W 33. numerze „Przeglądu” polecamy

W 33. numerze „Przeglądu” polecamy

Znam sto tysięcy słów
– Nikt tak głęboko i analitycznie nie wnika w tekst, jak tłumacz, który zastanawia się, co w nim uwydatnić i w jaki sposób. Gdy tłumacz znajdzie książkę, która go intelektualnie zadowala, zwykle dowiaduje się, że wydawca o niej nie słyszał, a to znaczy, że nikt jej nie kupi. Przy trudnym przekładzie trzeba dobrych dziesięciu przymiarek do wątpliwego miejsca. Problem polega na tym, że literatury godnej takiej roboty nie ma za dużo – mówi Jan Gondowicz, krytyk, eseista, tłumacz literatury francuskiej i rosyjskiej. I kontynuuje: – Od 40 lat odczuwam pewnie poczucie izolacji środowisku w humanistycznym. Myślę po prostu innymi kategoriami niż reszta towarzystwa. Czasem czuję się jak lotnik Meriesjew z książki Polewoja, który stracił nogi – też jestem jak bez nóg, bo nie znam świata. Na szczęście jest internet. Fragmenty książki Zofii Zaleskiej „Przejęzyczenie. Rozmowy o przekładzie”.
Qulturalia

KSIĄŻKI
Cudze nieszczęścia bywają ożywcze
Zawsze ciągnęło mnie do wielkich dramatów, gdyż w ich blasku zapominałem o swoich małych. Dlatego noc stanu wojennego była nocą mojego życia. Gdy pięciu księży, obudzonych przez mnie w duchownym seminarium, biegało w gatkach, pytając, czy mają włożyć sutanny, nie mogłem im nic powiedzieć, pękałem bowiem ze śmiechu. A chciałem im powiedzieć, że muszą włożyć te pieprzone sutanny, ponieważ Zły wybiera naszych ludzi z domów jak senne ulęgałki. Przegraliśmy tę noc. Ale szybko udało nam się zbudować podziemie pełne światła i byliśmy razem, tak pięknie zbuntowani. Świat stał się czarno-biały, oni byli po stronie mroku, my po stronie światła. Ale gdzieś w środku lat 80. nasza konspiracja zaczęła gnić. Świat tak już jest urządzony, że wszystko w nim gnije, prędzej lub później. Fragmenty powieści Tomasz Jastruna „Rzeka podziemna”.

SPORT
Dojechaliście, to o co chodzi?
– Na początku gospodarze nie byli w stanie pokonać pewnych problemów. Jednym z podstawowych jest chaos komunikacyjny. Kierowcy mówią tylko po portugalsku, a więc z nimi zero kontaktu. Kiedyś po sporych perypetiach dotarliśmy na plac przesiadkowy, a gość zarządzający ruchem łamaną angielszczyzną skwitował całą sytuację krótko: „Dojechaliście, to o co chodzi?” – opowiada Grzegorz Pajda, komentator telewizyjny. – Kibicom wiedzie się jeszcze gorzej. Jeśli mają bilety na dwie konkurencje dziennie, to przemieszczenie się nie jest prostą sprawą. Autobusy komunikacji publicznej są zapchane do granic możliwości. Jadą denerwująco wolno, gdyż jeden pas należy do transportu olimpijskiego. Wszędzie korki. Ale to dla naszych fanów furda. Oni są wszędzie! Biało-czerwone flagi, głośne śpiewy, doping dla naszych – dodaje Andrzej Janisz, reporter Polskiego Radia.

FELIETONY I KOMENTARZE
Jerzy Domański: Skąd nasz ród
Bronisław Łagowski: Wrogi trójkąt: politycy, przedsiębiorcy, kulturaliści
Tomasz Jastrun: Przerabianie polskiej duszy
Agnieszka Wolny-Hamkało: Biegun pendolino

Strony: 1 2 3

Wydanie: 33/2016

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy