Nie jestem specjalistą od globalnej polityki, co nie zmienia faktu, że staram się ją obserwować, z rzadka komentować. Mam pełną świadomość, że na światło dzienne wychodzą tylko fragmenty układanek politycznych największych graczy. A do tych wciąż zaliczają się USA i Rosja. Ostatnia, półtajna wizyta szefa CIA Johna Ratcliffe’a w Moskwie jest jednym z epizodów owej rozgrywki, rozpalających ogień komentarzy i supozycji.
Wśród najczęściej pojawiających się tez jest ta, że podobnie jak w końcówce 2021 r., kiedy miała miejsce podobna wizyta (Amerykanie mieli mocne przypuszczenia, że Rosja zaatakuje Ukrainę), USA i tym razem coś wiedzą. I jest to coś nietuzinkowego, co może zburzyć i tak już naruszony ład europejski. Komentatorzy najczęściej twierdzą, że raczej nie jest to scenariusz otwartego konfliktu Rosji z NATO i że nie musi to oznaczać fizycznej operacji wojskowej wymierzonej w państwa bałtyckie (jak operacja na Ukrainie).
Ppłk Maciej Korowaj, były oficer Służby Wywiadu Wojskowego, mówi „Gazecie Wyborczej”: „Kreml podbija stawkę i udaje gotowość do wojny wyłącznie po to, by zmusić Waszyngton do podjęcia rozmów na własnych zasadach. (…) Rosja dąży do eskalacji i straszy konfliktem nie po to, żeby od razu podbić NATO czy pokonać nas militarnie. Głównym celem Kremla jest po prostu zmuszenie Amerykanów, by usiedli z nimi do stołu i zaczęli rozmawiać na warunkach Moskwy”. Wśród scenariuszy owego konfliktu jest ewentualność, całkowicie niedookreślona, użycia broni jądrowej.
A może warto zadać sobie pytanie, w stanie jakiej atrofii muszą być rozmowy na temat niewojennego rozwiązania konfliktu? Czy w ogóle toczą się gdziekolwiek jakieś rozmowy, symulacje rozwiązania innego niż militarne? Nic o nich nie wiem i raczej nie jest to skutek ich utajnienia, lecz potwierdzenie, że ten wariant nie jest nie tylko rozgrywany, ale i od lat traktowany poważnie.
Jeśli zatem trafione są sugestie co do celu Rosji (zmuszenie Zachodu do rozmów na temat czegoś, co można by nazwać nowym europejskim ładem), to może warto zauważyć, nie zachłystując się antyputinowską obsesją, że właśnie Rosja próbuje do takich rozmów doprowadzić. I tak, niewykluczone, że do osiągnięcia tego celu używa języka rozumianego i szanowanego przez USA i NATO – języka siły, manifestacji potęgi nuklearnej. Robi to na tyle czytelnie, że USA reagują i wysyłają na rozmowy szefa CIA. Czy zagrożenie aktem agresji








