W najnowszym (27/2017) numerze Przeglądu polecamy

W najnowszym (27/2017) numerze Przeglądu polecamy

W poniedziałek, 3 lipca, w kioskach 27. numer tygodnika PRZEGLĄD. Polecamy w nim:

TEMAT Z OKŁADKI
Sorry Polsko, nic za darmo
– Polska jest dla USA partnerem peryferyjnym, który w ostatnich dwóch latach schodzi także na margines integracji europejskiej. Jest też obiektem ostracyzmu w większości krajów europejskich i często na forum europejskim musi udawać, że „Polacy, nic się nie stało” – podkreśla Marek Grela, były wiceminister spraw zagranicznych. – Wszyscy amerykańscy prezydenci, którzy do Polski przyjeżdżali, mówili o interesie strategicznym Stanów Zjednoczonych i na odwrót – krajów Europy Środkowo-Wschodniej w relacjach dwustronnych. Niezależnie od współpracy obu państw w NATO. Nie chcę pomniejszać znaczenia wizyty w Warszawie, ale miejmy świadomość, że spotkanie grupy G20 w Hamburgu w relacjach światowych przykryje wszystkie inne wydarzenia. Mniej interesujące jest, co Trump powie w Warszawie, bardziej interesujące będzie, co powie publicznie polski prezydent Andrzej Duda. Europa Zachodnia interesuje się wizytą w Warszawie. Niekoniecznie budzi ona pozytywne skojarzenia. Uważa się, że wizyta może służyć podważaniu europejskiej jedności. Trump w kampanii wyborczej i podczas ostatniej wizyty w Brukseli postawił sporo znaków zapytania. Wartość amerykańskich deklaracji bezpieczeństwa czy zobowiązań wobec Polski wiele nie znaczy, jeśli nie wiąże się to z deklaracjami wobec całego NATO. Trzeba być realistą. Tylko ktoś pozbawiony podstawowej wiedzy geopolitycznej może sobie wyobrażać dwustronny sojusz Polski i Ameryki. Trzeba to widzieć we właściwych proporcjach. Andrzej Duda powinien zatem powiedzieć o wadze więzi transatlantyckich. A poza tym – i to by przyjęto z uznaniem, to by była nowość – że Polska jest zainteresowana silną Unią Europejską. Powinien powiedzieć, ale zapewne tego nie zrobi.

KRAJ
Białowieskie przeciąganie liny
Puszcza Białowieska to ostatni naturalny las na kontynencie. Pozornie konsensus co do potrzeby jej chronienia istnieje po obu stronach barykady. Po jednej jej stronie znajdują się Ministerstwo Środowiska, Związek Leśników Polskich, znaczna część mieszkańców powiatu hajnowskiego, a także organizacja SANTA. Po drugiej są ekolodzy (w tym Greenpeace), część naukowców, a od wzmożenia wycinki również Komisja Europejska i UNESCO. Przybywa też miejscowych, którzy w niekontrolowanej wycince widzą zagrożenie dla coraz lepiej rozwijającego się sektora turystycznego. Kto przyjedzie do Białowieży, jeśli puszcza straci swój niepodważalny walor, a błogą ciszę zastąpi ryk pił? Zwolennicy wycinki powołują się na przykłady z krajów zachodnich, gdzie masowe pozbywanie się chorych drzew nie jest niczym nowym. Przeciwnicy twierdzą, że nie ma żadnych dowodów na skuteczność postulowanej przez leśników metody, a cykliczne pojawianie się i znikanie kornika należy do niezmiennego rytmu, jakiemu wraz ze zmianami klimatycznymi podlegają lasy naturalne. Puszcza Białowieska jest jedna i trudno eksperymentować na organizmie niemającym sobie podobnych w całej Europie. Wyraźnie widać także, że batalia o puszczę to jeszcze jedna z wojenek, które mają doprowadzić Polskę do pełnego i ostatecznego „powstania z kolan”.

WYWIAD
Dobre strony populizmu
– Dążenia populistyczne są dziś powszechne – twierdzi dr hab. Jan Sowa, socjolog i kulturoznawca. – Ale tylko w krajach, które postawiły na radykalną liberalizację gospodarczą i odrzuciły państwo dobrobytu – jak USA, Wielka Brytania czy Europa Środkowo-Wschodnia – populizm to siła, która rozmontowuje system polityczny. Tam, gdzie poprzez utrzymanie mechanizmów redystrybucji udało się powstrzymać kapitalizm przed wytworzeniem dużej grupy przegranych – jak w Austrii, Francji, Holandii czy Finlandii – populiści jeszcze nie przejęli władzy. Populizm można i należy rozbrajać na poziomie polityki społecznej. Poprzez zapewnienie bezpieczeństwa materialnego ludziom, którzy czują się oszukani i żyją w ciągłej niestabilności. Nie zgadzam się z wieloma rozwiązaniami proponowanymi przez ruchy populistyczne, ale właśnie te formacje wyrażają wiele słusznych dążeń klas niższych. Dzięki temu biedni mogą bardziej czuć się podmiotem w polityce. Kołem zamachowym populizmu jest poczucie, że elity nie reprezentują tych ludzi, a system wyraźnie nie ewoluuje w kierunku poprawy jakości ich życia, co widać niemalże we wszystkich statystykach dochodu i rozwarstwienia społecznego.

Zawsze odpowiadam – jestem Unia Pracy
– Lewicy nie jest mało, natomiast nagonka, którą na nią robiono, nazywanie lewactwem, ubliżanie, spowodowała, że ludzie boją się przyznać do swoich poglądów i oficjalnie o tym mówić – twierdzi Elżbieta Zakrzewska, przewodnicząca Rady Krajowej Unii Pracy. – W gminach partii nie ma. A z czego to wynika? Z kilku względów. Ludzie boją się tego, co ksiądz powie, bo to jest trybun. Druga sprawa – ludzie boją się też tych, którzy są w urzędzie. Bo uważają, że urzędnik wszystko może. W Unii Pracy jesteśmy z ludźmi, słyszymy, co mówią. Tak zresztą planujemy przedstawiać UP na spotkaniach z okazji jej 25-lecia. Będziemy pokazywać naszą działalność na rzecz potrzebujących, ludzi pracy. Bo to, że banki trzeba opodatkować, mówiliśmy już bardzo dawno temu. To, że żądamy, aby pracownicy godnie pracowali i ich czas pracy był honorowany, też chyba nie jest niczym dziwnym, od dawna o to walczymy. Walczymy również o godną płacę, każdy pracownik powinien mieć 2 tys. zł na rękę, żeby żyć godnie, nie biedować. 500+ jest spóźnione, o tym dawno mówiłam – należało rodzinom pomoc, dać pieniądze na dzieci. Choć mądrzej. Żeby nie było tak jak u nas, że nagle zabrakło rąk do pracy.

ZAGRANICA
Schulz pod prysznicem
Po szumnych hasłach o niesieniu Niemcom rewolucji i wzniosłych zapewnieniach o zmianach kandydatowi SPD na kanclerza pozostało tak naprawdę jedno: odrabianie strat. To, z czym przyszło Schulzowi się zmierzyć w pierwszej połowie 2017 r., można nazwać naprzemiennym prysznicem. Najpierw nieoczekiwany wzlot i euforia, pozwalające mu na chwilę wyprzedzić w sondażach niezatapialną Angelę Merkel, a od końca marca spadek, potwierdzony klęskami w wyborach do landtagów w Szlezwiku-Holsztynie i Nadrenii Północnej-Westfalii. Słupki sondażowe zaczęły się kurczyć, a „Mega-Schulz” musiał wyjaśniać nagły zwrot akcji, który był równie zaskakujący jak „efekt Schulza” sprzed kilku miesięcy. Na zjeździe SPD Schulz zaskoczył stwierdzeniem, że Merkel dokonuje zamachu na demokrację. – Unikając poważnych dyskusji o przyszłości Niemiec i Unii, kanclerz demobilizuje wyborców – twierdził. Insynuacje Schulza nie są całkiem nietrafne. Niektórzy politolodzy już od dawna dostrzegają w typowej dla Merkel strategii wyciszenia i unikania niewygodnych pytań sprytny plan, demobilizujący tę część elektoratu, która głosowałaby na lewicę, ale w dniu wyborów zostaje w domu, gdyż nie słyszy ze strony chadeków argumentów kolidujących z własnymi poglądami. A tych, którzy antydemokratycznych kuksańców nie zauważają, Merkel przekonuje wymownymi gestami. Jak na przykład przyzwoleniem na małżeństwa jednopłciowe, przegłosowane w ostatni piątek w Bundestagu.

Bonus dla obcokrajowców
1 lipca Austria wprowadziła długo dyskutowane wsparcie dla pracodawców. Przy zatrudnianiu nowych pracowników zaoszczędzą 50% kosztów płac – poniesie je budżet państwa. Chodzi o zachętę do stwarzania nowych miejsc pracy. Według szacunków rządu federalnego może z niej skorzystać 30 tys. przedsiębiorców. Na zmniejszenie kosztów może liczyć pracodawca, który zatrudni Austriaka lub obcokrajowca zarejestrowanego jako bezrobotny w austriackim urzędzie pracy, mającego ukończoną austriacką szkołę lub studia bądź zatrudnianego wcześniej przez inną austriacką firmę i zmieniającego pracę (wystarczy, że w ciągu ostatnich 12 miesięcy pracował tam sześć tygodni). Bonus obowiązuje także wówczas, jeśli zatrudniany cudzoziemiec wykonuje zawód, w którym nie zastąpi go Austriak, bądź ma czerwono-biało-czerwoną kartę, dającą szczególne prawa obcokrajowcom, również w sprawie pracy. Austriacka prasa nazwała program wsparcia przedsiębiorców wprost bonusem dla obcokrajowców.

Granice piaskiem pisane
W samym 2017 r. do wybrzeży Włoch przybyło już ponad 27 tys. nielegalnych imigrantów. Zdecydowana większość pochodzi z krajów Afryki Subsaharyjskiej, a szlak ich migracji wiedzie przede wszystkim przez Libię. Bezsilny włoski rząd postanowił nie czekać na rozwiązania Brukseli. Zwrócił się o pomoc do libijskich przywódców plemiennych. Na mocy porozumienia zawartego z nimi zaplanowano utworzenie nowej jednostki libijskiej straży granicznej. Z pomocą włoskiego rządu, który zapewni sprzęt oraz szkolenie, libijscy pogranicznicy mają w patrolach wieloplemiennych zwiększyć bezpieczeństwo na liczącej ponad 5 tys. km południowej granicy kraju. Kilka tygodni później Donald Tusk poinformował, że Unia przeznaczy ponad 90 mln euro na wzmocnienie libijskiej straży przybrzeżnej i zabezpieczenie liczącej ponad 1,9 tys. km linii brzegowej, a Niemcy zaoferowali indywidualną pomoc w przeszkoleniu nowych pograniczników na południu kraju. Wywołało to oburzenie organizacji pozarządowych, które twierdzą, że uszczelnienie granicy na południu Libii i zablokowanie kanałów przerzutowych doprowadzi jedynie do tego, że gangi pobierające haracz od migrantów będą ich zmuszać do korzystania z bardziej niebezpiecznych szlaków. Unia powinna skoncentrować wysiłki na otwieraniu legalnych kanałów wejścia do Europy, a nie obwarowywać granice, jednocześnie oddzielając walkę z migracją od działań antynarkotykowych i stabilizujących.

Serbia się wspina
Serbia jest największym przegranym rozpadu Jugosławii. Wspina się z trudem, a chciałaby szybciej i skuteczniej. Wybrany przed kilkoma tygodniami w wyborach powszechnych prezydent Aleksandar Vuczić w kampanii pogrywał na nutkach nacjonalistycznych, łamanych przez patriotyczne, i mówił o przyspieszeniu integracji z Unią Europejską. To, co mogło od biedy podobać się wszystkim wyborcom, sprowadzić można do trzech punktów: Serbia nigdy nie wyrzeknie się Kosowa, Serbia nigdy nie wstąpi do NATO, Serbia nie planuje napaści na nikogo i ze wszystkimi sąsiadami, zwłaszcza Chorwacją, nawiąże współpracę. Serbowie są niepokonanymi mistrzami świata w gościnności, choć Polak, który miał okazję od dawna śledzić ich formę w tej dyscyplinie, musi zauważyć, że Serbia zrobiła się powściągliwsza w uczuciach, za to staniała dla nas. Na ogół polscy turyści nie wpadają w popłoch, kiedy przychodzi tu do płacenia rachunku. Na przeżycie w Belgradzie wydaje się znacznie mniej niż w Warszawie, nawet gdy korzysta się wyłącznie z barów, kawiarni i restauracji. Serbia jest droga dla swoich. Niewiele ponad 1,5 tys. zł wyniosła w stolicy przeciętna płaca w maju. Na prowincji – o jakieś 200 zł mniej. Za metr kwadratowy nowego mieszkania w dzielnicy Novi Beograd na lewym brzegu Sawy trzeba zapłacić 6-7 tys. euro. W Belgradzie mieszka 30% obywateli republiki. Tu jest więcej pracy i lepsze wynagrodzenie niż w małych miasteczkach. Wszędzie praca jest tania i wszędzie jej brakuje, ale na prowincji widać na każdym kroku, że rozwój stanął, że ludzie biedują. Młodzi, wykształceni uciekają za granicę.

Szwedzi chcą być przyzwoici
Źródłem otwartości szwedzkiej polityki migracyjnej i względem uchodźców było spotkanie się w tej kwestii dwóch nurtów ideowych. Jeden, o charakterze bardziej lewicowym, mówił o uniwersalizmie praw człowieka i o konieczności niesienia pomocy, a drugi, bardziej prawicowy, o globalizacji i o tym, że przeprowadzanie się z kraju do kraju jest rzeczą naturalną – twierdzi Claes Arvidsson, szwedzki dziennikarz i pisarz. – W ten sposób można było dojść do porozumienia w kwestii otwartości granic i bez względu na to, co się o tym dziś myśli, poziom otwartości Szwecji znacząco odstawał od tego, jak to wyglądało w innych krajach. Szwedzi naprawdę chcieli i chcą być przyzwoici. Ale co zrobić, gdy w szkole twojego dziecka obniży się poziom, a w twojej okolicy zaczną się problemy. Teraz Szwecja zaczęła przydzielać uchodźcom pozwolenie na pobyt tymczasowy, a nie stały. Ma to zniechęcać kolejnych przybyszów do wybierania właśnie Szwecji. Ale jeśli masz pozwolenie na pobyt tymczasowy i wiesz, że zostaniesz odesłany do kraju pochodzenia, gdy sytuacja w nim się ustabilizuje, może nie będziesz miał tej samej motywacji, żeby pracować i stać się częścią szwedzkiego społeczeństwa.

Fragment książki Katarzyny Tubylewicz „Moraliści. Jak Szwedzi uczą się na błędach i inne historie”.

OPINIE
Szorstka przyjaźń Kohla
Śmierć Helmuta Kohla, w latach 1982-1998 kanclerza Republiki Federalnej Niemiec, zwanego ojcem zjednoczenia Niemiec, stała się w Polsce okazją do komentarzy wychwalających zmarłego jako wybitnego europejskiego męża stanu i wielkiego przyjaciela Polski. Zapomniano, że kanclerz Kohl opierał się w 1990 r. zawarciu traktatu granicznego z Polską, próbując podważyć ustalenia konferencji poczdamskiej z 1945 r. i układu polsko-zachodnioniemieckiego z roku 1970. Podczas trwającej od maja 1990 r. konferencji „2+4” w sprawie zjednoczenia Niemiec, czyli czterech mocarstw – zwycięzców II wojny światowej, i dwóch powojennych państw niemieckich, w której uczestniczyła też polska dyplomacja kierowana przez Krzysztofa Skubiszewskiego, rząd RFN zajął stanowisko, że postanowienia układu granicznego między Polską a NRD z 6 lipca 1950 r. i układu z RFN z 7 grudnia 1970 r. nie mogą obowiązywać zjednoczonych Niemiec. Rząd Mazowieckiego natomiast chciał jeszcze przed zjednoczeniem Niemiec uzyskać zapewnienie, że granica na Odrze i Nysie jest nienaruszalna. Stanowisko polskie zostało poparte przez USA, ZSRR, Wielką Brytanię i Francję. W przeciwieństwie do Kohla propolskie stanowisko zajmował natomiast rząd NRD, na którego czele stał premier Lothar de Maiziere.

HISTORIA
Chrześcijański terroryzm na arabskiej ziemi
W ostatnich latach świat szokują zdjęcia i nagrania ukazujące ataki fundamentalistów islamskich dokonane w europejskich miastach: Nicei, Berlinie, Manchesterze czy Londynie. Świat chrześcijański się oburza. Tymczasem niedaleka przeszłość zna przypadki, kiedy to Francuzi i Amerykanie sięgali po metody kojarzone z islamskim terroryzmem i uderzali w arabskich cywilów. Pierwszy to działania bojowników tajnej organizacji francuskich generałów (OAS) przeciwko oddaniu Algierii w ręce jej rdzennych mieszkańców na przełomie lat 50. i 60. XX w. OAS dokonywała ataków na arabską ludność cywilną, brutalnie tłumiła manifestacje, nie cofała się przed morderstwami. Zamordowano ponad 100 muzułmanów. Podczas międzynarodowej interwencji w Libanie w latach 80. XX w. Stany Zjednoczone zdecydowały się wysłać tam 1,4 tys. żołnierzy międzynarodowych sił stabilizacyjnych, aby nadzorować proces odrodzenia rządów mniejszości chrześcijańskiej, narzuconych przez konstytucję z 1943 r. Francuskie lotnictwo dokonało ataków na koszary wojsk szejka Abdullaha. W ich wyniku śmierć ponieśli niewinni muzułmańscy cywile. Opinia międzynarodowa ani słowem nie wspomniała o tragicznych konsekwencjach bombardowań. Z kolei amerykański nalot na cele w Trypolisie i Bengazi w 1986 r. kosztował życie 37 Libijczyków, 90 osób zostało rannych.

Tylko się dostać do Warszawy
Byle się tylko dostać do Warszawy – marzyła Irena Ćwiertnia-Sitowska, która w 1945 r. miała 24 lata i razem z mamą i babcią znalazła się w Skale koło Krakowa. W pamiętniku zapisała: 27 stycznia 1945 r., sobota: Wieczorem otrzymałyśmy pomyślną wiadomość od pani G., która wróciła z Warszawy. Była w naszym mieszkaniu przy Puławskiej, w ocalałym cudem domu. Są meble, książki. 3 marca 1945 r., sobota: Wcześnie rano dojechałyśmy w okolice Dworca Zachodniego. Następnie zaczęłyśmy wędrować z pakami na plecach i w dłoniach przez zburzoną Warszawę. Widok był przerażający. Wszędzie ruiny przysypane śniegiem i resztki spalonych domów. Szłyśmy wydeptanymi przez ludzi śladami środkiem ulicy. Chodniki koło domów były zawalone odłamkami muru i gruzu. Na placu Zamkowym leżała powalona Kolumna Zygmunta. Posąg króla z krzyżem w ręku spoczywał na śniegu! 8 maja 1945 r., sobota: Dziś w nocy nastąpiła całkowita kapitulacja Niemców!!! Ale co dalej?

Fragmenty pamiętnika ze zbioru „Wstaje świt. Dzienniki młodych z pierwszych lat powojennych”.

MEDIA
Nagroda im. Bolesława Prusa 2017
Poznaliśmy zwycięzców kolejnej edycji Nagrody im. Bolesława Prusa przyznawanej przez Stowarzyszenie Dziennikarzy RP i miasto Nałęczów. Nagrody przyznawano w dwóch kategoriach. Do Zielonego Prusa dla młodego dziennikarza (do 35. roku życia) nominowani byli: Mateusz Kudła, reporter stacji TVN, Kacper Leśniewicz, dziennikarz PRZEGLĄDU poruszający kwestie nierówności społecznych, Stanisław Skarżyński, współtwórca portalu OKO.press, wieloletni współpracownik Radia ZET, i Konrad Szadkowski, korespondent „Głosu Wągrowieckiego”. Zwycięzcą i zdobywcą statuetki Zielonego Prusa został Stanisław Skarżyński. Nominowani do nagrody Złotego Prusa zapisali już znakomitą kartę dziennikarską. Byli to: Jan Dziadul, publicysta prasy śląskiej i ogólnopolskiej, autor odważnej książki „Rozstrzelana kopalnia” poświęconej dramatowi górników Wujka, Katarzyna Michalak, reporterka Polskiego Radia Lublin, wielokrotnie nagradzana za swoje dokonania w dziedzinie reportażu radiowego (m.in. Prix Italia), Ewa Siedlecka, wieloletnia dziennikarka „Gazety Wyborczej”, zajmująca się kwestiami społecznymi i prawnymi, obecnie związana z tygodnikiem „Polityka”, oraz Grzegorz Sroczyński, reporter „Gazety Wyborczej” i radia TOK FM, badający przemiany polskiej rzeczywistości społecznej na przestrzeni lat. Nagroda główna trafiła do Katarzyny Michalak.

KULTURA
Jednorazowi
Aktorem jednej roli można zostać ze stu powodów. Na przykład, dlatego że ma się takie warunki fizyczne, na które akurat jest popyt. I niewiele więcej. Jak Mieczysław Kalenik, który był przystojny, a Aleksander Ford potrzebował takiego aktora do „Krzyżaków”. Po premierze nastąpiło to, co nieuchronne: aktor pauzował przez pięć lat, bo za bardzo się kojarzył ze Zbyszkiem z Bogdańca. Z kolei Jerzy Zelnik, którego pamiętamy głównie z „Faraona”, nie wstydził się nagości. „Zelnik rozebrany i ubrany wyglądał dokładnie tak samo”, wspominał Jerzy Kawalerowicz. Zdarzało się, że aktor doskonale wyrażał postać charakterystyczną dla jednej jedynej epoki, a kiedy ta przeminęła, stawał się nieaktualny. To przypadek Danuty Szaflarskiej, powstańczej łączniczki Halinki z „Zakazanych piosenek”. Wkrótce po premierze zmienił się ideał kobiety i o Szaflarskiej zapomniano. Dopiero pod koniec życia Szaflarska okazała na powrót cały swój dziewczęcy wdzięk. Zbyszek Cybulski jako aktor żył tak długo, jak długo pamiętano jego rolę w „Popiele i diamencie”. Wszystko porównywano z „Popiołem i diamentem”. Potem już sam nie wiedział, czego od niego chcą. Z każdym rokiem rozumiał wyraźniej, że drugiego Maćka już nie zagra. Tył, markotniał, popijał. Ale są też aktorzy – jak Janusz Gajos – którzy potrafią odkleić się od granego w serialu bohatera.

Co jesteś w stanie zrobić dla pracy?
– W filmie „Miara człowieka” chciałem przyjrzeć się szerokiemu problemowi człowieczeństwa na przykładzie jednostki, która jest ofiarą brutalności pewnego systemu mówi Stéphane Brizé, francuski reżyser, producent, scenarzysta, aktor. – Stworzyłem dość prosty konflikt: bohater traci pracę. Nic wielkiego, każdemu może się zdarzyć. A jednak w społeczeństwie istnieje podział na tych, którzy po takim wydarzeniu potrafią się odnaleźć na rynku pracy, „sprzedając się” na kolejnych rozmowach kwalifikacyjnych, oraz na tych, którzy sobie nie radzą. Mój bohater zalicza się do drugiej grupy i podczas kolejnych upokarzających rozmów kwalifikacyjnych na żywo i przez internet musi przetestować́ własne poczucie godności. Wyszedłem od nurtującego mnie pytania: czy współczesny człowiek jest w stanie zrobić wszystko dla pracy. Dla pracy, która jest pewną konwencją, umową między kimś a kimś.

Qulturalia

SPORT
Nawałka herbu Rudawa
Szkoleniowiec jest jak lekarz albo naukowiec – o rozwój powinien dbać całe życie. I taki jest Adam Nawałka. Kiedy 23 października trener reprezentacji skończy 60 lat, w sprawie awansu biało-czerwonych do finałów piłkarskich mistrzostw świata Rosja 2018 wszystko już będzie jasne. Jego trenerska kariera kwitnie, jednak nie zawsze miał z górki. Jako trener często zmieniał kluby. Wedle zgodnych opinii uzależnienie od futbolu już dawno wywołało u Nawałki nieuleczalną chorobę, zwaną pracoholizmem. W Górniku bywały dni, kiedy przesiadywał w klubie po kilkanaście godzin. Podobny reżim narzuca współpracownikom w reprezentacji. Ukuto powiedzenie, że skoro z nim pracujesz, musisz być jak Tesco – dostępny 24 godziny na dobę. Jego asystenci żyją na walizkach. Wciąż gdzieś jeżdżą, obserwują, analizują, rozmawiają z zawodnikami, a na koniec każdy musi osobiście zdać szefowi relację z tego, co zrobił. Zresztą selekcjonera też wszędzie pełno. Nikt sobie nie przypomina, by jakikolwiek poprzedni sztab reprezentacji tak intensywnie pracował. Taki styl to u Nawałki nic nowego. Jako piłkarz też nigdy nie miał dość.

NAUKA
Wsiąść do pojazdu byle jakiego
Pierwszą turystką kosmiczną miała zostać amerykańska nauczycielka Christa McAuliffe, która zginęła wraz z siedmioma członkami załogi w katastrofie promu Challenger w 1986 r. (eksplodował 73 sekundy po starcie). Po tym incydencie rząd USA przyjął ustawę zabraniającą lotów w celach nieprofesjonalnych w przestrzeń kosmiczną. W tej sytuacji pałeczkę przejęli Rosjanie. Korzystając z ich możliwości technicznych, najpierw na orbitę polecieli w początkach lat 90. Japończyk i Brytyjka za pieniądze agencji TBS oraz konsorcjum firm brytyjskich, a 10 lat później pierwszy turysta, prawdziwy milioner Dennis Tito, który wydał na lot 20 mln dol. Wszystko to były kilkudniowe wyprawy w pojazdach Sojuz do Międzynarodowej Stacji Kosmicznej. Po Ticie poleciało jeszcze sześciu chętnych. Po pierwszych lotach klientów prywatnych koszt orbitalnej wycieczki zamiast spadać, zaczął rosnąć. Od 2007 r. cena podróży skoczyła z 20 mln dol. do 30-40 mln. Dodatkowo spacer w przestrzeni kosmicznej wyceniono na 3 mln dol. Tymczasem lista kandydatów znacznie się wydłużyła. Według danych ze stycznia 2014 r. jest na niej 680 osób. Jednak program komercyjnej wyprawy w kosmos został okrojony. To już nie kilkudniowy czy tygodniowy pobyt na stacji orbitalnej ISS, która krąży wokół Ziemi, ale kilkugodzinny lot do strefy okołoziemskiej, niewiele ponad 100 km wzwyż, gdzie już przestaje się odczuwać przyciąganie ziemskie, i powrót. Czego zresztą można się spodziewać za „jedyne” 250 tys. dol.?

FELIETONY I KOMENTARZE
Jerzy Domański: Hołd na placu Krasińskich
Bronisław Łagowski: Wojna czy pokój?
Jan Widacki: A głupiemu radość
Roman Kurkiewicz: Tromtadracja Trumpolska
Tomasz Jastrun: Zapaskudzona ojczyzna

Wydanie: 27/2017

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy