Skopana ekshumacja

Skopana ekshumacja

Czy można przez 40 minut zajmować antenę i nie powiedzieć ani be, ani me, ani kukuryku? Pytanie na milę pachnie niewyszukaną retoryką, dlatego uprzedzam wszystkich chętnych do odpowiedzi, że w nagrodę nie będą zwalniani z opłat abonamentowych na rzecz publicznej radiofonii. W ogóle nie będzie żadnego audiotele w tej sprawie.

W piątek, 15 września, w Programie III Polskiego Radia wysłuchałem „Winien i ma”. Przeczytałem wcześniej, że stacja wraca do tego kultowego niegdyś tytułu. Audycję dobrze pamiętam, dlatego włączyłem radio.

Prowadził ją głos męski, ale nie wiem, do kogo należał, bo jego właściciel się nie przedstawił. Nie powiedział, skąd przyszedł, kim jest z zawodu ani czy ma jakiś interes do publiczności radiowej. On nawet nie powiedział dzień dobry, choć było parę minut po dziewiątej. Zaczął bez żadnego zwrotu w stronę słuchaczy, zatopiony w rozmowie typu bufetowego z dwoma innymi nonejmami męskimi. Słuchasz, człowieku, i nie możesz uwierzyć, że to nie jest ptasie radio, ale Polskie Radio Program III. Nie ma ani jednego porządnie zbudowanego zdania, żadnej tezy, polemiki, krytyki. Nie ma dyskursu, jest wesoła wrzawa, słówka, półsłówka, kaszelek, dużo wybuchów śmiechu i trzy piosenki. Bardzo śmiesznie.

Radio jest stworzone do zabawy w ciuciubabkę, bo nic nie widać. Ale nie pamiętam, by komukolwiek i kiedykolwiek udało się ukryć coś wstydliwego przed słuchaczami albo w ogóle się schować. Przypominam sobie taką próbę w telewizji. W czasach, kiedy jeszcze nie było Ligi Mistrzów ani Ligi Europy, do Kijowa na mecz pucharowy z Dynamem przyjechał Bayern. Niemcy ubrali się na czerwono, tak jak często grają dzisiaj, Ukraińcy na biało. A ponieważ Ukraina była jeszcze wtedy radziecka, w domyśle czerwona, trudno było sprawozdawcy TVP pogodzić się z prawem noszenia się na czerwono przez kogokolwiek innego. Przez 11 minut Stefan (żeby nie było, że to Janek) komentował ten mecz zgodnie ze swoją wiedzą o kolorach. W radiu uszłoby mu to na sucho. Mógłby wytrwać do końca meczu, konsekwentnie obsadzając Ukraińców w roli Niemców i à rebours.

Żadna okoliczność nie umniejszy wyczynu męskiego głosu, który 15 września 2017 r. anonimowo wskrzeszał na antenie PR III umarłe tradycje audycji „Winien i ma” i do końca nieudanej ekshumacji się nie ujawnił. Musi budzić niezdrową ciekawość taka ciuciubabka, zwłaszcza gdy chodzi o remake jednej z najświetniejszych pozycji autorskich w historii radia.

Kim był ten anonimowy głos, który nie brzmiał znajomo? W dociekaniu może nam się przydać pewna okoliczność językowa. Otóż sumując dorobek sejmowej komisji do spraw afery Amber Gold, głos zauważył, że to PÓŁTOREJ ROKU pracy tego zespołu. Tak nie mógł się zachować nikt profesjonalny, bo w radiu komisja mikrofonowa nie przepuszcza braków. Co prawda, zdarzyło się również prezydentowi Dudzie mówić o PÓŁTOREJ ROKU własnej kadencji, ale prezydent zawsze może więcej, a dziennikarz powinien patrzeć władzy na ręce, nie na usta. Należy więc wnioskować, że nie był to zawodowy radiowiec.

Kiepskiego archeologa zatrudniła Trójka do odgrzebania tradycji programu z drugiej połowy lat 80. Nawet Jerzy Iwaszkiewicz nie wie, kto to, ale on nie słucha dzisiejszego radia, a z czasów „Winien i ma” najlepiej zapamiętał telefon spłakanego i już wtedy zapomnianego Janusza Gniatkowskiego, kiedy Iwaszko coś osobiście podśpiewał w studiu z jego repertuaru. Śpiewanie, trzeba dodać, nie było najważniejszym zajęciem Iwaszkiewicza w radiu. Jurek był autorem niemal wszystkich tekstów do tej audycji, która pojawiała się na antenie trzy razy w tygodniu i była dwa razy dłuższa od tego, co w piątek, 15 września, skopano przy Myśliwieckiej.

A po co komu tekst do rozmowy w radiu na żywo? Najogólniej rzecz biorąc, po to, żeby nie mówić z głowy, czyli z niczego. Nie wymyślono lepszego sposobu na udaną improwizację.

Wydanie: 39/2017

Kategorie: SZOŁKEJS

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy