Szejna, czyli parcie na mandat

Szejna, czyli parcie na mandat

Do polityki trafiają ludzie z coraz lepszym węchem. Wyczucie nawet malutkiego słoiczka miodu to dla nich pikuś. A co dopiero, gdy konfitury mają stempel Brukseli. Z niebywałego węchu słynie przede wszystkim mało komu znany eurodeputowany SLD, Andrzej Szejna. Jeden z cichych, bo zakulisowych, bohaterów rozwalenia LiD. Szejna, który w normalnych warunkach jest całkowicie niewybieralny, najpierw pozbył się konkurentów z Partii Demokratycznej, którzy mieli tę wadę, że są znani wyborcom. I gdy wydawało się, że wystarczy odstrzelić konkurentów z SLD, by droga do Brukseli była powtórnie otwarta, Szejna podpadł na całego. Olejniczakowi, do którego się przez dwa lata łasił, i Napieralskiemu, który to obserwował. Poszło o to, że Szejna nie przyjechał na arcyważne posiedzenie Zarządu krajowego SLD, które decydowało o losach Olejniczaka. Nie poparł więc ani swojego mentora, ani jego następcy. Może więc odesłanie Szejny do lamusa będzie ich pierwszą wspólną decyzją? Zyska parlament UE. A lewica nic nie straci.

 

Wydanie: 45/2008

Kategorie: Przebłyski

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy