Obejrzałem przedpremierowo „Dziennik panny służącej”. Skądinąd Radu Jude został sprowadzony do Warszawy na warsztaty bernhardowskie w TR i przy okazji zaproszony na spotkanie po projekcji filmu. To jeden z największych artystów kina europejskiego, a pretensje można mieć do niego chyba tylko o to, że po arcydzielnych „Wszystkich w naszej rodzinie” i „Aferim!” robi wyłącznie filmy dobre lub bardzo dobre.
Jego ostatnie dzieło, zrealizowane jako rodzaj uwspółcześnionych wariacji książki Octave’a Mirbau, plasuje się pomiędzy tymi dwiema kategoriami. Najpyszniejsze są jednak w filmie sceny z francuską burżuazją, która A.D. 2025, cokolwiek znużona przeciągającą się wojną ukraińsko-ruską, wyraża obawę, że „ten szaleniec Zełenski” wciągnie ją w III wojnę światową. Jakby nie mógł wziąć przykładu z cywilizowanej Francji, która przecież poddała się Hitlerowi w niewiele ponad miesiąc.
Opór Ukrainy jest nader kłopotliwy; Slavoj Žižek w niedawno wydanej po polsku książce „Za późno na przebudzenie. Co nastąpi, skoro przyszłość nie istnieje” pisze wprost o wypartych pragnieniach zachodniej Europy: „Po cichu liczyliśmy, że Ukraina szybko padnie, żebyśmy mogli się porządnie oburzyć i opłakać stratę… następnie żyć po staremu. (…) Przypomnijmy sobie, jak w pierwszych dniach wojny zachodnie mocarstwa zaproponowały Zełenskiemu ewakuację z Kijowa specjalnym samolotem. Podtekst był taki, że sprawa została przegrana (więc szybko się stąd zmywajmy).
Nieprzemyślana, histeryczna reakcja zdradziła prawdziwe pragnienie Zachodu – którego zaspokojenie uniemożliwił niespodziewany opór ze strony Ukrainy”.
Antyukraińskie nastroje w Polsce są także rodzajem resentymentu wobec sąsiada, który zamiast załatwić sprawę „polubownie” i przystać na podyktowane przez agresora warunki rozejmu, z uporem i bohatersko prowadzi wojnę obronną już piąty rok. Naród ukraiński wykazuje bowiem wszelkie te cechy, które chcą sobie przypisywać Polacy na podstawie własnej heroizującej polityki historycznej, lecz broń boże nie chcieliby ich zweryfikować w warunkach wojennych.
Žižek swoje pesymistyczne rozważania napisał jeszcze przed ponownym wyborem Trumpa na prezydenta USA, zatem nawet katastrofizm autora nie zakładał upokarzających przekomarzań Trumpa z Zełenskim, prób decydowania o wojnie ponad głowami Ukraińców,








