W najnowszym (26/2017) numerze Przeglądu polecamy

W najnowszym (26/2017) numerze Przeglądu polecamy

W poniedziałek, 26 czerwca, w kioskach nowy numer PRZEGLĄDU, a w nim:

TEMAT Z OKŁADKI
Zatrzymać alzheimera
– Chorych na alzheimera jest pół miliona, razem z opiekunami cierpi około miliona osób. Są zdani tylko na siebie – alarmuje prof. Maria Barcikowska, kierownik Kliniki Neurologii Centralnego Szpitala Klinicznego MSWiA w Warszawie. Ostatni raport Najwyższej Izby Kontroli mówi, że nie ma opieki specjalistycznej dla chorych, a wsparcie państwa dla pacjentów i ich rodzin jest iluzoryczne. Już w 2030 r. pacjentów będzie 1,5 mln i problem ten będzie dotyczył w sumie co najmniej 3 mln osób. – Jeśli istnieje choroba, a państwo mówi, że lepiej jej nie zauważać, jest to dowodem nieodpowiedzialnej krótkowzroczności.

Dla chorych najbardziej realną nadzieją jest głęboka stymulacja mózgu. W 2016 r. prof. Andres Lozano z Kanady stwierdził, że gdy stymuluje się za pomocą prądu spoidło mózgu, spada w nim ilość złogów amyloidowych i objawy choroby Alzheimera zostają złagodzone. Przyszłościowy kierunek badań to stymulacja neurogenezy (tworzenia neuronów), która powodowałaby zwiększenie liczby neuronów. Natomiast amerykańska firma Biogen i szwajcarska Neurimmune przeprowadziły próby z antyciałem o nazwie aducanumab. Okazało się, że spowalnia ono mentalną degradację organizmu i może pomóc osobom w bardzo wczesnym stadium alzheimera. Niezbędna jest wczesna diagnostyka, bo dzięki zastosowanym w porę lekom można wydłużyć okres względnej samodzielności chorego. Bardzo ważne jest przeciwdziałanie chorobie. Kilka milionów ludzi w Szwecji, Niemczech, USA i Wielkiej Brytanii nie zachorowało na alzheimera dzięki temu, że w tych krajach systemowo zadbano o naczynia krwionośne osób starszych, dzięki czemu nie przepuszczały one degenerującego mózg beta-amyloidu.

WYWIAD
Siła białej róży
– W cztery osoby stanęliśmy przed Pałacem Prezydenckim z dużym transparentem, na którym był napis, że my, niżej podpisani, obywatele RP, w trosce o godność urzędu prezydenta, mając świadomość art. 135 kk, oświadczamy, że Andrzej Duda jest łgarzem i krzywoprzysięzcą – tak o początku działalności Obywateli RP mówi ich lider Paweł Kasprzak. – Na demonstracje jednak nie reagowano. Wiedzieliśmy, że im bardziej opłaca się nas zignorować, niż zgarniać i stawiać przed sądem. Skoro dysponentem politycznym tej władzy jest Jarosław, spróbowaliśmy jego wyprowadzić z równowagi. Miesięcznica to przecież świetna okazja – i w końcu się udało. Staliśmy naprzeciwko Kaczyńskiego z transparentem z cytatem jego brata, który mówił, że wyroki Trybunału Konstytucyjnego są niepodważalne i ostateczne. A on oczywiście dostawał dzikiej piany. Rzucono na nas policję, żeby oskarżać nas o zakłócanie modlitw. A smoleński tłum podjudzony przez Kaczyńskiego rzucał się na nas z agresją. Mnie na przykład opluto. Tak bez przenośni, prosto w twarz. Trzy starsze panie. Jedna po drugiej. Oni modlili się przed swoim ołtarzem, potem odwracali się do nas i atak: wy ch… ubeckie świnie. Dosłownie tak. Teraz, w czerwcu, ze 300 osób siadło na jezdni, w poprzek Krakowskiego Przedmieścia. Policjanci rozdzielili to na trzy części, mniej więcej równe, tę środkową część wynieśli. Poza tymi siedzącymi stał jeszcze tłum za barierkami, ludzie przyszli też od strony ul. Karowej, ok. 1-2 tys. osób. A trzeba brać pod uwagę, że to nie był masowy marsz KOD, wesoły, miły, tylko twarda walka. Kiedy policja idzie interweniować, każdy normalny człowiek po prostu się boi.

Wierzyć w ludzi
Byłam jedyną radną miasta, której nie podobał się plan Śródmieścia Południowego, gdzie wśród kilku wieżowców miał stanąć m.in. Roma Tower (zwany Nycz Tower, ponieważ jest to inwestycja prywatno-kościelna). Oponowałam również przeciw wprowadzaniu do szkół firm cateringowych, ten ruch ze strony miasta spowodował podwyżkę cen posiłków i zwolnienia personelu stołówek. Komuś się wydawało, że w ramach warszawskiego budżetu można oszczędzać na jedzeniu dla dzieci – mówi Paulina Piechna-Więckiewicz, radna Warszawy i członkini stowarzyszenia Inicjatywa Polska. – Zależy nam na innym myśleniu o polityce. Samorząd musi być transparentny, z uwagą wsłuchiwać się w głos mieszkańców, a obywatele muszą wiedzieć, że każda sprawa, z którą przyjdą do urzędu, zostanie potraktowana poważnie. Niestety, nie zawsze tak jest. Najgorszym przykładem jest kwestia reprywatyzacji. Organizacje lokatorskie, mieszkańcy reprywatyzowanych kamienic od lat zgłaszali swoje problemy, ale zazwyczaj zostawali ze swoimi problemami sami. Z drugiej strony kiedy środowiska lokatorskie, w większości lewicowe, organizują manifestację w sprawie reprywatyzacji pod ratuszem, bierze w niej udział najwyżej 80 osób. Gdzieś jest problem. Przecież w Warszawie są tysiące osób pokrzywdzonych przez reprywatyzację. Duża część ludzi utożsamiających się z lewicą zatraciła gen autentycznego sprzeciwu i buntu, kiedy trzeba wyjść na godzinę pomaszerować i zaprotestować, zostają jednak w domach.

KRAJ
Jak złe psy dorabiały do pensji
Jak to możliwe, że po doświadczeniach z „Pruszkowem” i „Wołominem” warszawska policja dopuściła do powstania niebezpiecznej i bezczelnej grupy, jaka był gang mokotowski? – To były odłamy różnych grup, zbieranina – odpowiada Jan Fabiańczyk, ps. „Majami”, były funkcjonariusz stołecznej policji. – Połączyli się niemal niepostrzeżenie właśnie dlatego, że całe policyjne siły skierowano do walki z grupą pruszkowską i wołomińską. Idealnie wpasowali się w miejsce zwolnione przez poprzedników. Grupa mokotowska niemal natychmiast osiągnęła taką siłę i władzę jak „Pruszków”. Powodów tego, że współtworzyli ją policjanci zapewne było kilka. Jednym z nich był strach. Policjant też człowiek, boi się o rodzinę, o siebie. Boi się, żeby bandyci nie weszli mu do mieszkania, nie zastraszyli dzieci. Drugi powód to haki na funkcjonariuszy, a w tym „Mokotów” był niezwykle skuteczny. Materiały obciążające bywają przeróżne, pochodzą z agencji towarzyskich, popijawy… Kolejny powód to oczywiście pieniądze. Zawsze się znajdą tacy, którzy dadzą się złapać na lep kasy. Ale w problemy można popaść nieświadomie.

Fragmenty książki Ewy Ornackiej „Kombinat zbrodni. Grupa mokotowska”.

ZAGRANICA
Pierwsze batalie Jowisza
Po kolejnym zwycięstwie Emmanuela Macrona europejskie media znów prześcigają się w superlatywach. 18 czerwca jego ruch La République En Marche! (LREM) i sprzymierzona z nim partia MoDem (Ruch Demokratyczny) zwyciężyły w drugiej turze wyborów, zdobywając 350 miejsc w 577-osobowym parlamencie. To daje im wygodną, absolutną większość. Jednak tylko z pozoru sytuacja Macrona jest wygodna. W rządzie i klubie parlamentarnym oprócz socjalistów znalazło się wielu centrystów i konserwatystów, co w przyszłości może być źródłem wewnętrznych konfliktów. Macron zmierza w kierunku przemeblowania nie tylko Francji, ale także całej Unii i jej rynku. Coraz częściej powtarza się, że Macron zastąpił Angelę Merkel w roli przywódcy wolnego świata. W licznych wywiadach podkreśla, że nie chce być zwykłym prezydentem, lecz „mężem stanu jak Jowisz”. Nie wysyła on zbyt życzliwych sygnałów pod adresem Warszawy. W wywiadzie udzielonym w zeszłym tygodniu ośmiu europejskim gazetom mówił: „Kiedy dziś słyszę niektórych wschodnioeuropejskich polityków, to myślę, że dopuszczają się oni podwójnej zdrady. Decydują się na porzucenie zasad, na odwrócenie się plecami do Europy, na cyniczne podejście do UE, która miałaby służyć do rozdawania kredytów, ale nie znaczyłaby nic w sensie wartości. Tymczasem Europa nie jest supermarketem”.

Bo rząd nic nie zrobił
Tragiczny pożar londyńskiego wieżowca Grenfell Tower nie był wypadkiem. Był efektem zaniedbań systemowych. Ogień rozprzestrzenił się tam szybko, gdyż zapaliła się założona w czasie przeprowadzonego niedawno remontu oblicówka. Jej wypełnienie zostało prawdopodobnie dla oszczędności wykonane z palnego materiału. 20-piętrowy wieżowiec miał tylko jedną klatkę schodową, sprzęt przeciwpożarowy znajdujący się w budynku nie był sprawdzany od czterech lat, a większość gaśnic nie tylko była przeterminowana, ale miała nawet naklejki informujące o niesprawności. Tak jak 4 tys. budynków komunalnych w Wielkiej Brytanii ten również nie miał automatycznego systemu przeciwpożarowych tryskaczy. Nie było to niezgodne z prawem, ponieważ od lat torysowscy ministrowie ignorowali zalecenia ekspertów, a nawet komisji parlamentarnej i blokowali zmiany w prawie budowlanym. Sam wymóg wykorzystywania ognioodpornych materiałów przy remontach elewacji zniosła jeszcze w 1986 r. Margaret Thatcher. Mieszkań w fatalnym stanie są na Wyspach tysiące, a lokatorów zdanych na łaskę i niełaskę ich zarządców miliony. Remonty są przeprowadzane bez nadzoru, a praktyka doprowadzania budynków do stanu, w którym nie nadają się do zamieszkania, by zarobić na sprzedaży działek – częsta.

Dania nie karze za bluźnierstwo
W Danii zakończyła się wielomiesięczna dyskusja o zniesieniu przepisów umożliwiających karanie za bluźnierstwo. Najpierw międzynarodowa grupa intelektualistów, uczonych i dziennikarzy wezwała do zniesienia tych przepisów w manifeście „Znieście paragraf o bluźnierstwie”, którego podtytuł brzmiał: „Zakaz bluźnierstwa stoi w sprzeczności z duńską tradycją wolnej, nieskrępowanej debaty i sytuuje Danię w grupie państw nieliberalnych”. Uzasadnili swoje żądanie tym, że „kraje demokratyczne muszą iść na czele walki o prawa człowieka i pokazywać, że niewykluczające innych, pluralistyczne i tolerancyjne społeczeństwa należy budować na prawie do wolności myślenia i wypowiadania swoich myśli, jak też prawie do wiary w to, w co chce się wierzyć. Zniesienie karalności za bluźnierstwo jest dowodem, że solidaryzujemy się z ofiarami stosowania tego prawa, a nie z tymi, którzy za pomocą tego rodzaju przepisów prześladują innych”. 2 czerwca parlament uchwalił odpowiednie przepisy. Nie wypowiedzieli się na ten temat przedstawiciele Kościoła ani królowa Małgorzata II, która jest zwierzchniczką Kościoła. Po dwóch tygodniach wolności krytykowania religii, ich przejawów oraz kapłanów i wyznawców nie zanotowano ani jednego przypadku tzw. obrazy uczuć religijnych ani wystąpień przeciwko obiektom kultu.

Pogrzeb normalizacji
Zwycięstwo Donalda Trumpa oznacza nie tylko zmiany w polityce Stanów Zjednoczonych wobec Kuby, ale wręcz pogrzeb normalizacji, potwierdzonej w 2015 r. uściskiem dłoni Baracka Obamy i Raula Castro w Panamie. Republikańska administracja Trumpa zajęła wobec Hawany twarde stanowisko. Niewątpliwą rolę w tej strategii odgrywają osobiste ambicje prezydenta, konsekwentnie walczącego z liberalną schedą Baracka Obamy. Jednak całościowe anulowanie porozumienia USA-Kuba nie wchodzi w grę. Dzisiaj już żaden kraj na świecie nie popiera antykubańskiej blokady. Jest uważana za nielegalną, niemoralną i przynoszącą odwrotne skutki. Najbardziej znaczące zmiany obejmą transakcje handlowe z konglomeratem firm wojskowych i służb specjalnych, który kontroluje 60% gospodarki kubańskiej. Sektorem gospodarki, który może odczuć efekty polityki Trumpa, będzie turystyka. Całkowita eliminacja podróży samolotami i statkami wycieczkowymi na wyspę oznaczałaby straty dla transportu lotniczego i morskiego rzędu 3,5 mld dol.

OPINIE
Rosyjska ruletka Trumpa
Chęć poprawy stosunków z Rosją nie jest dowodem zdrady Trumpa. W polityce wewnętrznej, zwłaszcza gospodarczej, Trump nie ma nic interesującego do zaoferowania społeczeństwu, którego kolejnym pokoleniom będzie się żyło gorzej niż ich rodzicom. Jednak deklarowana przez niego jeszcze w trakcie kampanii wyborczej chęć polepszenia stosunków z Rosją była najwartościowszą ze wszystkich jego propozycji dla Ameryki i dla świata. Dawała szansę na stworzenie czegoś cennego i pożądanego w niebezpiecznie rozchwianym dziś świecie, któremu jak nigdy od czasu zakończenia II wojny światowej potrzeba stabilności. Z całą pewnością nie jest to powód do podważania władzy Trumpa ani tym bardziej żaden dowód jego zdrady, którą w jakimś obłędzie imputują mu najzajadlejsi przeciwnicy. Przecież świat ma przed sobą problem przywrócenia rozmontowanych mechanizmów względnej globalnej stabilności, przewidywalności i racjonalnej kontroli wobec całej serii różnorodnych niekorzystnych zjawisk, które wymknęły się spod nadzoru międzynarodowej wspólnoty politycznej i które na różnych poziomach i w różnych obszarach życia zaczynają zagrażać światowemu bezpieczeństwu.

Zdelegalizować ONR!
Odkąd partia Jarosława Kaczyńskiego sprawuje rządy, nasiliły się postawy rasistowskie, nacjonalistyczno-szowinistyczne, ksenofobiczne, nastąpił lawinowy wzrost liczby ataków powodowanych nienawiścią do INNEGO – pisze Radosław S. Czarnecki. – Dlatego nie można się zgodzić z postawionym w 24. numerze PRZEGLĄDU postulatem „Nie delegalizować ONR!”. Za istnieniem w Kodeksie karnym paragrafów dotyczących szerzenia różnych form nienawiści, antysemityzmu, rasizmu, nietolerancji, a przede wszystkim agresji, powinno iść bezwarunkowe egzekwowanie tych przepisów przez wymiar sprawiedliwości. To stanowi zasadniczą przesłankę żądania delegalizacji ONR, podobnie jak innych tego typu organizacji szerzących nienawiść, kultywujących przemoc, także fizyczną, wobec wszystkiego, co inne, hołdujących ideologii bliskiej neofaszyzmowi. Nie można też się zgodzić z tezą, że delegalizacja ONR niczego nie da. Ten sposób myślenia prowadzi do zaniechań, których skutkami są dziś zdemolowany system prawno-konstytucyjny, podeptane podstawowe zasady funkcjonowania państwa, zdruzgotane wszelkie zasady państwa prawa.

PRZEGLĄD ZWIĄZKOWY
Nie bójmy się wyższej płacy minimalnej!
Rząd zaproponował, aby płaca minimalna w przyszłym roku wynosiła 2080 zł, czyli zaledwie 80 zł więcej niż w roku bieżącym. Po zeszłorocznym podniesieniu minimalnego wynagrodzenia o 150 zł myśleliśmy, że nowa władza bardziej niż poprzednia dba o wzrost płac. Niestety, wiele wskazuje na to, że PiS kontynuuje podejście poprzedników z koalicji PO-PSL – oburza się Jan Guz, przewodniczący OPZZ. – Trudno zrozumieć takie podejście władz, zwłaszcza biorąc pod uwagę dobrą kondycję polskiej gospodarki. Stopa bezrobocia spadła poniżej 8%, wzrost gospodarczy przekracza 4%, zwiększają się zyski przedsiębiorstw, wydajność pracy, produkcja i konsumpcja. Ta sytuacja pozwala na znaczące podniesienie płacy minimalnej. OPZZ postuluje, aby płaca minimalna w przyszłym roku została ustanowiona co najmniej na poziomie 50% średniego wynagrodzenia. Takie są też rekomendacje związków zawodowych w innych krajach Unii oraz zalecenia Międzynarodowej Organizacji Pracy. Uwzględniając przewidywany wzrost średniej płacy na przyszły rok, 50% to ok. 2220 zł brutto.

HISTORIA
Wolta Stalina
Najbardziej zaskakująca, nie całkiem jasna do końca w stosunkach między Trzecią Rzeszą a ZSRR w latach 1940-1941, jest gotowość Józefa Stalina przystąpienia do paktu trzech (Niemcy, Japonia, Włochy), którego geneza sięga tzw. paktu antykominternowskiego, przewidującego wspólną walkę Niemiec i Japonii przeciw Międzynarodówce Komunistycznej (Kominternowi). Kokietowanie Rosjan, by przyłączyli się do paktu trzech, Ribbentrop zapoczątkował w liście do Stalina 13 października 1940 r. Ribbentrop sugerował, by ZSRR włączył się do akcji, której celem było sparaliżowanie aktywności Wielkiej Brytanii także na obszarach jej kolonii. Jeszcze aktywniejszy w tej sprawie był Ribbentrop podczas rozmów z Mołtowem w Berlinie. Podczas końcowego spotkania 13 listopada 1940 r. obszernie wyłożył koncepcję wciągnięcia ZSRR do paktu trzech. W radzieckim démarche przekazanym Berlinowi 25 listopada 1940 r. Stalin wyraźnie oświadczył, że do paktu gotów jest przystąpić, ale najpierw chciałby uzyskać zapewnienie, że uwzględnione zostaną radzieckie interesy terytorialne, przede wszystkim w Europie. Ostatecznie do porozumienia nie doszło, ale sama gotowość przystąpienia do paktu trzech to chyba największa kompromitacja ZSRR. Krok taki ukazałby bowiem kosmiczne wręcz zakłamanie radzieckiego kierownictwa – gotowość współdziałania w imperialistycznym podziale świata, w wyznaczaniu stref interesów, w dodatku z mocarstwami skrajnie antykomunistycznymi.

KULTURA
To co, już pożartować nie można?
Nasz album koncertowy nie ma tytułu – mówi Sebastian Karpiel-Bułecka, wokalista, skrzypek, lider grupy Zakopower. – Ponieważ z zespołem Atom String Quartet poczuliśmy więź i razem dobrze nam się grało, postanowiliśmy to utrwalić na nagraniu z Filharmonii Podlaskiej w Białymstoku. Nie zgodzę się, że płyta jest smutna. Nostalgiczna, owszem jest, dajemy w muzyce nieco melancholii z lekką nutą ludowości. W folklorze podhalańskim i w Karpatach jest mnóstwo cygańszczyzny, tu się ścierały kultura rumuńska, słowacka, węgierska i różne jej odmiany. Na płycie można wyczuć cygańską nutę. W jednym z utworów zainspirowała nas także „Orawa” Wojciecha Kilara. Fragmenty czysto ludowe są tu pomieszane z brzmieniem symfonicznym i rockowym.

Batalista i kobieciarz
Wojciech Kossak był wielkim patriotą, ale nie mniejszym snobem, a jego liczne pobyty na dworach zaborców, wiedeńskim i berlińskim, to gorączkowa walka o zamówienia na obrazy. W pierwszej połowie lat 90. stworzył słynną „Panoramę Racławicką”, wyraz mody na wielkie obrazy iluzyjne. Miał wprawdzie pomocników, ale sam wykonał ogromną pracę. Zachęcony sukcesem z Julianem Fałatem następną panoramę – bitwy pod Berezyną – stworzył w Berlinie. Marzyła mu się światowa kariera i duże pieniądze. Miał długi. I tak już było do końca życia. Z całej trójki Kossaków (Julian, Wojciech, Jerzy) na pewno najlepszym malarzem był dziadek Julian. Wojciech przy swojej niezwykłej biegłości malował za szybko, bywało, że obrazy produkował (stąd tyle dzisiaj Kossaków na rynku). Zawsze się śpieszył. Nic dziwnego, że malował coraz gorzej. Co nie przeszkodziło mu uważać się za największego polskiego malarza. Był konserwatywny, a zarazem rozpustny, niezwykle pracowity, ale mało intelektualny. Miał w sobie coś sarmackiego. Czasami wydaje się, że za silny był w nim pierwiastek męski, gdy sztuka jest przecież kobietą.

Qulturalia

REPORTAŻ
Jesteście porwani
– Nie wiedzieliśmy, w czyich jesteśmy rękach. Jeśli uprowadzili nas ludzie z ISIL, małe są szanse, że wyjdziemy stąd żywi. Muszą wiedzieć, że Polska jest w koalicji krajów wymierzonej przeciwko Państwu Islamskiemu – pisze Marcin Mamoń, dziennikarz i reżyser filmów dokumentalnych, pracujący w miejscach objętych konfliktami zbrojnymi, w 2015 r. razem z fotografem Tomaszem Głowackim porwany w Syrii przez Al-Kaidę. Byliśmy świadomi, że jeśli istnieje gdzieś najgorsze na Ziemi miejsce, gdzie można wpaść w kłopoty, zniknąć, to właśnie tutaj, w ogarniętej wojną Syrii, w miejscu kontrolowanym przez dziesiątki, a może nawet setki różnych zwalczających się dżihadystycznych organizacji. – Jesteście porwani. Jesteśmy z Frontu an-Nusra i nie zamierzamy was sprzedać innej grupie – powiedział człowiek w masce. – Jest tu co najmniej 15 takich grup, które mogłyby wam zrobić krzywdę. Nam chodzi tylko o pieniądze i od waszego rządu zależy, ile czasu tu spędzicie. – A ile za nas chcecie? – A to zależy, jak bardzo jesteście ważni. – A jeśli nasz rząd nie zapłaci? – Wszyscy płacą. Zawsze. Żaden z rządów nigdy nie przyzna się, że zapłacił okup terrorystom, ale Francuzi, Hiszpanie, Włosi, Niemcy płacą.

Fragmenty książki Marcina Mamonia „Wojna braci. Bojownicy, dżihadyści, kidnaperzy”.

FELIETONY I KOMENTARZE
Jerzy Domański: Kioskowa wojna polsko-polska
Bronisław Łagowski: Utracona podmiotowość SLD
Jan Widacki: Suweren
Roman Kurkiewicz: Nowa Polska nie jest w niebie
Tomasz Jastrun: Inwazja nieudaczników
Edward Mikołajczyk: Bez lekcji Wodeckiego
Agnieszka Wolny-Hamkało: Polska łydka na wakacjach

Wydanie: 26/2017

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy