QULTURALIA 32

kurtyna w góre

Rodzina w ucieczce
Musimy porozmawiać – powiada Ivory (Cezary Kosiński), syn marnotrawny, który wraca do domu po ośmiu latach, ale nikt tu rozmawiać nie chce. Przeciwnie, unikanie rozmów, a zwłaszcza tzw. prawdy, wydaje się sposobem na życie. Matka (Magdalena Zawadzka) ciągle przemeblowuje mieszkanie i nie może zapamiętać ani imion, ani twarzy, ojciec (Leonard Pietraszak) z nieodłącznym kijem golfowym pielęgnuje formę, babcia (Wiesława Mazurkiewicz), która podobno nie żyje, tryska zdrowiem i lży wszystkich, a ciocia (Dorota Pomykała) rozsiewa słodycz uśmiechów. Nic dziwnego, że narzeczona (Maria Seweryn), która towarzyszy Ivory’emu, czuje się zagrożona. Przeraża ją zwariowana rodzinka, która nie potrafi się poruszać w realnym świecie, ale, jak się okaże, wszystko to pozór, bo pod maskami kryją się tajemnice i nieprzeparta potrzeba tworzenia bezpiecznych światów, gdzie można uciec przed ciosami życia. I tak komedia omyłek, zatrącająca farsą, ze sceny na scenę staje się komedią serio, odsłaniając dramat egzystencji.
Krystyna Janda pewną ręką prowadzi widzów przez ten zawiły świat masek, chroniąc tajemnice bohaterów tak długo, jak trzeba. Powstaje idealnie zorkiestrowany koncert, w którym wszyscy wykonawcy mają piękne solówki, a Magdalena Zawadzka tworzy najpiękniejszą rolę od wielu lat. Jej Evelyn jest tragicznie doświadczona, kryje lęki pod maską wiecznie zabieganej pani domu, skoncentrowanej na garderobie i hodowli kwiatów. Ciągle w ruchu, przebiega z lekkością i zalotnością przez scenę, jak gość z innego świata, tylko od czasu do czasu ukazując prawdziwe niepokoje. To wyrafinowane przedstawienie, w którym pytanie, co jest prawdą, a co udawaniem, jest pytaniem o szansę przeżycia następnej chwili bez bólu.
Tomasz Miłkowski

Michael McKeever, „Pocztówki z Europy”, tłumaczenie Bogusława Plisz-Góral, reżyseria Krystyna Janda, scenografia i kostiumy Wanda Kowalska,
światło Adam Kłosiński, Waldemar Zatorski, Och-teatr, premiera 12 maja 2012

Shylock – za i przeciw
Piotr Kondrat ukazuje w monodramie skomplikowane wnętrze bohatera Szekspirowskiego „Kupca weneckiego”, który bywał przedstawiany na scenie jako bezwzględny lichwiarz, przebiegły Żyd, najsłuszniej w świecie poskromiony w krwawych zapędach. Stąd przeświadczenie, że to dramat o wymowie antysemickiej. Kondrat omija tę pułapkę i wnika w głąb bohatera, rysując wnętrze człowieka poniżanego, wyszydzanego, oszukiwanego, który próbuje wziąć odwet na wrogim świecie wyniosłych chrześcijan, ale zamiast smaku zemsty poznaje gorycz klęski i wykluczenia. Nie jest bez winy, ale kara, jaką ponosi, to krzycząca niesprawiedliwość. Taka interpretacja wpisuje dramat jednego z najbardziej zagadkowych bohaterów Szekspira w krąg współczesnych fobii, rasowych uprzedzeń i nietolerancji, często prowadzących do zbrodni i wojen.
Nie ma to na szczęście nic wspólnego z doraźną publicystyką, monodram zachowuje czystość formy. Historia Shylocka zostaje wpisana w praktyki wędrownego bukinisty-kuglarza, który oferuje rozmaite książki, wśród nich także dzieła Szekspira. Aby zachęcić potencjalnych nabywców, ilustruje na ich oczach fragmenty „Kupca weneckiego”, wcielając się w mgnieniu oka w Shylocka i w innych bohaterów dramatu.
Aktorska biegłość tych przebieranek przy wtórze magicznej muzyki Louisa Armstronga i Barbry Streisand, zróżnicowanie przywoływanych postaci, ale i powaga, kiedy zbliżamy się do przejmującego finału dramatu – wszystko to stanowi siłę spektaklu Kondrata, opartego na świetnie skrojonym scenariuszu.
Warto dodać, że Kondrat w pewnym sensie specjalizuje się w monodramie Szekspirowskim – jego „Hamlet” objechał już prawie całą Polskę i pół Europy, wszędzie wzbudzając aplauz unikatową formą, współdziałającą z rozmaitą przestrzenią i architekturą. „Shylock” to kolejne potwierdzenie wyczucia formy, niezbędnej do przeistoczenia się literatury w teatr.
Tomasz Miłkowski

„Shylock” według „Kupca weneckiego” Williama Szekspira w tłumaczenie Leona Ulricha, monodram w wykonaniu Piotra Kondrata, reżyseria Marcin Ehrlich, adaptacja Andrzej Żurowski, muzyka Louis Armstrong, Barbra Streisand, Teatr Korez w Katowicach, premiera 1 czerwca 2012

na ekranach

Mistrz tańca powraca
Reż. Christian Holten Bonke, Andreas Koefoed, prod. Dania, w kinach od 10 sierpnia

W 2000 r. ukraiński tancerz Slawik Krykliwy był królem parkietu wygrywającym najważniejsze konkursy taneczne, w tym mistrzostwo świata w tańcach latynoskich. U szczytu sławy z niewiadomych powodów zrezygnował z kariery, by po kilku latach podjąć próbę powrotu. Właśnie w tym momencie wkracza do akcji duet duńskich reżyserów i towarzyszy Slawikowi przez dwa lata zmagań – z tańcem, ze sobą samym, wreszcie z partnerką na parkiecie i w życiu, Anną Melnikową. „Zmieniał często partnerki, bo miał trudny temperament, co było nieco problematyczne. Jego związki zazwyczaj nie trwały długo. Zwykle człowiek jest z kimś przez parę lat, a on zmieniał dziewczyny jak rękawiczki. Przeżywał wzloty i upadki. Wiedzieliśmy więc, że ta interesująca, tragiczna postać może się okazać idealnym bohaterem filmu dokumentalnego”, wyjaśnia wybór tematu i bohatera Andreas Koefoed.
Twórcom udało się stworzyć bardzo intymny portret tyranizującego otoczenie, skupionego na sobie tancerza, który to, czego nie powie, wyraża ciałem i ruchem. Jak wspominają reżyserzy, Slawik nie był najłatwiejszy we współpracy, ale oglądając go, ma się wrażenie, że pozwolił podejść kamerze naprawdę blisko, że wręcz się obnażył. Niektóre sceny wyglądają jak reżyserowane, wystudiowane – być może tak jest, ale to detal, bo całość ogląda się na wstrzymywanym oddechu. Wielu widzów zyskało zresztą jedyną możliwość dotarcia do bardzo specyficznego środowiska tancerzy, z jego prawami i rytuałami.Agata Gogołkiewicz

między okładkami

Maria Barbasiewicz
Dobre maniery w przedwojennej Polsce
Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa 2012

Jeśli książka Marii Barbasiewicz startowałaby w konkursie na najładniejszą publikację, na pewno znalazłaby się w czołówce – wydana bowiem jest z najwyższą starannością i po prostu elegancko, jak na temat przystało. Autorka, historyk, zainteresowana szczególnie historią sztuki, kulturą materialną i socjologią, sięga do 20-lecia międzywojennego, by przyjrzeć się obowiązującym wówczas normom towarzyskim. Polem obserwacji są salony, dwory ziemiańskie, ale też domy mieszczan, miejsca pracy, zabawy i odpoczynku, a także różne grupy społeczne i zawodowe. Wszędzie przecież obowiązywały określony normy zachowania, zgodnie z zasadą „Grzeczność wszystkim należy, lecz każdemu inna”. Osobne rozdziały poświecono więc temu, co przystoi kobiecie
(z uwzględnieniem emancypacji) oraz temu, jak powinien zachować się wojskowy (sprawy honorowe), a jak kupiec. Dalej jak powinien wyglądać elegancki bal i czego nie wypada robić przy stole. Nie wszystkim w międzywojniu było jednak po drodze z dobrymi manierami, co opisano w rozdziale o gafach, pojedynkach i innych kłopotach. Materiału faktograficznego zebrano tu mnóstwo, nie będzie więc przesadą nazwanie publikacji Marii Barbasiewicz podręcznikiem historii łatwo przyswajalnej, bo ciekawej, ukazanej od innej, czysto ludzkiej strony, na wielu przykładach, fotografiach i w anegdotach.Agata Gogołkiewicz

zasłuchaj się

Maja Kleszcz & incarNations
Odeon
KAYAX

To drugi po płycie „Radio Retro” album Mai Kleszcz nagrany z incarNations, formacją, którą młoda wokalistka założyła z Wojciechem Krzakiem. Dla fanów muzyki oboje znani są z Kapeli ze Wsi Warszawa, obchodzącej w tym roku 15-lecie.
Muzycy odeszli od słowiańskiego folkloru i eksperymentują z jazzem, r’n’b, reggae oraz melodyjnym popem. Autorem muzyki na tym albumie jest utalentowany Wojciech Krzak, teksty napisał Bogdan Loebl. Nie tylko w ten sposób incarNations inspirują się przeszłością, na płycie znalazł się także równie dramatyczny i przejmujący co oryginał cover Ewy Demarczyk „Rebeka”.
„Odeon” to 12 świetnych piosenek, z których niemal wszystkie mają szansę na miano przeboju. Pewne jest jeszcze jedno: Polską ZAZ – czyli Maję Kleszcz – mamy na wyciągnięcie ręki. Warto jej kibicować.Łukasz Grzesiczak

The Best Reggae… Ever!
Pomaton/EMI Music

Czy można wydać czteropłytową składankę muzyki reggae bez Boba Marleya? Okazuje się, że można – i zrobiła to firma EMI. Czy zatem ten płytowy czteropak jest ubogi? Absolutnie nie! To jest rzeczywisty przegląd muzyki rodem z Jamajki. Polskiej i tej w wydaniu artystów zarówno z matecznika reggae, jak i brytyjskich czy afrykańskich. I to takich, którzy się nie kojarzą z tym rodzajem twórczości, ale w repertuarze mają utwory tego gatunku. Takie zespoły jak Maanam, Brygada Kryzys czy T.Love występują tu obok klasyków typu Gedeon Jerubbaal czy Daab.
Wśród wykonawców zagranicznych same gwiazdy: UB40, Johnny Cash, The Fugees, Shaggy, Johnny Nash, Blondie czy wreszcie sama Grace Jones. Już tylko ta pobieżna wyliczanka pokazuje, że jest czego i kogo posłuchać bez uczucia monotonii, a to dlatego, że piosenki nagrane są również w rytmach bliskich reggae, takich jak dancehall czy dub. Ale oczywiście króluje reggae. I to na najwyższym artystycznym poziomie. Czy jest to składanka tylko na lato? Nie – dzięki niej będzie ono trwać cały rok.
Paweł Dybicz

Kategorie Qulturalia

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy