Niechciany anioł

Niechciany anioł

Spektakl w Teatrze im. Jaracza w Łodzi wywołuje wiele emocji

Gdy światła przygasły, kobieta na widowni krzyknęła. Zaskoczył ją widok opuszczającego się okna – elementu scenografii przedstawiającej obskurny pokój, która „otwiera się” w kierunku widowni. Zdziwienie, a nawet panikę obserwujemy też na scenie łódzkiego Teatru im. Stefana Jaracza, a wywołuje je zbieg okoliczności, którego bohaterowie zdawali się najbardziej pragnąć. Dlatego ich reakcje zmuszają do zastanowienia.
Tytułowe „Dwadzieścia minut z aniołem” mogłoby się zdarzyć właściwie wszędzie. Bohaterowie żyją co prawda w radzieckiej rzeczywistości, ale takiego zaopatrzeniowca i kierowcę w delegacji, którzy budzą się skacowani w hotelu i desperacko próbują pożyczyć od kogoś pieniądze, nie trudno wyobrazić sobie w polskich realiach – niekoniecznie lat 60. czy 70. Po kilku nieudanych próbach zdobycia paru rubli jeden z mężczyzn krzyczy do tłumu na ulicy. Po chwili zjawia się dobroczyńca, który ofiaruje im 100 rubli. Nie pyta, kim są, nie chce nawet zwrotu tej sumy.
Niespodziewany gest zamiast cieszyć, wyzwala niepokój i agresję bohaterów. Dominujący na scenie Mariusz Jakus (zaopatrzeniowiec Ugarow) i starający się dotrzymać mu kroku Dariusz Siatkowski (kierowca Anczugin) są na przemian komiczni i groźni. Za wszelką cenę starają się dociec, jakie motywy skłoniły ujmująco szczerego i miłego Chomontowa (Michał Jarmicki) do tak bezprzykładnego altruizmu. Czyżby był wariatem? Może to pospolity złodziej albo przestępca? A może wręcz przeciwnie – stróż prawa? Autor Aleksander Wampiłow każe zmierzyć się z tym problemem także innym postaciom zaplątanym w historię: sprzątaczce, młodemu małżeństwu i skrzypkowi. Spośród nich jedynie wrażliwa młoda żona inżyniera sceptyka (Anna Sarna) wierzy w bezinteresowność Chomontowa.
Publiczność przyjmuje kolejne wybuchy sfrustrowanej pary głównych bohaterów z rozbawieniem. Reżyser Andrzej Majczak konsekwentnie buduje jednak klimat obyczajowego obrazka, który zmusza do refleksji nad ich histeryczną reakcją. Zastanawiamy się, czy zachowanie postaci scenicznych powinno dziwić, czy jest właśnie typowe dla dzisiejszego świata, w którym panuje przekonanie, że zawsze jest coś za coś, a altruistyczne gesty są podejrzane.
Emocje studzi końcowe wyjaśnienie Chomontowa – nie ma znaczenia, prawdziwe czy zmyślone. Zamykająca się scenografia z powrotem odgradza bohaterów od widowni. Dla nich świat jest znowu uporządkowany. Widz zostaje sam ze swoimi pytaniami.

kd

Aleksander Wampiłow „Dwadzieścia minut z aniołem”, reż. Andrzej Majczak, Teatr im. Stefana Jaracza w Łodzi, Mała Scena

 

Wydanie: 12/2002

Kategorie: Kultura

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy