Qulturalia

na ekranach

Street Dance 2 3D
Reż. Max Giwa, Dania Pasquini, prod. Wielka Brytania, już w kinach

W filmie o tańcu chodzi – i nie będzie to wcale odkrywcze – o taniec. Nie o wymyślną fabułę, zwroty akcji ani o pogłębioną psychologię postaci. To tylko tło do eksponowania umiejętności tanecznych wykonawców. Twórcy „Street Dance 2 3D”
doskonale o tym wiedzą i nie udają, że jest inaczej. Pokrótce chodzi o to, że jest zdolny chłopak, ale brakuje mu wiary w siebie i siły przebicia. Żeby zabłysnąć choreografią w tanecznej bitwie, musi zebrać po Europie grupę zdolnych, ale trochę wykluczonych. Co też robi. Wisienką na torcie i tym, co wyróżni jego grupę wśród innych, jest latynoska tancerka Eva. Dzięki niej Ash stworzy układ złożony z różnych stylów, kombinację hip-hopu z ognistą salsą. Eva początkowo podchodzi do Asha z rezerwą, widomo jednak, że sprawa jest rozwojowa i skończy się w łóżku. Ale, ale – przewalanek w pościeli jak na lekarstwo, i słusznie, bo sam taniec kipi erotyką i zmysłowością. W dodatku do tanecznej bitwy dochodzi w Paryżu, czyli jest i romantycznie, i światowo. A widz z zapartym tchem czeka na kolejne układy. Młodzi ludzie ruszają się tak, że chyba nikt nie ma złudzeń, dlaczego nasze gwiazdy programów tanecznych nie robią kariery za granicą.
Nie wybrzydzamy zatem i spuszczamy zasłonę miłosierdzia na takie nonsensy jak bitwa na poduszki w paryskim schronisku – poduszki tak obficie wypełnione pierzem (!), że starczy go do pokrycia całej podłogi. Żeby nasycić oko dynamicznymi, świetnie zmontowanymi układami, warto przymknąć drugie na przypisany gatunkowi fabularny banał.Agata Gogołkiewicz

dokument w TV

Niezwykła podróż
Reż. Serge Bromberg, Eric Lange, prod. Francja

Podróż na Księżyc
Reż. Georges Méliès, Jules Verne, H.G. Wells,
prod. Francja

ale kino+, 16 kwietnia, godz. 20.10 i 21.15,
powtórka 22 kwietnia

Postać Francuza Georges’a Mélièsa przywrócił masowej widowni Martin Scorsese w filmie „Hugo i jego wynalazek” i wielu, zwłaszcza tych młodszych widzów, po raz pierwszy miało okazję zobaczyć, jak powstawał wizjonerski niemy film „Podróż na Księżyc”. To opowiastka o astronomach, którzy wyruszają w kapsule, by wylądować w oku Księżyca. Na miejscu naukowcy odkrywają inny świat oraz spotykają nie do końca przyjazny lud Selenitów. Teraz odrestaurowaną 14-minutówkę przypomni kanał filmowy ale kino+. Wersję po liftingu wzmacnia muzyka duetu Air. Projekcję poprzedzi dokument „Niezwykła podróż”. Przybliża on zarówno postać i losy samego Mélièsa, prekursora science fiction, jak i początki filmu i całą atmosferę wokół tej nowej dziedziny, analizując dzieje legendarnej wytwórni Star Film – od czasu jej świetności aż po upadek w okresie I wojny światowej. Niezrozumiany Méliès popadł w ruinę i w rozpaczy spalił kopie swoich filmów, a stworzył ich ponad 500. Kolorową kopię „Podróży na Księżyc” odnaleziono jednak w 1993 r. w hiszpańskiej Filmoteca de Catalunya, a odrestaurowany film uświetnił festiwal filmowy w Cannes w 2011 r.
Agata Gogołkiewicz

zasłuchaj się

Olivier Messiaen
Vingt regards sur l’Enfant-Jésus
DUX

Dwupłytowy album
z cyklem Oliviera Messiaena „Vingt regards
sur l’Enfant-Jésus” („Dwadzieścia spojrzeń na Dzieciątko Jezus” ) jest sensacją fonograficzną. Po pierwsze, samo dzieło jest bodaj najbardziej monumentalnym cyklem w literaturze fortepianowej, prezentującym styl wielkiego kompozytora francuskiego, dla którego przekonania religijne oraz miłość do przyrody były największymi wartościami. Nie można więc się dziwić, że w 20 wizjach muzycznych najwięcej jest skojarzeń z głosami ptaków, które Messiaen w mistrzowski sposób odmalowuje dźwiękami fortepianu. Drugą sensacją są okoliczności nagrania i sam wykonawca. Eugeniusz Knapik, znany dziś bardziej jako kompozytor wspaniałych oper, jest też doskonałym interpretatorem muzyki fortepianowej XX w., a cykl Messiaena nagrał jako jeden z niewielu pianistów na świecie pod koniec roku 1979. Jednak do wydania płyty nie doszło z powodu napięć społecznych w Polsce i dopiero dziś możemy docenić wszystkie walory dzieła i kunszt jego odtwórcy.
Bronisław Tumiłowicz

miedzy okladkami

Olga Tokarczuk
Moment niedźwiedzia
Wydawnictwo Krytyki Politycznej, Warszawa 2012

Zebrane tu teksty pochodzą z różnych miejsc i momentów: z czasopism, ze wstępów do wydawnictw „Krytyki Politycznej”, jest też mowa wygłoszona podczas przyjmowania niemieckiej nagrody literackiej i wykład na kongres tłumaczy literatury polskiej. Za wstęp służy to, co o autorce napisała Kinga Dunin. A zwraca ona uwagę m.in. na motyw podróży w twórczości Olgi Tokarczuk. Taką podróżą (i może też pochwałą swobodnego przemieszczania się, które według konstytucji Heterotopii, rzeczywistości alternatywnej, powinno być podstawowym prawem człowieka) są po części te pisma rozproszone – wędrówką po świecie myśli i po tym geograficznym. W „Plikach podróżnych” znajdziemy wymowne scenki z Holandii, rozsądnego kraju „w rozmiarze homo sapiens”, psa pustelnika z jakiejś wyspy pod palmami, przewodniczkę po zatartej już przeszłości i dni poza czasem na jakimś lotnisku. Dla równowagi jest „Mały stronniczy przewodnik po Polsce dla Niemców…”, którego ironię docenią mieszkańcy opisywanego terytorium. A czym jest moment niedźwiedzia? Uświadomieniem sobie subiektywności widzenia świata, odrębności tego, co dla każdego jest możliwe, prawdziwe. Dlaczego jesteśmy tak przywiązani do kryterium „prawdziwości”, do rozróżnienia między tym, co istnieje i nie istnieje? Tokarczuk tymczasem „patrzy na to samo co wszyscy, ale inaczej”, rozważa, jak mógłby wyglądać świat oparty na innych regułach. A jako ktoś, kto doświadczył momentu niedźwiedzia, ma świadomość, że życie wśród ludzi oznacza konieczność „uzgadniania prawdy”, przykrawania własnych doświadczeń i tworzenia przestrzeni wspólnej. Wielka szkoda, że ta świadomość nie jest powszechniejsza.Aleksandra Pańko

Szumowska. Kino to szkoła przetrwania
Rozmawia Agnieszka Wiśniewska
Wydawnictwo Krytyki Politycznej, Warszawa 2012

Reżyserka Małgorzata Szumowska rozmawiająca z Agnieszką Wiśniewską, członkinią „Krytyki Politycznej”, jest w trakcie pracy nad „Sponsoringiem”. Naturalnie nie wie jeszcze o rozgłosie wokół filmu z Juliette Binoche, choć mocno go przeczuwa.
To wywiad rzeka. Szumowska opowiada w nim o Krakowie, o byciu córką popularnych rodziców, o relacjach rodzinnych, damsko-męskich, studiach w Filmówce, partnerstwie, macierzyństwie i oczywiście o filmach. Agnieszka Wiśniewska, która jest najmocniejszym elementem tej książki, dwoi się i troi, próbując sprowadzić rozmowę na bardziej ideologiczne tematy: feminizm, wykluczenie społeczne, gender, obecność Kościoła w przestrzeni publicznej. Jednak bardzo rzadko jej się to udaje, Szumowska stara się unikać tych kwestii, a gdy już je podejmuje, otrzymujemy stek banałów i zupełnie nieprzemyślanych, sprzecznych teorii.
To książka słaba, powierzchowna, źle zredagowana i pełna powtórzeń, co jednak pewnie nie przeszkodzi jej dobrze się sprzedać i zdobyć uznanie mainstreamowych mediów. Niebezpiecznie przypomina wywiady z Szumowską, które przetoczyły się przez wszystkie media. Choć czytelnicy mogą niekiedy trafić na coś nowego – ciekawy jest np. fragment, z którego dowiadujemy się, że euro kosztuje 10 zł.Łukasz Grzesiczak

Aleksandra Marinina
Za wszystko trzeba płacić
Tłum. Aleksandra Stronka
W.A.B., Warszawa 2012

Jedno trzeba przyznać Marininie – swoich bohaterów traktuje niezwykle poważnie, innymi słowy, niczym inspirowana „Dezyderatą”, wysłuchuje wszystkich, nawet tępych i nieświadomych, bo oni też mają własną opowieść. Wysłuchania dostępuje każdy, choćby był nocnym stróżem, jeśli tylko jego postać jest ważna w toku akcji. I w „Za wszystko trzeba płacić” takich historii jest co najmniej kilka, rozbudowanych tak bardzo, że łatwo zapomnieć, że oto mamy kolejny kryminał rosyjskiej autorki z Anastazją Kamieńską, sławą moskiewskiej milicji. Łatwo, szczególnie że choć intryga jest nieoczywista i ma potencjał, historia wyraźnie grzęźnie, kryminał schodzi na dalszy plan wobec osobistych perypetii coraz większego grona osób. Rozczarowuje też sztandarowa bohaterka Nastia – tak jakby postać się nie rozwijała, jakby zabrakło na nią pomysłu, jakbyśmy już wszystko o niej wiedzieli. Co prawda, nadal jest niesamowicie bystra, ale wyraźnie przysiadła.
Po konkrety, o co znowu poszło, jak zwykle odsyłam do książki, bo jednak warto poczytać, zwłaszcza gdy komuś już udało się zaprzyjaźnić z bohaterami i wsiąknąć w klimat moskiewskiej Pietrowki. Nie jest to jednak dobry początek znajomości z Kamieńską – żeby się orientować, kto, jak i dlaczego, trzeba sięgnąć do poprzednich części.Agata Gogołkiewicz

Aleksandra Seghi
Słodkie pieczone kasztany
Toskańskie opowieści ze smakiem
Świat Książki, Warszawa 2012

Na pytanie, gdzie mieszka, Polka Aleksandra Seghi odpowiada, że w Toskanii. Wspaniale, prawda? I już widzimy kamienne domostwa, łagodne wzgórza i aleje obsadzone wiekowymi cyprysami, do tego przydomowe zielniki, wyprawy do pobliskiego miasteczka po świeże wypieki, oliwę i regionalne frykasy… Wyobraźnia pracuje. Aleksandra prostuje jednak toskańskie fantazje czytelników i sprowadza ich na ziemię: może to nie do końca tak wygląda, ale wciąż jest ciekawie, a przede wszystkim smacznie. Autorka mieszka we Włoszech już kilkanaście lat, tam założyła rodzinę i pracuje. I cząstką tego życia chętnie się dzieli, podobnie jak prostymi przepisami kulinarnymi, które tak pięknie rymują się z toskańskim klimatem. Zdjęcia, obserwacje, historie rodzinne i kuchenne, a to o chlebie, a to o robieniu makaronów, o fasoli i sjeście, po pierwsze wciągają, po drugie zmuszają do przyrządzenia sobie czegoś smacznego, np. grzanek z pomidorami albo zupy cebulowej.
Czym ta historia różni się od wielu opisanych w stylu: cudzoziemiec osiedla się w Toskanii albo w Prowansji, wtapia się w społeczność, poznaje kulturę i pisze książkę? Ano tym, że Aleksandra to nasz człowiek – pamięta wielogodzinne wyprawy autokarowe, czasy, gdy nie należeliśmy do Unii i był problem z obywatelstwem, i w ogóle ma inną, bliższą nam perspektywę patrzenia na Włochy. Pisze o tym prosto, szczerze i bezpretensjonalnie – takie relacje zawsze czyta się z przyjemnością.
Agata Gogołkiewicz

Kategorie Qulturalia

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy