Qulturalia

 

na ekranach

Kajínek
reż. Petr Jákl,
prod. Czechy,
już w kinach

Jiri Kajínek siedzi w czeskim więzieniu. Pisze wnioski o ułaskawienie, jego sprawa trafiła do trybunału w Strasburgu. Na stronie www.jirikajinek.cz rzesza jego sympatyków przekonuje, że Kajínek siedzi za czyn, którego nie popełnił, a wszystkiemu winny jest spisek, w którym biorą udział wysoko postawieni czescy politycy, policjanci i służby specjalne.
Na ekrany trafił film „Kajínek” w reżyserii Petra Jákla, opowiadający historię czeskiego Robin Hooda. Ten zrobiony w iście hollywoodzkim stylu thriller może być dla nas ciekawy przynajmniej z dwóch powodów: opowiada historię najpopularniejszego więźnia Czech, a na ekranie jako odtwórca jednej z głównych ról pojawia się Bogusław Linda.
Porównanie z polskimi „Psami” samo ciśnie się na usta. Reżyser skupił się jednak nie na podejrzanych mechanizmach „kuponówki”, lecz przede wszystkim na ukazaniu kulis pobytu Kajínka w więzieniu, roli skorumpowanych polityków w śledztwie oraz spektakularnych ucieczek głównego bohatera z więzienia. Coś dla wielbicieli dobrego kina akcji i tych, którzy fascynują się historią naszych południowych sąsiadów.
Łukasz Grzesiczak

Lęk wysokości
reż. Bartosz Konopka,
prod. Polska, już w kinach

Długo trzeba było czekać na tę premierę, od ostatniego festiwalu w Gdyni, czyli prawie rok. Film niosła sława świetnych ról Krzysztofa Stroińskiego – ojca pogrążającego się w chorobie psychicznej, i Marcina Dorocińskiego – syna, który próbuje się z tym uporać. Kino nielekkie ani niełatwe, gwarantujące każdemu wrażliwemu człowiekowi wzruszenie, przemyślenia i gulę w gardle. Może nie stawia wielkich pytań, nie podaje odpowiedzi, ale opowiada historię. Bartosz Konopka nie ukrywa zresztą, że inspirowaną jego życiem. Film wpisuje się w nurt kameralnych, bardzo osobistych opowieści rodzinnych czy raczej o rodzinie, czymkolwiek ona się stała i cokolwiek z niej zostało, takich jak „33 sceny z życia” Małgorzaty Szumowskiej albo „Erratum” Marka Lechkiego. Skojarzenia z tym drugim tytułem są zresztą jeszcze bardziej uprawnione ze względu na relację ojciec-syn. U Konopki aktorzy zdecydowanie ponieśli ciężar ról, a zadanie mieli karkołomne – pokazać wielką intymność, rozpad i całą gamę uczuć, o których nie mówią ani których nie eksponują.
Stroiński tylko potwierdza klasę, a Dorociński jeszcze raz udowadnia, że ostatnie lata w polskim kinie należą do niego. Mała, choć istotna jest rola Magdaleny Popławskiej – to ona, młoda żona oczekująca dziecka – spaja całość.
Agata Gogołkiewicz


dokument w TV

Wirtualna wojna
reż. Jacek Bławut
HBO2, 25 kwietnia, godz. 22.00,
27 kwietnia, godz. 16.00

II wojna światowa wcale się nie skończyła, tylko przeniosła w inny wymiar – do wirtualnego świata gier. Zresztą uczestnicy lotniczych bitew z całego świata mieliby chyba problem z określeniem, co jest ich prawdziwym życiem – czy to życie, które przeciętny człowiek za takie uważa, czy te kilka lub więcej godzin wysiedzianych przed komputerem, gdzie rozgrywa się akcja w czasie rzeczywistym. Dokumentalista Jacek Bławut, zarzekający się, że to jego ostatni film, spenetrował społeczności wirtualnych pilotów z Polski, Niemiec, Rosji i Stanów Zjednoczonych, którzy swoje wojskowe misje traktują śmiertelnie poważnie, balansując na granicy hobby i uzależnienia. Ich codzienność to wirtualne szkolenia, opracowywanie taktyki, podsycanie nienawiści do wroga i wreszcie walka. „Już najwyższy czas, żebyśmy o świecie wirtualnym zaczęli rozmawiać, opisywać go, bo za parę lat ten świat będzie zupełnie inny. Zmierzamy w niesamowitym, tajemniczym kierunku”, mówi Jacek Bławut, który spędził na realizacji „Wirtualnej wojny” kilka lat. Film, znakomicie zmontowany i udźwiękowiony, na dużym ekranie zobaczą widzowie pokazów specjalnych festiwalu w Gdyni. Na razie można oglądać go w HBO, ale miejmy nadzieję, że trafi do wybranych kin.
Agata Gogołkiewicz


książki na majówkę

Carl Honoré
Pochwała powolności
Jak zwolnić tempo i cieszyć się życiem
tłum. Krzysztof Umiński
Drzewo Babel, Warszawa 2012
Naukę powolności można zacząć zawsze, ale nasz polski majowy weekend, który w tym roku jest całym tygodniem (nie miejmy złudzeń, wiadomo, jak to będzie wyglądało), wydaje się wprost idealny. Autorowi, jednemu z twórców światowego ruchu Slow, już się udało osiągnąć ten stan wyciszenia, czego konsekwencją jest książka. Na szczęście to nie nachalny poradnik, podpowiadający w punktach, by wziąć głęboki oddech, biegać świtem boso po trawie i zjeść rodzinne śniadanie. A mimo to pokazuje na przykładzie różnych miejsc i krajów, co można dla siebie zrobić. Znajdziemy tu nie tylko znane już idee, jak np. Slow Food, lecz także takie ciekawostki, jak ruch Powolnych Miast.
Nic na siłę, jeśli jednak pewnego dnia dojdziecie do wniosku, że czas się zatrzymać, „Pochwała powolności” będzie dobrą podbudową teoretyczną. A tak naprawdę wcale nie chodzi o to, żeby gnać na oślep, ani o to, by zawiesić się w bycie jak leniwiec, lecz by żyć w swoim własnym, zdrowym tempie i czerpać z tego przyjemność.

Piotr Głuchowski
Umarli tańczą
Agora, Warszawa 2012
Nowy kryminał, w dodatku nasz, a autor debiutujący. Gdzie ty się, człowieku, podziewałeś tyle czasu, mam ochotę zapytać. Ale wiem, wiem, Piotr Głuchowski, zanim zdecydował się rozwijać w tej dziedzinie, pisał reportaże krajowe, ale też z Białorusi, Izraela i Wielkiej Brytanii i w ogóle udzielał się dziennikarsko.
Nie dziwi więc, że bohaterem „Umarli tańczą” uczynił 41-letniego toruńskiego dziennikarza i redaktora naczelnego Roberta Pruskiego – faceta wyekwipowanego w rozwód, dzieci, długi i alkoholizm. Robert trafia na marzenie tego zawodu, kryminałek, taki, co to poniesie podupadły tytuł, po którym ludzie będą przewracać kioski, a wydawca zgodzi się na wszystko. Sprawa okazuje się gruba: zbrodni dokonano 30 lat temu, SB ją wyciszyła, tropy prowadzą do sekty za wschodnią granicą, a trupów jest co najmniej kilka. Seryjnego zabójcy nigdy nie odnaleziono. Rozwiązując tajemnice (czy aby nie za gładko to idzie, tak swoją drogą, niby nie wszystko wiadomo, niby problemy, ale życie podsuwa, co trzeba), dziennikarz – awansowany do rangi gwiazdora wszystkich mediów – musi też się mierzyć z własnymi demonami. Tyle o tym – powiedziałby inny bohater innego polskiego autora kryminałów (kto czytał, ten wie). I dobrze, że nowych autorów przybywa, jeszcze przegonimy Szwedów…

Anthony Bourdain
O, kuchnia! Kill grill 3
tłum. Wioletta Lamot
W.A.B., Warszawa 2012
Anthony Bourdain to niegrzeczny chłopiec amerykańskiej gastronomii, chłopiec cokolwiek zresztą wyrośnięty (rocznik 1956). Zasłynął książkami i programami podróżniczo-kulinarnymi, w których pokazywał zwyczaje żywieniowe świata i potrawy z piekła rodem. Bourdain w dodatku jest przystojny, więc razem ze swoją profesją stanowi interesującą całość. O potrawach, do których wrzuca się różne rzeczy, czyli dary lodówki, w rodzinnych stronach znajomych mówi się cyganeczka. „O, kuchnia!” to też taka cyganeczka, tyle że wydawnicza. Bourdain pisze bez ogródek o swoich nałogach, wejściu na właściwą drogę, o podnietach gastronoma, ortolanach, małej córeczce, o programach kulinarnych, restauratorach i krytykach, świniobiciu w Czechach, związku z bogatą i zmanierowaną kobietą, o hamburgerach, orgazmicznych ucztach i podłym żarciu.
A język ma soczysty jak wołowina Kobe. Nie przebiera w słowach, nie zostawia też suchej nitki na tych, których uznaje za „godnych” obsmarowania, ze sobą włącznie. Owszem, takie samobiczowanie w stylu: „piłem, ćpałem, byłem zły”, jest elementem autokreacji, jednak w tym przypadku pasuje. Lektura nie tak porywająca jak „Kill Grill. Restauracja od kuchni”, ale do kompletu i trzecią część warto mieć na koncie.

Ed Vulliamy
Ameksyka
Wojna wzdłuż granicy
tłum. Janusz Ochab
Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2012
Na pograniczu amerykańsko-meksykańskim od lat toczy się bezpardonowa wojna, kartele narkotykowe działają bez skrupułów, po obu stronach są krwawe ofiary. Ale stosując nieco oklepane sformułowanie o krwawych ofiarach, i tak nie mamy pojęcia, co się tam wyprawia. Ed Vulliamy otwiera nam oczy. Podróżując wzdłuż owej granicy (ponad 3 tys. km), od Pacyfiku do Zatoki Meksykańskiej, wiele zobaczył i wysłuchał wielu historii. Opisuje więc gangi, przemyt, zabójstwa, narkotykowy biznes, wojnę domową i korupcję – wszystko, co tak malowniczo wygląda w kinie. Ale to życie, a za każdą sprawą stoi konkretny człowiek i konkretna historia, która dzięki tej osobistej perspektywie nabiera innego, bliższego nam wymiaru. Niektórzy o zabijaniu mówią jak o myciu zębów, inni pogrążyli się w rozpaczy. Jak mówi autor, nie ma tu początku, rozwinięcia i zakończenia, to wycinek najnowszej historii. Wchodzi się w nią z łatwością, bo wciąga, chociaż przeraża. Końca tego stanu rzeczy nie widać, zbyt duże pieniądze wchodzą w grę. Reportaż przez duże R.

Charlotte Rogan
Zgubieni
tłum. Grażyna Smosna
Znak, Kraków 2012
Bohaterowie „Zgubionych” spędzili trzy tygodnie w szalupie ratunkowej latem 1914 r. To, co się wówczas wydarzyło, zmieniło ich życie – to oczywiste. Ale na ile zmieniło ich samych, z czym musieli się zmagać, jakie pytania sobie stawiali, o czym myśleli? Do czego wreszcie to wszystko doprowadziło? Fabuła i temat wydają się proste, jednak wykorzystane są oryginalnie i w stu procentach. Autorka wycisnęła, co się dało. I tak książka debiutującej pisarki idzie jak burza. Rogan trafiła w czas, bo to literackie nawiązanie do setnej rocznicy zatonięcia „Titanica”. Inspiracją dla Charlotte były żeglarskie wspomnienia z własnego dzieciństwa, książki oraz opisy procesów karnych osób sądzonych za czyny, których dopuszczały się w szalupach ratunkowych w XIX w. „Zgubionych” zarekomendował sam noblista Coetzee, więc coś musi być na rzeczy. Targi we Frankfurcie, najważniejsza impreza książkowa świata, odnotowały ten debiut. Nic więcej nie powiem – nawet nie zauważycie, kiedy będzie ostatnia strona.
Agata Gogołkiewicz

Kategorie Qulturalia

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy