W najnowszym (9/2017) numerze Przeglądu polecamy

W najnowszym (9/2017) numerze Przeglądu polecamy

W poniedziałek, 27 lutego, w kioskach najnowszy numer PRZEGLĄDU. A w nim:

TEMAT Z OKŁADKI
Bandyta na pomnikach
Józef Kuraś był w PPR, MO i UB, ale zdaniem historyków z IPN żaden z niego komunista, dlatego pomnik „Ognia” w centrum Zakopanego nie zostanie zlikwidowany na mocy tzw. ustawy dezubekizacyjnej, o co starają się rodziny żołnierzy AK i WiN. A przecież ten dezerter z Armii Krajowej podporządkował się najpierw Armii Ludowej, potem Batalionom Chłopskim i na końcu NKWD. Po wyzwoleniu jako jeden z pierwszych w Nowym Targu zapisał się do PPR, wstąpił do MO i tworzył struktury UB. I podczas gdy historyk z krakowskiego IPN dr Maciej Korkuć tłumaczy, że „Ogień” robił to z pobudek… patriotycznych, aby nie znalazły się w rękach komunistów, jego kolega prok. Marcin Nowotny podejrzewa, że Kuraś dopuścił się zbrodni komunistycznych. A jak odnieść się do śmierci prawie 400 osób, które straciły życie w czasie pobytu „Ognia” w lesie od kwietnia 1945 r. do lutego 1947 r., oraz 50 jego poległych partyzantów? Kolejną zagadką jest to, w jaki sposób Kuraś, który opuszczając stanowisko szefa PUBP w stopniu porucznika i będąc potem przez dwa lata dowódcą samozwańczego oddziału, nikomu niepodporządkowanego, został majorem. A minister Macierewicz ten stopień właśnie potwierdził.

WYWIAD
Europa w czasach niepewności
– Próbując zrekonstruować projekt PiS wielkiej reformy wszystkiego i filozofię polityczną, która za tym się kryje, odnoszę wrażenie, że PiS jest w potrzasku – twierdzi Krzysztof Blusz, analityk spraw międzynarodowych i doradca, wiceprezes zarządu WiseEuropa. – Znaleźli się w wyobrażonej pułapce podwójnej dominacji. Po pierwsze, twierdzą, że nie godzą się na polityczną dominację instytucji europejskich, które przekraczają swój mandat itd. Dlatego –według PiS – Unia ma się zdepolityzować, pozostać trochę taką Najwyższą Izbą Kontroli, połączoną z klubem gospodarczym, czyli jednolitym rynkiem. Ale wówczas pojawia się druga pułapka, w którą wpada PiS – to pułapka dominacji gospodarczej i de facto politycznej Niemiec, dla których osłabienie Komisji oznacza wzrost znaczenia ich i ich sojuszników, czyli eurostrefy, a precyzyjniej – grupy jej północnych członków wyznających podobną filozofię polityczną i gospodarczą.

Metropolie wysysają powiaty i gminy
– Projekt utworzenia metropolii warszawskiej jest wyrazem ambicji rządzących niepozwalających na uznanie efektów pracy konkurentów politycznych – uważa dr Elżbieta Sękowska-Grodzicka, wykładowca w Instytucie Nauk Politycznych Uniwersytetu Warszawskiego. – Nie dostrzegam, by obecna władza miała pomysł na zdecentralizowaną administrację. Za to ma koncepcję powrotu do centralizacji. Jeśli zakłada się, że metropolie mają odgrywać rolę tzw. biegunów wzrostu, to zapewne mniej lub bardziej świadomie zakłada się, że tereny pozametropolitalne będą drenowane z ludzi rzutkich i przedsiębiorczych. Istnieje duże ryzyko, że większość ważnych inwestycji lokowana będzie na terenie metropolii lub w ich bezpośrednim sąsiedztwie. Tym samym prędzej czy później pojawi się pytanie o sens i zakres dofinansowywania rozwoju obszarów wiejskich.

KRAJ
Jak prezes Kurski zadbał o kasę
Przez dziewięć lat Ewa pracowała w poznańskim ośrodku TVP na umowę śmieciową, choć robiła dokładnie to, co jej koledzy na etacie. Była reporterką i wydawcą. Gdy ją zwolniono, wystąpiła do sądu pracy o uznanie jej zatrudnienia jako etatu. Sąd przyznał jej rację i nakazał TVP wpłacenie do ZUS 80 tys. zł jej składek emerytalnych. Nie wiedziała, że to początek jej kłopotów. TVP zażądała od niej zwrotu składek, bo zdaniem telewizyjnych prawników dziennikarka bezpodstawnie się wzbogaciła. W rzeczywistości Ewa może nigdy tych pieniędzy nie zobaczyć, bo wpadły do zusowskiego kotła. Gdy Ewa odmówiła, telewizja wystąpiła przeciwko niej do sądu i w drugiej instancji zapadł wyrok, że ma zapłacić TVP 68 tys. zł plus odsetki i koszty sądowe. Dla telewizyjnego molocha to grosze – więcej zarobi na minucie reklamy po transmisji skoków narciarskich z mistrzostw świata w Lahti. Dla kobiety – suma ogromna. Wysłała do prezesa Kurskiego prośbę o umorzenie choćby odsetek i kosztów sądowych, ale prezes okazał się nieugięty. Ten wyrok to sygnał dla pracodawców, że opłaca się zatrudniać ludzi na umowach śmieciowych, a nie na umowach o pracę. Bo nawet jeśli sąd nakaże zapłacić składkę, to można ją wydrzeć z gardła pracownikowi.

Zakopany za milion złotych
Ziemia przyniosła Zbigniewowi O. ze wsi Kaczki koło Pruszcza Gdańskiego dostatek, ale też śmierć. Okrutną, bo został żywcem zakopany. Przestępcza szajka wplątała go w fikcyjną pożyczkę i zamordowała, a potem przejęła jego wart milion złotych majątek na podstawie notarialnej umowy pożyczki spisanej z podstawionym człowiekiem podającym się za Zbigniewa O. Gdy O. zaginął, a w rzeczywistości został zamordowany, a pożyczka, której nie było, nie została spłacona, oszust przejął nieruchomości rzekomego dłużnika. W Sądzie Okręgowym w Gdańsku właśnie rozpoczął się proces siedmiu oskarżonych o brutalne zabójstwo, fałszerstwo i namawianie do składania fałszywych zeznań. Jeden z nich startował nawet w wyborach na radnego.

Reporterskim zezem na III RP
Trzecia Rzeczpospolita zbyt długo korzystała z przywileju milczenia o czasach, z których wyrosła. Choć cała jej elita polityczna tkwi korzeniami w PRL, to próbowała wymazać swoją młodość z pamięci, a czasy Polski Ludowej uznała za czarną dziurę. Bała się porównań. Tymczasem prawda jest taka, że Polska Ludowa rozwijała się ponad dwa razy szybciej, a Gierek miał do spłacenia dziesięć razy mniejszy dług niż Tusk. Pod koniec PRL produkt krajowy brutto sięgał 2,5% wartości produkcji światowej. Teraz polski PKB ociera się o 1% produktu globalnego i jest porównywalny z poziomem przedwojennym. Od 25 lat kraj zaczyna wymierać. Zgonów jest więcej niż urodzeń. Jak tak dalej pójdzie, to za 100 lat nie będzie nas.

Fragment książki Tadeusza Zakrzewskiego „Reporterskim zezem na Trzecią Rzeczpospolitą”.

ZAGRANICA
Ucieczka z piekła Boko Haram
Patience próbowała się uwolnić dwukrotnie – opowiada Andrea C. Hoffmann, niemiecka publicystka, autorka wstrząsającej książki o młodej Nigeryjce, której udało się uciec z piekła islamistów z sekty Boko Haram. – Za pierwszym razem swojej ucieczki nie planowała, pomógł jej jeden z terrorystów, który postanowił zerwać z islamską sektą. Niestety, złapano ich. Patience przeżyła tylko dlatego, że „kupiono” wersję zdarzenia, wedle której Nigeryjka została do ucieczki zmuszona. Druga próba była już zaplanowana i na szczęście się powiodła. Z bagnistej twierdzy sekty Boko Haram w lesie Sambisa dziewczyna uciekła bez butów, po ciemku. Na tak ryzykowną przeprawę zdobyć się może tylko ktoś, kto nie ma już nic do stracenia. Patience uciekła z dzieckiem. Nie jest ono owocem gwałtu, dokonanego przez islamistę z Boko Haram. Patience została tam co prawda wielokrotnie zgwałcona, ale zanim ją uprowadzono, była już w ciąży z mężem. Pierwsze stadium ciąży potrafiła skutecznie ukryć, a później terroryści uznali, że maleństwo jest wynikiem stosunku z jednym z nich. Nie wszystkie kobiety miały tyle szczęścia. Tym porwanym kobietom, którym nie udało się ukryć ciąży, islamscy terroryści rozcinali brzuch i wyjmowali płód.

Indyjski kraj Marksa
Terminal promowy w Ernakulam, jednym z głównych centrów transportowych i przemysłowych stanu Kerala, to miejsce nietypowe. Choć kolejki do kas ciągną się tu przez całą halę, to jednak – istnieją, co w Indiach nie jest takie oczywiste. Nie słychać pokrzykiwań, podróżni są cicho. Promy kursują regularnie i na czas, co w Indiach też jest rzadkością, a bilety kosztują zaledwie 1 rupię, ok. 6 groszy. – Sprawny i bardzo tani transport publiczny to efekt komunistycznej polityki, która dominuje w Kerali. To tłumaczy też uporządkowanie i spokój. Tutaj nie trzeba o swoje walczyć, bo władze zapewniają każdemu to, co mu potrzebne – tłumaczy Beena Sebastian, socjolożka i założycielka lokalnego stowarzyszenia Cultural Academy for Peace. W indyjskim stanie Kerala regularnie i demokratycznie dochodzą do władzy komuniści, a do swoich osiągnięć mogą zaliczyć brak biedy, analfabetyzmu, bezdomności i nierówności. Tyle że te osiągnięcia są finansowane pieniędzmi z Arabii Saudyjskiej i Kataru, dokąd mieszkańcy stanu wyjeżdżają pracować. Teraz rząd zapowiada wielkie programy infrastrukturalne, przyciągnięcie do Kerali koncernów i prywatnych inwestorów, rozwój branży IT.

Słowo znów zniewolone
Amerykańskie i brytyjskie uniwersytety stają się hodowlą kolejnych „obrońców uciśnionych” w stylu Trumpa czy obrażających się na każdą krytykę marionetek przypominających przewrażliwionego Davida Milibanda. Próżno oczekiwać, że z murów uczelnianych, które chronią, a nie wystawiają na wyzwania retoryczne, wyjdzie kolejny Franklin Delano Roosevelt czy John F. Kennedy. Jason Stanley z Uniwersytetu Yale, autor głośnej książki „Jak działa propaganda”, jest zdania, że źródłem ograniczeń wolności słowa stała się rozdęta do absurdalnych rozmiarów polityka safe spaces, czyli zamieniania uczelnianych kampusów w tereny wolne od konkretnych zjawisk. Za szlachetnymi hasłami eliminacji nietolerancji, rasizmu, seksizmu i innych społecznych plag często kryją się dyktatorskie wręcz zapędy studenckich liderów do odebrania prawa głosu wszystkim wyrazistym prelegentom. Skutkiem tego studenci dorastają bez umiejętności konfrontowania poglądów z jakąkolwiek opozycją ideologiczną.

Barcelona chce rozwodu
Relacje między Katalonią a Madrytem są od zawsze napięte, ale czara goryczy przelała się, kiedy Trybunał Konstytucyjny Hiszpanii ogłosił nieważność nowego statutu autonomicznego Katalonii z 2006 r. We wrześniowym referendum Katalończycy zdecydują, czy oderwą się od Madrytu. O ile zagraniczni obserwatorzy wiążą separatystyczne nastroje Katalończyków głównie z ekonomią („bo chcą, aby więcej pieniędzy pozostało w regionie”), o tyle w debacie wewnętrznej na pierwszy plan wysuwają się różnice polityczne i kulturowe między Katalonią a Madrytem. I ciągnące się sprawy z przeszłości. – Różnimy się nawet podejściem do walk byków. W Katalonii są nie do zaakceptowania, wzbudzają oburzenie społeczne. A jak rząd Katalonii tego zabrania, Madryt ogłasza, że zakaz jest niekonstytucyjny! Nie możemy nawet decydować o tym, że nie chcemy torturować zwierząt dla rozrywki! – żali się mieszkanka Barcelony.

KULTURA
Świat kina to świat macho
– Nie boję się ról, ale nie ma to nic wspólnego z jakąś szczególną odwagą czy podejmowaniem ryzyka. To tylko sztuka filmowa, a nie życie, które istotnie stawia nas przed dramatycznymi wyborami i wymaga od nas bohaterstwa – mówi w wywiadzie dla PRZEGLĄDU Isabelle Huppert, francuska aktorka filmowa i teatralna nominowana do Oscara za rolę w filmie „Elle”. – Kobiety w tym zawodzie muszą być bardzo silne. Aktorki muszą walczyć o swoją pozycję – świat kina pozostaje światem macho w dużo większym stopniu, niż się wydaje. Wiele co prawda się zmieniło, ale wciąż wracamy do punktu wyjścia. Mężczyźni nadal są z reguły lepiej opłacani od kobiet, doświadczyłam tego na własnej skórze.
Na pytanie, czy sama uważa się za osobę silną, Isabelle Huppert odpowiada: – W każdym razie znam swoją wartość i potrafię mówić „nie”. To wielka siła, chociaż nie należy jej nadużywać.

Alicja w krainie swarów
W Warszawskiej Operze Kameralnej od 15 do 23 marca zostanie zwolnionych 61 pracowników, w tym wszyscy soliści, których jest 55, oraz sześciu dyrygentów. Dla świata muzycznego taka decyzja jest równoznaczna z likwidacją WOK, placówki niezwykle zasłużonej, latami odnoszącej sukcesy. Swojej decyzji broni p.o. dyrektora Alicja Węgorzewska: – Ten stan zatrudnienia na etatach jest przeżytkiem, który generuje ogromne koszty i długi. Artyści będą, tak jak w innych teatrach, zatrudniani na zasadach kontraktowych do konkretnych przedstawień. 55 etatów solistów, z których część była w ogóle niedostępna, bo już zaangażowana gdzieś indziej, to marnotrawstwo pieniędzy publicznych.

Qulturalia

OPINIE
Chmury i szanse na horyzoncie
Powstanie Europy dwóch prędkości jest coraz bliżej – twierdzi prof. Bogusław Liberadzki, wiceprzewodniczący Parlamentu Europejskiego. Kilkanaście dni temu parlament przyjął uchwałę będącą ważnym krokiem na drodze do stworzenia odrębnego budżetu dla krajów UE, które przyjęły wspólną walutę euro. Konsekwencją będzie ewidentne pogorszenie statusu Polski, która europejskiej waluty dotąd nie przyjęła. W Parlamencie Europejskim głos posłów z eurostrefy będzie decydujący. Głos spoza niej będzie miał charakter opiniodawczy. Zmieni się także na pewno nasza sytuacja finansowa wewnątrz Unii. Już nawet nie chodzi o perspektywę wykraczającą poza rok 2020, ale i o bieżącą. Istnieje bowiem możliwość bardzo poważnej modyfikacji bieżącego budżetu Unii.

Najpierw zarobić, potem wydawać
Prywatne przedsiębiorstwa mają ok. 70% udziału w naszym PKB. Pozostałe 30% należy do kilkudziesięciu przedsiębiorstw państwowych i dużej liczby spółek samorządowych. W tej sytuacji zamiast dyskutować o dalszej prywatyzacji, trzeba raczej zastanowić się efektywnością przedsiębiorstw. Nie można ograniczać jej tylko do kryterium zysku. Przedsiębiorstwa nie działają wyłącznie po to, by dostarczać zysk właścicielowi. Są formą organizacji pracy ludzkiej, która powinna zapewnić warunki materialne godziwego życia społeczeństwa na określonym poziomie rozwoju cywilizacyjnego. Z tego punktu widzenia nasza gospodarka jest znacznie poniżej efektywności wymaganej przez nasze aspiracje materialne. A brutalna prawda jest taka, że żyjąc na kredyt, mamy pretensję, że poziom życia jest zbyt niski.

ZDROWIE
Rekordziści z Okinawy
Według danych Światowej Organizacji Zdrowia Japonia jest krajem o najwyższej oczekiwanej długości życia. Mężczyźni żyją tu średnio 85 lat, a kobiety 87 lat i cztery miesiące. Ma największy na świecie odsetek osób, które przekroczyły setny rok życia: na milion mieszkańców przypada ponad 452 stulatków. Pierwsze miejsce pod względem długości życia zajmuje Okinawa. Na tej wyspie wskaźnik zgonów z powodu chorób układu sercowo-naczyniowego jest jednym z najniższych w kraju i bez wątpienia ma to związek ze sposobem odżywiania się. Wszyscy mieszkańcy odżywiają się bardzo różnorodnie, przede wszystkim produktami pochodzenia roślinnego. Jedzą co najmniej pięć porcji warzyw i owoców dziennie, w tym co najmniej siedem różnych rodzajów. Podstawą diety są zboża. Mieszkańcy Okinawy spożywają średnio jedną trzecią ilości cukru w porównaniu z pozostałymi regionami Japonii i o połowę mniej soli. Przyjmują też mniej kalorii dziennie: 1785, w porównaniu do średniej, która w pozostałych regionach Japonii wynosi 2068.

Fragmenty książki Hectora Garcii i Francesca Mirallesa Ikiagi „Japoński sekret długiego i szczęśliwego życia”.

FELIETONY I KOMENTARZE
Jerzy Domański: Wyklęci nieświęci
Tomasz Jastrun: Rzeź nie tylko drzew
Agnieszka Wolny-Hamkało: Horror gore, czyli feralna kluseczka
Edward Mikołajczyk: Ho, Ho, ile jest roboty w sporcie!

Wydanie: 9/2017

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy