W najnowszym (5/2018) numerze Przeglądu polecamy

W najnowszym (5/2018) numerze Przeglądu polecamy

W poniedziałek, 29 stycznia, w kioskach 5. numer tygodnika PRZEGLĄD. Polecamy w nim:

TEMAT Z OKŁADKI
KL Auschwitz – obóz wciąż nieznany
Mimo ogromnej liczby różnego typu publikacji, filmów, zwiedzania obozu koncentracyjnego Auschwitz wiedza Polaków o tym najważniejszym symbolu niemieckiego ludobójstwa jest bardzo niezadowalająca. Szczególnie wśród młodzieży. Młodzież generalnie nie interesuje się tematem Auschwitz. Tylko 12% uczestników projektu „Małopolska Pamięta” potrafiło wymienić tytuł przeczytanej książki dotyczącej tego obozu, a 83% stwierdziło, że nie czytało żadnej. Na pytanie o rok założenia obozu prawidłowo odpowiedziało jedynie 44% uczniów. Część nie potrafiła nawet umieścić w czasie II wojny światowej. Powstanie obozu datowano na lata sprzed ataku III Rzeszy na Polskę albo już powojenne. Dla wielu młodych podstawowym i jedynym źródłem informacji, których nie weryfikują, jest internet. Stwarza to niebezpieczeństwo wypaczania świadomości historycznej młodzieży przez autorów redagujących w sieci treści kłamliwe, zmanipulowane czy pełne nienawiści. Można je znaleźć na antysemickich i szowinistycznych portalach. Powielają je także niektórzy prawicowi publicyści, popularni w środowisku młodzieżowym. Grzegorz Braun w artykule „Kłamstwa oświęcimskie”, opublikowanym w lutym 2015 r. na łamach miesięcznika „Uważam Rze Historia”, pozwolił sobie na powielanie tez negacjonistów Holokaustu na temat komory gazowej przy krematorium I jako „dekoracji zaaranżowanej ex post, już po wojnie” oraz liczby ofiar obozu, wykazując się przy tym elementarną niewiedzą historyczną. Drugą przyczyną jest prowadzona po 1989 r. polityka historyczna, zmierzająca do budowania świadomości narodowej na antykomunizmie i rusofobii, a co za tym idzie – eksponująca na pierwszym miejscu zbrodnie stalinowskie, działalność antykomunistyczną oraz represje polityczne w PRL.

KRAJ
Swojsi zamiast swoich
W ciągu dwóch lat „panowania” Jacka Kurskiego w TVP było już czterech szefów nadzorujących programy informacyjne, liczba dyrektorów i wicedyrektorów zwiększyła się o blisko jedną czwartą, do 86. Kadra kierownicza kosztuje TVP, lekko licząc, ponad 40 mln zł rocznie. Prezes Kaczyński otwarcie mówi, że celem rządów jego partii jest zbudowanie nowej elity, czyli dominacja ludzi PiS w gospodarce, kulturze, mediach. Już w pierwszych tygodniach po przejęciu władzy przez PiS wymienieni zostali praktycznie wszyscy prezesi państwowych spółek. Pisowcy najpierw wyrzucili tych z PO i PSL. Potem niepartyjnych urzędników. A teraz, po rekonstrukcji rządu, walczą między sobą. Skalę patologii w niewielkim stopniu pokazują media. Rok temu „Puls Biznesu” opublikował „listę tysiąca” z nazwiskami tych, którzy posady zdobyli z partyjnego nadania. Podobna lista, z roku 2012, z czasów koalicji PO-PSL, zawierała 400 nazwisk. Ta sprzed roku liczy ponad tysiąc. Tropem pisma poszły partie opozycyjne. Nowoczesna założyła specjalną stronę internetową Misiewicze.pl, na której zamieściła nazwiska osób, które w zamian za służbę PiS dostały posady. Na liście Nowoczesnej są 364 nazwiska. Podobna lista PO nosi nazwę Pisiewicze.pl i zawiera 1054 nazwiska. Przykłady? Maciej Szota, działacz Solidarnej Polski (kiedyś właściciel budki z kebabami, został wicedyrektorem w departamencie badań PGNiG. Violetta Mackiewicz-Sasiak – przed wyborami szefowa klubu „Gazety Polskiej” i pielęgniarka w domu pomocy społecznej, po wyborach, mimo braku wykształcenia, weszła do rady nadzorczej spółki Energa. Do rady nadzorczej Banku Pekao, nad którym kontrolę na początku czerwca przejęło PZU, trafiła m.in Sabina Bigos-Jaworowska, dyrektor Zespołu Opieki Zdrowotnej w Oświęcimiu, bliska znajoma Beaty Szydło. Takie kariery tylko wzmagają apetyty działaczy, rozpalają ich wyobraźnię. Media informują np. o naciskach posłów na ministrów, by w swoich resortach przeprowadzili rewolucję kadrową. PiS, przejmując władzę, już w styczniu 2016 r. zlikwidowało konkursy na stanowiska dyrektorskie w administracji. Nowe przepisy otworzyły drogę do czystki. A apetyt rośnie w miarę jedzenia. I nie ma szans, by kiedykolwiek został zaspokojony. Najbliższa okazja to przejęcie samorządów.

Pogrobowcy Adolfa
Ich wizja to biała, „aryjska” Polska, bez mniejszości etnicznych, seksualnych i zdradzieckiego lewactwa. Wrogom – szubienica lub kula w łeb. Tęsknią za Hitlerem, otwarcie głoszą przemoc i chcą obalić demokratyczny ustrój w Polsce. Polscy neonaziści – zdawałoby się oksymoron z racji historii naszego kraju. Tymczasem od lat środowiska, które można tak określić, nie tylko trwają, ale i zyskują na znaczeniu. Autonomiczni Nacjonaliści, skupieni wokół pisma „Szturm” byli członkowie Narodowego Odrodzenia Polski i Młodzieży Wszechpolskiej, neonazistowska Krew i Honor (Blood&Honor) i jej terrorystyczna ekspozytura Combat 18, Stowarzyszenie na rzecz Tradycji i Kultury Niklot, Duma i Nowoczesność, organizatorzy festiwali „Orle Gniazdo” czy „Night of terror”…
Problemem nie są sami prawicowi ekstremiści. Zapewne zawsze będą ludzie fantazjujący o przemocy i niewolących ojczyznę sekretnych spiskach, które chcą udaremnić w imię Wielkiej Polski Katolickiej i narodowego socjalizmu. Na obecność w Polsce ruchu neonazistowskiego składa się wiele drobniutkich działań i małych zaniechań. Niewiedza, pobłażanie, a często i sympatia policji i prokuratury dla rasistów, ksenofobów i homofobów. Śledztwa są umarzane, a akty oskarżenia, po interwencjach z góry, wycofywane z sądów. Tak jak w wypadku Jacka Międlara – prokuratura uznała, że nie nawoływał do nienawiści. Śledczy postulujący złagodzenie kary Piotrowi Rybakowi, sędziowie uznający swastykę za hinduski symbol szczęścia, a mundury SS czy flagi III Rzeszy za materiał badawczy młodych naukowców, posłowie interpelujący w sprawach ekstremistów to tylko wierzchołek góry lodowej.

Wyrzuceni za protest
Status – pracownik długowieczny. Zaczynał w połowie lat 80. Wysportowany. Lubi się męczyć. Kilkanaście kilometrów dziennie po rozległym rejonie pokonuje bez większych problemów. Jest jednak coraz starszy, dlatego pracuje wolniej, ale się wyrabia.
– Tę pracę trzeba lubić. Mnie jeszcze do niedawna sprawiała dużą przyjemność – opowiada Zbigniew Trochimiak, który jako listonosz przepracował 36 lat. Ostatnie były dla niego gorsze. Szczególnie finansowo. Coraz trudniej było przeżyć za miesięczną pensję. Jego zdaniem sytuacja firmy i warunki pracy zaczęły się pogarszać ponad 10 lat temu. W 2008 r. pan Zygmunt został zwolniony za udział w strajku. Wygrał jednak sprawę przed sądem i wrócił do swojego zajęcia.
6 grudnia 2017 r. wziął udział w proteście pracowników Poczty Polskiej przed Dworcem Głównym we Wrocławiu. 2 stycznia tego roku Trochimiak otrzymał wypowiedzenie. Żaden z działających w Poczcie Polskiej 71 związków zawodowych nie stanął w jego obronie ani pozostałych zwalnianych pracowników. Spółka od lat stosuje metodę zastraszania i zwalniania tych, którzy publicznie obnażają niewygodne dla pracodawcy fakty i biorą udział w protestach. Pracownicy byli pouczani przez przełożonych, aby nie krytykowali pracodawcy w mediach, oraz zniechęcani do udziału w protestach. Straszono ich odpowiedzialnością służbową oraz zwolnieniem dyscyplinarnym. W wielu przypadkach słowa dotrzymano – były zwolnienia, upomnienia i przeniesienia.

Spór o odbudowę Warszawy
Dlaczego dziś młodzi ludzie noszą koszulki wychwalające powstanie warszawskie, które zakończyło się klęską i zniszczeniem miasta przez Niemców w niemal 85%, a nie okazują dumy z najbardziej udanego powstania – powstania Warszawy z ruin? Jest wiele przyczyn, m.in. edukacja, narracja historyczna narzucona polskiemu społeczeństwu po 1989 r. przez prawicowych polityków oraz intelektualistów, którzy mają jednoznacznie negatywny stosunek do historii Polski z lat 1944-1989, ale nie tylko. Sporowi o odbudowę Warszawy towarzyszy bezrefleksyjne wielbienie przedwojennej stolicy. Albumy i książki na ten temat w większości są wyrazem fascynacji przedwojenną Polską. Często nie znajdziemy w tych publikacjach krytyki ciasnoty panującej w kamienicach, bezdomności ani powszechnej biedy. Krytyka odbudowy miasta dotyczy nie samej architektury, ale także przemian społecznych, jakie przyniosła miastu rzeczywistość powojenna. Dla osób wywodzących się z elit rządzących przedwojenną Polską i arystokracji pozostałej w kraju lub przebywającej za granicą nie do przyjęcia było, że ludzie ze wsi czy mniejszych miast zamieszkują w „ich kamienicach”. Dzisiaj reprywatyzując kolejne kamienice, zapomina się o wysiłku mieszkańców społecznie pracujących przy odbudowie i nakładach państwa na podniesienie miasta z gruzów (90 mld dzisiejszych zł).

Bardzo przyjaźni kontrolerzy
Trzech inspektorów transportu drogowego w Podlaskiem za łapówki miało przymykać oko na przekroczenie przepisów przez kierowców. Brali nie tylko pieniądze, alkoholem także nie gardzili. Według prokuratury m.in. ignorowali przekroczenia norm czasu pracy kierowców. Od maja do października 2015 r. byli obserwowani przez Biuro Spraw Wewnętrznych Głównego Inspektoratu Transportu Drogowego. Za ten okres mają też zarzuty. Albo więc zorientowali się, że coś im zagraża, albo dalej brali w łapę, tyle że sprawą zajęła się bardziej dyskretna policja antykorupcyjna. W każdym razie w policji nikt się nie śpieszył, żeby inspektorów przymknąć. Tym bardziej, że w podlaskim garnizonie rządził już od paru miesięcy zaufany wiceministra spraw wewnętrznych i administracji Jarosława Zielińskiego, nadinsp. Daniel Kołnierowicz, a władzę w podlaskim Wojewódzkim Inspektoracie Transportu Drogowego od października 2016 r. miał objąć Robert Żołnierowicz. Traf chciał, że podobnie, jak Zieliński pochodzący z Suwałk. Nie wypadało, żeby u progu wielkiej lokalnej kariery ten podobno kuzyn pisowskiego ministra był przez media nagabywany o trzech łapówkarzy we własnej firmie, która zatrudnia tylko 27 inspektorów, nie licząc 10 pracowników administracyjnych. I nieważne, że byłaby to scheda po platformerskim poprzedniku. Niełatwo się wytłumaczyć z tego, że prawie 10% załogi jest skorumpowane. Na razie nie dzieje im się krzywda – zatrzymano im paszporty i mają dozór policyjny. W najgorszym razie grozi im do 10 lat więzienia, ale przy dobrym adwokacie – ledwie rok w zawieszeniu.

Najpierw modlitwa, a potem bitwa
Jasna Góra stała się stolicą polskiego kibolstwa. To, co się wydarzyło na jasnogórskim wzgórzu 13 stycznia podczas jubileuszowej 10. Patriotycznej Pielgrzymki Kibiców, jest całkowitym zaprzeczeniem idei „braterskiego pojednania” i wspólnej modlitwy towarzyszącej narodzinom ogólnopolskich pielgrzymek fanów futbolu do tego miejsca kultu religijnego. Kilkanaście osób ze stowarzyszeń Obywatele RP i Demokratyczna RP stało na błoniach z transparentami „Chrześcijaństwo to nie nienawiść”, „Moją Ojczyzną jest człowieczeństwo” i „Tu są granice przyzwoitości” w proteście przeciwko kończącej pielgrzymkę ceremonii, podczas której na murach klasztoru rozwieszane są kibicowskie banery i wystrzeliwane race. Grupa kibiców podeszła do protestujących i zaczęła ich zaczepiać, choć ci milczeli. To sprowokowało ultrasów, którzy racami podpalili jeden z transparentów i zaczęli szarpać demonstrantów. Z pozostałości banerów kibole rozpalili ognisko. Wznosili wrogie okrzyki, potem rzucali w demonstrantów petardami. Wydarzenia pod Jasną Górą nie były incydentem bądź marginesem. Były kolejnym dowodem na to, że pod wpływem politykierów różnej proweniencji panuje przyzwolenie na kibolstwo totalne. W imię partyjnych interesów wmówiono wyjącym i rozrabiającym osobnikom, że to oni są „najzdrowszym, patriotycznym odłamem narodu”. A chuligaństwu towarzyszą duchowni z ks. Jarosławem Wąsowiczem, organizatorem pielgrzymek kibolskich.

WYWIAD
Że będzie pandemia, to pewne
– Na razie nie ma alarmujących informacji o zwiększeniu liczby zachorowań na grypę – mówi prof. Lidia B. Brydak, kierownik Krajowego Ośrodka ds. Grypy, która sama zaszczepiła się już po raz 29. – Od 1 października ub.r., czyli od pierwszego dnia tego sezonu grypowego, do 23 stycznia br. liczba zachorowań i podejrzeń zachorowań na grypę wynosi 1 827 001. Przy czym w tym okresie zostało przebadanych 888 prób pobranych od pacjentów, z czego 231 dało wynik pozytywny, czyli było tylko 26%. Nie wiadomo, co pokażą nam luty i marzec, kiedy zwykle odnotowuje się szczyt zachorowań. Natomiast nic nas nie zwalnia z zaszczepienia większej liczby ludności w kraju. Co najgorsze – mały jest procent zaszczepienia kobiet w ciąży, szalenie mały jest procent zaszczepienia dzieci i osób z grup podwyższonego ryzyka. W tym sezonie odsetek zaszczepionych wynosi tylko 3,6% populacji. Pod tym względem jesteśmy w Europie na szarym końcu. Problem grypy należy rozpatrywać w dwóch aspektach. Pierwszy – zdrowotny, czyli utrata zdrowia, powikłania pogrypowe, drugi – ekonomiczny. Skutki powikłań pogrypowych to są astronomiczne kwoty. Według firmy Ernst & Young, która szacowała te koszty w Polsce, w przypadku dość dużej epidemii skutki ekonomiczne mogą wynieść ok. 1,5 mld zł.

ZAGRANICA
Kokaina w kieszeni
W latach 90. XX w. 1% ludności Portugalii był uzależniony od heroiny, co wówczas uznawano za jeden z najgorszych wyników na świecie. Do tego liczba narkomanów zarażonych wirusem HIV również była znacznie wyższa niż w większości krajów europejskich. W 2001 r. w Portugalii zdepenalizowano używanie wszystkich narkotyków, w tym heroiny i kokainy, i zainicjowała kampanię na rzecz zdrowia publicznego w celu zwalczania uzależnień. Od tamtej pory branie narkotyków jest traktowane bardziej jako wyzwanie medyczne niż jako czyn przestępczy. Heroiniści zachęcani są do przejścia na mniej szkodliwy metadon, który usuwa objawy odstawienia, gdy zaczyna się zmniejszać spożycie heroiny. Uzależnieni mogą go dostać całkowicie legalnie w specjalnych mobilnych punktach, w ustronnych miejscach.
Eksperyment, na który nie zdecydował się żaden inny kraj na świecie, przynosi sukcesy. Liczba zakażeń HIV związanych z narkotykami w Portugalii spadła o 95% (w 2001 r. było ok. 1,2 tys. chorych, w 2012 zaledwie 56). Liczba Portugalczyków umierających z powodu przedawkowania spadła o ponad 85%; stopa umieralności w wyniku zażywania narkotyków jest najniższa w Europie Zachodniej (trzy zgony na milion osób, podczas gdy średnia UE wynosi 17, w Danii 58, w Wielkiej Brytanii 60, w USA aż 312).

Pokój, ład i dobry rząd
Fanem wielokulturowości – tak wielkim, że wpisał ją do kanadyjskiej konstytucji – był Pierre Trudeau. Jego syn, obecny premier Kanady, podziela poglądy ojca na multikulturalizm. I z dumą przyznaje, że jego kraj jest „pierwszym państwem ponadnarodowym”. „Nice”, czyli miły, sympatyczny, uprzejmy, to przymiotnik nierozłącznie zrośnięty z Kanadą i jej mieszkańcami. Największą rysą na tym idealnym obrazku jest sytuacja rdzennej ludności. Prawie półtora wieku kulturowego ludobójstwa – odbieranie dzieci i zamykanie ich w szkołach z internatem, gdzie zakazywano im mówić w rodzimych językach, odbierano tradycje i religie, a przy okazji często bito, głodzono i molestowano seksualnie – wciąż wpływa na życie „ocalonych” (survivors) oraz ich dzieci i wnuków.

Fragmenty książki Katarzyny Wężyk „Kanada. Ulubiony kraj świata”.

HISTORIA
Zabić „Wielką Duszę”
Zabójstwo Mahatmy Gandhiego sprzed 70 lat pokazuje i uwielbienie, i nienawiść, jakie wzbudzał on w indyjskim społeczeństwie. Powodem tego był podział brytyjskiej kolonii na dwa państwa: Indie i Pakistan, aby zapobiec konfliktom między muzułmanami a wyznawcami hinduizmu. Mahatma Gandhi nie mógł się pogodzić z podziałem swojego kraju, mocno wierzył, że hinduiści i muzułmanie mogą żyć w zgodzie w jednym państwie. Za przykład miała posłużyć codzienna, zgodna egzystencja tych dwóch grup w centralnej części subkontynentu. Jednak na obrzeżach dochodziło do tragicznych wydarzeń, nad którymi władze nie potrafiły zapanować. Gandhi odbywał podróże po Indiach, chcąc uspokoić nastroje. Wszędzie, gdzie się pojawiał, walka pomiędzy muzułmanami a hinduistami ustawała. Na krótko. Nawet strajki głodowe, na które decydował się Gandhi, nie odwracały uwagi od eskalacji konfliktu. Różne źródła podają przynajmniej sześć udokumentowanych prób jego zabójstwa. We wszystkich uczestniczył Nathuram Godse, fundamentalista hinduski obsesyjnie obwiniający Gandhiego winą za podział państwa. W końcu dopiął swego. Trzy strzały oddane 30 stycznia 1948 r. z pistoletu Beretta były celne.

OPINIE
Przypływ głupoty i odpływ rozumności
Terroryzm głupoty jest równie groźny jak inne formy współczesnego terroryzmu – ostrzega prof. Jan Szmyd. Właściwością współczesnego przypływu głupoty jest to, że nie ogranicza się ona do takiej czy innej wyodrębnionej dziedziny życia zbiorowego czy jednostkowego, np. politycznego, informatycznego czy konsumpcyjnego, ale ogarnia już niemal wszystkie sfery bytowania ludzkiego, łącznie z wyborami modelu życia, postawami, modą itp. – staje się poniekąd głupotą totalną. A w zakresie mądrości, niestety, człowiek w zasadzie zatrzymał się na etapie osiągniętym jeszcze w starożytności greckiej przez tzw. człowieka ateńskiego i na ogół utrzymuje się na tym poziomie – powyżej niego większość ludzkich umysłów nie sięga. Co więcej, od czasów nowożytnych aż do dziś poziom ten zaczął się obniżać. Dzieje się to przede wszystkim na skutek negatywnego oddziaływania na umysł i genotyp ludzki głównych przemian cywilizacyjnych.

PRZEGLĄD ZWIĄZKOWY
Co przyniesie nowy Kodeks pracy?
Od września 2016 r. Komisja Kodyfikacyjna Prawa Pracy, która składa się z ekspertów wskazanych przez ministra rodziny, pracy i polityki społecznej, reprezentantów organizacji związkowych i organizacji pracodawców pracuje nad projektami kodeksów indywidualnego i zbiorowego prawa pracy. Poprzedni Kodeks pracy został bowiem uchwalony 44 lata temu i nie odpowiada nowym warunkom ekonomicznym i społecznym. Ostateczne wyniki prac mają być znane za dwa miesiące, jednak już dziś można powiedzieć o kilku ciekawych rozwiązaniach wypracowanych przez komisje. Są wśród nich: jednolity wymiar urlopu w wysokości 26 dni, bez względu na staż pracy; bonus – związane z pozostawaniem w stosunku pracy świadczenia o charakterze motywacyjnym, lojalnościowym lub solidarnościowym; właściwe uregulowania formy zatrudnienia – praca zarobkowa ma być wykonywana wyłącznie albo jako zatrudnienie pracownicze, albo jako samozatrudnienie. Umowy zlecenia mają być stosowane wyłącznie przy świadczeniu usług.

KULTURA
Polka, Węgierka – dwie siostrzenice
– Nasze filmy są interpretowane jako deklaracje polityczne, niezależnie od tego, o czym opowiadamy – stwierdza Ildikó Enyedi, reżyserka węgierska, nagrodzona na Berlinale za film „Dusza i ciało”, właśnie pokazywany w polskich kinach i nominowany do Oscara. – Momentami ta sytuacja jest wręcz absurdalna. Dzisiaj szczególnie ważne dla wszystkich stało się to, w jakim kraju powstał film, bo dzięki temu można go odnieść do tego, co się w tym kraju dzieje. To niezwykle męczące, a dla wielu twórców miejsce akcji nie ma żadnego znaczenia. Maria i Endre, moi bohaterowie, to takie osoby, które nawet pośród ludzi czują się niewyobrażalnie samotne. Są zamknięci w dwóch różnych światach, a taki problem faktycznie obserwuję we współczesności, która mocno różnicuje samotność.

Qulturalia

NAUKA
Śmiertelnie groźni przepracowani rezydenci
W XIX w. William Stewart Halsted opracował w Szpitalu Johnsa Hopkinsa w Baltimore pierwszy program szkolenia chirurgów. Wymagał od nich absolutnego poświęcenia i zamieszkania w szpitalu na okres sześciu lat, a więc stania się – dosłownie – jego rezydentami. W tym czasie mieli być zawsze dostępni. Pracowali bez przerwy przez wiele godzin, a nawet dni. Halsted nie widział w tym niczego niewłaściwego, ponieważ sam potrafił dyżurować bez końca dzięki kokainie, od której był uzależniony. Dziś znaczna liczba lekarzy rezydentów na całym świecie pracuje według schematu, który na swoją miarę uszył kokainista. I mają sobie radzić, ale jest inaczej. Ludzki mózg nie wytrzymuje tak dużych obciążeń. Zaczęto to dostrzegać w latach 80. XX w. Wyliczono, że kiedy chirurg wykonuje operację po nocy spędzonej na dyżurze, gdy spał mniej niż sześć godzin, o 170%. rośnie ryzyko błędu takiego jak np. uszkodzenie organu w czasie operacji. Ustalono także, że jeżeli lekarz w ciągu miesiąca pracuje pięć 30-godzinnych zmian, o kilkaset procent rośnie ryzyko popełnienia przez niego fatalnego w skutkach błędu medycznego. Nie ma też, to nie zaskoczenie, czasu i ochoty uczyć się, a w tym zawodzie wiedza jest niezbędną podstawą pracy.

MEDIA
Facebook przeprasza się z prawdą
Media społecznościowe są współwinne eksplozji populizmu na świecie i walnie przyczyniły się do najważniejszych wydarzeń politycznych ostatnich lat, na czele z brexitem czy wyborem Donalda Trumpa na prezydenta USA. Facebook ślepo sprzedawał internetową powierzchnię reklamową rosyjskim firmom słupom, które wydatnie zwiększały w ten sposób polaryzację amerykańskiego społeczeństwa i szanse republikańskiego kandydata na zwycięstwo. Okazało się także, że aż 12%, czyli blisko 250 mln kont na Facebooku, to konta sztuczne, nigdy nieużywane lub duplikujące istniejących użytkowników. Mark Zuckerberg zapowiedział walkę z dezinformacją, fake news i sztucznymi kontami. Kluczowymi elementami strategii promowania prawdy mają być zmiana algorytmów rządzących serwisem, tak aby skuteczniej „ukrywały” treści pochodzące ze sztucznych i podejrzanych kont, oraz intensywniejsza współpraca z mediami, których teksty mają być weryfikowane pod względem jakości oraz bliżej niezdefiniowanego jeszcze zaufania publicznego. Tajną bronią rankingu zaufania ma być właśnie fakt, że to sami użytkownicy, a nie anonimowi eksperci, ocenią wiarygodność tekstów. Nowe algorytmy mają być odporne na sztuczne zwiększanie popularności niektórych kont.

KSIĄŻKI
Porwana przez Boko Haram
14-letnia uczennica szkoły realizującej w Nigerii zachodni program nauczania została wraz z koleżankami porwana przez zmilitaryzowaną organizację ekstremistyczną Boko Haram i sprzedana jako żona jednemu z jej członków. Wspomina: Bałam się. A on obrzucił mnie twardym, złym spojrzeniem. Próbował mnie dotknąć. Odsunęłam się. „Dobrze wiesz, po co tu oboje jesteśmy. Zostaliśmy małżeństwem, a celem małżeństwa jest współżycie płciowe”. Zostałam zhańbiona. Wdeptana w ziemię. Nic już nie będzie takie jak przedtem. Dzień po dniu odkrywam niewyobrażalne, niewypowiedziane potworności.

Fragmenty książki Assiatou i Miny Kaci „Uprowadzona przez Boko Haram”, Prószyński i S-ka.

FELIETONY I KOMENTARZE
Jerzy Domański: Efekt „nie popieram, ale rozumiem”
Jan Widacki: Ręce opadają
Roman Kurkiewicz: Był, jest i będzie czerwony
Edward Mikołajczyk: Będzie trzęsienie
Tomasz Jastrun: Kuchenne zapachy
Agnieszka Wolny-Hamkało: Nowi smutni

Wydanie: 5/2018

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy