W najnowszym (3/2019) numerze Przeglądu polecamy

W najnowszym (3/2019) numerze Przeglądu polecamy

W poniedziałek 14 stycznia w kioskach 3 numer tygodnika PRZEGLĄD. Polecamy w nim:

TEMAT Z OKŁADKI
Polak – bardzo nieufny i równie łatwowierny
Choć manipulatorzy i naciągacze najczęściej polują na dobra materialne, sektor finansowy nie jest jedynym, w którym oszuści znajdują ofiary. W internecie roi się od naciągactwa wszelkiej maści i kalibru: od sesji leczenia specjalnymi kulkami za kilkaset złotych po „nowatorskie” metody nauki języka obcego w trzy miesiące. Według portalu Na Temat liczba działających w Polsce uzdrowicieli, znachorów i szamanów może sięgać nawet 100 tys. Wydaje się, że właśnie wiara w cuda i zjawiska mało prawdopodobne łączy ofiary znachorów i telemarketerów wciskających ludziom „okazyjne oferty”. Znamienne, że powodzenie jednych i drugich idzie w parze z niskim zaufaniem do innych, deklarowanym przez prawie dwie trzecie Polaków, a przy tym z wysokim odsetkiem wierzących w przesądy.

KRAJ
Tak czy owak, zawsze Roman (Giertych)
Łajał PiS. Celnie i boleśnie. Na tle niedojdowatej Platformy błyszczał. Już zresztą zapowiedział, że w wyborach 2019 najprawdopodobniej będzie startował jako kandydat niezależny (choć popierany przez PO) do Senatu. Zaczęto też przebąkiwać, że będzie kandydatem do objęcia resortu sprawiedliwości. On nie zaprzeczał. Otrzepał się z niedawnej przeszłości i jakby nigdy nic ruszył do boju. W ten sposób, jako człowiek dla Platformy użyteczny, adwokat Tuska, antypisowy komentator, zaczął się dorabiać własnej pozycji. Wystarczy się zderzyć z Jarosławem Kaczyńskim, by wszystkie grzechy zostały wybaczone, przeszłość wybielona, by awansować do grona mędrców.

Syn ma pierwszeństwo
Według „Faktu” jeden z synów Bogdana Sakowicza, wiceszefa CBA, w 2017 r. dostał pracę w Podlaskim Oddziale Straży Granicznej po znajomości. Co więcej, jak twierdzą nasze wiewiórki, po powrocie z kursu podoficerskiego czeka na chłopaka ciepła posadka. Dosłownie ciepła. Zamiast bowiem w deszcz, śnieg czy burzę łapać przekraczających nielegalnie wschodnią granicę jakichś islamistów czy Wietnamczyków, Marceli S. ma dostać biurko w Wydziale Kadr i Szkolenia w Podlaskim Oddziale SG. Gdyby okazało się to prawdą, jego przypadek nabierze wielce symbolicznej wymowy.

Rozmawiający z drożdżami
Łukasz mówi o drożdżach jak o współpracownikach. I wierzy, że – odpłacając mu za jego czułość – również tym razem go nie zawiodą, a za cztery tygodnie będzie można rozlać do beczek i butelek kolejne piwo Sauria. Bardzo dobre, może nawet genialne. Jasne, chmielone amerykańskim chmielem, o cytrusowych nutach i lekkie – 3% zawartości alkoholu. I że znowu na wieść o tym, że gotowa jest kolejna Sauria, która tego i tego dnia w tym i tym pubie lub multitapie będzie „na kranie”, przybędą stęsknieni amatorzy tego trunku.

KULTURA
Perły i plewy 2018
Ostatni rok w polskiej kulturze był ciekawy. Z jednej strony, mieliśmy wielkie międzynarodowe sukcesy polskich twórców, takich jak Olga Tokarczuk czy Paweł Pawlikowski, z drugiej – bezprzykładne niszczenie instytucji, zespołów i inicjatyw kulturalnych przez… Ministerstwo Kultury. Nie wykorzystano też kulturalnego potencjału wydarzenia, jakim było stulecie niepodległości. Zapytaliśmy ekspertów i ludzi obcujących z kulturą na co dzień, co z naszego rocznego dorobku utkwiło im w pamięci, co się wydawało perłą, a co plewą.

Prawdziwy pożar w burdelu
– Serial „Znaki” nie musi się ścigać z produkcjami Polsatu czy TVN, w których stawia się na twarze spoglądające na nas nieustannie z okładek żurnali. Tam się ogląda celebrytów, a nie historię, która jest esencją. Dla mnie tam, gdzie zaczyna się celebryctwo, kończą się sztuka i aktorstwo. W „Watasze” czy w „Znakach” znane twarze nikogo nie udają, a przestępcy nie wciągają ze szklanego stołu kokainy, tylko robią takie polskie marne interesy. W tym jest nasz skarb, że nie udajemy Hollywoodu, tylko stawiamy na lokalność – przekonuje aktor Andrzej Konopka, współzałożyciel kabaretu Pożar w Burdelu.

Qulturalia

ZAGRANICA
Prawica, królowa internetu
Jak widać na przykładach z Hiszpanii, Węgier, Włoch czy Polski, prawica w europejskim internecie króluje niepodzielnie. Dużo w tym winy europejskich liberałów, którzy rozwój mediów społecznościowych zwyczajnie przespali. Podczas gdy w USA Barack Obama już w 2008 r. opierał kampanię na platformach internetowych i płynących z nich danych, na Starym Kontynencie wiele centrowych i lewicowych partii do dziś nie umie skutecznie zbudować wizerunku w sieci. W tej chwili strata do prawicy zdaje się tak duża, że trudno sobie wyobrazić jej nadrobienie.

Szwabski szeryf
W Tybindze i Szwabii ludzie go kochają, w jego prowokacjach dostrzegają zaś wyłącznie odwagę i prostolinijność. W oczach wielu Boris Palmer już teraz uchodzi za naturalnego sukcesora Winfrieda Kretschmanna, pierwszego premiera Badenii-Wirtembergii z ramienia Die Grünen. Choć czasem można odnieść wrażenie, że 46-letni polityk wzoruje się nie na Kretschmannie, tylko na populiście z Białego Domu. Chętnie atakuje ludzi, antagonizuje i podobnie jak Donald Trump czuje się niezrozumiany, po czym objaśnia swoje intencje w mediach społecznościowych.

Bałkański Disneyland
Kiedy w 2010 r. ogłoszono wielką modernizację stolicy Macedonii, zapewne w niejednym skopijskim domu zapanowała radość. Kto by nie chciał mieszkać w zadbanym i atrakcyjnym mieście? Koszty miały się zmieścić w kwocie 80 mln euro, jednak do 2018 r. na urbanistyczny miszmasz przeznaczono ponad 630 mln euro. Większość kontraktów na kuriozalne inwestycje wygrała firma budowlana o swojsko brzmiącej nazwie Beton. Zwraca uwagę m.in. kilka wielkich statków pirackich tkwiących na mieliźnie rzeki Wardar. W szalonej wizji artystycznej nieistotne było, że kraj nie ma dostępu do morza.

OPINIE
Polska ciasnota
Peerelowska ciasnota i brzydota mieszkań jako degradacja po II RP, w której żyło się pięknie i przestrzennie, to zadziwiająco trwały mit historyczny – pisze Jarosław Górski. Przypomina, że w międzywojniu lokatorzy umieli wstawić do niewielkich pokoi nawet 10 łóżek, a właściciele warszawskich sklepów i składów towarów wynajmowali przyjeżdżającym z prowincji studentom za kilka złotych kąt w magazynie, wprost na skrzyniach z towarem. Łódzkie robotnice i robotnicy wynajmowali piwnice i miejsca w halach fabryk zamkniętych z powodu bankructwa, gdzie układali sienniki bezpośrednio na posadzce.

Przeceniony Harari
Ewa Nowakowska ma dwie rady dla polityków lewicowej opozycji: niech poproszą mądrzejszych od siebie o wsparcie intelektualne i więcej czytają, a mniej mówią. – A gdy mówicie, niech każda wypowiedź niesie w sobie przesłanie: zwięzłe, na ważny temat, nacechowane szacunkiem dla potencjalnych wyborców. Obiecanki cacanki zostawcie rządzącym – i tak ich w tym nie prześcigniecie. Jest taka stara zasada: lepiej mniej, za to lepiej!

ZDROWIE
Skąd w nas ten głód?
– Najbardziej szkodliwe drogowskazy dla osób z zaburzeniami odżywiania, dietujących i przejadających się, dotyczą podziału produktów na te, które „tuczą”, i te, które „nie tuczą” – mówi dr Anna Januszewicz, psychodietetyczka. – Na przykład kubeczek jogurtu, który zawiera 100-150 kalorii, nie tuczy albo wręcz odchudza; ważne, że to jogurt, czyli coś, co kojarzy się z dietą. Z kolei śmietankowy lód na patyku – także zawiera 100-150 kalorii – już rzekomo tuczy. Łyżeczka cukru w herbacie też bywa problemem, choć zjadamy dziennie, powiedzmy, kilogram jabłek zawierający fruktozę, czyli również cukier.

OBSERWACJE
Dziewięć metrów pod śniegiem
Tatrzańskie lawiny zabijają. Zazwyczaj ginie się w nich z uduszenia. 25% przypadków to jednak śmierć na skutek urazów odniesionych w trakcie spadania, co wynika z rzeźby terenu. – Nawet niewielkie lawiny, z małą ilością śniegu, stanowią duże zagrożenie – tłumaczy Marcin Józefowicz, ratownik TOPR. – Tatrzańskie lawiny, żeby zabić człowieka, nie muszą go zasypać, wystarczy, że strącą go w przepaść lub w bardzo skalisty teren. Są, mówiąc brutalnie, jak maszynki do mięsa, schodząc wąskimi, skalistymi żlebami, dosłownie mielą swoją ofiarę.

Fragmenty książki Beaty Sabały-Zielińskiej „TOPR. Żeby inni mogli przeżyć”

Bigos (nie tylko) sportowy
Wypiliśmy prawie duszkiem, a biskup Głódź wyciągnął rękę z pustą szklanką, dając wzrokiem do zrozumienia, żebym powtórzył. Nalałem więcej niż za pierwszym razem i szybko wypiliśmy pod hasłem „do dna”. – O Boże, ratuj – pomyślałem – połówka w 30 sekund. – Zakąska? – spytałem. Biskup na to: – Szkoda czasu, idziemy, a kiedy awans? Odpowiedziałem, że pewnie za rok. – O, to dobrze, bardzo dobrze, takich pułkowników nam trzeba!

Opowiastki i anegdoty ludzi sportu, Andrzeja LewandowskiegoAndrzeja Pstrokońskiego

FELIETONY I KOMENTARZE
Jerzy Domański: Kadry mierne, ale wierne
Bronisław Łagowski: Wysłuchać przyjaciół
Jan Widacki: Świętość odpowiedzią na pedofilię?
Roman Kurkiewicz: Trzeba zabić tych pieszych
Tomasz Jastrun: Jak prezydent już nie trzyma się Dudy
Ludwik Stomma: Jeszcze o pomnikach
Edward Mikołajczyk: Nowe ceny w obrocie słowami

Wydanie: 3/2019

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy