W 40. numerze „Przeglądu” polecamy

W 40. numerze „Przeglądu” polecamy

TEMAT Z OKŁADKI
Baran wchodzi, baran wychodzi
Umasowienie studiów spowodowało na wielu wydziałach – zarówno uczelni publicznych, jak i niepublicznych – obniżenie poziomu nauczania. Na studia zaczęły trafiać osoby zupełnie niezainteresowane danym kierunkiem lub takie, które wcale nie chciały studiować. Dlaczego więc znalazły się w murach uczelni? Nie miały na siebie innego pomysłu, chciały opóźnić wejście w dorosłość, poszły na studia, bo tak zrobili znajomi albo nalegali rodzice. Przypadkowi studenci nawet nie próbują ukryć braku zainteresowania. Na wykładach śpią lub grają w gry komputerowe, a na ćwiczeniach milczą. Na uczelni ma być lekko, łatwo i przyjemnie. Bo papierek przecież się należy. Studenci doskonale wyczuwają, że nikt przytomny ich ze studiów nie wyrzuci. Chroni ich system. Wiedzą, że uczelnie muszą dostosować poziom nauczania do możliwości (i chęci) studentów, których dostają do kształcenia. „Wprawdzie i dawniej bywało, że prości ludzie masowo szli na studia. Ale wtedy kazało im się czytać 50 stron dziennie i robiło ze dwa porządne egzaminy. Dziś tego nie ma. Baranem wchodzisz, baranem wychodzisz”, ocenia prof. Jan Hartman z Uniwersytetu Jagiellońskiego.

WYWIAD
Bajki o równości szans
– Kapitalizm to maszyna do konstruowania nierówności – mówi filozof dr hab. Michał Kozłowski. – Równość szans jest podporządkowana zasadom konkurencji. Równość szans to tyle, co prawo do uczestnictwa w grze nierówności na pewnych zasadach uznanych za prawomocne i sprawiedliwe. Równość szans nie jest po to, aby wszyscy na metę przybiegli jednocześnie, ale po to, aby określić reguły walki o jak najlepsze miejsce w hierarchii. Równe szanse na początku wyścigu są po to, aby „wygrali najlepsi”. Jesteśmy społeczeństwem bardzo nieegalitarnym. Wyróżniamy się szczególną brutalnością w stosunkach pracy. To swoista wojna pracodawców z pracownikami. Imperatyw konkurowania z innymi dotyczy już większości pracowników najemnych. Poziom gniewu i frustracji oraz podatność na mity i nacjonalistyczne poglądy wiążą się z brutalnymi stosunkami w miejscu pracy.

Czego w Unii się boją, a co lekceważą?
– W Unii możemy zaobserwować brak spójności czy jedności wobec spraw nadzwyczajnych. Taką sprawą jest np. problem uchodźców. Tu istnieją różnice zdań, związane z sytuacją wewnętrzną poszczególnych krajów. Toczy się także debata nad tym, jak wyjść z trudności gospodarczych, których doświadcza spora część krajów – wyjaśnia dr hab. Marek Grela, dyplomata, ekonomista, były wiceminister spraw zagranicznych. – Odnawiający się podział na Wschód i Zachód jest niebezpieczny, bo rozbija jedność europejską. Europa może się podzielić, bo nie wszyscy pojadą z tą samą szybkością. W Europie nie trzeba kontrrewolucji, ale więcej zimnej krwi i gotowości do porozumienia. Rządy narodowe lubią zasłaniać się Komisją Europejską. Jak jest dobrze – to zasługa rządów. Jak źle – to Bruksela. Pożywką dla populizmu jest niepokój społeczeństw o ich bezpieczeństwo – fizyczne, granic i ekonomiczne.

Jest zapotrzebowanie na śląskość
– Śląskość to dla mnie mieszanina wpływów polskich, niemieckich, czeskich i trochę żydowskich. Bez żadnego z tych elementów nie byłoby dzisiejszej śląskości. Mam szacunek do wszystkich tych nacji, są dla mnie jednakowo ważne, ale nie jestem członkiem żadnej z nich – deklaruje Pejter Długosz – Ślązak z Kotorza Małego pod Opolem, działacz społeczny. – Ślązaków jest dwa razy więcej niż członków wszystkich mniejszości razem wziętych. Polska byłaby pierwszym państwem, które nadało Ślązakom jakiekolwiek prawa. A gdyby 20 lat temu zaakceptowała mniejszość narodowości śląskiej, pewnie tych deklaracji byłaby jedna czwarta. To, że jestem Ślązakiem, nie było powodem do zaangażowania się w cokolwiek, dopóki ktoś mi nie powiedział, że nim nie jestem – zwraca uwagę. – Dużo się dzieje w obszarze języka śląskiego. Jest kilka form zapisu, utworzonych bodaj w ostatnich 15 latach. Działa tzw. komisja kodyfikacyjna, powstaje Rada Języka Śląskiego. Stworzono zapis unifikacyjny, tzw. ślabikorz, zwieńczony wydaniem elementarza po śląsku, czyli również ślabikorza.
Śląski został oficjalnym językiem Facebooka.

Strony: 1 2 3

Wydanie: 40/2016

Kategorie: Kraj

Komentarze

  1. Radoslaw
    Radoslaw 2 października, 2016, 19:38

    „Wprawdzie i dawniej bywało, że prości ludzie masowo szli na studia. Ale wtedy kazało im się czytać 50 stron dziennie i robiło ze dwa porządne egzaminy. Dziś tego nie ma. Baranem wchodzisz, baranem wychodzisz”
    I dlatego ci „prosci ludzie” nadrabiali ciezka praca swoje poczatkowe braki – albo wylatywali z uczelni po I semestrze. Byly poprawki, przedluzenia sesji, zaliczenia warunkowe itp. furtki – ale koniec koncow nawet na marna trojczyne trzeba bylo sie dobrze napocic. Dlatego wyzsze wyksztalcenie uzyskiwalo za PRL „tylko” jakies 10-20% populacji, za to jego jakosc bila na glowe obecne.
    A zaczynalo sie od tego, ze prawie wszedzie trzeba bylo zdac egzamin wstepny. Nawet jesli na niektorych wydzialach bylo mniej kandydatow niz miejsc, to kompletnego dyletanta sie nie przyjmowalo.

    Odpowiedz na ten komentarz

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy