Scenariusze trudnych nadziei

Scenariusze trudnych nadziei

Ambasadorowie Palestyny i Izraela o sytuacji w Iraku

Hafez al-Nimer, ambasador Palestyny w Warszawie
Jedyny scenariusz – okupacja
Nie znamy wszystkich scenariuszy. Najłatwiejszym krokiem było podjęcie wojny, ale jak powiedział amerykański cywilny administrator Iraku, Paul Bremer, do żołnierzy brytyjskich w Basrze- jeszcze nie wygraliśmy wojny, bo nie ma pokoju. Nie znamy scenariusza Kurdów, bo gdy byli jeszcze w opozycji do Saddama, mówili o federacji, ale teraz to się zmieniło. Nie możemy przewidzieć, jaką rolę odegrają różne grupy religijne, bo nawet trudno określić, czy w Iraku żyje więcej szyitów, czy sunnitów. Zatem jedyny znany scenariusz to okupacja. Reszta jest niewiadomą. Nie możemy nawet odpowiedzieć, kto jest w irackim w ruchu oporu przeciwko okupacji, a kto jest terrorystą.
Mówienie o wolności dla Iraku jest fałszywe, bo okupacja nie jest wolnością ani cechą właściwą dla świata cywilizowanego, a nie wiemy nawet, ile miesięcy czy lat ona potrwa. Czy rozwinie się dialog między amerykańskim wojskiem a obywatelami? Ten scenariusz jest, według mnie, czarny i bardzo krwawy. Tutaj Amerykanie realizują doświadczenia izraelskie, które od trzech lat nie przyniosły dobrych rezultatów na terenach palestyńskich, gdzie też działa ruch oporu. A tu zasada jest taka – im więcej okupacji, tym więcej zamachów i więcej akcji ruchu oporu.
Można też układać scenariusze regionalne dla Iraku. Np. na terenach zamieszkałych przez większość szyicką, co charakteryzuje strefę brytyjską i polską, władze wojskowe respektują miejscowe tradycje. Wydaje się, że jest tam nieco bezpieczniej i następuje też większy rozwój gospodarczy. Coś się buduje – nowe szkoły, sklepy, drogi. Niestety, nie widać strategii budowania społeczeństwa irackiego, które jest bardzo zróżnicowane etnicznie. Dlatego w takich miastach jak Kirkuk czy Mosur dochodzi do tarć między Kurdami, Turkmenami, Arabami. Takie miejsca są bombami z opóźnionym zapłonem. Jest rząd tymczasowy, ale nie widać w nim wyraźnej roli Irakijczyków ani najważniejszych szejków. Nie ma też swobodnej działalności partii politycznych, które reprezentowałyby najważniejsze odłamy społeczeństwa. Nie jest też rozwiązany problem ludzi należących do największej partii Baas. Przez sześć, siedem miesięcy okupacji nie zbudowano niczego nowego, bo też siłą nie można niczego zbudować. Przykładem jest np. Afganistan. Nie udadzą się też sztuczne twory polityczne złożone z Irakijczyków, którzy sporą część życia spędzili za granicą, np. w USA czy Wielkiej Brytanii, i nie mają dobrych kontaktów z narodem.
Mówiąc o rozwoju sytuacji w Iraku, nie powinno się szukać łatwych rozwiązań. Ujęcie Saddama Husajna niczego nie zmieniło, bo to był tylko dyktator, a nie organizator ruchu oporu. Zapewne za zamachami stoi nie tylko Al Kaida, są też inne siły, może i organizacje mafijne, bo na ulicach irackich miast pojawiło się nowe zjawisko – narkotyki. Jest korupcja, handel bronią. Wszystko teraz można kupić na ulicy, na czarnym rynku, bo zresztą innego nie ma.
Myślę, że Polska może odegrać w Iraku pewną rolę, pomagając organizować normalne życie w swojej strefie. Ważne są wszelkie wspólne przedsięwzięcia gospodarcze, polsko-arabskie firmy i misje gospodarcze polskich przedsiębiorców. Trzeba wykorzystać poważny potencjał w rozwijaniu kontaktów, jaki stanowią Irakijczycy – absolwenci polskich uczelni, a także Polacy, którzy pracowali kiedyś w Iraku, odbywali tam staże zawodowe itd. To mogą być przynajmniej dobrzy pośrednicy we wspólnych przedsięwzięciach, ludzie którzy mogą zwiększyć przychylność do Polaków i Polski. Zachęcałbym nawet do wyszukiwania tych ludzi poprzez ogłoszenia w prasie lokalnej. Japończycy już to robili, pomagając sobie w Iraku sprowadzaniem biznesmenów z Egiptu. Polska może wreszcie zyskać przychylność Irakijczyków jako kraj o dużych tradycjach walki o wolność i niepodległość, a także kraj autentycznej narodowej kultury, która nie poddaje się presji kultury amerykańskiej.


 

Szewah Weiss, ambasador Izraela w Warszawie
Irakijczykom należy się demokracja
Jako politolog chętniej skierowałbym uwagę ku przeszłości, którą niekiedy nie dość dobrze rozumiemy, a także ku teraźniejszości. Natomiast przewidywanie przyszłości jest tylko spekulacją pseudonaukową albo projekcją nadziei, a więc formą prezentacji ideologii. Powiem więc, że w Iraku ma miejsce odważna misja, która – chociaż część świata przyjęła ją cynicznie – pragnie usunąć totalitarny, niesprawiedliwy system. To trudne zadanie – w tym miejscu stworzyć teraz warunki dla systemu demokratycznego, gdyż nie ma w zasadzie państwa islamskiego z systemem w pełni demokratycznym, są natomiast różne odmiany cywilizowanej państwowości czy monarchii, od dosyć łagodnych i tolerancyjnych do całkiem dzikich, jak to było właśnie w Iraku.
Misja podjęta przez USA, Wielką Brytanię, a także Polskę i Hiszpanię, kieruje się ideami światowej walki z terroryzmem. Mam wrażenie, że tak jak się mówiło o I czy II wojnie światowej, tak teraz jesteśmy właśnie świadkami III wojny światowej, tym razem przeciwko terroryzmowi. Moim zdaniem, stanowisko koalicji antyterrorystycznej jest sprawiedliwe. Niezależnie od tego, czy odnajdzie się broń masowego rażenia, czy nie, czy powstanie nowe zjednoczone państwo irackie, czy też jakaś konfederacja, należy pomóc narodowi irackiemu wyjść z tego dramatu i rozwinąć się w systemie demokratycznym. Nie wiem, czy to się uda, ale chciałbym, aby tak się stało, bo po tylu latach reżimu, narodowi irackiemu to się w pełni należy.
Notował BT

 

Wydanie: 3/2004

Kategorie: Świat

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy