Qulturalia 9/2015

Qulturalia 9/2015

KURTYNA W GÓRĘ

Rzeźnia

Nie zobaczymy (a raczej nie usłyszymy, jak chciał Mrożek, bo „Rzeźnia” to słuchowisko) romansu Skrzypka i Flecistki, nie usłyszymy brzmienia fletu i skrzypiec ani ryków zarzynanych wołów. W tym spektaklu świat zostanie powołany do istnienia w wyobraźni bohatera. Najpierw zamknięty w pokoju ćwiczeń muzycznych zabawia się z lalką Barbie, która potem ożyje i przemówi. Potem ożywi popiersie Paganiniego. U progu sukcesu zwątpi w sztukę, uwierzy w prawdę natury i zostanie rzeźnikiem.

Przestroga Mrożka przed katastrofą kultury – nadal aktualna – choć wyłożona klarownie i solidnie, traci na ostrości, bo Skrzypek (Tomasz Schuchardt) jest tu osobowością neurotyczną, na granicy autyzmu, można więc traktować jego konflikt ze światem jako przypadek medyczny. Ale i tak zapamiętamy przemianę giętkiego Dyrektora filharmonii z admiratora muzyki w menedżera rzeźni głoszącego nienawiść do kultury (Piotr Fronczewski) i kult zabijania. Na straży życia pozostanie zaborcza Matka (Magdalena Zawadzka), najgroźniejsza, gdy okazuje czułość.
Tomasz Miłkowski

Sławomir Mrożek, „Rzeźnia”, reżyseria Artur Tyszkiewicz, scenografia Justyna Elminowska, muzyka Jacek Grudzień, Teatr Ateneum w Warszawie, premiera 7 grudnia 2015

Łojdyrydy, wnuk Wesela

Ani Wyspiański, ani Smarzowski nie zainspirowali wprost widowiska Pijanej Sypialni. Rzecz wzbogacona stylizowanymi melodiami ludowymi nie ma też nic z cepelii ani folku. To oryginalna propozycja muzyczno-dramatyczna, która odważnie mówi o współczesnej Polsce, mającej wiejskie korzenie i kręcącej się w chocholim tańcu. Z pozoru to historia mieszkańców sąsiadujących wiosek, które budując parking i wychodek, nastawiają się na przyjezdnych. Poznajemy sołtysa, jednego na dwie wsie, szeptuchę czy panią Jolantę prowadzącą bar w remizie, postacie, które nabierają znaczenia uniwersalnego. A w finale mamy całkiem zgrabnie poprowadzony wątek edukacji historycznej. W sumie poznajemy niezależne i samodzielne zdanie w dyskusji o naszym tu i teraz, okraszone popularnymi, pięknymi melodiami i tańcem w wykonaniu młodych artystów.
Bronisław Tumiłowicz

„Łojdyrydy”, reżyseria, scenografia, kostiumy Stanisław Dembski, muzyka na motywach ludowych Daniel Zieliński, choreografia Izabela Massalska, Teatr Pijana Sypialnia, Skwer – filia Centrum Artystycznego Fabryka Trzciny, premiera 15 lutego 2015

MIĘDZY OKŁADKAMI

Arturo Pérez-Reverte
Cierpliwy snajper

Tłum. Joanna Karasek
Znak, Kraków 2015

Przypomina to „Klub Dumas”, tyle że komplikacji mniej, a poszukiwany jest człowiek z krwi i kości, choć nieuchwytny jak duch. Odnalezienie charyzmatycznego grafficiarza Snipera zostaje zlecone reasercherce Lex, twardzielce, ale z intrygującym cieniem smutku. Zleceniodawca nie wyjawia prawdziwych intencji, zasłaniając się prestiżową wystawą i katalogiem. Snipera jednak niełatwo skusić – nie chce dać się oswoić i nazwać artystą, zwłaszcza że sztuki współczesnej nie szanuje. On ma mentalność miejskiego terrorysty – chodzi o atak, bunt, niebezpieczeństwo, więc zwołuje pozostałych na obrazoburcze akcje. Jak to z wizjonerami i rewolucjonistami bywa, jest przekonany, że sprawa wymaga ofiar, a jego wyznawcy gotowi są zaryzykować życie. Dla ideologa taka ofiara to abstrakcja, ale dla kogoś innego przybiera konkretną twarz, imię. Ten ktoś zostaje później ze swoim bólem. I nie zapomina.
Aleksandra Pańko

ZASŁUCHAJ SIĘ

Maksym Rzemiński
Inception
DUX 2014

Głównym atutem płyty nie jest ani pianista Maksym Rzemiński, ani nagrane opracowania najpopularniejszych tematów muzyki filmowej nieodbiegające daleko o standardu kawiarnianego. Sam wybór filmowych melodii jest jednak dosyć interesujący, bo mamy tu echa muzyki filmowej Ennia Morricone, Johna Williamsa, Richarda Rodgersa czy Billa Evansa. Są również tematy stworzone przez polskich kompozytorów: Wojciecha Kilara, Andrzeja Kurylewicza, Waldemara Kazaneckiego i oczywiście słynny temat Krzysztofa Komedy z „Dziecka Rosemary”. Jest wreszcie zaskoczenie, oparty na arii z opery Haendla temat z filmu „Farinelli, ostatni kastrat”. Jeśli czegoś na tej liście brakuje, to choćby króciutkiej melodii Nina Roty z któregoś z dzieł Felliniego. Ale może to pieśń przyszłości, bo płycie nagranej przez uzdolnionego pianistę o wykształceniu klasycznym należy wróżyć powodzenie.
Bronisław Tumiłowicz

NA EKRANACH

Wszyscy tańczą dla niego

„Disco Polo”, reż. Maciej Bochniak, prod. Polska, w kinach od 27 lutego

Co za ulga – iść na polski film, dobrze się bawić i nie wybrzydzać. Zaczyna się od marzeń w domku dróżnika, który bujnie porasta bluszcz. Za różowymi oknami Tomek (Dawid Ogrodnik) i jego kumpel (Piotr Głowacki) marzą o podbiciu discopolowej estrady i o wielkiej forsie. Mają piosenki i tupet nowicjuszy, no i idzie. Fabuła prościutka, z miłością w tle, ale obudowa na bogato, błyszcząco i migająco, po amerykańsku. Bo przecież takiego świata chcieliśmy u progu transformacji. Co to za gatunek? Każdy. Melodramat, kino drogi, film gangsterski, muzyczny, kowbojski, wymieszane razem, więc jest petarda. Cytaty z innych (m.in. z Hanekego), erupcja kiczu, mnóstwo hitów i jeden wielki teledysk. No i te kostiumy… Twórcom udało się to wszystko wrzucić do jednego wora bez efektu przeładowania, a to już sztuka. A czy nam się to podoba (rzadziej), czy nie (zdecydowanie częściej) – disco polo należy do silnych zjawisk kulturowych od dobrych 20 lat. I od tego czasu faluje – od pogardy do powodzenia. Za sprawą ekipy Macieja Bochniaka znów jest szansa na górkę, a nawet na salony.
Agata Gogołkiewicz

Gadające głowy w lodówce

„Głosy”, reż. Marjane Satrapi, prod. Niemcy/USA. Już w kinach
Jerry (Ryan Reynolds), miły, uczynny chłopak, oddany pracy, wydaje się nieco inny niż reszta. Ale prawdziwą inność ukrywa za drzwiami swojego mieszkania. Jest trochę nietypowy, bo rozmawia ze zwierzętami (OK, są specyficzne, bo mu odpowiadają, i to tak, że w pięty idzie). Rozmawia też z panią psycholog – to pomaga, ale nie zawsze, zwłaszcza że Jerry nie przyjmuje leków. I ma marzenie – zaprosić na randkę koleżankę z pracy, efektowną Fionę, chodzący seksapil. Nie szkodzi, że to nie jego liga. Gdy w końcu po różnych perypetiach to się uda, spotkanie skończy się tragicznie, bo Jerry stanie się zabójcą mimo woli. Wkrótce zaś seryjnym zabójcą. Czarna komedia, w której damski trup pada za trupem, a kot i pies podpowiadają najbardziej wyrafinowane posunięcia. Jeżeli lubicie być zaskakiwani, Marjane Satrapi (tak, ta od „Persepolis”) dostarczy wam nowych doznań, nawet aż za nadto jak na półtorej godziny.
Agata Gogołkiewicz

Kategorie Kultura, Qulturalia
Tagi: numer 09

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy