapesztu w weneckie kanały (żeby było ładniej) oraz wzniesienie sztucznej góry pośrodku Niziny Węgierskiej. Podpis na plakatach Psa głosi: „Jest taki uroczy, że na pewno nie będzie chciał was okraść”.

Fragmenty książki Ziemowita Szczerka „Międzymorze”.

SPOŁECZEŃSTWO
Kiedy rodzice nie widzą
W wannie siedzą trzy kuso ubrane dziewczynki. Nie wyglądają na więcej niż 14 lat. Na twarzy mają okulary przeciwsłoneczne. W tle leci popularny raperski utwór. Wymachują rękoma w rytm muzyki, pozorując dobrą zabawę. Co jakiś czas czytają wpisy pod swoim nagraniem i odpowiadają na pytania. Pierwsze dotyczą ich wzrostu i wagi. Ktoś każe jednej wstać i obrócić się dookoła. Robi to od razu. Później pojawiają się obraźliwe, seksistowskie teksty: „Pokaż suta”, „Fajna cizia”, „Ruchałbym”. Dziewczyny wybuchają śmiechem. Nie są zaskoczone ani tym bardziej skrępowane. Jedna pokazuje środkowy palec, ale nie demonstruje przy tym złości. Nie przerywają też wideo. Zabawa w zamkniętej grupie „szukam chłopaka/dziewczyny” na fanpage’u trwa. Gros aktywnych użytkowników, z przeszło 143 tys. wszystkich bywalców zamkniętej grupy, to nastolatki między 10. a 15. rokiem życiem. – Większość użytkowników fanpage’u jest w wieku, w którym zmienia się ich ciało; dojrzewają. Bardzo intensywnie rozwija się ich seksualność, mamy też do czynienia z kryzysem tożsamości, czyli okresem dezorientacji i niskiej samooceny – twierdzi Maria Rygielska z Centrum Rozwiązywania Problemów Społecznych i Małopolskiego Centrum Profilaktyki. – Ten fanpage jest jednym z miejsc, gdzie młodzież poszukuje akceptacji i chce wzbudzić czyjeś zainteresowanie. Przyczyn, które skłaniają młodych ludzi do takiego działania, jest wiele: brak akceptacji w domu, w środowisku rówieśniczym, zapracowani rodzice, niemający czasu dla dzieci. To wszystko sprawia, że życie młodzieży przenosi się do sieci.

KULTURA
Radziecka kobieta? A kto to taki?
– Piszę o tym, jak trudno się uwolnić od przeszłości, w której została nasza młodość, nasi rodzice – mówi Jelena Czyżowa, rosyjska powieściopisarka i eseistka. – Tam tkwią nasze korzenie. Wyrwać siebie razem z korzeniami jest trudno i niebezpiecznie, ale bywają sytuacje, kiedy człowiek nie ma innego wyjścia. Kiedy ktoś mnie pyta, jaka jest radziecka kobieta, to aż chcę zapytać: a co znaczy „szwajcarska kobieta”? Moje prababcie, babcia musiały wziąć cały ciężar życia na swoje barki, bo fala represji, wojen zabrała mężczyzn. Dla nich, wychowywanych w tradycyjnej, patriarchalnej kulturze, było to trudne, boleśnie trudne. Ale dały sobie radę i nas, pokolenie wnuczek, kształtowały inaczej. Tak, żebyśmy od zarania czuły się silne i niezależne. Nie gorsze i nie słabsze od mężczyzn. I większość z nas na takie kobiety wyrosła. Od najwcześniejszej młodości zależało nam na zdobyciu porządnego wykształcenia, potem chciałyśmy robić karierę, czyli wieść samodzielne życie. To było zwycięstwo feminizmu.

Qulturalia

OPINIE
Za starość naszą i waszą
Mamy nie jedno społeczeństwo, lecz dwie społeczności: ludzi „normalnych” i ludzi „starych” – pisze Jerzy Ryszard Zacłona. – Ci pierwsi żyją w strefie wolnej. Ci drudzy – w getcie, ze wszystkimi wynikającymi stąd konsekwencjami. Ktoś, kto raz do niego trafił – z powodu np. długotrwałego bezrobocia, przewlekłej choroby bądź po prostu przejścia na emeryturę – zwykle pozostaje w nim na zawsze. Państwo generalnie poczuwa się do odpowiedzialności za getto, powołało urzędy pracy, które symulują działalność, organizuje pomoc społeczną, wypłaca zasiłki, kieruje na leczenie, wspiera organizacje pozarządowe, tworzone są uniwersytety trzeciego wieku, kluby seniora itp. Jednak te kosztowne zabiegi nie mają żadnego wpływu na system społeczny. Nie da się żyć w kraju, w którym funkcjonuje getto starości. Nie da się ze względów ekonomicznych, ponieważ nie stać nas na jego utrzymanie, etycznych – ponieważ to nieludzkie, i moralnych – ponieważ narusza elementarny system wartości. Przeciwdziałać tej sytuacji ma nowo powołane Stowarzyszenie Za Starość Naszą i Waszą (ul. Kurhan 5, 02-203 Warszawa tel. 602 790 888).

Lista lektur opozycjonisty
Jak walczyć z ekspansją populizmu i bronić liberalnych wartości? Intelektualiści z całego świata oferują kilka praktycznych rad. George Lakoff, emerytowany profesor lingwistyki Uniwersytetu Kalifornijskiego w Berkeley, jeden z najbardziej cenionych w świecie anglosaskim ekspertów w zakresie komunikacji publicznej w polityce, w książce „Nie myśl o słoniu!” daje konkretną wskazówkę: prawda sama się nie obroni, jeśli nie opakujemy jej we właściwe formy komunikacji. Timothy Snyder („O tyranii. Dwadzieścia lekcji z dwudziestego wieku”) apeluje o wzajemny szacunek, bez którego żadna forma dialogu nie będzie możliwa. Warto też przeczytać „Listy do młodego kontestatora” Christophera Hitchensa i „Eksplozję populizmu” Johna B. Judisa.

ZDROWIE
Zawsze wydrę pieniądze na leczenie
– Kiedy zaczynałam pracę w 1975 r., to na hematologii dziecięcej na 100 dzieci z białaczką umierało 85 – mówi prof. Alicja Chybicka, kierownik Katedry i Kliniki Transplantacji Szpiku, Onkologii i Hematologii Dziecięcej Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu. – Teraz sytuacja zmieniła się radykalnie – na 100 dzieci z białaczką 85 całkowicie dochodzi do zdrowia. I potencjalnie każde dziecko, które trafi w nasze ręce i zostanie poddane leczeniu spersonalizowanemu, ma szansę wyzdrowieć. W dzisiejszych czasach dzieci mają też zapewnioną wspaniałą diagnostykę. O 70% wzrosła wyleczalność raka. Również dlatego, że w diagnostyce posługujemy się PET, czyli pozytonową tomografią emisyjną, rezonansem magnetycznym i spiralną tomografią komputerową. Dzięki przestrzennemu i wyraźnemu obrazowi dokładnie wiadomo, dokąd sięga guz, a więc jak go operować. Są też niebywałe postępy w leczeniu. Wielki krok w onkologii i zarazem sukces polega na tym, że już nie okaleczamy dzieci. Kiedyś pacjenci po guzach mózgu byli sparaliżowani, teraz już nie zdarzają się takie sytuacje. Staramy się – i nowe technologie to umożliwiają – wyleczyć jak najmniejszym kosztem, by nasi pacjenci wyrośli na zdrowe i dorodne istoty ludzkie. Jednak w Polsce permanentnie brakuje pieniędzy na innowacje. A one w bardzo dużym stopniu dotyczą onkologii.

OBSERWACJE
Ufam innym ludziom
Dlaczego Duńczycy są najszczęśliwszymi ludźmi na świecie? Ponieważ ufają sobie. Aż 78% Duńczyków ufa ludziom w swoim otoczeniu (wyrazem tego są m.in. samoobsługowe stoiska z owocami i warzywami przy drogach, gdzie kupujący uczciwie uiszczają zapłatę za towar). Jest to światowy rekord – przeciętny poziom zaufania w pozostałych państwach wynosi ledwie 25%. Nie ma najmniejszych wątpliwości: Dania może się pochwalić najwyższym poziomem zaufania na świecie. Kiedy relacje społeczeństwa z politykami, instytucjami i podmiotami finansowymi opierają się na zaufaniu, ludzie mają większe szanse na szczęśliwe życie. Jest to jedna z głównych przyczyn powszechnego wśród Duńczyków poczucia szczęścia.

Fragmenty książki Malene Rydahl „Szczęśliwy jak Duńczyk”.

Samotność kaszalota
Kaszalot spermacetowy (Physeter macrocephalus, kaszalot, potwal) jest nie tylko największym mięsożernym zwierzęciem na świecie, lecz także największym mięsożercą, jaki kiedykolwiek istniał na ziemi. Egzemplarz, który zobaczyliśmy, był samotnym samcem długości ok. 20 m i wadze ponad 50 ton. Samice i samce potwala różnią się od siebie. Samice ważą jedynie trzecią część tego, co samce, i żyją w stadach, pilnując cieląt – również sobie nawzajem, gdy któraś nurkuje za pożywieniem. Młode samce pływają w grupach. Kiedy zbliżają się do trzydziestki, mija okres ich dojrzewania i do końca życia mają dość towarzystwa. Od tej pory samiec potwala staje się samotnym myśliwym na oceanach świata. Gdy napotka stado samic, może z nimi pokopulować, ale zaraz potem umyka na swoje szlaki. Potwale potrafią być agresywne, także wtedy, gdy spotykają inne kaszaloty spermacetowe. Może to frustracja seksualna każe samcom bić się ze sobą nawet na trzeźwo?

Fragmenty książki Mortena A. Stroksnesa „Księga morza, czyli jak złowić rekina giganta z małego pontonu na wielkim oceanie o każdej porze roku”.

NAUKA
Człowiek wyje do Księżyca
Już nie tylko Amerykanie, ale i Rosjanie, Chińczycy, Japończycy, a nawet Hindusi ostrzą sobie zęby na podbój Księżyca. W 2006 r. Rosjanie ogłosili, że głównym celem ich programu kosmicznego będzie wydobycie na Księżycu izotopu hel-3 z przetworzenia księżycowego regolitu, kosmicznego gruzu z pyłów i odłamków skał. Obecność helu-3 w księżycowych minerałach potwierdzili wcześniej przedstawiciele NASA, oni zaś przyjęli, że pierwszy lot na Księżyc w celu budowy bazy odbędzie się nie prędzej niż w 2018 r. Chiny i Japonia również ogłosiły plany stworzenia baz księżycowych, ale już po 2020 r. Założenie stałej stacji naukowo-przemysłowej to kwestia nie tylko prestiżu, ale i kalkulacji. Policzono, że 1 kg skroplonego izotopu hel-3 kosztuje ok. 20 mln dol., a księżycowe zasoby tego składnika reakcji jądrowych to ok. 500 tys. ton. Ponoć całe zapotrzebowanie Ziemi na energię w ciągu roku wymagałoby użycia tylko 30 ton helu-3. Jeśli jednak myślimy o kolonizacji Księżyca, trzeba najpierw rozwiązać problemy bytowe. Atmosfera i pole magnetyczne Ziemi chronią nas przed większością promieniowania słonecznego. Nasza atmosfera spala również wszystkie odpady, mikrometeoryty. Na Księżycu tego nie ma. Kolejny problem to promieniowanie rentgenowskie – po 100 godzinach na Księżycu każdy otrzyma niebezpieczną dla zdrowia dawkę.

FELIETONY I KOMENTARZE
Jerzy Domański: Komisja Jakiego to cyrk
Jan Widacki: Młodzieży chowanie
Roman Kurkiewicz: Prawo do katafalkowania
Tomasz Jastrun: Ten nieszczęsny egalitaryzm
Edward Mikołajczyk: Celne trafienie w zgagi leczenie

Wydanie: 25/2017

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy