Piekło seksuologów c.d.

Piekło seksuologów c.d.

Prof. Kazimierz Imieliński polemizuje z prof. Lew-Starowiczemi dr Michaliną Wisłocką W “Przeglądzie” nr 23 (25) z dnia 5 czerwca br. ukazał się artykuł red. Iwony Konarskiej pt. “Piekło seksuologów”. Zawiera on pewne nieścisłości oraz kłamliwe wypowiedzi, które wymagają sprostowania. I tak: 1) Łączenie nominacji do Pokojowej Nagrody Nobla (którą jestem zaskoczony, gdyż nie sądzę, abym robił coś niezwykłego) z moją działalnością seksuologiczną jest nieporozumieniem. Jeśli kominiarz otrzyma nagrodę za to, że jest dawcą krwi, nagroda ta nie ma nic wspólnego z jego zawodem. A że moja działalność w innej dziedzinie (która stała się podstawą do nominacji) nie jest w Polsce zbytnio znana, to już nie moja wina. Od dziesięciu lat środki masowego przekazu były informowane o działalności Polskiej Akademii Medycyny, a później także Światowej Akademii Medycyny im. AIberta Schweitzera. Nie budziło to zainteresowania, mimo że w imprezach Akademii zawsze uczestniczyli laureaci Nagrody Nobla (żaden z laureatów Nagrody Nobla nie chciał jednak złamać sobie nogi oraz nie chciał być okradziony na dworcu kolejowym, co mogłoby stać się atrakcyjne dla prasy) oraz uniwersyteccy rektorzy i dziekani z wielu krajów, w ostatnich sympozjach z 35 krajów. Efektem tej działalności jest wprowadzenie filozofii i etyki Alberta Schweitzera, jako filozofii pokoju, do programów studiów uniwersyteckich w 66 krajach. W ten sposób próbujemy zmienić mentalność przyszłych generacji. Oddźwięki z zagranicy są entuzjastyczne. Za to właśnie uhonorowany zostałem tytułem “doctor honoris causa” przez 40 (a nie przez 32 – jak podano) uniwersytetów zagranicznych. Otrzymałem także tytuły Profesora Honorowego z 10 uniwersytetów oraz zostałem wybrany członkiem 9 zagranicznych akademii nauk medycznych. 2) Jeśli wyobrażenia prof. Starowicza o działalności Akademii osiągają tylko pułap “kameralności i obdarowywania się medalami”, to świadczy to wyłącznie o poziomie jego wiedzy na ten temat oraz szerokości jego horyzontów myślowych. 3) Prof. Jaczewski nigdy nie był członkiem Polskiej Akademii Medycyny. Był tylko raz na posiedzeniu Polskiej Akademii Wiedzy Seksuologicznej. Składek faktycznie nie płaci. 4) Dr Wisłocka kłamie, powołując się na zmarłego ministra Bednarskiego, który nie może temu zaprzeczyć. Pracę w Lekarskiej Poradni Specjalistycznej TŚM w Warszawie przy Placu Trzech Krzyży podjąłem na osobistą prośbę min. Bednarskiego. Nigdy nie byłem z niej zwolniony. Złożyłem wymówienie w dniu, w którym podjąłem pracę w Akademii Medycznej w Krakowie, gdzie zorganizowałem Zakład Seksuologii. Są jeszcze akta w ZG TRR (dawna TŚM), więc można to sprawdzić. Nie dziwię się, że jestem dla dr Wisłockiej “nieciekawy”. Jej prymitywizm, wulgaryzm i seksizm – w sposób teatralny wykorzystywany przez środki masowego przekazu, a zwłaszcza TV – szkodził seksuologii i budził moją niechęć, której dawałem wyraz. Tym bardziej że fałszywie przedstawiała się za “specjalistę seksuologa”, mimo że nigdy nie uzyskała tej specjalizacji. Jako specjalista seksuolog została też wykreowana przez środki masowego przekazu – i tak jest do dzisiaj. W jej obecności krytykowałem jej brak kompetencji, kiedy to w swych “pogadankach” rozpowszechniała fałszywe poglądy o chorobliwości orgazmu łechtaczkowego u kobiet, który ona rzekomo skutecznie leczyła. W latach 70. dr Wisłocka zwróciła się do mnie z prośbą, abym był opiekunem jej “przewodu habilitacyjnego” na podstawie popularnonaukowej książki pt. “Sztuka kochania”. Myślałem, że sobie kpi – ale

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.
Aby uzyskać dostęp, należy zakupić jeden z dostępnych pakietów:
Dostęp na 1 miesiąc do archiwum Przeglądu lub Dostęp na 12 miesięcy do archiwum Przeglądu
Porównaj dostępne pakiety
Wydanie: 2000, 25/2000

Kategorie: Kraj