W najnowszym (41/2017) numerze Przeglądu polecamy

W najnowszym (41/2017) numerze Przeglądu polecamy

Overview

W poniedziałek, 9 października, w kioskach 41. numer tygodnika PRZEGLĄD. Polecamy w nim:

TEMAT Z OKŁADKI
Głodują, by leczyć
Nie możemy patrzeć, jak nasi pacjenci umierają – mówią młodzi lekarze. 20 z nich pojawiło się 2 października w holu Samodzielnego Publicznego Dziecięcego Szpitala Klinicznego w Warszawie, jednej z placówek Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego. To grupa członków Porozumienia Rezydentów Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy postanowiła tam zacząć głodówkę. Żądają większych pieniędzy na ochronę zdrowia. Walczą w imieniu 25 tys. młodych lekarzy o to, by nakłady na leczenie obywateli rosły szybciej i by za trzy lata Polska przeznaczała na ten cel 6,8% PKB, czyli dorównała europejskiej średniej. Według założeń ministra Radziwiłła dopiero w 2025 r. na ochronę zdrowia będziemy przeznaczać 6,0% PKB. O średniej europejskiej w ogóle nie ma mowy. – Pensje nie tylko lekarzy, ale też fizjoterapeutów, ratowników, pielęgniarek i innych zawodów medycznych to tylko jeden z naszych postulatów – mówi jeden z protestujących lekarzy. – Najważniejsze jest zwiększenie nakładów na opiekę zdrowotną. Niemal codziennie spotykamy się z taką sytuacją, że chcemy udzielić pomocy pacjentowi i wiemy, jak to zrobić, ale nie możemy, bo brakuje sprzętu czy diagnostyki. Według ministra Radziwiłła dojście do poziomu 6% PKB ma zająć 10 lat. A co z ludźmi, którzy potrzebują pomocy teraz? Nie godzimy się na bylejakość w ochronie zdrowia. My jesteśmy nie tylko lekarzami, ale też pacjentami. Chcemy, żeby naszym pacjentom, ale też nam, można było udzielać jak najlepszej opieki.

KRAJ
Jesień prezesa
Spotkania prezydenta Dudy z prezesem Kaczyńskim, o które zresztą tak mocno zabiegał, okazały się dla niego zbyt mocnym wstrząsem. Prezydent po rozmowach z szefem PiS wycofywał się ze swoich pomysłów. I to niemal natychmiast, nawet nie informując o tym współpracowników. Ze spotkania w Belwederze 22 września wyciekła informacja, że prezes mówił o odpowiedzialności konstytucyjnej Andrzeja Dudy za wszystkie podejmowane decyzje. Wywołało to nerwowe ruchy ze strony prezydenta. Bo odpowiedzialność konstytucyjna oznacza możliwość postawienia prezydenta przed Trybunałem Stanu. Narastające spory w obozie władzy – o władzę, o panowanie nad kadrami, o pieniądze – są nieuniknione i będą prowadzić PiS do kolejnych konfliktów wewnętrznych. Kaczyński to widzi, stąd wzięły się jego zapowiedzi. Że PiS potrzebna jest jedność – czyli podporządkowanie się prezesowi. Że rozważana jest rekonstrukcja rządu – tym sposobem jednych się straszy, a drugim daje nadzieję. No i rośnie rola prezesa jako tego, kto tej rekonstrukcji dokona.

Amazon: Magiczna kraina wyzysku
Upomnienia za 2-sekundowe spóźnienie po przerwie śniadaniowej, kontrola wyjść do toalet – każdy przejaw odpoczynku jest pilnie śledzony i odpowiednio oceniany – tak jest w podpoznańskim centrum logistycznym Amazona. Problemy ze zdrowiem zaczynają się tu już po kilku miesiącach. Ludzie skarżą się na bolące stawy, kolana, urazy kręgosłupa, opuchnięte stopy. Na co dzień presja na wydajność, często bez poszanowania zasad BHP. Pracownik jest między młotem a kowadłem. Z jednej strony, ma zasady, a z drugiej, presję na wydajność. Jeśli nie chce stracić pracy, skupia się na wydajności. Wydatek energii i zdrowia powiększają dojazdy do pracy – niekiedy z miejscowości odległych ponad 200 km. Wszystkie niedogodności mają łagodzić codzienne mityngi motywacyjne na początek pracy. Zadekretowana radość wpisuje się w hasło Amazona: Work hard. Have fun. Make history. – Dla nich może to jest fun przy ich zarobkach i ich pracy, ale dla nas to odwracanie uwagi od wyzysku – mówi jeden z pracowników. Opowieści o dobrej zabawie dają się uwieść najczęściej studenci i młodzi ludzie, dla których to pierwsza praca.

IPN wie lepiej
W obronę Jerzego Ziętka przed zapędami IPN wymazania go z pamięci zaangażowały się na Śląsku zarówno środowiska lewicowe, jak i prawicowe. Wojewoda katowicki w czasach PRL już za życia był legendą. Teraz jego pomniki powinny iść do wyburzenia, a ulice zmienić patrona. W obronie Ziętka szybko zebrano kilka tysięcy podpisów. Do jego obrońców przyłączyli się samorządowcy, często powołując się na konsultacje społeczne: protesty w Katowicach, Chorzowie, Tychach… Bo niemal w każdym śląskim mieście była ulica Ziętka. To jego imię nosił największy polski park – Wojewódzki Park Kultury i Wypoczynku w Chorzowie. Ludzie pamiętają, jak rozwijał się Śląsk w jego czasach. Dziś historyk z IPN Bogusław Tracz arogancko tłumaczy: „Oni nie bronią Ziętka. Oni bronią swoich życiorysów, swoich wyborów, swojego wiązania się z systemem komunistycznym”. Na Ziętku się nie kończy. Naukowcy z Uniwersytetu Śląskiego wystąpili w obronie literatów zagrożonych wymazaniem z pamięci: Brunona Jasieńskiego, Leona Kruczkowskiego, a przede wszystkim Wilhelma Szewczyka, kolejnej legendarnej postaci na Śląsku. Do likwidacji idą także ulice działaczy robotniczych, przedwojennych komunistów, którzy wszak nic wspólnego nie mieli ze stalinowskimi represjami.

WYWIAD
Elity straciły wzrok
– Elity były, są i będą. Najprostsza definicja mówi, że elity to ludzie, którzy posiadają albo kontrolują jakieś zasoby. W społeczeństwie zawsze są ci, którzy kontrolują jakieś zasoby w stopniu większym niż inni. Jeśli jednak chce się traktować ludzi i demokrację poważnie, nie można lekceważyć tego, co myślą przeciętni obywatele – podkreśla prof. Kazimierz Frieske, dyrektor Instytutu Pracy i Spraw Socjalnych. – Elitaryzm jest budowany na przekonaniu, że ja wiem lepiej, co jest dobre dla ciebie. Brakuje podstawowej refleksji na temat potrzeb drugiej strony. Buduje się we mnie coraz większa sympatia dla populizmu. Jeśli chce się traktować ludzi i demokrację poważnie, nie można lekceważyć tego, co myślą przeciętni obywatele.

HISTORIA
Współzawodnictwo w mordowaniu
Komandor Marynarki Wojennej Ludwik Borowski w niedrukowanych wspomnieniach z czasów, gdy był komendantem powiatowego MO w Nowym Targu, pisze, że morderstwa dokonywane przez podwładnych „Ognia” na cywilach miały budzić strach przed ludźmi z lasu: „Grupy podporządkowane »Ogniowi« uprawiały swego rodzaju makabryczne współzawodnictwo w mordowaniu ludzi najbardziej oddanych władzy ludowej w Polsce. Skrupulatnie penetrowano okoliczne miejscowości w poszukiwaniu członków PPR, ZWM i ludzi bezpartyjnych dobrze wykonujących swoje obowiązki służbowe, lubiących porządek i dyscyplinę społeczną”. Trzeba było mieć stalowe nerwy, aby co chwila oglądać zwłoki swoich funkcjonariuszy. Ale jeszcze trudniej było mu przeżyć strzelanie do dzieci i młodych ludzi. Autor wspomnień nie wierzy w oficjalne statystyki, że z rąk ludzi „Ognia” zginęło tylko 430 osób. Jego zdaniem było ich znacznie więcej.

Cały tekst znajduje się w książce „Ogień. Fałszywy mit”.

ZAGRANICA
Przemalowani na turkusowo
Wiele wskazuje, że po tegorocznych przyśpieszonych wyborach w Austrii Sebastian Kurz, najmłodszy w Europie szef MSZ, zostanie najmłodszym kanclerzem w historii tego kraju. W kampanii usiłuje zerwać z tradycyjnym wizerunkiem ÖVP (Austriackiej Partii Ludowej), partnera wielkiej koalicji z SPÖ. Nowy wizerunek został osiągnięty m.in. zmianą barw. ÖVP z czerni przebrała się w turkus. Przywódca turkusowych (dawnych czarnych) swojemu ugrupowaniu odebrał także nazwę partii na listach wyborczych. Zamiast dobrze znanej ÖVP na kartach do głosowania będzie: Lista Sebastiana Kurza – Nowa Partia Ludowa. Kurz opowiada się za ograniczeniem dostępu do studiów, głównie dla obcokrajowców, i częściowymi opłatami za niektóre kierunki. Turkusowi nie są zainteresowani wspieraniem przez państwo zabiegów aborcji, wpisaniem trzeciej płci do dokumentów, małżeństwami dla wszystkich. Retoryką dotyczącą migrantów, islamu i chrześcijańskich wartości turkusowi zbliżyli się do populistycznej, antyimigranckiej FPÖ, odbierając jej nieco poparcia. Te dwie partie są najpopularniejsze wśród młodych wyborców. I niewykluczone, że po wyborach utworzą koalicję.

Komercja czy przezwyciężenie schizmy?
W Niemczech dobiega końca Rok Lutra, będący uwieńczeniem kilkuletnich obchodów 500-lecia reformacji. W ostatnich miesiącach reformator z doktorskim biretem pojawiał się dosłownie wszędzie: w piekarniach, kioskach, sklepach z zabawkami, a nawet na łamach komiksów. Ale jego prawdziwe intencje umykają uwadze ogółu. Okazuje się, że ewangelicy nie znają choćby wiodącego przesłania swojej konfesji. Rażąca większość niemieckich protestantów definiuje swoją chrześcijańską wiarę przez zwyczajne dobre uczynki, a nie przez stojącego w centrum myśli luteranów Jezusa Chrystusa. Gros niemieckiego społeczeństwa nie kojarzy protestantyzmu z jakimś dogmatyzmem, raczej z ogólną dyrektywą, aby prowadzić godne i pracowite życie. Jednocześnie rozmywają się granice między grupami wyznaniowymi. Dzisiaj granica przebiega nie tyle między katolikami a luteranami, ile między „religijnymi” i „niereligijnymi” chrześcijanami. To droga do ekumenizmu, potwierdzona także przez papieża Franciszka, który wskazuje, że wittenberczyk właściwie nigdy nie dążył do rozłamu w Kościele katolickim czy ustanowienia nowej konfesji. Jego myślą przewodnią było „odnowienie całego chrześcijaństwa w duchu Ewangelii”.

Wyspa poniżonych
W Estonii żyją obok siebie dwa narody: rdzenni Estończycy i Rosjanie, którzy pozostali tu po rozpadzie ZSRR. Skarżą się na swoją sytuację, twierdzą, że są dyskryminowani, m.in. z powodu nieznajomości języka. Właśnie język jest głównym kryterium umożliwiającym awans zawodowy i społeczny. Ale i on nie jest dostateczną gwarancją sukcesu, bardzo przydają się znajomości – Estonia to kraj mały, z silnymi powiązaniami rodzinnymi, lokalnymi i środowiskowymi. Dla wielu Estończyków obecność rosyjskojęzycznych jest pozostałością radzieckiej okupacji, która w sposób tragiczny przerwała rozwój ich kraju. Z kolei rosyjskojęzyczni powtarzają słowa przypisywane jednemu z dziennikarzy, że Estonia była kiedyś twarzą Związku Radzieckiego zwróconą w stronę Zachodu, obecnie jest pośladkiem Unii Europejskiej zwróconym w stronę Rosji. Jednak rosyjskojęzyczni mieszkańcy wiedzą, że Rosja na nich nie czeka, raczej spodziewa się, że to oni poczekają na nią.

NAUKA
Co w kosmosie piszczy
– Polska astronomia jest w doskonałej synergii z nauką europejską i światową – twierdzi prof. Marek J. Sarna, prezes Polskiego Towarzystwa Astronomicznego. – Jesteśmy niewielką grupą, liczącą ok. 200-250 osób, otwartą na kontakty zewnętrzne. Polscy astronomowie są znani z ciekawych programów badawczych i dlatego otrzymujemy więcej czasu do pracy w wielkich obserwatoriach niż wynikałoby to z naszego finansowego udziału. Mimo tych osiągnięć zainteresowanie astronomią w Polsce nie jest duże. Od ponad 30 lat nie ma tego przedmiotu w programie szkolnym. Ostatnie zabiegi towarzystwa, aby astronomia wróciła do programu nauczania w szkołach średnich, zakończyły się niepowodzeniem. Zasób wiedzy przeciętnego Polaka na temat astronomii jest minimalny. Wielu na pytanie, jaka jest najbliższa Ziemi gwiazda, nie potrafi odpowiedzieć, że Słońce.

Nobel za dobry sen
Tegoroczna Nagroda Nobla w dziedzinie medycyny została przyznana za odkrycie, „jak rośliny, zwierzęta oraz ludzie synchronizują swój biologiczny rytm z cyklem obrotów Ziemi i się do niego adaptują”. Otrzymało ją trzech amerykańskich naukowców: Jeffrey C. Hall, Michael Rosbash i Michael W. Young, którzy kilka dekad temu znaleźli odpowiadający za to „gen okresowy”, a później opisali mechanizm sprawiający, że niemal wszystko, co żyje na Ziemi, dostosowuje się do Słońca. Ich odkrycie otworzyło drzwi do poszukiwań wpływu cyklu dobowego na ludzkie zdrowie, możliwości koncentracji, m.in. ustala się korelacje między pracą zmianową lub przewlekłą bezsennością a występowaniem różnych chorób. Na liście są dolegliwości psychiczne, takie jak depresja, i fizyczne, np. nowotwory. Okazało się także, że mniej więcej stały rytm naszego metabolizmu ma wpływ na skuteczność niektórych leków. Na przykład aspiryna przyjmowana w niewielkich dawkach, by obniżyć ciśnienie krwi, o wiele lepsze efekty przynosi, jeśli łykamy ją wieczorem, tuż przed pójściem do łóżka. Inne medykamenty, których skuteczność zależy od pory przyjmowania, to na przykład statyny obniżające poziom cholesterolu we krwi i przeciwdziałające zawałom i udarom mózgu.

KULTURA
Literatura zaciera granice
Kazuo Ishiguro, tegoroczny laureat Nagrody Nobla w dziedzinie literatury urodził się 8 listopada 1954 r. w Nagasaki, ale kiedy miał 6 lat, jego rodzice przenieśli się do Anglii. „Na pewno jestem w większym stopniu Brytyjczykiem. Tutaj chodziłem do szkoły, angielski jest moim językiem ojczystym. Ale wychowywałem się w bardzo tradycyjnej japońskiej rodzinie (…). Dlatego wszelkie obyczaje Anglików postrzegałem oczyma moich rodziców”, mówił w wywiadzie udzielonym PRZEGLĄDOWI w listopadzie 2005 r. Jak podkreślają krytycy, Kazuo Ishiguro wnosi do tradycji europejskiej coś własnego. Niejednokrotnie porównuje się go do Franza Kafki, ale – jak ktoś zauważył – bohaterowie praskiego pisarza usiłują nie tylko zrozumieć koszmar, w jakim żyją, lecz podejmują z nim walkę, skazaną na klęskę. Bohaterowie Ishigury mają świadomość złożoności życia i przyjmują je takie, jakie jest. Polscy czytelnicy nie będą musieli czekać na książki noblisty, ponieważ wszystkie zostały u nas wydane. A najbardziej chyba znanym utworem pisarza są „Okruchy dnia”.

Brytyjski Japończyk
– Każdy ma prawo do swojej interpretacji. Ale frustrujące są przypadki gdy ktoś, zanim otworzy książkę, już ma na jej temat gotową teorię – tak mówił tegoroczny noblista w wywiadzie opublikowanym na łamach PRZEGLĄDU w 2005 r., którego fragmenty tera przypominamy, na temat analiz swoich książek. – Najmniej podobają mi się akademickie interpretacje, które na siłę wtłaczają mnie w jakiś nurt literacki. Każdego pisarza to denerwuje. To prawie negacja tego, co robimy jako artyści. Czytałem zwariowane tezy z prac uniwersyteckich. Jedna nawet sugerowała, że powieść „Okruchy dnia” ma coś wspólnego nie tylko z kolonializmem, ale i z… kanibalizmem. Podobno odzwierciedla lęki białych kolonialistów przed byciem zjedzonym przez kanibali. Wszystko przez jedną scenę – gdy umiera ojciec kamerdynera Stephensa, przed jego pokojem stoi płacząca kucharka, a na twarzy ma resztki tłuszczu z pieczeni, bo pochylała się nad piecem. Stephens czuje więc w pokoju zapach pieczonego mięsa i to ma być metafora. Czasem życzyłbym sobie, żeby naukowcy pisali swoje eseje, nie wykorzystując moich powieści…

Dobrze jest pochodzić w cudzych ciuchach
– Według psychologów jednym z największych niepokojów współczesnego człowieka jest lęk przed zniknięciem – mówi Patrick Heusinger, aktor amerykański, którego możemy oglądać w głównej roli w serialu AXN „Absentia”. – W świecie nowoczesnej technologii trudno nam sobie nawet wyobrazić, że możemy trafić poza obszar kontroli. Dawniej takie przypadki były normą – ludzie jeździli na wojnę, nie było ich latami, potem wracali, a żona miała już innego męża i gromadkę dzieci. Tego rodzaju sytuacje wciąż mają miejsce, ale nie nagłaśnia się ich, bo są hańbą dla policji i służb porządkowych. Mój bohater przez półtora roku nie mógł odzyskać żony, która najprawdopodobniej została uprowadzona. Nikt nie mógł jej odnaleźć. Służby specjalne, policja i rząd uznały ją w końcu za zmarłą. I kiedy ułożył sobie życie na nowo, kobieta uznana za zmarłą zostaje odnaleziona.

Qulturalia

OBSERWACJE
Cały ten seks
Grunt Hugh Hefnerowi, pionierowi nowej obyczajowości seksualnej, który potem stał się jej ikoną, przygotowała powojenna prosperity Ameryki – Stany odreagowywały właśnie 20 lat kryzysu i wojny. Ale oferta lajfstailowa nie nadążała za potrzebami wszystkich grup społecznych. W 1953 r. Hefner zaprojektował nowe pismo dla faceta z wielkiego miasta, inteligentnego, nieźle sytuowanego, zainteresowanego jazzem, Picassem, pędzącego szybkim sportowym triumphem, zapraszającego panienki na weekend do własnej garsoniery. Jego „Playboy” oferował ucieczkę z amerykańskiego domu, który tymczasem stał się „buduarem połączonym z kuchnią i pokojem dziecinnym, wyznaczonym przez kobiety dla kobiet, jak gdyby mężczyźni nie istnieli jako mężczyźni”. To chwyciło. Pod koniec dekady „Playboy” rozchodził się już w nakładzie miliona egzemplarzy, a jego logo – głowa króliczka z muszką – stało się rozpoznawalne na całym świecie. Pod koniec lat 60. nakład magazynu z miliona podskoczył do 6 mln. W roku 1960 Hefner otworzył pierwszy Klub Playboya, w ciągu kolejnej dekady były ich setki, potem tysiące.

FELIETONY I KOMENTARZE
Jerzy Domański: Akcja WARIOGRAF
Bronisław Łagowski: Odwetowcy
Roman Kurkiewicz: Polak w samoobronie zastrzelił wszystkich Polaków
Tomasz Jastrun: Duchowe piekło
Edward Mikołajczyk: Wreszcie coś dla Węgrów
Agnieszka Wolny-Hamkało: Adam i Ewa

Wydanie: 41/2017

Kategorie: Kraj

Komentarze

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy