Pomnikożerca trafił do Kodnia

Pomnikożerca trafił do Kodnia

Upiór krąży po Polsce. Ponury i ziejący ogniem. Z wyglądu niepozorny, taki sobie nijaki. Pozujący na swojaka. A w sercu prawicowiec. Imię jego – pomnikożerca. Sterany walką, już nie ten słuch i nie ten węch, choć chęci nie brakuje. Ani pracowitości. Taki Marcin Augustyn z „Naszego Dziennika” dotarł aż na wschodnią granicę. Do Kodnia. Nie po to, żeby coś dopisać do pomnikożerczej chwały. Bo nawet Augustyn rozumie, że trudno się doczepić do napisu „Bohaterom radzieckim poległym w walce z okupantem hitlerowskim o wyzwolenie Kodnia w 1944 r.”. Wszystko to przecież prawda. Ale Augustynowi nie chodzi o prawdę. Ba, nie chodzi mu o obelisk. Miał zlecenie na Ryszarda Zania, wójta gminy Kodeń. I jak umiał, tak mu dowalił. Pomnikożerca z niego szczery, ale głowa nie nadąża.

Wydanie: 41/2014

Kategorie: Przebłyski

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy