Pistacje pani minister

Pistacje pani minister

Prawie milion złotych wydano na urządzenie Urzędu Nadzoru Ubezpieczeń Zdrowotnych. Sam gabinet min. Kamińskiej pochłonął ponad 70 tysięcy zł

Był początek roku 1999. Ruszała reforma ubezpieczeń zdrowotnych. Teresa Kamińska pełniła wówczas funkcję pełnomocnika rządu do spraw wprowadzania reform społecznych, a także prezesa Urzędu Nadzoru Ubezpieczeń Zdrowotnych. I na pytanie, dlaczego jest tak źle, odpowiadała: – Nikt chyba nie oczekiwał, że od 1 stycznia wszystko świetnie zadziała!
Kamińska mogła mieć dobre samopoczucie, bo choć reforma zdrowia okazała się niewypałem, to jedna rzecz całkiem nieźle jej się udała. Otóż Urząd Nadzoru Ubezpieczeń Zdrowotnych (UNUZ), ciało stworzone specjalnie po to, by nadzorować pracę kas chorych, miał niezły rok. Urząd dostał na siedzibę trzy piętra w budynku przy ul. Chopina w Warszawie i w nich się urządził. Malowano ściany, kupowano meble, angażowano personel.
Jest listopad 2001 roku. Marek Opaśnik, nowy rzecznik UNUZ, spogląda na ściany w kolorze jasnej pistacji, dywany w kolorze kości słoniowej, fikuśne foteliki. Taki gabinet kazała sobie urządzić pani Kamińska.
– Koszty adaptacji trzech pięter wyniosły 976 tys. zł brutto – mówi. – To prawie 10 miliardów starych złotych.
Opaśnik, pytany o inwestycyjne ekstrawagancje poprzedniej ekipy, odpowiada lakonicznie: – Trwa w tej chwili kontrola dotycząca wydatków w UNUZ i dysponowania publicznymi pieniędzmi. Jeszcze się nie zakończyła. A co sądzę o gabinecie, który urządziła sobie minister Kamińska? No cóż, rozumiem, że trudno byłoby wymagać, by w urzędzie były obdrapane ściany, zdezelowane krzesła i stare biurka. Ale wszystko musi mieć jakąś rozsądną granicę. I finansową, i estetyczną. Przecież wiadomo, w jakim kraju żyjemy. Gabinetu prezesa państwowego urzędu – co robi szef prywatnej firmy mnie nie interesuje – nie można urządzać w sposób rozrzutny. I nie może przypominać buduaru.
Przeciągamy się w delikatnych, jasnych fotelikach z alkantary, dokładnie lustrując, czy przypadkiem nie wnieśliśmy na butach, na jasne, miękkie dywaniki (3000-3600 zł sztuka, w zależności od wielkości), jakiejś grudki błota. Ponad 70 tys. zł, które UNUZ wydał na urządzenie gabinetu pani Kamińskiej (łazienka – to osobna faktura), czyli cena kawalerki, sprawia wrażenie. Jest pistacjowo i przytulnie. Brakuje tylko (może wcześniej były?) puchowych poduch i koronkowych firanek.
Za to „gryzie” się z klimatem wnętrza stojący przy ścianie stół konferencyjny na 8-10 miejsc (w cenie 7400 zł), otoczony krzesełkami po 533 zł. No i mosiężne żyrandole (3 tys. zł sztuka), zbyt potężne, by dobrze komponować się z resztą.
W rogu gabinetu stoją dwie niezbyt imponujące palmy. Roślinność, dwadzieścia parę donic, którą ustrojono biura UNUZ, kosztowała ponad 50 tys. zł. Wynajęto nawet specjalną panią do podlewania kwiatków – za 450 zł miesięcznie.
To nie jedyna osoba, która w UNUZ znalazła ciepłą posadę. Prezesi urzędu zarabiali grubo ponad 10 tys. zł miesięcznie (nie licząc nagród), dysponowali samochodami służbowymi (wiceprezes podpisywał zgodę dyrektorowi, dyrektor wiceprezesowi i się jeździło), telefonami, komputerami, pracownikom fundowano studia, szkolenia, zagraniczne wyjazdy. Żeby rozliczyć dwutygodniowy pobyt w Niemczech, wystarczyło napisać, że było to szkolenie polegające na obserwowaniu kontroli w niemieckich kasach chorych. I już.
Skala nieprawidłowości, które ujawniają się podczas kontroli – jak mówi się nieoficjalnie – zaskoczyła nawet nowe kierownictwo UNUZ. Zwłaszcza skala rozrzutności. I uczciwości – bo dotąd nie można doliczyć się kilkunastu komputerów.
Na internetowych stronach UNUZ, pod ikoną „misja UNUZ” można przeczytać, że pracownicy urzędu powinni dbać o zachowanie publicznego zaufania i wiarygodności. – Czy urząd, w którym jest tyle nieprawidłowości, może spełnić ten postulat? – pyta się retorycznie Opaśnik. – Przecież ten urząd ma kontrolować kasy chorych, sprawdzać, czy dobrze gospodarują publicznymi pieniędzmi. Oceniając ich decyzje pod względem celowości i gospodarności. Bronić tych najsłabszych, dla których ważna jest każda złotówka. Jaki mandat do kontrolowania mogą mieć ludzie, którzy sami zachowują się tak rozrzutnie?

R.W.

Wydanie: 49/2001

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy