Porządki w zagranicznych dyplomach

Porządki w zagranicznych dyplomach

Polska wypowiedziała umowy o uznawaniu kształcenia, które podpisano ponad 30 lat temu. Studenci – absolwenci uczelni radzieckich czy jugosłowiańskich – po przyjeździe do Polski otrzymywali od ręki akt stwierdzający, że są magistrami. Jednak dziś po bloku socjalistycznym została tylko nazwa, a polskie uczelnie zostawiły w tyle te zza wschodniej granicy. Dyplomy przestały świadczyć o tej samej wiedzy. I dlatego nie będą już automatycznie uznawane dyplomy lekarzy lub architektów z uczelni bułgarskich czy krajów byłego ZSRR, do których Polska miała spore zastrzeżenia. Jest jeszcze jeden powód wypowiedzenia umowy. Wreszcie skończą się nadużycia, np. przyspieszone uzyskiwanie habilitacji na uczelni ukraińskiej czy sprzedawanie zagranicznego dyplomu psychologa przez polskie spółki nieposiadające statusu wyższej uczelni. Wreszcie niemożliwe będzie ekspresowe wykształcenie na uczelni moskiewskiej lub kijowskiej. Jeśli jakaś szkoła proponuje dziś takie wykształcenie, jest to nadużycie.
Dotychczas uzyskane dyplomy nie stracą ważności. Z danych MENiS wynika, że w Polsce studiuje ok. 5 tys. obywateli państw, których dotyczy wypowiedzenie porozumień. Ale w tych krajach studiuje tylko 28 Polaków.
W przypadku dyplomów państw, które wraz z Polską wstąpiły do UE (Słowenia, Litwa, Łotwa i Estonia), obowiązywać będą przepisy unijne. Pozostali muszą potwierdzić swój dyplom w procesie nostryfikacji.

Wydanie: 37/2004

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy