Pomniki na wolności

Pomniki na wolności

Awantura była o neon z postacią jelenia w samym sercu Piły. Zwierzę pochodzi z herbu miasta, ale to nie znaczy, że nad centralnym placem ma świecić samczym atrybutem. W lokalnych mediach zabierali głos ci, którzy na tym się znają. Czyli wszyscy. A przecież w Gołdapi na rondzie stoi jeleń. Z rogami, ale bez… Można? Można!

Wzięcie ma też dzik. W Kielcach stoi przy głównym deptaku, co jest zrozumiałe. Kielce biorą nazwę od kielców – kłów dzika. Ale co robi locha z małymi na placu w Świdnicy?

W Rakowie na Kielecczyźnie żadna strzałka nie prowadzi do – wydawałoby się – historycznej chluby miasta: szkoły i drukarni ariańskiej. Pewien miejscowy (fakt, nieco wczorajszy) zapytany o arian odpowiedział pytaniem: – Marian? Jaki Marian? Bo arianie schowani, za to na rynku pysznią się ogromne srebrne raki. Grunt to proste skojarzenia.

W Szczebrzeszynie eksponowane są – a jakże! – chrząszcze. Kilka siedzi na ławeczce, jak miejscowi przed sklepem spożywczym. Są to jednak owady z wierszyka Brzechwy, więc oswojone, przyjazne. Natomiast w parku edukacyjnym w Komornikach pod Poznaniem łażą chrząszcze monstrualne. I tu już dziecko może się spłoszyć. Zwłaszcza gdy w pobliskim lesie zobaczy kleszcza o wymiarach metr na metr.

W kwestii gęsi przoduje kujawski Ślesin. Wprawdzie w najbardziej eksponowanym miejscu rynku wznosi się pomnik Świętej Rodziny, ale już nieco niżej pyszni się gęś. Bo tradycją tego regionu było pozyskiwanie gęsiego pierza. Rynek przemierza więc żeliwny handlarz z gęsią pod pachą. Warto zwrócić uwagę, że handlarz do roboty udaje się pod krawatem.

Niezmiennie na fali są niedźwiedzie. Na Gubałówce wystawili niedźwiedzia całorocznego. Futrzanego, w otoczeniu owczarków, tylko podejść i pstryknąć fotkę (za opłatą oczywiście). Niedźwiedzie wyskakują w najdziwniejszych miejscach – pozdrawiają kierowcę na zakrętach Dolnego Śląska, w Muzeum Wsi w Szreniawie pod Poznaniem służą jako popielniczki, a w Łagowie są częścią fontanny.

Odwrotnie koziołek – ten jest przypisany do jednego miejsca: do Pacanowa (Kieleckie). Matołek spaceruje tu po uliczkach, a poza tym widnieje na wszystkim. Nawet w witrynie sklepu mięsnego.

Ci przeklęci wyzwoliciele!

Co rusz wybucha awantura o pomniki „sowieckiej dominacji”. Rozejrzyjmy się. Czerwonoarmiści największe hołdy odbierają w Ciechocinku. „Tam, gdzie dom zdrojowy…” ich dumny i nienaruszony pomnik figuruje na środku głównego ronda, tuż przy tężniach. Kuracjusze nie zwracają uwagi, bo zajęci są stanem własnego zdrowia i szansami na podbój erotyczny.
Na rynku we Włodawie tych, którzy przyszli zza Buga, upamiętnia zwalisty kloc betonu – do wysokości pierwszego piętra. W Świdwinie (Zachodniopomorskie) wyzwolicieli czczą betonową bryłą. Niby oni w furażerkach z orłem, ale oczy mają skośne, mongolskie. A przecież przed bitwą pod Lenino rasy nie zdążyły się zmieszać. Zresztą w tym regionie w ogóle bywa niezręcznie. Ot, wioseczka Starogard nieopodal Reska. Na zakręcie skromny obelisk – nieco pochylony, ale z godłem Kraju Rad. Tylko kto go postawił? Kiedy „Russ-Iwan” wkraczał do wsi Altgard zimą 1945 r., był czystym agresorem. Tych „samych swoich” z Kresów mieli tu zwieźć dopiero za rok. Podobny problem mają władze Brzegu na Opolszczyźnie. Nad Odrą wznosi się pomnik ku czci partyzantów, choć o opolskiej partyzantce mało kto słyszał. Nie szkodzi – w napisach wyszczególniona jest partyzantka lubelska. A dla odwrócenia uwagi w pomnik wmontowano mnóstwo rur. Bez rozsądnego powodu. Każdy więc pyta o rury, nie o partyzantów.

Strony: 1 2 3

Wydanie: 31/2015

Kategorie: Obserwacje

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy