Poczet łuczników polskich

Poczet łuczników polskich

Rozgrzani wyborami zwolennicy totalnej władzy PiS idą na całość. I ujawniają swoje marzenia. I to jakie! Przy nich znane dotąd perwersje to pikuś. Marzą np. o łuku. Polskim łucznikom bardzo tęskno do splendoru zdobywców Dzikiego (?) Zachodu, którzy po wymordowaniu Indian postawili sobie w Saint Louis Łuk Wjazdowy ku czci zdobywców Zachodu. Stalowy łuk ma, bagatela, 192 m i każdy może sobie na niego wejść i popatrzeć na rzekę Missisipi. A Jan Pietrzak chciałby z naszego łuku popatrzeć na Warszawę. I ma szansę, bo np. inż. Walczak już wie, że „łuk powinien być widoczny z każdego autobusu, samolotu czy pociągu zmierzającego do Warszawy”. To i tak jest wersja mało ambitna. Bo gdyby tak zrobić łuk od Terespola do Częstochowy z najwyższym punktem właśnie w Warszawie? O takie dzieło tysiąclecia powinna powalczyć np. młodzieżówka PiS.
Nie może przecież poprzestać na pomyśle Marka Króla, antykomunisty, który antykomunizm wyssał z mlekiem matki, a na sekretarza KC PZPR trafił pod wpływem pierwszej wersji dopalaczy. Cóż ten bogobojny Król teraz proponuje? Skromniutko. Chce, by na stulecie bitwy warszawskiej prezydent Duda postawił w stolicy srebrny łuk. Tylko o 50 m wyższy od tego w Saint Louis (czyli 242 m). Łuk miałby się zaczynać obok skrzyżowania Marszałkowskiej i Alei Jerozolimskich i przechodzić nad Pałacem Kultury. Przepiękna wizja. Przemądrzy autorzy. Tylko Polska biedna.

Wydanie: 36/2015

Kategorie: Przebłyski

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy