Od Mikosza do Mikosza. I koniec

Od Mikosza do Mikosza. I koniec

Pasażerowie latający LOT-em mogą zacząć szukać nowych linii. Powtórne powołanie eksprezesa Sebastiana Mikosza to koniec nadziei na uratowanie tego przewoźnika. Przy okazji znowu wygłupiło się Ministerstwo Skarbu, które powołuje i odwołuje w Locie, kogo chce. Efekt znamy. Styl działania urzędników też. Zafundowali nam żenujące widowisko z elementami komedii. A rada nadzorcza firmy pokazała, że jest ciałkiem dekoracyjnym, ale mało ozdobnym. Mikosz, który jako jeden z 27 kandydatów wystartował w konkursie na szefa LOT-u, nie załapał się nawet do finałowej piątki. Ale od czego miał telefon? Urzędnicy wyperswadowali radzie głupie pomysły i Mikosz z outsidera stał się liderem. I prezesem. I na tym skończą się cuda. Mikosz zrobi to, co kiedyś. Zwolni kolejną partię pracowników i sprzeda z majątku, co się da. A że LOT-owi te proste (by nie rzec prostackie) metody niewiele dadzą, nowy minister skarbu przyśle nowego nielota.

Wydanie: 7/2013

Kategorie: Przebłyski

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy