PIT wchłonął mercedesa

PIT wchłonął mercedesa

Gdy Marian Krzaklewski wystartował w wyborach prezydenckich, powiedział w Radiu Gdańsk, że kandydat na tak wysoki urząd nie powinien kamuflować danych o sobie, m.in. tego, jaki ma majątek. On nie ma nic do ukrycia, bowiem już w maju ub. roku w “Super Expressie” opublikował zeznanie podatkowe swoje i żony za rok 1998 (rozliczają się razem). Wynika z tego, że wspólnie zarobili 92.202 zł. Ale – państwo Krzaklewscy mieli sporo odliczeń. Przypomnijmy ten PIT:
Na mieszkanie odłożyli 20 tysięcy złotych i z tego tytułu odpisali sobie od podatku 6 tysięcy złotych. 258,50 zł odliczyli na zakup komputera. Następnie – 11.805 zł odpisano z podstawy opodatkowania tytułem darowizny na rzecz “Solidarności”. Wynosiła ona 40 tysięcy zł. Są to pieniądze, wyjaśniał lider AWS, uzyskane ze sprzedaży mercedesa – nagrody za tytuł “Człowieka Roku 1997” przyznanej mu przez tygodnik “Wprost”.
W tej informacji, autoryzowanej przez składającego PIT, nie ma ani słowa o podatku wpłaconym od kwoty uzyskanej ze sprzedaży samochodu. W ogóle nie wynika, że został on uiszczony, choć powinien. Było natomiast widać czarno na białym, że fiskus jest winien państwu Krzaklewskim 8187 złotych.
Wcześniej poseł Marian Krzaklewski złożył oświadczenie w Sejmie, iż środki (bez podanej sumy) ze sprzedaży auta przekaże na cele charytatywno-społeczne. Można było przypuszczać, że “Człowiek Roku 1997” ma na myśli całą kwotę, uzyskaną na licytacji mercedesa wśród Polonii amerykańskiej. A było to 44,5 tys. dolarów, w przeliczeniu na złotówki, 110 tysięcy złotych.
Z nastaniem kampanii wyborczej kandydat Krzaklewski odpowiedział na pojawiające się tu i ówdzie wątpliwości, ile tak naprawdę wynosiła jego darowizna dla “Solidarności”. W lipca 2000 r. poinformował na swej stronie internetowej, że pieniądze ze sprzedanego mercedesa (pojawiła się znana kwota – 110 tys. zł plus – nie wiadomo skąd – naliczone, bliżej nieokreślone odsetki) już przeznaczył na cele charytatywne. Dla jasności sprawy zajmuje się tym fundacja. Wydała już 60 tys. zł; na koncie zostało jeszcze 50 tys. zł. Wkrótce potem, po dementi w tygodniku “NIE”, tekst w Internecie zmieniono – na cele charytatywne Krzaklewski miał przeznaczyć 70 tys. 250 zł, a 20 tys. czeka na wspomnianym koncie. O pozostałych 20 tys. nie było ani słowa.
Nie wiadomo, co to za konto i jak się ma do zapowiadanej fundacji. Kajus Augustyniak, rzecznik sztabu kandydata na prezydenta, twierdzi, że pieniądze na cele charytatywne są przekazywane sukcesywnie z konta rodzinnego państwa Krzaklewskich. Jeżeli tak, to pogratulować pomysłu, jak zarobić na fiskusie. Każdy mógłby sobie założyć taką prywatną fundację. Ale może przesłyszeliśmy się, może coś tam się przekłamało w Internecie, a także na konferencjach pana Augustyniaka? Może to tylko brzydka plotka głosi, że lider AWS nieźle zarobił, ofiarowując swą nagrodę “Solidarności”?
Nie jest chyba trudne rozliczenie się, w imię deklarowanej jawności, z konkretnej kwoty. Walczący o głosy wyborców kandydat na prezydenta nie powinien aż tak bardzo ukrywać swych szlachetnych uczynków. Decyzja o sprzedaży mercedesa była wyrazem dobrej woli lidera AWS, nikt go do tego nie zmuszał. (No, może trochę opinia publiczna). Skoro już znaczna część (tak naprawdę, to jaka?) pieniędzy się rozeszła, niech ludzie się dowiedzą, kto jest ich dobroczyńcą. Jeśli owa szlachetna fundacja istnieje rzeczywiście, a nie tylko na użytek urzędu skarbowego, trzeba, dla podtrzymania kreowanego wizerunku sędziego moralności, ujawnić jej obecne konto. A przy okazji, bez kluczenia odpowiedzieć ludziom wprost: obdarowany nagrodą zapłacił taki a taki podatek dochodowy od kwoty uzyskanej ze sprzedaży samochodu. Odpowiedź może być upubliczniona w Internecie. KOW

Wydanie: 40/2000

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy