Pocieszny jak koala

Pocieszny jak koala

20 października Australia obchodzi Dzień Misia Koala, najsympatyczniejszego ze zwierząt kontynentu. Jane Cartwright, dyrektorka parku narodowego Ettamogah w Nowej Południowej Walii, podkreśla, że koale mają coraz większe znaczenie gospodarcze jako atrakcja turystyczna kraju. Dzięki zamożnym cudzoziemcom oglądającym pocieszne stworzenia Australia zyskuje prawie miliard dolarów rocznie.
Niedźwiedź workowaty, czyli koala, to urocze zwierzątko przypominające kochane przez dzieci pluszowe misie. Krótki pyszczek z nieowłosionym grzbietem nosa oraz kosmate odstające uszy nadają mu komiczny wygląd. Nie jest oczywiście niedźwiedziem, lecz ssakiem z rzędu torbaczy, z rodziny pałankowatych. Samice rodzą jedno młode wielkości ziarna fasoli. Kiedy miś przestaje mieścić się w torbie, matka nosi malucha na barana.
Koale żyją we wschodniej Australii. Dzień przesypiają na rozwidleniach wysokich gałęzi eukaliptusa, nocą objadają się jego liśćmi i młodymi pędami, co stanowi ich wyłączne pożywienie. Sympatyczne misie są wybredne – zjadają tylko liście 20 z 300 gatunków drzew eukaliptusowych (około pół kilograma dziennie), więc często muszą podejmować dalekie wędrówki w poszukiwaniu pokarmu. Zwierzęta te nigdy nie piją – wilgoć czerpią z liści. W języku aborygenów koala oznacza „bez wody”. Są za to doskonałymi pływakami. Misie sprawiają wrażenie powolnych i poruszających się w transie. Według jednej z teorii, prawie nigdy nie „trzeźwieją”, są bowiem nieustannie oszołomione eterycznymi olejkami eukaliptusa.
Niegdyś pospolite we wschodniej Australii były bezlitośnie tępione ze względu na swoje futro. Tylko w 1942 roku Australia sprzedała dwa miliony skór. Na misie polowali aborygeni ceniący ich smaczne mięso. To łatwe łowy, wystarczy zdjąć śpiące w dzień stworzonko jak owoc z drzewa. Koale ginęły na skutek wyniszczenia środowiska, gdy lasy eukaliptusowe musiały ustąpić miejsca ludzkim siedzibom. Obecnie pozostają pod ścisłą ochroną. Władze zapewniają, że niedźwiadki workowate nie są gatunkiem zagrożonym. Na wolności żyje ich ponad 100 tysięcy. W regionach południowej Australii, gdzie misie koala zostały wytępione, wielkim kosztem wprowadzono je ponownie. Ekologowie twierdzą jednak, że nie ma powodów do radości. Tylko pod kołami samochodów i w szczękach psów co roku traci życie do czterech tysięcy niedźwiadków. Prawdziwe spustoszenia w populacji misiów sieją niszczycielskie pożary buszu. Ukazujący się w Nowej Południowej Walii dziennik „The Border Mail” wskazuje inne niebezpieczeństwo – jeśli emisja dwutlenku węgla do atmosfery nie zostanie zredukowana i globalny wzrost temperatur będzie postępował w obecnym tempie, flora Australii zostanie unicestwiona już za kilka dziesięcioleci. Wraz z eukaliptusami znikną także koale.
Władze podejmują intensywne wysiłki, aby pomóc pociesznym misiom. Kiedy rozeszły się pogłoski, że koale pojawiły się w buszu Warrangamba na południe od Sydney, władze Nowej Południowej Walii wysłały ekspedycję badawczą. Biologowie nadają przez mikrofony nagrane na taśmie godowe porykiwania samców. „Mamy nadzieję, że sprawią one, iż misie wyjdą z ukrycia, zarówno samice gotowe do zalotów, jak i samce, które są zwierzętami terytorialnymi i nie lubią obcych w swym rewirze. Koala, nasz narodowy symbol, wygląda wprawdzie uroczo, ale jego godowy zew przypomina ryk osła połączony z chrząkaniem świni i słychać go z odległości wielu kilometrów. Jeśli misie się pokażą, zapewnimy im ochronę”, mówi Daniel Connoly, rzecznik Dyrekcji Rezerwatów i Parków Narodowych.

Kry

Wydanie: 41/2002

Kategorie: Obserwacje

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy