Resocjalizacja, wersja radykalna

Resocjalizacja, wersja radykalna

Kierownictwo więzienia zaprzecza, jakoby istniały gwarancje wychodzenia po pierwszym roku. – Nie było takich ustaleń – stwierdza Tomasz Suseł, kierownik działu penitencjarnego aresztu. Jednak jego poprzednik w rozmowie z marca ub.r. faktycznie wypowiadał się podobnie jak więźniowie. I choć dziś nikt z odpowiedzialnych na KUL i w areszcie nie chce o tym mówić otwarcie, wiele wskazuje na to, że podczas rekrutacji nie pozyskano wystarczającej liczby chętnych spełniających warunek możliwości wyjścia na uczelnię. Tomasz Suseł mimo to podkreśla, że kilku kolejnym studentom więźniom w najbliższych miesiącach być może uda się uczestniczyć w zajęciach na uczelni.
Iwona Niewiadomska też ma taką nadzieję. I wierzy, że jej projekt da resocjalizacji w całej Polsce szerszy pozytywny impuls. A jest sporo do zrobienia: liczba recydywistów wzrosła między 2008 a 2012 r. o prawie 50%. – Jak resocjalizować kogoś w warunkach społecznej izolacji takiej jak więzienie? – pyta retorycznie prof. Wiesław Ambroziak, kierownik Zakładu Resocjalizacji na UAM w Poznaniu. – Prawdę mówiąc, tego się nie da zrobić.
Na słuszność tej oceny pośrednio wskazują także doświadczenia z projektu w Lublinie. – Ci, którzy mogą się uczyć na KUL, są zadowoleni, bo funkcjonują w roli wolnych ludzi – wyjaśnia prof. Niewiadomska. – Natomiast u tych uczących się w więzieniu powstają napięcia.

Grzegorz, jeden ze studentów uziemionych w więzieniu, mówi dobitniej. – Jeżeli, odbywając karę długoterminową, nie mamy możliwości kontaktów społecznych, to cała para z naszej nauki idzie w gwizdek. A chcielibyśmy jako grupa wykluczona skorzystać z kontaktu z innymi studentami, bo to pierwszy krok w kierunku społeczeństwa.

Wina, kara, wolność

Na korytarzu aresztu jest ciasno i głośno. Andrzej zachowuje się tu ostrożniej, bardziej przytłumiony niż dzień wcześniej w korytarzach KUL. Bo czuje, że już nie do końca tutaj przynależy? – Spotkania ze studentami, jazda autobusem, zajęcia na uczelni – to wszystko sprawia, że moja kara w więzieniu jest bardziej dotkliwa, niż była wcześniej.

Dziś znów pojedzie na uczelnię. Jeśli jemu, Piotrowi, Michałowi, Grzegorzowi i innym się powiedzie, w 2016 r. będą jednymi z pierwszych więźniów, którzy jako osadzeni ukończą studia pracy socjalnej. I być może uda im się radykalna przemiana – z przestępców w pracowników socjalnych. Piotr podkreśla, że ich przyszłe szanse zależeć będą od nich samych – ale również od społeczeństwa. – Prosiłbym tylko, o ile to możliwe, żeby patrzeć na ludzi nie przez pryzmat tego, kim byli, ale tego, kim są, kim będą, co robią. My już nasze kary odbywamy. Ale mamy także prawo do bycia szczęśliwymi.

Foto: Jan Opielka

Strony: 1 2 3

Wydanie: 12/2015

Kategorie: Obserwacje

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy