W najnowszym (3/2018) numerze Przeglądu polecamy

W najnowszym (3/2018) numerze Przeglądu polecamy

W poniedziałek, 15 stycznia, w kioskach 3. numer tygodnika PRZEGLĄD. Polecamy w nim:

TEMAT Z OKŁADKI
Rekonstrukcja, czyli PiS po nowemu
To nie była nudna wymiana jednego mało znanego ministra i dwóch sekretarzy stanu. To była de facto zmiana rządu. Która rozwścieczyła prawe skrzydło PiS, zwolenników Antoniego Macierewicza i „Gazety Polskiej”. Bo to oni zostali ograni. Prawe skrzydło, najbardziej nieprzejednane, antyeuropejskie, zostało w wyniku rekonstrukcji rozbite. Jednak Morawiecki będzie miał wpływ tylko na część swoich ministrów. Wprawdzie jego pole manewru będzie większe niż Beaty Szydło, ale wciąż ograniczone. Ekipa, którą Morawiecki sobie ułożył, jest twardoprawicowa. Nowy minister zdrowia prof. Łukasz Szumowski podpisał „deklarację wiary”, jest przeciwnikiem obecnej ustawy antyaborcyjnej (bo za łagodna) i in vitro. Szef MSZ Jacek Czaputowicz wcale nie zamierza zatrzymać dotychczasowych czystek kadrowych, tylko chce je kontynuować. Największą sensacją jest zdymisjonowanie Antoniego Macierewicza. Na tę decyzję Kaczyńskiego wpłynąć musiał wyborczy kalendarz. PiS wygrał wybory w roku 2015 m.in. dzięki temu, że schował Macierewicza, a na pierwszy plan wysunął Andrzeja Dudę. Schował jastrzębia, wysunął gołębia. To oczywiste, że w roku 2018, gdy mamy czas wyborów samorządowych, pokusa powtórzenia tamtego manewru jest duża.
A sam Andrzej Duda? Jego również prezes musiał uwzględnić w swej układance. Ludzie Macierewicza mogą opowiadać, że Duda stoi tam, gdzie ZOMO, ale faktem jest, że jest on jednym z najbardziej popularnych w Polsce polityków, że cieszy się najwyższym zaufaniem. No i że Jarosław Kaczyński nie może go odwołać. Beatę Szydło może, sędziów Sądu Najwyższego – również. Jego – nie. Więc trzeba się dogadać. Do głosu zaczyna dochodzić nowe pokolenie polskiej prawicy. Bardziej technokratyczne, lepiej znające świat od poprzedników, lepiej wyglądające, ale przecież równie nieprzejednane w swoich poglądach.

KRAJ
Sezon na dobro
Styczeń z Wielką Orkiestrą Świątecznej Pomocy, grudzień ze Szlachetną Paczką. Polak pomaga! Niestety od wielkiego święta. Wskaźnik dobroczynności, co roku mierzony przez Centrum Badania Opinii Społecznej, od 2013 r. wynosi 64%. To oznacza, że niemal dwie trzecie Polaków przynajmniej raz w roku przekazuje pieniądze na cele dobroczynne. Zupełnie inny obraz wypada jednak, gdy zapytać Polaków o to, czy pomogli komuś w ostatnim miesiącu. Na tak postawione pytanie twierdząco odpowiada już jedynie 27% rodaków. W Polsce pomoc charytatywna – podobnie jak w innych państwach rozwiniętych – to najczęściej właśnie wsparcie finansowe. Zupełnie nierozpowszechnione jest natomiast pomaganie poprzez poświęcenie swojego czasu, pracy lub usług. Taką pomoc deklaruje jedynie 13% Polaków. Niskie zaangażowanie Polaków w działania dobroczynne może częściowo wyjaśniać brak kultury wolontariatu, rozpowszechnionej w krajach Europy Zachodniej, a przede wszystkim w Stanach Zjednoczonych. Innym wyjaśnieniem jest fakt, że Polacy (a przede wszystkim Polki) pełnią szereg funkcji opiekuńczych, którymi w wielu krajach zajmuje się państwo, jak opieka nad wnukami czy rodzicami. W ogóle kraje Europy Środkowo-Wschodniej mniej chętnie od Europy Zachodniej angażują się we wszystkie działania społeczne. Polska znajduje się niestety w czołówce niepomagających. Bardziej bierne społecznie są tylko cztery kraje: Rosja, Ukraina, Rumunia i Serbia.

Z kaszëbsczim w świat
W trakcie roku szkolnego w województwie pomorskim zmniejszono subwencję dla szkół, które prowadzą nauczanie języka mniejszości lub języka regionalnego w systemie dodatkowym. Wprawdzie zwiększono subwencję dla szkół z nauczaniem w języku mniejszości narodowej, etnicznej lub w języku regionalnym oraz dla szkół, w których zajęcia prowadzone są w dwóch językach: w języku polskim i języku mniejszości narodowej czy etnicznej lub w języku regionalnym, jednak na Kaszubach takich szkół nie ma. Działa tylko jedna placówka dwujęzyczna, i jest to szkoła prywatna. Gros uczniów na Kaszubach, ok. 20 tys., uczy się kaszubskiego w niewielkich szkołach samorządowych, w systemie z dodatkową nauką języka, trzy godziny tygodniowo. Właśnie tej licznej grupie finansowanie obcięto. W liście do minister edukacji narodowej Anny Zalewskiej prof. Edmund Wittbrodt, prezes Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego, napisał: „Ograniczenie finansowania nauczania języka regionalnego w małych szkołach, a do tego w praktyce prowadzą proponowane zmiany, odebrane będzie jako działanie państwa wymierzone w szkoły wiejskie i osłabienie szans na przetrwanie jedynego języka regionalnego w Polsce oraz dziedzictwa kulturowego z nim związanego”.

WYWIAD
Córa marnotrawna
– W mediach pisze się o mnie: feministka, lewaczka, ateistka, lesbijka, Żydówa, masonka, dziwka. Wszystko mi jedno – mówi Renata Dancewicz, aktorka. – Postawa obywatelska, jednoznaczna, jest dla mnie ważniejsza niż aktorstwo. Moje zaangażowanie w politykę jest ważne. Zgadzam się, że rasowy, prawdziwy aktor nie powinien się kojarzyć z jakąś konkretną opcją polityczną. Powinien być na tyle nieokreślony i uniwersalny, żeby wypadał dobrze w każdej roli. Ja jednak, w tym momencie mojego życia, bardziej niż aktorką jestem obywatelem. Pojęcia takie jak równość czy sprawiedliwość społeczna są dla mnie istotne. Cierpnę na samą myśl o hipokryzji, klerykalizmie całej klasy politycznej. Że politycy tak bardzo się lukrują, boją się przyznać do jakiejkolwiek słabości czy powiedzieć, że ojciec Rydzyk jest PR-owcem i oszustem. Uważam, że czasy mamy takie, że trzeba odważnie upominać się o swoje prawa. Ja nie zamierzam milczeć. I w nosie mam to, że mogę stracić jakąś fajną serialową rolę w telewizji państwowej. Chodzę na manifestacje, głośno krytykuję rządzącą kastę polityczną, walczę, jak potrafię – o siebie, moją rodzinę, o przyszłość mojego syna.

Rozmowa z książki Łukasza Maciejewskiego „Aktorki. Odkrycia”, Znak Literanova

ZAGRANICA
Zdrowa Kanada
Kanadyjski system opieki zdrowotnej jest zdroworozsądkową, zbilansowaną mieszanką publicznych, darmowych usług i sektora prywatnego. Każdy obywatel ma zagwarantowany dostęp do tzw. medycznie niezbędnych procedur lekarskich i szpitalnych. Korzystanie z usług lekarzy pierwszego kontaktu oraz pracujących w szpitalach specjalistów, gdy stan pacjenta tego wymaga, jest dla Kanadyjczyków darmowe. Dumą kanadyjskiego systemu są zwłaszcza lekarze pierwszego kontaktu. W całym kraju mającym nieco ponad 35 mln mieszkańców lekarzy rodzinnych jest ponad 35 tys., co stanowi przeszło połowę wszystkich zarejestrowanych i praktykujących ten zawód. Poza segmentem opłacanym przez państwo znajdują się m.in. wizyty u okulisty czy stomatologa. Duże wydatki na koszyk świadczeń gwarantowanych powodują, że bardzo mało pieniędzy zostaje na refundację leków. W efekcie zdecydowana większość specjalistycznych środków jest sprzedawana po cenach rynkowych. Niektóre regiony narzekają również na przestarzały sprzęt medyczny i braki lokalowe. Problemem – na miarę Kanady – jest czas oczekiwania na wizytę. W ubiegłym roku kanadyjski pacjent musiał czekać średnio ponad 21 tygodni na wizytę u specjalisty, do którego skierował go lekarz pierwszego kontaktu. Zabieg neurologiczny to 33 tygodnie czekania, ortopedyczny – 41 tygodni.

Separatyści z wyspy Napoleona
Czy Korsyka stanie się drugą Katalonią? Francuską kolonią została w 1786 r. Dla wielu Korsykan Francja jest nie tylko symbolem ucisku, który tłamsi tamtejszą kulturę, zwyczaje czy język, ale jest także winna poważnych zaniedbań. Mieszkańcy Korsyki uważają, że Paryż niewystarczająco dbał o ich wyspę. Przez lata nie inwestowano w infrastrukturę, nie rozwiązywano problemów gospodarczych. Korsykanie sfrustrowani dekadami bezrobocia oraz utrzymującą się przestępczością kryminalną postanowili oddać stery władzy miejscowym nacjonalistom. Korsykański nacjonalizm ujawnił się po I wojnie światowej, ale na sile przybrał w połowie lat 70. XX w. Europą zachodnią wstrząsały wówczas nieudane próby obalenia starego porządku z pomocą terroryzmu, a nawet walk partyzanckich. Jednak główną przeszkodą w dążeniu do niepodległości jest silne uzależnienie gospodarcze wyspy od kontynentu. W odróżnieniu od zamożnej Katalonii, która stanowi jedną piątą hiszpańskiej gospodarki i mogłaby być samowystarczalna, Korsyka to zaledwie 0,4% francuskiej gospodarki, wyższe niż na kontynencie bezrobocie i większe ubóstwo. Pod względem ekonomicznym odłączenie się Korsyki od Francji nie jest opłacalne. Na razie radykalni separatyści i umiarkowani zwolennicy autonomii zgodzili się odłożyć sprawę niepodległości wyspy przynajmniej do 2027 r.

Lüderitz – małe Niemcy w Afryce
Domy w namibijskim Lüderitz przypominają stylem architekturę Dolnego Śląska. Duże zadbane kamienice i domy wyglądające, jakby ktoś je postawił wczoraj, każdy z obowiązkową datą ukończenia budowy – 1904, 1907, 1914… Na nich przyczepione tabliczki z nazwami ulic: Bismarckstrasse, Bahnhofstrasse. To pamiątka niemieckiej kolonii. Teraz Niemców jest tu niewielu, może 90 osób, może nawet mniej. – To miasto dawniej tętniło życiem, dziś jest ciche i spokojne, a młodzi szukają rozrywki, zabawy, lepszej pracy. Wyjeżdżają, zakładają rodziny, ale już nie wracają – mówi jedna z ostatnich niemieckich mieszkanek Elma. – Niegdyś to było białe miasto, a teraz my jesteśmy na wymarciu, a rząd sprowadza ludzi z plemienia Owambo z północy, nawet Burów jest więcej niż nas, z tym że oni mieszkają na farmach lub pracują przy diamentach.
– Przyjeżdżają czarni; przyłączyli ich osiedla do miasta, to i wydaje się, że jest więcej mieszkańców. Już teraz to ich miasto, a my jak te dinozaury na wymarciu – dodaje druga mieszkanka.

Fragment książki Wojciecha Rogali „Witamy w białej Afryce. Podróż przez Namibię”. Wydawnictwo Muza

HISTORIA
Reinhard Gehlen – od generała Hitlera do amerykańskiego szpiega
Nazistowski generał Reinhard Gehlen, jeden z architektów operacji Barbarossa – ataku III Rzeszy na ZSRR 22 czerwca 1941 r., następnie szef Wydziału Obce Armie Wschód w Sztabie Generalnym niemieckich wojsk lądowych, jednostki, która zajmowała się działalnością wywiadowczą na froncie wschodnim, po wojnie okazał się cennym współpracownikiem amerykańskiego wywiadu. Zabezpieczone przez niego archiwa miały stanowić mocną kartę przetargową, gwarantującą nietykalność i zatrudnienie u Amerykanów. W maju 1949 r. kierownictwo CIA zawarło poufne porozumienie w sprawie służb Gehlena. Były nazista otrzymał zapewnienie, że jego ludzie będą tworzyć coś w rodzaju niemieckiej organizacji wywiadowczej. W 1956 r. Gehlen Org, jak nazywano zorganizowaną przez niego służbę, oficjalnie stała się zachodnioniemiecką Federalną Służbą Wywiadowczą (Bundesnachrichtendienst – BND), a Reinhard Gehlen został pierwszym jej szefem. Na tym stanowisku pozostał aż do 1968 r. Jego nazwisko łączy się z zagadkowymi wydarzeniami w pierwszym powojennym 20-leciu: zabójstwem gen. Świerczewskiego, śmiercią Patrice’a Lumumby, miał także być pośrednio powiązany z międzynarodowym spiskiem, który doprowadził do zabójstwa prezydenta Kennedy’ego.

OPINIE
Meandry unijnej polityki energetycznej
Po raz pierwszy w dotychczasowej działalności PE grupa polityczna na ostatnim etapie procedowania, tj. przed głosowaniem na sesji, odmówiła sprawozdawcy politycznego zaufania. Chodzi o grupę S&D i prof. Adama Gierka, eurodeputowanego Unii Pracy. Prof. Gierek był sprawozdawcą zmiany unijnej dyrektywy 2012/27/UE w sprawie efektywności energetycznej. Jego poglądy okazały się niewygodne dla niektórych wiodących państw członkowskich, co znalazło m.in. wyraz polityczny w brutalnym ataku na niego. Prof. Gierek uważa, że założenia Komisji Europejskiej są niewłaściwe. Już na początku jest tam przekłamanie terminologiczne, gdyż dotyczą one „obowiązku oszczędności energii”, a nie samej efektywności. To prawda, że wzrost efektywności energetycznej prowadzi do oszczędności, ale oszczędności (rynkowe) nie zawsze prowadzą do wzrostu efektywności w ujęciu technicznym. W swoich zamiarach KE poszła po linii najmniejszego oporu i chce uzyskać od państw członkowskich wiążące zobowiązania dotyczące poważnego ograniczenia dostaw energii na rynek, a nie realnej efektywności, która pozwala z tej samej ilości energii nieodnawialnej uzyskać większą ilość energii finalnej. To nie konsumpcja energii finalnej powinna być limitowana, lecz głównie konsumpcja energii pierwotnej. Każdy kraj członkowski powinien mieć własny, państwowy system PEF, tj. system przeliczania energii pierwotnej na finalną i odwrotnie.

KULTURA
Perły i plewy 2017
Co z naszego rocznego dorobku utkwiło w pamięci ludzi obcujących z kulturą na co dzień, co wydawało się perłą, a co plewą? Funkcjonowanie, repertuar, atrakcyjność i wysoki poziom artystyczny Polonii i Och-Teatru prowadzonych przez Krystynę Jandę. Sukces koncepcyjny, repertuarowy i kadrowy Polskiego Baletu Narodowego zalicza do pereł Sławomir Pietras, były dyrektor teatrów operowych. A do plew – impas w poszukiwaniu i wyłanianiu kandydatów na stanowiska dyrektorów teatrów, oper i filharmonii. Dla Michała Walczaka, współtwórcy kabaretu Pożar w Burdelu pozytywem artystycznym jest Pablopavo, jego piosenki i zbiór opowiadań „Mikrotyki”, negatywem – destrukcja polskich teatrów, np. Teatru Polskiego we Wrocławiu, i osłabienie Starego Teatru w Krakowie. Europosłankę Krystynę Łybacką martwi największy w Europie „marsz faszystowski” i jego odbiór za granicą. Andrzeja Pągowskiego, artystę grafika, autora plakatów cieszą kolejki przy stoiskach z książkami na targach, takie jak za PRL, co oznacza, że wbrew narzekaniom ludzie nie przestali czytać. Ale równocześnie w roku 2017 kultura znalazła się w niebezpieczeństwie. Choćby przejęcie Muzeum II Wojny Światowej. Monice Małkowskiej, krytyczce sztuki odpowiada program Narodowej Galerii Sztuki Zachęta, która sięga po wystawy polskich artystów współczesnych z dużym i wartościowym dorobkiem. Z kolei piosenkarka i autorka Joanna Rawik jest zadziwiona marzeniem Mateusza Morawieckiego o zburzeniu Pałacu Kultury i Nauki.

Suweren pisze wiersze
Wprawdzie Polacy mało czytają, ale za to bardzo dużo piszą. I to wierszem! Każdego roku ukazuje się kilkaset tomików poetyckich, które rzadko kto zauważa. Krytyka literacka pomija je milczeniem. Nakład – kilkaset sztuk wydawanych w maleńkich oficynach za pieniądze własne autorów, dotacje samorządowe lub prywatne. W sensie literackim to w 90% makulatura. Pełno tu drgających strun, kwietnych łąk, namiętnych szeptów. Wiodącym tematem oddolnej poezji są drgnienia duszy, głównie miłość. Szeroką strugą płynie zapis doznań erotycznych. Czasem dość specyficznych. „Dzikie orgie na laptopie, / Tego nie ma przy kobiecie / Całą dobę seks na topie, / Może znaleźć w Internecie”. Często autorzy pochylają się nad marginesem. Jeden z nich np. z łatwością wczuwa się w tok myślenia bezdomnego: „Od roboty już odwykłem / Do procentów zaś przywykłem. / Ciągle same tylko plany, / A realnie żadnej zmiany. / No to chłopie już po balu, / Chyba pójdę do socjalu. / Może trochę głupio było / Lecz Schronisko przytuliło”.

Serial wymierzony w Donalda Trumpa
– Ani ja, ani moja żona Anna Paquin, nigdy nie byliśmy mocno zaangażowani politycznie – mówi Stephen Moyer, aktor brytyjski, którego możemy oglądać w serialu „The Gifted: Naznaczeni”. Serial powstał na kanwie komiksów o X-Menach, czyli jednych z najbardziej zaangażowanych społecznie i politycznie dzieł w historii amerykańskiej popkultury.– Żyliśmy spokojnie w domu na przedmieściach. Rok 2017 przewrócił naszą codzienność do góry nogami. Byliśmy na trzech marszach, wyrażając poparcie dla uciskanych. Kiedy sąsiedzi mówili: „To przecież nie wasza sprawa, po co chodzicie na protesty przeciwko ustawie Trumpa o zakazie wjazdu niektórych narodowości do USA?”, jeszcze bardziej upewnialiśmy się, że musimy tam być. Świat nie powinien działać tak, że z niesprawiedliwością walczą tylko ci, którzy jej doświadczają, ale wszyscy. X-Meni, czyli żyjący wśród ludzi mutanci, którzy ukrywali swoje supermoce z obawy przed reakcją otoczenia, stali się w latach 70. alegorią wszelkich mniejszości.

Qulturalia

SPORT
Jak Stoch przeskoczył Lewandowskiego
Wieczorem 6 stycznia okazało się, że 83. plebiscyt „Przeglądu Sportowego” na najlepszego sportowca 2017 r. wygrał Kamil Stoch (85 933 głosy). Wyprzedził futbolistę Roberta Lewandowskiego (83 017) oraz młociarkę Anitę Włodarczyk (71 720). Wystarczyło, że Stoch 30 grudnia, a potem 1, 4 i 6 stycznia wygrał konkursy i cały Turniej Czterech Skoczni, by poszły w niepamięć inne wydarzenia z 2017 r. Nie wolno przecież zapomnieć, że był to niezwykle udany rok dla polskich piłkarzy. Biało-czerwona reprezentacja skupiona wokół Roberta Lewandowskiego awansowała z pierwszego miejsca w grupie na mistrzostwa świata w Rosji, a w rankingu FIFA zakończyła rok na siódmej pozycji. Jednak w plebiscycie piłkarze obeszli się smakiem. Nagrody obok Kamila Stocha odebrała drużyna skoczków narciarskich i jej trener Stefan Horngacher. Głosowanie byłoby bardziej obiektywne, gdyby kończyć je 31 grudnia o północy, i ani minuty później.

NAUKA
Sorzycha, drzewo chrzanowe, smocze owoce – co będziemy jedli za 30 lat
Zaledwie cztery rośliny: pszenica, ryż, kukurydza i soja pozwalają wykarmić dwie trzecie ludzkości. A niedługo będą musiały wykarmić znacznie więcej, bo za 30 lat ma nas być prawie 10 mld. O ile Zielona Rewolucja była wielkim procesem unifikacji upraw, o tyle teraz trzeba zrobić coś dokładnie odwrotnego i rozprzestrzenić więcej gatunków. Na świecie uprawia się kilka tysięcy roślin, które występują głównie lokalnie. Wiele z nich przetrwało na niewielkich obszarach, głównie w ogródkach przydomowych i ma unikalne właściwości. Na przykład sorzycha ziemna, która rośnie na obrzeżach Sahary i znosi piekielny klimat Sahelu. Wykorzystanie współczesnej wiedzy dotyczącej rolnictwa oraz genetyki pozwoliło stworzyć hybrydy, które mogą rosnąć niemal w całej Afryce, Indiach, Ameryce Łacińskiej oraz w basenie Morza Śródziemnego. Dalsze modyfikacje mogą pozwolić na zwiększenie jej odporności, a także kaloryczności. Podobnych roślin jest na świecie znacznie więcej.

OBSERWACJE
Zatańczyć z Amazonką
111 dni wyprawy: początek 17 maja 2015 r. z plaży León Dormido nad Pacyfikiem w Peru, koniec 4 września 2015 r. na wyspie Mosqueiro w stanie Pará w Brazylii. Po drodze: 11 dni jazdy rowerem – 680 km, 81 dni płynięcia kanoe (5878 km) i 1 dzień biegu (80 km) – tak się prezentuje w liczbach wyprawa dziennikarza Marcina Gienieczki, który zrealizował swój plan przepłynięcia Amazonki w kanoe. Do tej pory tylko 12 osobom udało się przepłynąć cały system rzeczny Amazonki. Nikt nie dokonał tego w kanoe. Była to bardzo niebezpieczna wyprawa – z jednej strony z powodu wartkiego nurty największej rzeki świata, z drugiej z powodu handlu narkotykami uprawianymi w dżungli i nieprzyjaznego białym nastawienia wojowniczych plemion indiańskich.

FELIETONY I KOMENTARZE
Jerzy Domański: Maskarada na wybory
Jan Widacki: Odetchnijmy od polityki. Akurat
Roman Kurkiewicz: Polityka bonmociarstwowa
Tomasz Jastrun: Tyrania większości
Edward Mikołajczyk: W Polsce należy siedzieć cicho
Agnieszka Wolny-Hamkało: Turbo kot

Wydanie: 3/2018

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy