Silva Rerum

Silva Rerum

Janusz Tazbir ” Silva Rerum”,  Iskry 2002

Profesor Janusz Tazbir jest znany z tego, że o sprawach trudnych i zawiłych pisze w sposób prosty, barwny, czasem przewrotny, a do tego z humorem. Tak jest i w przypadku książki „Silva Rerum”, będącej zbiorem tekstów o różnorodnej tematyce, różnych gatunkowo – od żartobliwych felietonów po solidnie udokumentowane prace naukowe z bibliografią i przypisami. Sam autor nazywa książkę „swobodnym spacerem przez pięć stuleci, wiodącym od wieku XVI po perspektywę, jaką otwiera rok 2002”.
Właściwie nie jest to książka historyczna, dotyczy raczej szeroko pojętej historii kultury, a więc i nas wszystkich. Autor, co nie jest żadną niespodzianką, ukazuje się nam jako humanista, erudyta zorientowany nie tylko w swojej ścisłej profesji, ale także w historii sztuk pięknych, filozofii, literatury i językoznawstwa. Dawne dzieje stanowią dla niego jakby trampolinę, z której raz po raz przeskakuje do czasów współczesnych i problemów aktualnych. Pisząc o potrzebie opracowania nowego podręcznika dziejów Europy, wspólnego dla wszystkich krajów, prof. Tazbir postuluje: „W podręcznikach historii należy wygospodarować więcej miejsca na dzieje kultury i obyczajów kosztem opowieści o bitwach i wzajemnych rzeziach”.
Autor jest też bystrym obserwatorem obecnie zachodzących przemian kulturowych. Ubolewa nad komercjalizacją i trywializacją kultury, szczególnie telewizji i kina: „Jako były kinoman muszę z prawdziwym smutkiem stwierdzić, iż w tym stuleciu film zatoczył wielki krąg od rozrywki jarmarcznej, poprzez arcydzieła, aby zakończyć znowu na rozrywce jarmarcznej”. Notabene, upadek kina zdaje się spędzać sen z oczu autorowi. W rozdziale „Jaki będzie wiek XXI” wyznaje on: „Osobiście jestem zwolennikiem teorii »szczytów cywilizacyjnych«; według niej historia ma poza sobą pewne osiągnięcia, których nigdy już nie zdoła prześcignąć. Tak więc teologia katolicka osiągnęła swoje apogeum w dobie średniowiecza, malarstwo historyczne w XVII stuleciu, powieść w XIX wieku. Film natomiast przeżył swoje szczyty w XX wieku, w nadchodzącej zaś epoce będziemy skazani niemal wyłącznie na schematyczne utwory amerykańskiej XI muzy, adresowane do wyjątkowo prymitywnego widza. Z myślą o nim jest dogrywany w niektórych programach idiotyczny rechot”.
Książka specjalnie nie tchnie optymizmem. Choć na pociechę autor stwierdza, że „im naród jest szczęśliwszy, tym mniej chętnie spogląda w przeszłość”. A my, no cóż… Nie jesteśmy orłami z własnej historii.

EL

Wydanie: 3/2003

Kategorie: Książki

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy