Ukazał się w Austerii mój tomik wierszy „Ślad ślimaka”, błyskawicznie, ten, którego druk zablokowano mi w PIW z powodów politycznych. Można chwalić liberałów za wiele rzeczy, ale nie wyczyścili Polski po PiS, ledwie musnęli suchą szmatką. Nas oni będą wycierać na mokro.
Miałem w miesięczniku „Zwierciadło” na ostatniej stronie „Okno z wierszem”. Publikowałem tam wiersz znanego poety i krótki eseik o nim. Trwało to dwa i pół roku. W grudniu kończę ten cykl. Wdzięczny jestem pismu za ten czas. Nakłady tomików są teraz małe, księgarnie nie chcą poezji. A paradoksalnie dziesiątki tysięcy ludzi pisze wiersze, jestem teraz w jury dwóch dużych konkursów poetyckich. Ludzie piszą, bo poezja ma w sobie coś pierwotnego, jest choćby u źródeł myślenia dziecka. „Dlaczego jabłko ma tylko głowę?”, zapytałem jako trzylatek ojca. Nie napiszę lepszego wiersza. Co się więc dzieje?
Poeta Andrzej Dębkowski trafnie napisał o zjawisku, nie potrafię lepiej, więc go cytuję: „Mamy coraz więcej poetów i coraz mniej czytelników poezji. Coraz więcej książek i coraz mniej ludzi, którzy mają czas i potrzebę, żeby je czytać. Coraz więcej konkursów, nominacji, dyplomów, wyróżnień, antologii i spotkań autorskich, a jednocześnie coraz mniej rzeczywistego społecznego oddziaływania literatury. Można niemal odnieść wrażenie, że literatura zaczyna funkcjonować sama dla siebie. Poeci piszą dla poetów. Poeci czytają poetów. Poeci spotykają się z poetami. Poeci przyznają sobie nagrody, publikują w kolejnych antologiach, uczestniczą w kolejnych konkursach, a potem wracają do swoich miast i zastanawiają się, dlaczego społeczeństwo nie czyta poezji”.
Z jednym się nie zgodzę. Poeci nie czytają dzisiaj innych poetów. Najchętniej czytają własne wiersze (narcystyczna osobowość naszych czasów). Tak liczni przecież nie kupują tomików innych poetów. „Kurczą się, kurczą nasze wyspy”, powiedział kiedyś Miłosz.
Gdy „Ślad ślimaka” już był po korekcie, zrodził mi się nagle wiersz, jakby sam z siebie. Czasami – rzadko – wiersze rodzą się już gotowe. Ten jest krótki, więc go zacytuję. Zamyka tomik.
Szklanka
Ja umrę pierwszy
Ty pójdziesz po mnie
Niosąc mi w szklance
Wodę z listkiem mięty
Jak zniknę pierwszy
Ty znikniesz po mnie
Za nami znikną
Nasze dzieci wnuki
Zostanie szklanka
Z listkiem mięty
Na stole dla tych
Co po nas przyjdą
Krystyna Janda zwierza się: „Dopóki nie rządziło








