Kłamstwo stało się sposobem prowadzenia polityki. Na naszych oczach fałszowana jest polska historia. Wmawiane nam są rzeczy, które nie istniały. Wiadomo po co – żeby siebie postawić w gronie szlachetnych, tych, którym wszystko się należy, a przeciwników w gronie ludzi podłych, sprzedawczyków, którym, jeżeli coś się należy, to cela w Rawiczu. To nie jest takie sobie gadanie. Bo te opowieści, jeśli publiczność nie oponuje i przyjmuje je za prawdę, niosą określone, wymierne konsekwencje.
Nie chodzi tylko o personalia. Pisał o tym wielokrotnie na łamach „Przeglądu” prof. Bronisław Łagowski: fałszywa historia prowadzi do błędnej polityki. Za którą płaci cały naród.
Rekordy kłamstwa bije dziś Karol Nawrocki. Co opowiadał podczas imprezy zorganizowanej w rocznicę Porozumień Sierpniowych?
Nawrocki wziął udział w uroczystościach organizowanych przez NSZZ Solidarność w dawnej Sali BHP stoczni w Gdańsku. To była osobna uroczystość, bez Lecha Wałęsy, Bogdana Borusewicza, Henryki Krzywonos… Prezydent opowiadał, że w sierpniu 1980 r. przy stole usiedli ludzie „krystaliczni”, „sprawiedliwi w PZPR-owskiej sodomie” oraz „wierni Moskwie”. Co więcej, ci „wierni Moskwie” wciąż zasiadają na najwyższych stanowiskach w Polsce. A obecna Solidarność to bezpośrednia spadkobierczyni tamtej.
Oto kłamstwo z kluczem. Kolejny etap budowania zakłamanej opowieści o Polsce Ludowej i o III RP, którą słyszymy z ust prawicy i którą realizuje – za miliony złotych – IPN. Nawrocki buduje przecież podział Polski na „krystalicznych” i „wiernych Moskwie”. To opowieść jak z komiksu dla dzieci i młodzieży.
W świecie przedstawianym przez Nawrockiego mieliśmy po 1945 r. na ziemiach polskich stan permanentnej wojny domowej patriotów, tych „krystalicznych”, z „wiernymi Moskwie”. Najpierw prowadzili ją „wyklęci”, których każdą zbrodnię IPN usprawiedliwia. Potem mieliśmy kolejne bunty. Oczywiście w imię niepodległości i sprzeciwu wobec Moskwy. A w 1980 r. już decydujący bunt, który zakończył się wielkim zwycięstwem w 1989 r. Zwycięstwem narodu w wyborach 4 czerwca nad zbrodniczą dyktaturą.
Pokażcie mi zbrodniczą dyktaturę, którą obala się kartką wyborczą.
Ta wizja „krystalicznych” i „wiernych Moskwie” wyklucza jakąkolwiek refleksję na temat Polski Ludowej. Przekaz jest prosty: ponieważ było to państwo podległe Moskwie i rządzone przez zdrajców, wszystko, co w tamtych czasach powstało, było złe i służyło zniewoleniu. Każdy więc, kto pracował dla Polski Ludowej, budował szkoły, fabryki, rozwijał tamten kraj – służył złej sprawie, nie Polsce, lecz Moskwie. A każde działanie przeciw tamtemu państwu było chwalebne.
W tej opowieści powinniśmy chwalić takich działaczy jak Andrzej Rozpłochowski, który wołał, że jak Solidarność walnie pięścią w stół, to na Kremlu kuranty zagrają „Mazurka Dąbrowskiego”. A ganić tych, którzy prowadzili realną politykę, manewrowania i poszerzania obszarów polskiej samodzielności. Innymi słowy, polityka Gomułki, Gierka, Jaruzelskiego, ale i prymasa Wyszyńskiego, i koła „Znak”, w tej wizji na dobre słowo nie zasługuje.
Jak to określić? Przecież taka opowieść niszczy Polskę. Bo niszczy naszą umiejętność myślenia o polityce
r.walenciak@tygodnikprzeglad.pl









