Podłe słowa

Podłe słowa

Zdarzenia przyśpieszyły, więc cokolwiek napiszę, będzie przeterminowane. W zeszłą niedzielę byłem pod Trybunałem, potem marsz pod Sejm. Nie nadaję się do tego, nie lubię tłoku ani pierwotnych odruchów tłumu. Tłum to bardzo podejrzane zwierzę. Ale mam czyste sumienie, że nie stoję z boku, że nie ograniczam się do słów. Co z tego, że już kiedyś się nachodziłem? To żadne usprawiedliwienie. Wzrusza mnie determinacja i wytrwałość ludzi, razi patos wodzirejów, męczy ryk trąbek. Każda manifestacja, jeśli nie dochodzi do bijatyki, ma problem, jak nagłośnić swoją obecność, zapełnić czas, żeby nie był pusty. A do bijatyki coraz bliżej. PiS zaczyna robić to, czego się bałem. Inicjuje kontrmanifestacje. Joachim Brudziński przemawia: „Nie pozwolimy na warcholstwo”. Pięknie, to język marca ‘68. Oni są obrońcami, my, protestujący, warchołami. Minister spraw wewnętrznych (zawsze strapiony, jakby go bolała wątroba) mówi o manifestacjach: „Widać, że to było zaplanowane. (…) To wszystko były nieudane próby. (…) Awantura to próba podpalenia Polski”. Oczywiście spisek. Czy Wielki Urząd ujawni, jakie wrogie siły za tym stały? A pożaru w Polsce na razie nie ma, wygląda jednak na to, że za rok będzie. My czekamy na swoich męczenników, oni na pretekst, by zacząć „reformować” kraj, ale już nie po dobremu. Coraz bardziej jest oczywiste, że sfałszują wybory. Może nawet nie chcą, ale muszą.

Jak to możliwe, że taka sprawa jak ograniczenie dostępu dziennikarzy do posłów w Sejmie, błaha w porównaniu z „reformą” edukacji czy rujnowaniem budżetu, spotkała się z tak żywym protestem? Kiedy przebierze się miarka, jedna kropla wystarczy? A wiemy, jak ważna jest rola wolnych mediów. Zaczyna się na nie nakładać kaganiec, na razie tylko na nos. Kaczyński musi być zaskoczony skalą protestów. Aż tak gardzi Polakami, że był pewien, że dadzą się zniewolić. Nie cofnie się jednak. Nie umie. I to go zgubi, oby prędzej niż później.

Samuel Pepys w swoich dziennikach, niezwykłym świadectwie życia w XVII-wiecznym Londynie, zanotował, że przyszedł do niego złotnik, by mu pozłocić grzbiety książek. A do mnie przychodzi młody informatyk, żeby podczyścić pamięć komputera, moje słowa nie mieszczą się w pamięci maszyny. Robi mi wykład, dlaczego dzisiaj nie da się już zablokować przepływu informacji. Wyjątkiem jest Korea Północna, częściowo Chiny. Pierwsze transmisje z naszego Sejmu przez telefony komórkowe pokazują, że się nie da. Istnieje jednak możliwość ingerencji w internet, o czym się przekonałem na własnej skórze. Pisałem niedawno, że ktoś przesłał mi zaproszenie z domu kultury w Siedlcach na Przedszkolny Festiwal Piosenki Patriotycznej i Żołnierskiej. Potem dostałem filmik z tego festiwalu. Poprzebierane za żołnierzy przedszkolaki z papierową bronią śpiewały patriotyczne pieśni. Monstrualny kicz patriotyczny. Upubliczniłem ten filmik na Facebooku. Kilkaset osób zdążyło go powielić. Ale film nagle znikł. Nie tylko z mojej strony, zewsząd wyparował. Z powodów politycznych? To była pierwsza myśl. Powód jest jednak inny. Uznano, że śpiewające dzieci to żer dla pedofilów. Świat zwariował.

Jestem w telewizji Nowa – rzeczywiście zupełnie nowa i niezależna. Rozmowa o stanie rzeczy z Jerzym Zelnikiem. Wita się ze mną niezwykle serdecznie. A widzieliśmy się chyba dwa razy. Ale jesteśmy na ty. Szedłem na to spotkanie nabuzowany. Wiem przecież, że jest głęboko zanurzony w religii smoleńskiej. Ale rozbroił mnie serdecznością. W programie, obejmując mnie, mówił: „mój wielki przyjaciel”. I zrobiła się z tego kulturalna rozmowa ludzi, którzy to samo widzą zupełnie inaczej, mówią jednak o tym spokojnie, bez nienawiści. A więc to możliwe. Wyobrażam sobie, jak wyizolowany czuje się w swoim środowisku.

Premier Szydło mówi, że protestują ci, którzy przegrali wybory i nie mogą się z tym pogodzić. A nie pomyślała pani, że nie możemy się pogodzić z tym, co wyrabiacie z Polską? Zapomniałem, że w was jest samo dobro. Nawet kiedy kłamiecie, że obecny bunt to próba zablokowania ustawy o dezubekizacji (jak deratyzacji?). Że też sam na to nie wpadłem. Jest więc sojusz liberałów z mistycznymi ubekami. Czemu narodowcy nie potrafią przyjąć, że można protestować ze szlachetnych powodów? Mierzą świat własną podłą miarą. Dla nich wszystko jest proste, nie ma żadnych komplikacji, moralność ustala prezes. Ja jednak widzę komplikacje. Pamiętam Marka Kuchcińskiego z Przemyśla, kiedy był porządnym człowiekiem. Dzwoni do mnie poeta K., opowiada, jak wiele Marek dla niego zrobił, K. był zawsze w tarapatach, gdyż jest poetą z innej epoki. Mówi, że Marek oddałby biednemu ostatnią koszulę.

Przykazanie dla siebie: nie używać przez jakiś czas słowa podłość wobec tego, co się dzieje. To nie jest jakieś wzniosłe słowo, to podłe słowo, ale słowa za często używane zużywają się. A to słowo, jak się zdaje, będzie nam w niedalekiej przyszłości potrzebne w całej swej świeżości.

Wydanie: 52/2016

Kategorie: Felietony, Tomasz Jastrun

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy